Close
Close

9 sposobów na bycie oryginalną kulinarką

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest Chrissi Nerantzi
autorem zdjęcia jest Chrissi Nerantzi

Kilka miesięcy temu pisałem o tym jak być oryginalną szafiarką, bo męczyło mnie to, że wszystkie blogi modowe wyglądają niemal identycznie, a szczytem kreatywności jest dobranie niepasującego t-shirta do dżinsów. Z blogami kulinarnymi jest nie lepiej, a na dobrą sprawę to gorzej.

O ile wszystkie pamiętniki z „fashion” w nazwie były wtórne, ale nie dało się nie zwrócić uwagi na autorkę, o tyle blogi zahaczające o gastronomię są tworami widmo, na których twórcę można znaleźć jedynie w zakładce „o mnie”. Choć i tam nie zawsze. 99% kulinarek zupełnie nie pojawia się na swoim blogu w żadnej formie, a ich treści kompletnie nie różnią od tych z portali z bazą anonimowych przepisów, przez co większość użytkowników trafiając do nich nawet nie wie, że jest na blogu.

Jak to zmienić i być oryginalną blogerką kulinarną? Jest na to kilka całkiem prostych sposobów.

 

Zrób sobie selfie z gotową potrawą

To jest tak proste i oczywiste, że nie mam pojęcia czemu wszyscy tego nie robią.

Jeśli pod koniec każdego przepisu wrzucisz fotę z gotowym daniem i swoją facjatą, to ogarniasz dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze czytelnicy dowiedzą się jak wyglądasz, zapamiętają to i będą Cię kojarzyć i Twojego bloga (a przynajmniej będą mieli pewność, że nie są na jakimś losowym agregacie). Po drugie, to niezły sposób na zaangażowanie czytelników i prowadzenie dwustronnej komunikacji – zrób z tego Waszą wspólną zabawę i zachęcaj ich do tego, żeby w komentarzach wrzucali swoje selfie z efektem gotowania z Twojego przepisu.

 

Podaj zastosowanie przepisu

Też banał, a widziałem ten patent jednocyfrową liczbę razy.

Jestem facetem, niestereotypowym, ale facetem, który nie pochodzi z rodziny wybitnych kucharzy, a mój stary nie jest Gordonem Ramsayem. Nie wiem czy krokodyl z papają, mango i orzechami pekan jest raczej na kolację, czy na obiad, czy może to przystawka. I czy jeśli uznam, że to nadaje się na obiad i zrobię według Twojego przepisu to czy się najem, czy będę musiał ugotować jeszcze 3 inne dania. I czy to dobre na 50-tą rocznicę ślubu, czy raczej jako codziennie nieporuszające nieba i ziemi żarło. A chciałbym wiedzieć.

 

Opowiedz historię dania

Ostatnie nie wymagające głębszej przekminy, a potem lecimy z wariactwami.

Rzadko (w ogóle?) zdarza się, żeby jakaś blogerka przed podaniem przepisu opowiedziała ciekawostki związane z daną potrawą. Skąd pochodzi jej nazwa? Kto ją wymyślił? Jak trafiła do Polski? Która gwiazda hollywoodzka miała po niej zgagę? Czy rośnie od tego penis? Pomijając fakt, że to bardzo cenne informacje, to odróżniają Cię od szarej masy, która w kółko klepie skład i sposób przyrządzenia. I nic poza tym.

 

Gotuj w nietypowych miejscach

Każdy poza bezdomnymi i arabskimi szejkami ma w domu kuchnię (ci drudzy mają ja w osobnym budynku). Ludzie mają w dupie, że pół dnia szorowałaś blat do zdjęć i kupiłaś lampy naświetlające za półtora tysia, żeby Twoja kuchenka gazowa wyglądała jak z katalogu IKEA, bo każdy albo taką ma albo taką widział. Za to dostanie wytrzeszczu oczu, jeśli zrobisz sobie zdjęcia jak przyrządzasz posiłek na Giewoncie albo na plaży na Bali. Albo chociaż na dworcu główny w swoim mieście. Albo na przystanku autobusowym. Nawet gotowanie na dachu bloku zrobi wrażenie. Byle gdzie indziej niż WSZYSCY.

