Close
Close

Mówi się, że do Egiptu latają sami Janusze, panie Halinki i ogólnie słowiański swag spod znaku skarpet i sandałów. I ruska nowobogacka trzoda. Nie jest to prawdą, bo równie dużo jest “normalnych” ludzi, ale nie da się ukryć, że tych pierwszych dużo bardziej widać. I słychać. I to słychać tak, że aż musisz zapisać ich burzliwe dialogi, bo operują takimi hasłami, że Bareja z Machulskim czują się zawstydzeni.

Uwaga, uwaga, przed Państwem najlepsze uliczne historie: wersja Egipt!

 

Rusek

Pewnego dnia na stołówce pojawiła się rosyjska rodzina, z której, mimo ogólnego oczogwałtu, najbardziej wyróżniał się ojciec i syn. Jeden bardziej przerysowany od drugiego – kwadratowe głowy, kwadratowe szczęki, kwadratowe sylwetki ciała, wysokie wojskowe buty na koturnach, koszulki moro włożone do spodni i złoto wszędzie tam, gdzie dało je się założyć tak, by było widoczne dla otoczenia. Zasadniczo wyglądali jak dwie postacie żywcem wyciągnięte z komiksu. Dla podkreślenia ich karykaturalności synek przy każdym posiłku nakładał sobie 4 talerze po brzegi wypchane mięsem, mimo, że był w stanie zjeść góra 2. I to przy korzystnym układzie planet. W końcu jeden z kucharzy nie wytrzymał i zagaił, próbując rozwikłać zagadkę, czy marnowanie wołowiny to jakaś rosyjska tradycja narodowa.

– Why you are always taking 4 plates full of meat?

– Because every woman should know I’m a real man! Not pussy!

No to teraz już wiem dlaczego nie mam dziewczyny.

 

Nauczycielka

Dwie panie od wuefu w wieku około emerytalnym położyły się obok nas na plaży i zaczęły żalić w jakich to nieciekawych czasach żyjemy, gdy nieletni nie dość, że mają swoje prawa, to jeszcze czasem je egzekwują i już nie można ich bić zapięciem od smyczy, gdy przyjdzie na to ochota. Po kilkunastu minutach rozmowa jednak zeszła na mniej filozoficzne tematy.

– Mirka, pacz no, tam chyba frytki dajom.

– Eee, uwidziao ci sie chyba.

– No mówiem ci frytki baba niosła z tej budy.

– A dajże spokój, frytek ci sie zachciao.

– Mam wakacje to mi siem chce, a co!

– No to ić Aniu. Jak bendom za darmo to tesz mi możesz wzionść, chociasz ja ich nie lubiem za bardzo.

Po 5 minutach.

– Sukinsynki myślały, że na frajeke trafiły, hehe. Ale nie ze mnom te numery, hehe.

– Co te ciapki tam chciały od ciebie Aniu?

– Myśleli, że jestem głupia, że zapłacem, hehe. Podchodzem i mówiem “zwei frietes”, a ten mie sadza i daje menu. To mu mówiem, że myślałam, że to za darmo na ol inkluziw i jak czeba płacić to ja nie chcem, a ten sukisynek mie sadza na siłe i wpycha to menu. I widzi, że okularów nie wzięłam, to nawet cen nie widzem, ale chce oszukać. Starszom kobiete chce oszukać i ciongle mie sadza. To w końcu siadłam i jak sie wzioł i poszed do kucharza, to wstałam i od razu przybiegłam do ciebie.

– A no widzisz Aniu, tak to z tymi ciapkami jest.

– Tak to sobie mogom robić w balona żabojadów, ale nie nas. Nie z Polakami takie numery, Polaka nie oszukasz, hehe!

Wszystkie dania w plażowym bistro były za darmo, tylko trzeba było usiąść i zamówić u kelnera, żeby nie robić tłoku przy barze.

