Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #8: cycki, “Pulp Fiction” i Buka

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu

Zawsze staram się w tym wstępie napisać coś mądrego albo przynajmniej zabawnego, ale tym razem nie da rady. Doszło do mnie, że w tym roku kończę 27 lat (słownie: DWADZIEŚCIA SIEDEM LAT!!!) i jest mi niewymownie smutno. Przecież nawet Wasi rodzice nie są tak starzy. To tyle słowem wstępu, a teraz lecimy z linkami, póki postępująca osteoporoza nie uniemożliwiła mi obsługi klawiatury.

Czemu faceci gapią mi się na cycki? To standardowy tekst kobiet lubiących eksponować swoje piersi dużym dekoltem. O tym, że to hipokryzja pisze jedna z nich.

Jurek Owsiak jednak nie kradnie: nie żebym nie wiedział tego od zawsze, ale osoby zarzucające Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy nieuczciwość, w końcu mają udowodnione czarno na białym, że ich zarzuty są wyssane z palca.

107 porad jak oszczędzać pieniądze: czyli duuuży poradnik Michała Szafrańskiego o tym, skąd brać dodatkowe  200zł miesięcznie. Z pewnością nie wykorzystacie wszystkich rad, ale 2-3 każdy powinien dla siebie znaleźć.

“Także”, czy “tak że”? Zawsze miałem z tym problem, ale Arlena Witt wytłumaczyła to turbo łopatologicznie, więc jedyne co mi zostaje, to ustawić ten tekst jako stronę startową, póki nie będę recytował go z pamięci.

Kanye West pomaga nieznanym artystom: w tym tak niszowemu muzykowi jak Paul McCartney z The Beatles. A przynajmniej tak uznali fani Kanye’ego, pytając kim do cholery jest ten Paul.

Tylko jeden rok na marzenia: bardzo inspirujący i motywujący tekst początkującego blogera – Jasona Hunta. Chłopak mimo, że młody, to ma świetne pióro, więc zajrzyjcie do niego, bo naprawdę nieźle się zapowiada.

Burgery z “Pulp Fiction”: czyli ćwierćfunciaki z serem, które szamał John Travolta na randce z Umą Thurman. Jako, że jestem żarliwym fanem wszystkich wcześniej wymienionych, nie mogłem nie wrzucić tego przepisu.

 

Pan Yapa kontra hejterzy: zobaczyć przeklinającą ikonę z dzieciństwa, to jak dowiedzieć się, że Britney Spears nie jest już dziewicą. Chociaż nie, w sumie to jednak co innego. Ale i tak obejrzyjcie, bo śmieszne.

 

Pudło Życzeń: miałem to już wrzucić wieki temu, czyli przed świętami, ale zapomniałem, w związku z czym, kajam się i posypuję głowę popiołem. Gdybyście się zastanawiali czemu tak nieskładnie wyglądam i mówię, to mała wskazówka: nagranie odbywało się w drugim dniu Blog Forum Gdańsk. Czyli rano po imprezie integracyjnej.

 

Klip tygodnia: teledysk co prawda żadnej części ciała nie urywa, ale płytę “Niebo Nie Jest Limitem” mam zapętloną od tygodnia. No i w tym numerze pada mistrzowski tekst “nie mają do mnie podjazdu jakby mieszkali w bloku”.

 

Damska stylówka tygodnia: Miss Ferreira ztj. Pani Ferrari, czyli najładniejsza mateczka z blogerek modowych. Gdyby wszystkie kobiety wyglądały tak seksowanie po trzech ciążach, to może nie mielibyśmy ujemnego przyrostu naturalnego.

zdjęcie pochodzi z bloga missferreira.pl
zdjęcie pochodzi z bloga missferreira.pl

 

Męska stylówka tygodnia: podchodzę raczej z dystansem do męskich parek, ale ta wygląd tu całkiem w porządku, no i spodnie z niskim krokiem zawsze spoko. Cała stylówka na świeżo odkrytym blogu “Gelardo Fashion”.

zdjęcie pochodzi z bloga gelardofashion.blogspot.com
zdjęcie pochodzi z bloga gelardofashion.blogspot.com

 

Fanpage tygodnia: spadł śnieg, mamy zimę i w ogóle pizga złem, więc w tym miejscu nie mogło się pojawić nic innego, jak przyprawiająca o migotanie przedsionków zdemonizowana Buka. Mam nadzieję, że doceni wyróżnienie i nie będzie mnie prześladować nocami wyskakując spod łóżka.

Post użytkownika BUKA.

