Close
Close

Czego nie powinna nosić trzydziestolatka?

Skip to entry content

Na przestrzeni ostatniego tygodnia podesłaliście mi kilka linków do „artykułów” idealnych do skomentowania w ramach #bekaznatemat. Mimo, że treści z portalu Tomasza Lisa trzymały bardzo wysoki poziom głupkowatości, to tym razem przebiła je Wirtualna Polska. Ewa Podsiadły-Natorska w tekście „Czego nie powinna nosić trzydziestolatka?” świetnie pokazała jak durny wpis może opublikować portal informacyjny, byleby tylko kliki się zgadzały (tekst o objętości 2 stron A4 został rozbity na 12 podstron, żeby nabić jak najwięcej odsłon).

Zapraszam Państwa na wycieczkę po aksjomatach świata  mody, do których, według Wirtualnej Polski, powinna stosować się każda kobieta mająca trójkę z przodu.

Czego nie powinna nosić trzydziestolatka

Z rozwagą swój codzienny strój powinna dobierać zwłaszcza kobieta, która przekroczyła trzydziestkę. Oczywiście, jeśli należysz do tego grona, możesz ubierać się, jak chcesz. Są jednak sytuacje, w których warto z większą uwagą dobierać strój i dodatki. Dojrzałej kobiecie nie wszystko będzie pasować.

Masz trzydziechę, powinnaś zacząć zbierać na trumnę i masz to wypisane na czole. Pogódź się z tym. Nieważne, czy masz dobre geny i wyglądasz na dwie dychy, czy szybciej Ci się zużyła skóra i wizualnie bliżej Ci do 40-tki, ale masz na tyle dystansu do siebie by mieć to w dupie. Koniec z ciuchami, w których się dobrze czujesz, od teraz tylko popielato-żałobna marynarka, sprano-biała koszula, spódnica za kolano i buty na obcasie zakrywające palce, świadczące o Twojej dojrzałości.

Mówisz, że to Ci nie pasuje? Jak to, przecież skończyłaś trzydziestkę.

Kolorowe koszulki z zabawnymi nadrukami

Gdy miałaś naście lat, pewnie za nimi przepadałaś. Do dziś nastolatki noszą t-shirty ze śmiesznymi nadrukami, rysunkowymi naprasowankami czy zwariowanymi napisami. Jednak w przypadku kobiety trzydziestoletniej taka koszulka dobra będzie wyłącznie na weekendowy wypad za miasto czy na wyprawę rowerową.

Gdy miałaś naście lat, zwłaszcza czternaście wzwyż, obstawiam, że nienawidziłaś t-shirtów, bo chciałaś wyglądać doroślej/starzej/nie na taką małolatę jaką byłaś w rzeczywistości i jedyną sytuacją, w której je zakładałaś było kładzenie się do snu. Teraz, jak twierdzi Pani Ewa, jesteś dojrzała, więc wiesz, że opinia rówieśników i presja otoczenia nie powinna mieć na Ciebie wpływu i możesz się ubierać jak chcesz. Nawet w coś tak nie-do-pomyślenia, jak „kolorowa koszulka z zabawnym nadrukiem” jeśli masz ochotę.

W kontekście tego akapitu jeszcze wyjątkowo zabawne jest zdanie „do dziś nastolatki noszą t-shirty ze śmiesznymi nadrukami”. Tak jak jakby takie koszulki nie byłe dostępne w Polsce od niedawna – jakichś dwudziestukilku lat – tylko od wieków. A przynajmniej od tak zamierzchłych czasów, że autorka nie dowierza iż nastolatki noszą je „do dziś”.

Szorty ledwo zakrywające pośladki

Nawet podczas upałów można założyć ciut dłuższe spodenki, bawełnianą spódnicę czy przewiewną sukienkę. Zachowajmy umiar i nie prezentujmy zbyt dużo golizny na zakupach, w restauracji czy podczas spaceru w centrum miasta. Kobieta po trzydziestce mogłaby założyć takie spodenki, ale w sytuacjach nieformalnych (na piknik czy spacer z psem) – i pod warunkiem, że ma bardzo zgrabne ciało.

Restauracja, zakupy, spacer w centrum miasta z gołym tyłkiem? Czy to jest tekst dla osób upośledzonych umysłowo?

„Szorty ledwo zakrywające pośladki”, poza plażą, czy basenem, nie są dobry pomysłem dla kobiet w każdym wieku, bo to straszna wiocha. Jak ktoś wychodzi na miasto w ciuchach odsłaniających poślady, to to jest niesmaczne i wulgarne, niezależnie, czy ktoś ma 14 lat, czy 41. Choć w tym pierwszym przypadku na dobrą sprawę jest gorsze, bo seksualizuje dziecko.