 

Kierowca muzułmanin

Wracamy ze snurkowania mikro-busikiem, z kierowcą, który ani nas nie wiózł w pierwszą stronę, ani nie doprowadzał, ani nie odbierał ze statku, a już na pewno nie wyglądał jakby wiedział gdzie jedzie. Zasadniczo człowiek bardziej z przypadku niż Roman Giertych na stanowisku ministra edukacji. Jedziemy zupełnie inną trasą niż przyjechaliśmy i w pewnym momencie gość zatrzymuje się na środku jakiegoś osiedla, pod ni to pałacem, ni to kościołem, i mówi, że dalej nie pojedziemy, bo “I’ve got problem with my stomach”. Stoimy tak 10 minut, a napięcie zaczyna potęgować paranoję porwania na tle religijnym, zamachu i rabunku w jednym, gdy przychodzi jego kumpel dokładnie znikąd i ma zamiar zastąpić go za kierownicą. Przerażony, że umrę torturowany w oczekiwaniu na milionowy okup, którego nie ma kto uiścić, pytam co się dzieje.

– What is going on? You won’t drive us to hotel?

– Psieplasiam, ale musiem ić do mecietu. Ajjah wziwa.

No tak.

 

Rodzinka

Po wylądowaniu w Egipcie okazało się, że grypa, którą wiozłem z Polski wcale magicznie nie minęła, tylko rozwinęła się przyprawiając mnie o gorączkę i rwącą rzekę glutów z nosa. Drugiego dnia, od razu po spotkaniu z rezydentem, podszedł spytać, czy to ubezpieczenie i lekarz co niby mam w umowie to na serio, czy tylko taki chwyt marketingowy. Okazało się, że serio i że 10-miesięczny (słwonie: DZIESIĘCIOMIESIĘCZNY) synek gościa, którego poznałem w autobusie z lotniska też ma gorączkę i też trzeba mu stetoskop do płucek przyłożyć. Gdy już dojechaliśmy do mniej reprezentatywnej części Sharm El Sheik, a konkretnie do slumsów na peryferiach, w których przyjmował lekarz, okazało się, że Krzychu – ojciec dzieciaczka postury Artura Szpilki – jedyne co zna po angielsku, to “computer”, “pizza” i wulgarne określenie seksu z samym sobą. Szczerze mówiąc, zawsze byłem przekonany, że ten drugi zwrot jest rdzennie włoski, ale cóż, człowiek uczy się całe życie. Tak czy inaczej, w tych egzotycznych okolicznościach zostałem tłumaczem.

– Janku, powiedz mu proszę, że mały nic nie je, pokazuje na gardło i ma kurewską gorączkę.

– He’s not eating, got sore throat and high fever.

– From when he got such problems?

– Od kiedy jest chory?

– No odkąd śmy przyjechali, ale pewnie załapał wcześniej. Na lotnisku w Pyrzowicach musiało go zawiać, bo z chuja jest ta cała buda i wszędzie pizga.

– From 2 days.

– And from 2 days he didn’t eat?

– Jadł coś przez te 2 dni, czy kompletnie nic?

– Tylko cycusia ssa od mamy i nic więcej. Jak nie wiesz jak jest “cycusia” po angielsku, to mu powiedz Red Tube, to powinien załapać, bo nie wygląda na takiego co kiedyś cycka na żywo widział.

 

Gołąbeczki

Lecąc do Egiptu siedziała obok mnie para 30-kilkulatków. Ona miss solarium w różowym golfie z wycięciem na cyce, on magazynier pół-debil w ciuchach z kosza PCK. Koleś był zciotowanym pantoflem, typiara nachlaną ciałodajką, która musiała cały czas siedzieć na nim i lizać go po szyi. Waliło od nich spirytusem wymieszanym z pomarańczową Costą albo innym Caprio. W przerwach między ssaniem jego języka, ucha i bezwładnym spadaniem z fotela, “rozmawiali”:

– Jak facet jest stewardem, to jest gejem, rozumiesz? Gejem. Jebanym pedziem z miękką fujarką. Bo facet, to ma być facet, fest chłop, jak ty misiaczku, a nie jakimś chłopaczkiem w mundurku.

– Tak, żabciu.