 

Ukierunkuj się na jedną kuchnię

Raz, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego, a dwa, że skupienie się na jednym regionie dużo łatwiej pozwoli Ci osiągnąć rozpoznawalność i zdobyć miano eksperta. Do kogo przyszłabyś po przepis na mistrzowskie burrito do „Ania gotuje i bloguje”, czy „Kulinarny Meksyk”? I kogo z nich byś zapamiętała?

 

Przyjmij kreację

W sensie nie żebyś się ubrała w czystą sukienkę i bolerko, tylko stworzyła swoją kreację blogowo-artystyczną.

Kojarzysz „Wulgarny Poradnik Kulinarny”? Jeśli nie, to zajrzyj do nich, jak tylko skończysz ten akapit. Twórcy przyjęli, że będą używać słów jako przecinków między „kurwami” i rzucają mięsem jak w dobrze prosperującej rzeźni. Ich przepisy noszą takie nazwy jak „gulaszowa spierdolina wykwintności”, „mięsne kajdany gwałtu tarczycy”, czy „pomidorowy gar obfitości budżet level janusz”, a kuchmistrz przygotowujący je każe się tytułować mianem Szefa Kuchni Skurwysyna. I czytelnicy to pokochali!

Nie musisz lecieć do Ameryki Południowej po przyprawy, żeby być oryginalnym i zauważonym. Możesz odkryć schabowego z frytkami po raz stutysięczny trzeci, bylebyś to zrobił w sposób, na który nikt jeszcze nie wpadł. Na przykład przebierając się za średniowiecznego arystokratę i pisząc wszystkie przepisy staropolszczyzną.

 

Oprzyj swojego bloga o motyw z kultury

Post użytkownika Paulina Wnuk.

Tutaj za przykład podam najoryginalniejszą kulinarkę jaka funkcjonuje w naszej blogosferze – Paulinę Wnuk z „From movie to the kitchen”. Jak można wywnioskować z nazwy, Paulina gotuje potrawy, które wcześniej pojawiły się w filmach. Paszteciki dyniowe z „Harry’ego Pottera”, ciasto weselne z „Gry o tron”, czy gulasz jagnięcy z suszonymi śliwkami z „Igrzysk Śmierci”. I mimo, że wykorzystałem 2, góra 3 z jej przepisów, to wchodzę na każdy nowy, bo myśl przewodnia bloga jest tak interesująca, że szkoda mi jakiś pominąć.

Nie namawiam Cię, żebyś teraz założyła „From videogames to the kitchen”, czy „From songs to the kitchen”, ale pomyśl o równie rozległym, a jednak osadzonym w jakimś kontekście temacie. Na przykład „Dania dawnych Habsburgów”, „Fantasy na talerzu” albo „Między Guantanamo a Wronkami – najlepsze przepisy kuchni więziennej”.

 

Stwórz maskotkę bloga

Post użytkownika JasonHunt.

Tak jak Danio ma Małego Głoda, a Orange Serce i Rozum, Ty u siebie na blogu też możesz mieć bohatera marki, który będzie Ci pomagał/przeszkadzał w gotowaniu albo testował gotowe dania. To może być fikcyjna postać, Twoja świnka morska, kot albo nawet mąż, byleby był osadzony w jakimś kontekście nawiązującym do tego co robisz. Jeśli u Tomka Tomczyka jamnik zwany Piesią robi furorę jedząc czekoladki, dlaczego u Ciebie miałoby to nie zadziałać i nie być znakiem rozpoznawczym Twojego bloga? Na przykład z kuchnią francuską i pudelkiem, który będzie oceniał potrawy?

 

Bądź facetem

Operacja zmiany płci może trochę kosztować, ale opłaci się, bo popularnych blogerów kulinarnych można policzyć na palcach połowy ręki.

(niżej jest kolejny tekst)

5 profili na Instagramie, które warto śledzić

Skip to entry content

Instagram – fotograficzny serwis społecznościowy hostingu zdjęć, połączony z aplikacją o tej samej nazwie (dostępną obecnie na systemy operacyjne Windows Phone, iOS oraz Android), który umożliwia użytkownikom robienie zdjęć, stosowanie do nich filtrów cyfrowych oraz udostępnianie ich w różnych serwisach społecznościowych.

