Close
Close

Czy podróż do Egiptu zimą to dobry pomysł?

Skip to entry content

Tak jak zapowiadałem, spędziłem tydzień lutego w Sharm El Sheikh na pływaniu, opalaniu i szeroko pojętym obijaniu się. Od dawna chodził za mną pomysł, żeby w momencie, gdy w Polsce jest zimno, szaro, buro i ponuro polecieć gdzieś, gdzie słońce praży jakby był środek wakacji, ale dopiero w tym roku zdecydowałem się na tę wycieczkę. Podejrzewam, że przynajmniej kilkoro z Was też wpadło na taki plan, ale wciąż waha się, czy aby na pewno warto go realizować.

Poniżej odpowiedzi na najczęstsze pytania w tym temacie, które sam sobie zadawałem przed wyjazdem. Mam nadzieję, że pomogą Ci podjąć decyzję o zmianie strefy klimatycznej w środku zimy, a jeśli brakuje czegoś co Cię trapi, to komentarze są Twoje.

 

Czy jest ciepło?

IMG_20150201_091915

Wizja chodzenia bez koszulki w trakcie kalendarzowej zimy była głównym powodem, dla którego w ogóle myślałem o podróży do Afryki i okazała się strzałem w dziesiątkę. Średnia temperatura w ciągu dnia to 27 stopni, co sprowadza się do tego, że mniej więcej od 9 do 17 możesz śmigać w samych bokserkach (jak jesteś bez bokserek, to ludzie jakoś dziwnie zaczynają na Ciebie patrzeć). Ani żar nie leje się z nieba, że jedyną opcją do przeżycia jest cień, ani, mimo lekkiego wiatru, nie musisz siedzieć w bluzie, czy, niech Allah broni, w kurtce.

Jest idealnie.

 

Jak z maniurkami?

Jeśli nastawiasz się na zimowy romans, seksturystykę, bądź znalezienie żony, to muszę Cię rozczarować. Połowa wczasowiczów jest w wieku 50+, a jedna czwarta -14. Oczywiście zdarzają się laski już zdatne do użytku i jeszcze nie przejrzałe, tyle, że te przylatują najczęściej z facetami. Jeśli więc nie masz preferencji seksualnych, które są karane przez prawo lub zakładają uczestnictwo kilku osób, to raczej nie poszalejesz.

Jeśli natomiast chodzi o tubylców, to NIGDZIE nie widziałem egipskich kobiet. Obstawiam, że po prostu siedzą w domach i rodzą dzieci.

 

Jaka waluta obowiązuje w Egipcie?

Egipt zimą Sharm El Sheik w zimie (61)

Oficjalnie funt egipski, mniej oficjalnie, ale równie akceptowalnie dolar amerykański. 1 dolar = 7 funtów, aczkolwiek w zależności od Twoich zdolności negocjacyjnych ta proporcja może ulegać zmianie w obie strony. Zasadniczo w Egipcie nie ma takich rzeczy, które kosztowałyby mniej niż 1 dolara, więc zupełnie nie musisz się przejmować wymianą pieniędzy i bez problemów wszystko załatwisz amerykańską walutą.

 

Czy all inclusive ma sens?

Egipt zimą Sharm El Sheik w zimie (27)

Pierwszy raz byłem na wakacjach, gdzie wszystko było załatwione i zapewnione od A do Z i jeśli Twoim celem nie jest poznawanie i zwiedzanie, a odpoczynek i spokój świętszy niż dzień zaznaczony w kalendarzu na czerwono, to ma to sens w pełni. Podane, posprzątane, w pierścień pocałowane. Nic tylko żyć i odpoczywać.

 

Jak jest z jedzeniem i piciem?

Egipt zimą Sharm El Sheik w zimie (104)

W sumie mieliśmy 6 posiłków dziennie, dostępnych zarówno w stołówce hotelowej, przy basenie jak i przy samej plaży, co było turbo wygodne. Woda, napoje i alkohole również. Od 8 do 24 bez limitów. Przy czym, o ile jedzenie było naprawdę w porządku i był szeroki wybór żarełka, o tyle w kwestii alko było dość marnie. To co można było dostać w barze na opaskę, to nie były ogólnoświatowe, czy choćby polskie marki, tylko ich krajowe odpowiedniki. 30% wódka, gin, whisky i rum z plastikowych butelek i wino z kartonu. Wyjątkowo podłe, więc jeśli zakładasz, że wyjazd będzie opierał się na mocnych libacjach, to lepiej przywieźć sprzęt z domu.