– Zresztą z tobą, to ja też nie wiem. Może ty też jesteś pedzio, co?

– Nie.

– Może tobie też fujarka nie staje i wolałbyś, żeby ktoś cię zapierdolił w dupę, co?

– Nie, nie wolałbym.

– No nie wiem, bo jesteś ze mną, lecisz ze mną, a ciągle pierdolisz o tym Betlejem. Nic o tym, że chcesz mnie wypieprzyć, tylko Betlejem, Betlejem i Betlejem. Co ty jesteś, kurwa, ojcem Jezusa, że tak chcesz tam jechać?

A nie wyglądał.

(niżej jest kolejny tekst)

Lotnisko w Pyrzowicach, siedzimy z Wiktorem na tarasie widokowym i podziwiamy technikę odśnieżania pasa startowego przez 6 spychaczy i autobus, czekając na nasz samolot. Pląsom dużych samochodów po dywanie z białego puchu przypatruje się też małżeństwo z kilkuletnim dzieckiem. Małym, ale na tyle dużym, że potrafi już mówić. I pytać. O wszystko.

– Mama, mama, a co te auta robią?

– Odśnieżają pas startowy Oleńko.

– A muszą to robić samochody, a nie może jakiś pan z łopatą?

– Nie Oleńko, płyta lotniska jest za duża, żeby ktoś sam ją odśnieżał.

– Czemu?

– Tak jest łatwiej po prostu.

– A czemu te auta jadą jedno za drugim, a nie obok siebie?

– Bo tak muszą jechać.

– Ale czemu? Przecież jakby jechały obok siebie to by szybciej odśnieżyły pal startowy.

– „Pas startowy” Olu, nie „pal”.

– Ale mama, czemu nie jadą obok siebie?

– Nie wiem Olu. Musiałabyś spytać tego pana w niebieskim kombinezonie, bo ja nie wiem.

– A czemu ty mama nie spytasz, jak nie wiesz?

– Ja jestem dorosła Olu, mnie nie wypada.

Przysłuchując się tej rozmowie nagle mnie olśniło, że faktycznie tak jest. Że ludzie kończący etap edukacji, po którym idą do pracy na pełen etat, uznawani są za dorosłych i od momentu wypalenia tego stygmatu na pasku wypłaty, drastycznie zmienia im się zakres praw, obowiązków i przywilejów. O ile w bycie dzieckiem naturalnie i trwale wpisane jest dociekanie, drążenie i odkrywanie, o tyle w przypadku dorosłych, jest to już dużo mniej akceptowalne społecznie, a w zasadzie wręcz naganne.

Jakoś tak dziwnie się przyjęło, że dorosły, to człowiek, któremu już skończył się czas na poznawanie. On ma po prostu wiedzieć. Lub, najzgrabniej jak tylko jest w stanie, zamaskować tę niewiedzę.

To absurdalne, ale o dorosłości stanowi niepytanie. Im mniej drążysz codzienność, złożoność świata, to czemu samoloty nie są zbudowane z tego samego materiału co czarne skrzynki, kromki spadają masłem do dołu, a Kate Winslet nie wciągnęła Leonardo DiCpario na dryfującą deskę w ostatniej scenie Titanica, mimo, że oboje by się zmieścili, tym bardziej poważnym człowiekiem jesteś. Utarło się, że zadawanie pytań obnaża niewiedzę, na którą mogą pozwolić sobie tylko dzieci z racji ich wieku. I wyrzutki społeczeństwa, zepchnięte z maty szacunku.

Mimo, że gdyby nie ciągłe dociekanie i przewiercanie zagadnień na wylot, nigdy nie dokonałby się postęp cywilizacyjno-technologiczny i dziś oglądalibyśmy telewizję przy świeczkach, to jest to postrzegane negatywnie. Mimo, że bez podważania istniejących teorii, wciąż myślelibyśmy, że Ziemia jest płaska, to tego typu postawa nie jest premiowana. Mimo, że gdyby nie ciągłe rzucanie „czemu tak?”, „a dlaczego?”, „z czego to wynika?”, „skąd to się wzięło?”, modernizacja, ani restrukturyzacja żadnej firmy nie mogłaby mieć miejsca, to w codziennym życiu ludzie uważają, że te pytania to powód do wstydu. To głupie, ale tak jest.