To oficjalna definicja z Wikipedii. W praktyce sprowadza się to do wrzucania zdjęć jedzenia i samojebek. Albo samojebek i zdjęć jedzenia. Albo smojebek podczas jedzenia. W ostateczności pseudo-artystycznych fotografii, które i tak nie zostały zrobione telefonem. Jeśli śledzisz szafiarki albo laski z zajawką na siłownię, to przynajmniej raz na jakiś czas możesz popatrzeć na zajebiste nogi i niezły tyłek. Jeśli w obserwowanych masz tylko znajomych i kulinarki, to zapewne nudzisz się jak na szkoleniu BHP.

Przewijając strumień aktualności na Instagramie zastanawiałeś się, czy w gąszczu mydła i powidła jest coś więcej? Czy są jakieś profile skupiające się na czymś? Czymś konkretnym, a nie są tylko pamiętnikiem z lodówki i garderoby? Dobre wieści kolego – takie miejsca istnieją i znalazłem je dla Ciebie. I nawet nie tyle po to, żeby urozmaicić rzeczy, na które patrzysz, ale żeby Cię zainspirować.

Poniżej 5 tematycznych profili na Instagramie, które są tak ciekawe, że po obejrzeniu ich sam będziesz chciał założyć podobny.

 

50 twarzy buldoga

trotterpup instagram

„Moja kicia śpi”, „moja kicia nie śpi”, „moja kicia siedzi na laptopie i nie mogę pracować, ojej, jakie to śmieszne”, „moja kicia wskoczyła na biurko, postawiła klocka, zrzuciła nową lustrzankę i rozpieprzyła obiektyw, hahaha, ciekawe co na to mój chłopak jak wróci z pracy”. Wystarczy.

„Trotter Pup” przywraca równowagę w królestwie zwierząt w internecie. Właścicielka francuskiego buldoga nie naparza zdjęciami jak nastolatka po studniówce, ale jak już coś wrzuci to nie ma lipy. Piesek z finezją stylizowany jest jak rasowy model. Raz jest Meksykaninem, raz Lukem Skywalkerem, a raz tancerką na karnawale w Rio. Nie spodziewałbym się po sobie, że mogę coś takiego napisać, ale kolejne wcielenia Trottera naprawdę wciągają.

 

Wierzący-praktykujący

tip for jesus instagram

Mało takich, ale ten nadrabia za całą wspólnotę.

Zwyczajowo przyjmuje się, że napiwek to 10% wartości zamówienia. Autor „Tip for Jesus” odwraca sytuację – daje premie za obsługę, przy których wartość zamówienia to 10%. Albo i mniej. Jest filantropem przez wielkie „F”, „I”, „L”, „A”, „N” i każdą inną literę w tym słowie. Przy rachunku na 45 dolarów potrafi dać 5000 napiwku, a wszystko w imię Jezusa.

 

Zapędzony w sokoli róg

sokół instagram

Wojtek Sokół pseudonim Narrator uwiecznia swoje podróże w dość specyficzny sposób. Chwali się pokojami hotelowymi, w których sypia, studiami nagrań, w których rejestruje wokale i knajpami, w których jada, ale kompletnie inaczej niż wszyscy. Lider zespołu WWO fotografuje rogi tych pomieszczeń – miejsca gdzie ściany łączą się z sufitem. Nie wiem na ile to celowe, a na ile przypadkowy zbieg okoliczności, ale 436 takich zdjęć uautentycznia hasło „mierz wysoko”. Choć do „niebo jest limitem” przydałyby się drapacze chmur ze szklaną kopułą.

 

Arcynarcyz

Mr Pimp Good Game instagram

We wstępie naśmiewałem się z samojebek, ale “Mr Pimp Good Game” jest władcą galaktyki w tym temacie. Albo robisz to tak jak on, albo wcale. Jego profil powinien być stroną startową na wszystkich kompach we wszystkich biurach. Jedno spojrzenie na tę rozanieloną buźkę mówiącą „jestem najzajebistszym gościem na tej planecie, a hustlerzy z Miami Beach mogą mi pucować mokasyny” i wiesz, że dzień będzie dobry.

 

Artysta

murad osmann instagram

Lub poeta fotografii. Inaczej Muradę Osmanna nazwać się nie da. Zdjęcia, które publikuje raczej nie są zrobione telefonem, ale jestem mu to w stanie wybaczyć, bo rozsadzają czaszkę. Ta metafora, że kobieta wciąga go w swój nieodkryty, egzotyczny świat jest genialna i, jak zwykle w przypadku takich pomysłów, zaskakuje swoją prostotą. Właśnie tak powinny wyglądać angażujące treści wizualne!