 

Czy 5 gwiazdek w Egipcie to dużo?

Egipt zimą Sharm El Sheik w zimie (24)

Malusieńko. To co w Sharm El Sheikh uchodziło za szczyt luksusu w Polsce dostałoby góra 3 gwiazdeczki. Pokoje słabo oświetlone, przeciętnie wyposażone z często niefunkcjonującym sprzętem. Brak windy, tylko 1 podgrzewany basen, niedziałający telewizor, zdezelowane krzesło na tarasie i często „rozkojarzona” obsługa. Nie zrozumcie mnie źle, pobyt zaliczam zdecydowanie do udanych, bardzo mi się podobało przez ten tydzień i nie mam żadnych poważnych powodów do narzekań, ale 5 gwiazdek to to nie było z pewnością.

 

Jak Egipcjanie odnoszą się do turystów?

Egipt zimą Sharm El Sheik w zimie (62)

Innymi słowy, czy na każdym kroku chcą Cię wyruchać na hajs? Bardzo bym sobie życzył, żeby było inaczej, ale niestety odpowiedź brzmi: tak. Od obsługi w hotelu, przez taksówkarzy, po sprzedawców na deptaku, każdy patrzy na Ciebie jak na studolarowy banknot i zrobi niemal wszystko byś znalazł się w jego kieszeni.

W recepcji jeśli będziesz chciał zmienić pokój, bo okna z obecnego wychodzą na remontowaną ulicę, powiedzą Ci, że niestety, ale wszystkie są zajęte. No chyba, że dasz 40$, wtedy dostaniesz pokój z najładniejszym widokiem w całym hotelu. W markecie, nawet jeśli na produktach będą ceny, i tak policzą Ci je zgodnie ze swoim widzimisię, a gdy będziesz płacił w dolarach, dziwnym zbiegiem okoliczności okaże się, że 1$=3LE. No i przypadkiem nie licz na wydawanie reszty. Nawet kupując znaczki pocztowe, które mają z góry ustaloną cenę, narzuconą przez rząd, będą próbowali Cię okłamać, że to tylko kwota podatku, a naprawdę są 4 razy droższe.

Dlatego wcześniej pisałem, że all inclusive ma sens, a w Egipcie wybitnie, bo jeśli musisz dokonać jakiejkolwiek transakcji gotówkowej, to masz 100% pewność, że będą chcieli Cię przekręcić. Mnie próbowali oszukać nawet w oficjalnym salonie Vodafone.

 

Czy za wszystko trzeba dawać napiwki?

Egipt zimą Sharm El Sheik w zimie (42)

To dość popularna i notorycznie utrwalana opinia, która jednak jest mitem. A przynajmniej była w moim przypadku.

Jedyny napiwek jak dawałem, to 1 dolar dla kolesia sprzątającego pokoje, przy czym, przy pieniążku zawsze zaznaczałem, że proszę o 2 butelki wody. W standardzie była jedna, więc uznałem za uzasadnione dać mu coś ekstra za fatygę, a przeliczając na kupno wody w sklepie i tak mniej więcej wychodziło na zero. Innym pracownikom hotelu, czy to barmanom, czy kelnerom, nigdy nie dawałem żadnych pieniędzy za usługi, które były i tak już opłacone, i nie zauważyłem, żeby serwis, który mi dostarczali odbiegał jakością od obsługi innych gości. Jedzenie było takie samo, napoje w tym samym czasie i „śmaczniego” równie zabawne co zawsze.

 

Jak wygląda sytuacja z internetem?

Egipt zimą Sharm El Sheik w zimie (32)

Słabo. W hotelu za wi-fi chcą zedrzeć z Ciebie skórę, licząc, że będą mogli to zrobić jeszcze raz, gdy odrośnie. 1 godzina = 5$, 6 dni = 35$. Koszt roamingu mobilnego to z kolei 3,43zł za 100kb. Bez komentarza. Jedyną sensowna opcją jest kupienie karty prepaid u lokalnego operatora i zrobienie routera bezprzedodowego z telefonu.