Dorosłym nie wypada pytać, dorosłym nie wypada nie wiedzieć, dorosłym nie wypada być ciekawym świata. Jak to dobrze, że mentalnie wciąż jestem dzieciakiem.

50 powodów, dla których film “50 twarzy Greya” to dno

Skip to entry content

Bez owijania w celofan i przydługich wstępów: tę recenzję będziecie czytać tylko dla beki, bo o tym, że ten film to tragedia, wiadomo było przed seansem. W zasadzie, to już po wypuszczeniu zwiastuna. A na dobrą sprawę, to od momentu kiedy zapowiedziano ekranizację książki. „50 twarzy Greya” jest tak słabe, że przebić mogłoby go tylko połączenie „Kac Wawy” z „Gulczas, a jak myślisz?” obsadzając w głównych rolach Wróżbitę Macieja i Kobrę.

Czemu?

1. To melodramat.

2. Główną bohaterkę gra Dakota Johnson. Która nigdy nie zagrała w niczym dobrym i najprawdopodobniej przyjęła tę rolę tylko po to, żeby z hukiem zakończyć pasmo porażek. To znaczy swoją karierę.

3. Greya gra Jamie Dornan. „Irlandzki aktor, model i muzyk”, jak podaje Wikipedia, który ani nie nagrał, ani nie wymodelował, ani nie pokazał się w żadnym filmie, z którego można by go znać. Najwyraźniej aktorstwo, muzyka i modeling go znudziły, i postanowił spróbować swych sił jako komik, karykaturując stosunki płciowe na srebrnym ekranie.

4. W filmie są nieudane wątki science-fiction. Ana Steel mimo, że już skończyła liceum wciąż jest dziewicą.

5. I nieudane wątki fantasy. Ana upija się jednym drinkiem do takiego stanu, że ma problem z utrzymaniem pionu i składaniem zdań.

6. I błędy logiczne. Jak motyw, gdy w tancbudzie, w której dudni muzyka Ana rozmawia przez telefon bez zatykania jednego ucha i wydzierania się do słuchawki, jak gdyby na czas połączenia całe otocznie zamierało w ciszy.

7. Są też cudowne ozdrowienia. Ana jedzie na wywiad z Greyem, bo jej współlokatorka się rozchorowała, ma ostatnie stadium raka i będzie umierać. W sensie, że ma czerwony nosek i siedzi pod kocem gapiąc się w telepudło. Bidulka. Ta sama nadająca się do hospitalizacji dziołszka, po 1,5 godziny, gdy Ana wraca z wywiadu, jest już w pełni sił witalnych i biega po kuchni odstrzelona jak na casting do „Trudnych spraw”.

8. Nieudolność reżyserska przejawia się też w scenografii. Żeby pokazać, że Panna Steel jest biedną, zahukaną studentką bez hajsu, która imprezy kończącej się orgią nie zobaczyłaby nawet na planie „Brazzersów”, Grey pije z nią szampana w jej mieszkaniu nie z kieliszków, a z filiżanek do kawy. Bo sierotka żyje w wyjątkowo skromnych warunkach i nie posiada takich luksusów. Przy czym ma 60-metrowy apartament z panelami na podłodze, telewizorem i nową kuchnią z ostatniego katalogu IKEA. I furę. Faktycznie, typowa biedna studentka.

9. Pani reżyser dała sobie wsadzić podwójne dildo w odbyt również w kwestii dialogów. Mamy takie kwiatki jak:

– Będziemy się kochać?

– Ja się nie kocham, ja rżnę.

10. Czy apogeum absurdu:

– Ona jest pedofilem.

– Ufam jej.