 

Znacie coś podobnego?

Nie ukrywam, że w wyniku zajarania się tego typu profilami założyłem swoje konto, na którym lecą same nogi i świat z perspektywy „od pasa w dół”. Nie ma też co udawać, że dorównuję tym powyższym, ale chętnie poznałbym innych instagramowiczów, którzy całą komunikację ogrywają na wariacjach pojedynczego tematu. Jeśli macie w obserwowanych coś podobnego to podrzućcie do komentarzy.

Pierwsze spotkanie po rozstaniu. Jak się ubrać?

Skip to entry content

Pamiętacie super-inteligentny tekst o butach EMU, a wcześniej esej o odkryciu lumberseksualizmu? Otóż, “dziennikarka” naTemat, która je spłodziła, jest specjalistką w kwestiach damsko-męskich i oprócz rozległej wiedzy na temat tego, czym charakteryzuje się prawdziwy mężczyzna, ma również szereg rad dla kobiet o tym, jak dobierać garderobę po zakończeniu związku. To ostatnie zagadnienie było dla niej na tyle istotne, że postanowiła je zmaterializować w postaci „artykułu” o tytule “Pierwsze spotkanie po rozstaniu. Jak się ubrać?”. Zapominając, że bawełniana sukienka to najlepsza opcja na każdą okazję.

Wyjątkowo nie będę rozbijał na czynniki pierwsze i analizował tej grafomańskiej sraczki, bo wiem, że jedyny efekt jaki by to przyniosło, to radość w “redakcji” z nabijania wyświetleń. Tekst o tym, jak dobierać ciuchy po zakończeniu związku jest jednak na tyle niezamierzenie śmieszny, że uznałem iż niezłym pomysłem będzie napisanie jego męskiej wersji. Czyli poradnika dla facetów mówiącego im, co mają na siebie włożyć idąc na spotkanie ze swoją byłą.

Nie spaliście po nocach czekając na tę wiedzę, co nie?

 

Jeśli chcesz, żeby czuła, że popełniła błąd

Wiem jak to dla Ciebie ważne, wiem jak Cię boli i wiem ile byś dał, żeby znów była Twoja. Niestety, od miesiąca posuwa ją Twój najlepszy przyjaciel, codziennie tagując jakąś fotkę z nią w samej bieliźnie „#aftersex”. Przynajmniej wiesz, że grzybicy penisa dostałeś od swojego, a nie jakiegoś przypadkowego klubowego włóczęgi. Czy jednego z członków T.Love, bo z ich ostatniego koncertu przed Waszym rozstaniem wróciła 2 dni później niż powinna. Wracając jednak do tematu, suka przegrała życie zostawiając tak zajebistego typa jak Ty i powinna sobie o tym przypominać każdego dnia. Nie tylko, gdy znajdzie pudełko po tanich prezerwatywach za łóżkiem.

Jeśli ma mieć kisiel w figach na Twój widok albo chociaż zaproponować szybkie ssanie w bramie – na które możesz się zgodzić tylko jeśli zagwarantuje, że połknie – musisz pokazać jej co straciła. Lubiła, gdy wyglądałeś jak polska wersja Wilka z Wallstreet? Oddaj do pralni garnitur ze studniówki, wypastuj lakierki, zainwestuj w dobry żel i kup sobie nowy krawat. Garniaka i tak pewnie nigdy na Tobie nie widziała, więc będzie to dla niej nowość, a nowy krawat zasygnalizuje, że Ci się powodzi. Kilka dni po dostawie w Robanie powinieneś znaleźć coś do dyszki, a jeśli nie, to pożycz od ziomka. Tylko upewnij się wcześniej, że z nim nie sypiała, bo będzie siara, jeśli wcześniej widziała u innego ten sam męski zwis.

Kiedy pójdziesz jej oddać lokówkę i resztkę Tampaxów w stylówce, do której zawsze próbowała Cię przekonać, ale Ty wolałeś pomykać w Hakerach i Bomberach, na wargi będzie cisnąć jej się tylko jedna myśl: jak ja mogłam zostawić takie ciacho?! Na usta zresztą też.