Karta sim w Vodafonie z 1GB do wykorzystania na internet kosztuje 47 funtów egipskich, czyli około 25 złotych. Jeśli nie siedzisz pół dnia na YouTube, ani nie przesyłasz kosmicznej ilości zdjęć mamie czekającej w Polsce z pierogami, to na tygodniowy wyjazd spokojnie Ci wystarczy. Co ciekawe, w Egipcie nawet kupując kartę sim musisz podać wszystkie swoje dane i udostępnić paszport do skserowania, także wysyłanie wiadomości typu „bomba”, czy „zamach na prezydenta” nie przejdzie.

 

Czy Polacy robią bydło?

Mniejsze niż na Wiankach w Krakowie. Zdarzają się Janusze śledzący węża przez cały wyjazd, czy robienie sobie zdjęć z pracownikami lotniska bo przecież „murzyny, normalnie murzyny na wolności!”, ale sporadycznie. Najczęstszą wiochą jest mówienie do wszystkich tubylców po polsku i dziwienie się, że nie rozumieją. No i nazywanie każdego możliwego makaronu spaghetti, ale po za tym nie zanotowałem jakichś spektakularnych przypałów. Zdecydowanie na większe bydło z naszej strony napatrzyłem się w Londynie.

 

Czy warto lecieć do Egiptu w lutym?

Egipt zimą Sharm El Sheik w zimie (26)

Tak, tak, tak! Po pierwsze odpoczywasz, po drugie opalasz się, po trzecie zupełnie zapominasz, że jest zima, po czwarte ładujesz baterie na resztę roku (no, przynajmniej do wakacji)! Każdemu, kto ma jesienną, zimową, czy jakąkolwiek inną depresję polecam tydzień pod palmami, a nawet dwa. My płaciliśmy 2000zł, bo rezerwowaliśmy wyjazd z dużym wyprzedzeniem, ale last minute za 1500zł też da się znaleźć, a odmulenie się z szarugi i stanu nie-mam-na-nic-siły jest tego warte.

No i nic tak nie cieszy jak zazdrość znajomych, gdy wrzucasz zdjęcie z drinkiem na leżaku, a oni mają problem z odśnieżeniem fury.

(niżej jest kolejny tekst)

Czemu kobiety chodzą parami do toalety?

Skip to entry content

Czemu kobiety chodzą parami do toalety? Temat z cyklu “Sensacje XX wieku”, który mężczyźni starają się zrozumieć od kiedy przed jaskinią w paleolicie stanął pierwszy ToiToi z wapienia. Co ciekawe, ta przypadłość u reprezentantek płci żeńskiej zaczyna pojawiać się dopiero w okolicach 13-go roku życia, wraz z wypychaniem biustonosza skarpetkami. Jakie zmiany zachodzą w ciele i psychice kobiety, że od tego momentu potrzebuje asysty przy opróżnianiu pęcherza i zawsze idąc do WC zabiera ze sobą koleżankę? Choć próbuję to pojąć, odkąd zorientowałem się, że penisem się nie tylko sika, nie mogę znaleźć logicznego wytłumaczenia.

Dlatego poprosiłem o wsparcie zaprzyjaźnione blogerki, zadając im jedno proste, ale to wyjątkowo proste pytanie: czemu kobiety nie potrafią samodzielnie oddawać moczu?

 

Justyna z WithLove.pl

Gdy idę z koleżankami do toalety, mierzymy sobie czas. Długość sikania jest odwrotnie proporcjonalna do długości penisa – im krótsza, tym lepsza. Małe zwycięstwa dnia codziennego podbudowują nasze ego. Robimy to często.

 

Magda z Tattwa.pl

Poza typowymi czynnościami grupowymi, które są obowiązkową częścią wyjścia do toalety (poprawianie makijażu, pilnowanie drzwi z zepsutym zamkiem, trzymanie włosów dogorywającej koleżance, coby ich sobie nie zapaskudziła podczas rzygania, które niby jest glamour, ale tak naprawdę to nie do końca), warto też pamiętać o jednej rzeczy: kobiety mają cycki.

I sądzę, że panowie przestaną się dziwić całej sprawie, kiedy dowiedzą się, że przy dostatecznie dużym spożyciu zaczyna się czasami owych cycków porównywanie, które wymaga także dotykania, bo przecież empiria jest najważniejsza. Czasami pokazujemy sobie również, która ma fajniejszą bieliznę.