 

Blogerka na głównym zdjęciu: blondyneczka przybliżającą sobie cukiereczki na początku “Przeglądu”, to Judyta z bloga Żudit.pl. Mimo, że zamężna i na studiach doktoranckich, to daleko jej do typowej kury domowej, czy mohero-mola książkowo-kościelnego. Warto zajrzeć ze względu na pozytywną energie i dystans do siebie (nagie zdjęcie w wannie najlepsze).

W tym tygodniu wstrzymuję casting na twarz “CPI”, bo mam lekki zapas lupkowych zdjęć, ale jakbyście znali jakieś dobre, nieodkryte męskie blogi modowe, to zapraszam, można spamować.

(niżej jest kolejny tekst)

21 sposobów na obrzydzenie sobie nowego roku

Skip to entry content

Pogrzebaliśmy już żywcem wiosnę i lato wynajdując wszystkie pierdoły mogące przyczynić się do znielubienia tych pór roku. Przy jesieni i zimie nie trzeba było się jakoś specjalnie starać, bo pałam otwartą, wiecznie żarzącą się nienawiścią do tych okresów. Gdybym mógł, wykreśliłbym je z kalendarzy na całym świecie. Raz nawet tak zrobiłem ze swoim naściennym, ale śnieg spadł pomimo tego. Frajer.

W oku cyklonu jest jednak najspokojniej i w środku tej niekończącej się fali ulew, słot, zasp i ciap, jest moment, który daję chwilę wytchnienia i pozwala pofantazjować, że będzie lepiej – 1 stycznia. Z początkiem nowego roku wszyscy są naładowani optymizmem, otwarci na otoczenie, gotowi łapać szanse i tak rozpiera ich entuzjazm, że chcą zmieniać życie na lepsze. I zupełnie zapominają, że im się podeszwa w prawym bucie rozkleiła, a ojciec ma białaczkę.

Co robić i o czym myśleć, żeby skutecznie obrzydzić sobie nowy rok?

1. Wejdź na konto bankowe. I przejrzyj wypłaty z bankomatu i płatności kartą w sylwestra. A potem spójrz na stan salda.

2. Przejrzyj sylwestrowe zdjęcia znajomych. I dojdź do wniosku, że wszyscy bawili się lepiej od Ciebie.

3. Sprawdź co u Twojej byłej. Dowiedz się, że ma nowego faceta. I z nim mieszka. A Ty wciąż jesteś sam.

4. Spotkaj się ze starymi znajomymi ze studiów. Zorientuj się, że zarabiasz najmniej z nich.

5. Zrób postanowienia noworoczne. W trakcie ich spisywania znajdź te z zeszłego roku. Z których żadne nie zostało spełnione.

6. Przypomnij sobie, że już niedługo walentynki. Które spędzisz sam.

7. Uciesz się sumując dni ustawowo wolne od pracy i urlop. Przypomnij sobie, że nie wykorzystałeś jeszcze tych z zeszłego roku, bo „jesteś zbyt ważny dla firmy by brać wolne” i ciągle musiałeś zostawać po godzinach.

8. Obiecaj sobie, że więcej czasu będziesz poświęcał na swoją pasję. Po godzinie fantazjowania odkryj, że jej nie masz.

9. Przeczytaj ogłoszenia na klatce. Informujące o podwyżce cen wody, prądu, gazu i wywozu śmieci.

10. Zacznij szukać pracy. Zorientuj się, że rekrutacja na wszystkie sensowne stanowiska skończyła się przed nowym rokiem.

11. Pomyśl o kupnie mieszkania. Na które Cię nie stać.

12. Przeczytaj w gazecie o kimś sławnym. Kto w Twoim wieku miał już fortunę.

13. Kup sobie nowe, zajebiste ciuchy. Daj je sobie ubłocić, stając przy kałuży na ruchliwym skrzyżowaniu.

14. Dowiedz się o noworocznej premii. Którą dostali wszyscy oprócz Ciebie.

15. Zrób coś dla siebie i zapisz się na kurs tańca. Na który nie będziesz mógł chodzić, bo zmienili Ci godziny pracy.

16. Zaproponuj spotkanie dziewczynie, która zawsze Ci się podobała, ale nigdy nie miałeś odwagi zagadać. Usłysz, że bardzo chętnie, ale od tygodnia ma faceta.

17. Wygarnij komuś, kto zawsze Cię wkurwiał. I dowiedz się, że ma raka.

18. Zrób sobie gruntowne badania. Z których wyniknie, że Twój organizm jest 15 lat starszy niż Ty.

19. Zaplanuj podróże na cały rok. Które nigdy nie dojdą do skutku , bo nie masz z kim ich odbyć, a sam zbyt się boisz.

20. Zmień coś w sobie. Spytaj znajomych co konkretnie i zwariuj próbując odnaleźć się w gąszczu sprzecznych informacji.

21. Uświadom sobie, że znów jesteś rok starszy.

Działa?