 

Jeśli chcesz, żeby była zazdrosna

Po tym jak przypadkowo wrzuciła na Insta zdjęcie z Twoim ziomkiem z planszowej gry „Spuszczę ci się na twarz”, nie chcesz jej dotknąć nawet deską z ToiToia po Woodstocku, ale nie widzisz przeciwwskazań, żeby ją trochę podkurwić? Śpieszę z pomocą przyjacielu.

Niezależnie kto kogo zostawił i dlaczego, zawsze wygrywa ten kto pierwszy znajdzie sobie kogoś nowego. Powtórz, zapamiętaj, a najlepiej zapisz markerem na wewnętrznej stronie drzwi od kibla, żebyś nie zapomniał. Jeśli dowie się, że po tygodniu od rozstania przeczyszczasz komin swoim wyciorem innej maniurce, będzie jasne, że jesteś graczem, a ona co najwyżej może podawać piłki na paraolimpiadzie. No i z pewnością będzie niepocieszona, że to już nie ona jest czarodziejką władającą Twoją magiczną różdżką. A przecież o to chodzi w kończeniu związku, co nie?

Żeby zazdrość na jej twarzy wykwitła jak pryszcze w pierwszym trymestrze ciąży, musisz jej jasno zakomunikować, że regularnie ruchasz. A najlepiej, że robiłeś to tuż przed spotkaniem. Gdy przyjdzie do Ciebie odebrać resztę gratów, których jeszcze nie wystawiłeś na Allegro, otwórz jej w samych bokserkach z placem bitwy pod Grunwaldem na głowie. Albo najlepiej w samym, lekko zsuwającym się, ręczniku na biodrach. I koniecznie pamiętaj o przyspieszonym oddechu i rozbieganym wzroku!

Jeśli natomiast w celu przekazania fantów ustawiliście się na mieście, bądź ubrany porządnie, ale tak jakbyś to robił w biegu – zajebista koszula, ale źle zapięta, nowe spodnie i buty, ale dwie inne skarpetki, rozpięty rozporek i obowiązkowo ślady szminki na kołnierzyku. I najważniejsze – pod jakimkolwiek pretekstem sięgnij do kieszeni i wyciągając telefon/portfel/rachunek za jej ostatnią wizytę u proktologa, „przypadkiem” upuść puste opakowanie po prezerwatywie. I to najlepiej po gumach takiej marki, jakich nigdy z nią nie używałeś, żeby, nie daj boże, nie przyszło jej do głowy, że to resztki po Waszym związku.

 

Jeśli chcesz, żeby dostała furii

Powyższe sposoby są świetne, sprawdzone i rekomendowane przez Istytut Matki i Dziecka, ale działają tylko wtedy, kiedy to ona była tępą blazą, a Ty względnie ogarniętym ziomeczkiem. Jednak w przypadku, jeśli to Ty byłeś emocjonalnym niedorozwojem, a ona zdroworozsądkową dziewczyną, albo uzna, że dobrze zrobiła zostawiając Cię, albo przejrzy Twój plany i nawet jej powieka nie zadrży przy bezpośrednim kontakcie. Jak w takim razie wkurwić w miarę dojrzałą emocjonalnie dziewczynę samemu będąc debilem?

Pokaż jej, że masz to gdzieś. Im mniej Twój ubiór i zachowanie będzie odstępowało od normy, tym bardziej dasz jej do zrozumienia, że to co między Wami było kompletnie nic dla Ciebie nie znaczyło. Przyjdź w tych samych spranych dresach co zawsze, tych samych rozklejających się butach co zawsze, śmierdząc tym samym odorem mieszkanki Męskich z trzydniowym potem co zawsze, a będzie dla niej jasne, że Wasze rozstanie ruszyło Cię mniej, niż sytuacja fok na Alasce. Im bardziej ona była zaangażowana w związek, tym bardziej rozwścieczy ją Twoja apatia. Bo nic nie wkurza bardziej, niż zakrycie wulkanu emocji płachtą obojętności.

Jeśli przyjdziesz na spotkanie z kobietą, która Cię kochała ubrany jakbyś miał wyjebane, to tak jakbyś jej napluł w serce.

Trzymam za Ciebie kciuki i koniecznie daj znać jak Ci poszło!

autorem zdjęcia w nagłówku jest Andrew w