Ergo: naprawdę warto chodzić do kibla z koleżankami, szczerze polecam.

 

Hania z Hania.es

Nie chcemy ryzykować. Gdybyśmy poszły same to byłybyśmy skazane na nieodzywanie się do nikogo przez względnie długi czas. A my, jak wiadomo, nie jesteśmy stworzone do milczenia, to mogłoby być dla nas niebezpieczne.

 

Amelia z Ameliowy.pl

Bo my, kobiety, mamy zaimplementowaną wielowątkowość i nie wyobrażamy sobie robienia tylko jednej rzeczy naraz. Mamy iść same i sikać w ciszy? Cóż za marnowanie zasobów! Przecież możemy wziąć koleżankę i w tym samym czasie dodatkowo mówić, słuchać i malować sobie nawzajem paznokcie. Jesteśmy jak sześciordzeniowe i7, a co 24 wątki jednocześnie to nie 12.

 

K. z MDCB.pl

Odpowiedź jest prosta, mimo że żadna kobieta się do tego nie przyzna. Damska łazienka to pole nieustannej bitwy, bez skrzydłowej jest zbyt niebezpieczne. Jest bardziej niż prawdopodobne, że natkniesz się tam na dwu- lub więcej osobowe grupki skorych do zaczepki przedstawicielek własnej płci. Otaksują cię wzrokiem, zmierzą od stóp do głów, po czym wyciągną najcięższe działo: wyszepczą tej drugiej coś na ucho, patrząc na ciebie z ukosa. Jedynym ratunkiem jest oddanie ciosu poprzez ustawienie się w szyku z koleżanką i manewr oceniająco-obgadujący.

Jeśli jesteś tam sama, nie oczekuj ratunku.

Jesteś stracona.

 

Saga z Wysoka.es

Z racji wyglądu i postury, w wyprawie do toalety zabieram towarzyszkę, która potwierdzi, że wcale nie jestem wysokim Szwedem, tylko Sagą. Dżenderowe macki dotarły już chyba wszędzie.

 

Arlena z Wittamina.pl

Kiedy odwiedzam WC w knajpie, idę tam sama. Jak kowboj na pojedynek – nikt mnie w tym nie wyręczy. Nie potrzebuję też pomocy, bo nie ma mi nikt co trzymać. Dzięki, poradzę sobie. Knajpowy kibel to zresztą rzadko miejsce urocze, przytulne czy warte polecenia w przewodniku Michelin, dlatego wchodzę, robię, myję, wychodzę. Czy w tym jest jakaś większa filozofia, o której nie wiem?

 

Sara z MissFerreira.pl

Dziewczyny chodzą razem do toalet publicznych, bo toalety publiczne są straszne, a dziewczyny strachliwe. Dobrze mieć kogoś ze sobą na wypadek raptownego desantu bakterii ecola. A mówiąc całkiem poważnie, dziewczyny nie mogą zdradzić dlaczego razem chodzą do toalety, bo inaczej szare komórki męskie pozostałby bezczynne.

 

Marta z Riennahera.com

Chodzenie do toalety w grupie lub przynajmniej parze łączy się ściśle z pierwotnymi instynktami. W betonowej dżungli toaleta jest współczesnym odpowiednikiem życiodajnego wodopoju, nad który zbiega się cała sawanna. A na sawannie długonoga, wielkooka gazela oddalona od stada staje się posiłkiem.

 

Kasia z KasiaGandor.com

Damska toaleta jest miejscem zaspokajania nie tylko potrzeb fizycznych, ale również duchowych. Wypad do kibelka jest dla większości dziewczyn jak pielgrzymka, w trakcie której doznaje się całkowitego oczyszczenia – dosłownie i w przenośni. Zjednoczenie pęcherzy ma dla dziewcząt charakter mistyczny i jest czynnikiem cementującym przyjaźń niemal równie mocno, co nocne przeglądanie nagich zdjęć księcia Harry’ego. Już starożytni Słowianie mawiali: gdzie nerek dwie pary, tam dobroć i dolary.