Kto z państwa ostatni do doktór Kubickiej? – lustrując poczekalnię rozbieganym wzrokiem zapytała na oko 45-letnia kobieta, ściskająca nienaturalnie mocno dłoń syna. W zasadzie to już sam fakt, że trzymała go za rękę był mało naturalny, bo chłopak ewidentnie był w wieku ponadgimnazjalnym.

Ja – opowiedziałem, uzmysławiając sobie, że siedzę tu już dobre pół godziny, a kolejka nawet nie drgnęła.

To dobrze, to ja będę za panem – oznajmiła, tak jakbym co najmniej miał coś do gadania w tej kwestii i mógł się nie zgodzić. – Bo pan też z kręgosłupem prawda? – biorąc pod uwagę, że byliśmy w poradni rehabilitacyjnej, a konkretnie, poradni wad postawy i miałem krótkie spodenki, więc nie dało rady zamaskować ewentualnego braku nogi, to dość jasne było, że chodzi o kręgosłup. Jak u pozostałych 8 osób siedzących na krzesełkach obok. To było na tyle jasne, że przyszedłem tu ze skoliozą, lordozą, czy inną ozą, że to pytanie mogło oznaczać tylko jedno: będzie chciała zacząć długą, bezcelową rozmowę o niczym. Lub co gorsza o sobie. A raczej nie rozmowę, a jebany monolog.

Tak, tak, z kręgosłupem – tchnąłem beznamiętnie, karmiąc nadzieję resztkami naiwności, że może po prostu nie wzięła psychotropów z rana, i chciała upewnić się, że nie pomyliła przychodni.

Bo wie pan, bo Grzesiu też ma problemy z pleckami – zaczęło się kurwa, zaczęło się – Mówię mu: „Grzesiu nie garb się, bo będzie cię jeszcze bardziej boleć”, ale wie pan jak to jest. Jak go przypilnuję to się prostuje, ale jak idę do kuchni obiad nagotować to już się krzywi. No i musimy tu z Grzesiem jeździć, mimo, że daleko. Bo my tu aż z Milowic jedziemy, ale nie ma rady. Jak trzeba jechać to trzeba, co pan zrobi? – nie czekała na odpowiedź – Nic pan nie zrobi, trzeba jechać i tyle – zrobiła dłuższą przerwę i już się łudziłem, że to nie jedna z tych wariatek, które chodzą do lekarza tylko po to, żeby móc z kimś porozmawiać i zmusić do wysłuchiwania swoich problemów. Ale jednak, to było złudzenie. Robiła tylko przerwę na oddech – Jak brat żył to było lepiej, wie pan? – nie, nie wiem.

Przepraszam, ale muszę się pou… – chciałem powiedzieć, że muszę się pouczyć, bo jutro mam klasówkę z historii, której nienawidzę jeszcze bardziej, niż napastowania mnie litanią krzywd kompletnie obcych ludzi, których nie mam ochoty poznawać, ale nie zdążyłem. Kobiecina już wpadła w trans.

Podwoził nas z Grzesiem albo i odbierał, a nieraz to siedział tu z nami nawet i czekał. Taki to był człowiek dobry, mówię panu, złoty. Złoty człowiek, do rany przyłóż, ale lubiał usta w kieliszku umoczyć. Nie żeby często, boże broń, ale lubiał sobie chlapnąć przy okazji jakiej i wie pan, po Wigilii dwa lata temu do szpitala go wzięli i marskość wątroby lekarze orzekli, a to wie pan, żółć, wymioty i człowiek jak patyk wysycha dosłownie – kurwa mać, czy ja wyglądam jak kozetka do wypłakiwania się? Albo spłuczka na problemy emocjonalne? Mam ledwo skończone 17 lat, już spieprzony wzrok i jebaną kifozę. Czy aż tak wiele złego zrobiłem w poprzednim życiu, że mam być bezpłatnym, publicznym psychologiem czynnym 24 godziny na dobę, 365 dni w tygodniu dla wszystkich, z którymi rodzina i znajomi już nie mogli wytrzymać, bo maltretowali ich w kółko swoim gdakaniem, i nie mają przed kim się wygadać?

Przepraszam, ale… – błagam, niech ona da mi spokój!

I zmarło mu się rok temu, świeć panie nad jego duszą, tydzień przed Bożym Ciałem. Ksiądz Antoni tak ładnie o nim mówił na pogrzebie, choć przed samym pochówkiem, to… – kurwaaa!!!!!