11. Film trwa 2 godziny i 4 minuty. To o 120 minut za dużo.

12. Postać Greya jest tak niespójna jak tylko to możliwe. Typ w założeniu ma być super samcem alfa, którego kobiety błagają o spust na twarz, a zachowuje się jak wiecznie sfrustrowany nieudacznik, który pyta kobietę, czy może ją dotknąć zanim to zrobi. Mimo, że pozuje na Casanovę to 15 razy prosi Anę, żeby podpisała z nim kontrakt i zgodziła się na jego warunki. Turbo kozaki tak nie robią.

 [emaillocker]

13. Typ grający Greya nie potrafi grać. Jest sztywny jak nieboszczyk i wyraża twarzą mniej emocji niż Roman Giertych. Nawet bracia Mroczki w pojedynkę mają większe stadium ekspresji.

14. Typiara grająca Anę też nie potrafi grać. I w dodatku ma ultra brzydką twarz.

15. Postać Any jest płaska. Sprowadza się do bycia tępą blazą, która tylko wzdycha i spuszcza wzrok. Serio.

16. Relacja głównych bohaterów jest mniej przekonująca niż Bill Clinton mówiący, że nie spał z Monicą Lewinsky. Typ, który jest multimiliarderem i rucha więcej niż Rocco Siffredi, zadurza się w brzyduli chodzącej w worku na ziemniaki, wyjętej żywcem z „Doktor Quinn”. Szara myszka, która za cel życiowy postawiła sobie nie rozkładanie nóg szerzej, niż to potrzebne do oddania moczu, ni z tego, ni z owego daje się rozdziewiczyć przypadkowemu erotomanowi-psychopacie, którego poznała dzień wcześniej. No tak, to ma sens.

17. Daktoa Johson w scenie wywiadu ssie ołówek. Jest to tak głupie, że aż zasługiwało na osobny podpunkt.

18. „50 twarzy Greya” propaguje treści rasistowskie. Jedyny ciemnoskóry aktor w całej ekranizacji, dostaje w ryj od Christiana, tylko za to, że zagadał do Any.

19. „50 twarzy Greya” propaguje treści szowinistyczne. Żadna z występujących kobiet nie wypowiada ani jednej istotnej kwestii. Nie żeby jakiś koleś takową wypowiadał.

20. „50 twarzy Greya” propaguje treści antyfamilijne. Reżyserka sugeruje, że palcówka przy rodzinnym stole podczas niedzielnego obiadku, to dobry pomysł.

21. „50 twarzy Greya” propaguje treści antykatolickie. Nikt nie zmawia pacierza przed posiłkiem.

22. „50 twarzy Greya” propaguje treści antysemickie. Nie ma ani jednego żyda wśród bohaterów.

23. W ścieżce dźwiękowej został zdewastowany utwór Beyonce i Jaya-Z. „Crazy in love” w tym coverze brzmi jak „Ona tańczy dla mnie” w oryginale.

24. Twórcy obrazu nie znają życia. W jednej ze scen twierdzą, że MacBook Apple’a się zepsuł.

25.To film z najbardziej niepodniecającymi scenami erotycznymi w historii kinematografii. Nawet kiedy tytułowy bohater robi minetę studentce, bardziej angażuje Cię rozmyślanie nad wczorajszym obiadem i ciągle zastanawiasz się, kiedy w końcu coś się zacznie dziać.

26. To film kaleczący tematykę sadomasochizmu. Grey klepie Anę szpicrutą po żebrach. Tak, nie po twarzy, nie po cyckach, nie po tyłku. Po żebrach.

27. I w dodatku nie potrafi robić węzłów. Dziewczyna ma tak lekko związane ręce krawatem, że gdyby mocniej pierdnęła sam by jej spadł z nadgarstków.

28. Za bilet do kina musisz zapłacić. A to samo z lepszą fabułą i aktorami masz na PornHubie.

29. Najprawdopodobniej nakręcą kolejną część. A najpewniej nawet dwie.

30.-49. W TYM FILMIE NIC SIĘ NIE DZIEJE! KOMPLETNIE, TOTALNIE, CAŁKOWICIE NIC! N-I-C!

50. Film powstał na podstawie książki „50 twarzy Greya”.

 [/emaillocker]