 

No to teraz już wiem, czemu kobiety chodzą parami do toalety.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Timo Luago

Cotygodniowy Przegląd Internetu #14: Durczok, sushi z bekonu i Quebonafide

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 14

Tematem przewodnim w mijającym tygodniu było wszystko co się wiąże z szarością, połową setki i obliczami. Domyślam się, że macie już dość tego filmu, więc bez obaw, “50 twarzy Greya” pojawia się w “Przeglądzie” tylko raz i to w kontekście bajek z dzieciństwa. Za to jak bumerang powraca inny kilkukrotnie wałkowany temat – ostatnie odkrycie polskiej sceny rapowej – ale w takim wydaniu, że nie powinniście mieć pretensji.

Co złego zrobił Durczok? W sumie to jeszcze nie wiadomo, ale na wszelki wypadek “Wprost” już wypisał na niego niego wyrok. Celny komentarz do całej afery.

27 miejsc, w których powinieneś się zatrzymać zanim umrzesz: czyli najbardziej wykozaczone apartamenty z Airbnb, które rozsadzają mózg. Klikasz na własną odpowiedzialność.

Antologia polskiego rapu: ponad 500 stron samych konkretów na temat tej muzyki w Polsce, wraz z niepublikowanymi do tej pory ciekawostkami o najistotniejszych raperach. Do ściągnięcia ZA DARMO!

Jak zabić się w tydzień niezdrowym jedzeniem? Antyporadnik jedzeniowy maniaczki żywieniowej, która mówi czego, ani kiedy nie jeść, żeby nie doprowadzić organizmu do ruiny. Kilka cennych informacji, których wcześniej nie byłem świadom.

50 twarzy Disneya: zastanawialiście się kiedyś, co było, gdyby Mulan próbowała wiązania krawatem, Pocahontas bicia pasem, a Kopciuszek kulek analnych? Ja też nie, ale miło popatrzeć.

Szejk w minutę obala teorię ruchu obrotowego Ziemi: i to za pomocą pomocą plastikowego kubeczka. Oczywiste jest, że Ziemia musi stać w miejscu, a nie krążyć wokół własnej osi, bo w innym wypadku samolot lecący z Krakowa do Gdańska nigdy by do niego nie doleciał, gdyż punkt docelowy wciąż bym mu uciekał wraz z ziemią. Proste, co?

https://www.youtube.com/watch?v=MPLKSI5grFY

 

Sushi z bekonu: w końcu jakieś sushi dla mnie!

Post użytkownika Good Ideas For You.

 

Klip tygodnia: 6 teledysków w jeden dzień? A czemu, nie? Tak się właśnie zapowiada płytę! Quebo zdecydowanie był tematem numer jeden w tym tygodniu i będzie tematem numer jeden w tym roku na polskiej scenie. Na łamach “Przeglądu” pojawiał się już wiele razy, ale tym singlem po prostu zamiótł konkurencję pod dywan i zrzucił napalm na budynek, w którym leżał. Kawałek “Voodoo”, to czysty, żywy OGIEŃ! Własnie tak się składa porównania, tak powinno się przyspieszać, tak się rzuca hasztagi i tak się robi braggadacio! ŁOUŁ!

 

Fanpage tygodnia: na “Bece z rapsów” znajdziecie głównie dosłowne ilustracje wyrwanych z kontekstu wersów polskich raperów i wszelką satyrę odnoszącą się do tego nurtu. Co prawda żarty są dość hermetyczne, ale jeśli ktoś jest wczuty w temat, to plucie na monitor gwarantowane.

Post użytkownika Beka z rapsów.

 

Bloger na głównym zdjęciu: drugi facet w historii “Cotygodniowego Przeglądu Internetu”, który użyczył swojej facjaty. Powitajmy go gromkimi brawami albo chociaż kubkiem herbaty. Ten gość to Łukasz z bloga Tezekiel.pl, który nie dość, że ma ładny szablon, to jeszcze ostatnio napisał dowcipny i pomysłowy tekst o “5 typach mężczyzn na podstawie postaci z bajek”. Dobre.

Z ogłoszeń parafialnych to oczywiście, czekam na Wasze fociszki z lupą (w komentarzach pod tekstem albo na maila) do kolejnego “CPI”, a co do innych spraw, to pewnie zauważyliście, że trzeci tydzień z rzędu nie ma stylówek tygodnia. Wynika to z tego, że od dawna nie widziałem ani meskiej, ani żeńskiej stylizacji, która faktycznie by mi się podobała albo chociaż wpadła w oko. W związku z tym, jeśli macie jakieś blogi modowe godne polecenia, najlepiej z moda uliczną, to dawajcie do komentarzy.