 

***

 

Nieważne, czy jestem na szkolnej wycieczce i idziemy w 30 osób w środku dnia, w kolumnie, którą otwiera i zamyka nauczycielka. Bez znaczenia, czy to środek nocy 15 lat później i w trzech bujamy się podchmieleni, jakby było nas co najmniej sześciu. Nieistotne, czy idę za rękę z dziewczyną i jestem tak pochłonięty byciem z nią, że świat zewnętrzny zaczyna blednąć jak kameleon na suficie. Równie dobrze mógłbym iść w samym środku huligańskiej bojówki rozwścieczonej po przegranym meczu. Żul na Floriańskiej i tak zaczepi właśnie mnie.

 

***

 

Wolne tu obok pana? – cholera, motyw z nażarciem się śledzi i zawaleniem drugiego siedzenia walizką i stertą ciuchów jednak nie działa w bezprzedziałowych. Ughhh.

Tak, proszę – dobra, w końcu mam netbooka na kolanach i odkąd podszedł cały czas klepię w klawiaturę, może skuma, że jestem zajęty i nie będzie próbował nawiązać rozmowy.

Do Warszawy, co? – a jednak.

Tak, to pociąg do Warszawy – upewnia się, czy ledowy napis „WARSZAWA” na czole lokomotywy nie był podpuchą, czy o co chodzi?

To dobrze, to sobie pojedziemy – no rewelacja, faktycznie. – Pan student, tak? Na uczelnię do stolicy? – normalnie podziękowałbym za komplement i uśmiechnął się pod nosem, że wciąż bardziej wyglądam na „po dwudziestce”, niż „przed trzydziestką”, ale nie tym razem. Tym razem wiem, że jestem udupiony. Że czegokolwiek nie odpowiem, da mu to pożywkę do dalszych pytań. Że jeśli powiem, że już dawno po studiach, zaczynie dopytywać gdzie pracuję, a wtedy otworzy się puszka pandory pod hasłem „a co to jest ten blog?”. Jak skłamię, że tak, że student, to też nie załatwi sprawy. Na 95% zaczynie się gadka w stylu „bo za moich czasów”. Przepadłem. Jestem udupiony.

Tak, student. Właśnie kończę projekt na zaliczenie, także muszę się na tym skupić.

No, dobrze, dobrze, studia to ważna rzecz w dzisiejszych czasach. Dzisiaj bez studiów to nic się nie da zrobić, nic, żadnej pracy – dzięki za info, będę pamiętał o tym przy podpisywaniu następnej umowy za średnią krajową. – A co studiujesz? – cóż za gładkie przejście „na ty”.

Informatykę – najbezpieczniejsza odpowiedź. Ludzie w jego wieku na hasło „informatyka” reagują krytą odrazą, ale wiedzą, że wiąże się z dużą kasą, więc nie będzie próbował zanegować tego wyboru. Nie będzie też specjalnie dopytywał o szczegóły studiów, bo wie, że i tak nic z tego nie zrozumie, a na tyle cwaniakuje, że głupio będzie mu się do tego przyznać.

Informatykę? – powtórzył, jakby pierwszy raz w życiu słyszał to słowo. – To przyszłościowe, wakatów po tym pewnie jest co niemiara – uff, połknął haczyk, może da se siana. – A pannę, to ty masz kawalerze? – że co?

Że co?

No jaką lubą? Z dziewczynką jakąś się prowadzasz? – pomylił lecytynę z Penigrą przy obiedzie, czy włączył mi się porno-wygaszacz ekranu na kompie, że zaczął o tym gadać?

– Nie twoja sprawa, to po pierwsze. Po drugie, nie mam ochoty na rozmowę, a po trzecie jestem zajęty – nie da się chyba jaśniej, bez używania wulgaryzmów, zakomunikować „DAJ MI SPOKÓJ”. Ostatnia szansa – wyciągam słuchawki.

Po co te nerwy, po co te nerwy. Ja wiem, że wy informatycy to macie łeb jak sklep, ale w innych sprawach to nie jest tak kolorowo. To pytam się grzecznie, bo mam wnuczkę – piękną pannę na wydaniu – co kawalera szuka. A dzisiaj o porządnego chłopa, co łukiem przez knajpę po robocie nie będzie wracał, wcale nie łatwo. No i wiadomo, że taka para młoda to za coś żyć musi, zwłaszcza jak panienka dziecię powije, to się grzecznie pytam, czy kawaler nie jest zainteresowany? Bo ja i zdjęcie mogę pokazać i adres korespondencyjny mogę dać. Albo i sam na herbatę zaprosić, bo gdzie lepiej, żeby się młodzi poznali jak nie u dziadka?

 

***

 

Nie wiem czy to przeznaczenie, wyraz twarzy, feromony, Axe czy Maybelline, ale to coś we mnie jest. Jestem magnesem na dziwadła.

autorem zdjęcia jest Hans-Jörg Aleff