Rozkloszowane, falbaniaste spódniczki

Kojarzą się z dziewczynkami i nastolatkami. Dlatego to one powinny je nosić, a niekoniecznie trzydziestolatka. Trudno wyobrazić sobie okoliczność, w której taka spódniczka pasowałaby dojrzałej kobiecie. Niestety, w pewnym wieku lepiej o nich zapomnieć, żeby nie narazić się na śmieszność.

Zasadniczo nie jestem fanem tego typu spódniczek, ale jeśli tylko wiesz z czym je zestawić i masz dobre nogi, to czemu nie? A zapomniałem, bo Ty teraz jesteś dojrzała i Twoją obecną misją życiową jest nienarażanie się na śmieszność.

Kolorowe skarpetki

W tym wypadku chodzi nam jedynie o oficjalne okoliczności, takie jak spotkanie biznesowe czy urzędowe. Jeśli obowiązuje cię dress code, nawet do zakrytych butów i długich spodni noś gładkie, rajstopowe skarpetki. Gdy założysz nogę na nogę, twoje pasiaste skarpetki ze śmiesznym motywem nie będą dobrze wyglądać.

No ja przepraszam bardzo Panią Ewę, ale jeśli Pani Ewa uważa, że dress code obowiązuje tylko kobiety po 30-tym roku życia i że takiej 25-latce to już wypada przyjść w skarpach z Hello Kitty na spotkanie biznesowe, to ja wolę nie wiedzieć jakby Pani Ewa córkę na maturę ubrała. No chyba, że z wewnętrznych badań wynika, że Wirtualną Polskę faktycznie czytają tylko osoby opóźnione w rozwoju, którym trzeba tłumaczyć takie rzeczy. To w takim razie zwracam honor Pani Ewo.

Bluzy z kapturem

– Najlepiej sprawdzają się w sportowym zestawie. Jeśli lubisz taki krój, poszukaj bluzy z materiału innego niż bawełna – zaznacza Kasia Kwiatkowska. Dojrzała kobieta nie powinna nosić obszernych bluz z kapturem na co dzień, ale, oczywiście, na wieczorny spacer, wycieczkę czy trening na świeżym powietrzu zakładaj je śmiało. Jednak w biurze czy podczas ważnego spotkania ta część garderoby nie będzie dobrze wyglądać na trzydziestolatce.

Dobrze, że autorka wspomniała o tych bluzach, bo kobiety w 361 miesiącu swojego życia dostają permanentnego zaćmienia umysłowego i nagle zapominają, jak należy się ubrać na rozmowę o pracę, jak na trening biegowy, a jak na swingerską imprezę sado-maso. I ciągle im się to miesza. Choć na dobrą sprawę dla Pani Ewy, chyba nie jest problemem to, że ktoś do pracy – w której wymagana jest formalna stylówka – włożył bluzę, tylko, że „ta część garderoby nie będzie dobrze wyglądać na trzydziestolatce”.

Czapki z daszkiem

W sportowym zestawie, rzecz jasna, mogą się sprawdzić.

Ksz, ksz, z tej strony sportowy zestaw. Ksz, ksz, dziękuję za pozwolenie. Ksz, ksz, bez odbioru.

Ale na co dzień, gdy pędzisz do pracy albo biegniesz na zakupy, niekoniecznie.

No nie zgodzę się, widać, że autorka nigdy nie kradła bułek z Tesco, ani ziemniaków z warzywniaka. Czapka wpierdolka dobrze nasunięta na twarz i można śmiało wybiegać bez płacenia, monitoring nie chyci.

Jeśli skończyłaś trzydzieści lat, ciekawiej i po prostu lepiej będziesz wyglądała w ładnych kapeluszach, których w sklepach nie brakuje.

No tak, bo kapelusze są takie nietypowe, że nikt ich nie zakłada po trzydzieste, dlatego będziesz wyglądać w nich wyjątkowo ciekawie. Co istotne w ładnych, bo w brzydkich może być trochę gorzej. I pamiętaj, że w odróżnieniu od czapek, których od czasu komuny wciąż jest deficyt, kapeluszy nie brakuje. Zwłaszcza w sklepach.

Kolejne akapity, to „Torby z nadrukami, torby lniane”, „Młodzieżowa biżuteria” i „Bazarowe tenisówki” i nie mam siły rozbijać ich na czynniki pierwsze, bo po którejś z kolei tezie zbudowanej na tym samym błędnym schemacie, to już przestaje być śmieszne, a robi się tylko głupie.

Zasadniczo autorka próbowała napisać pseudoporadnik z cyklu „czego nie zakładać pracując w korporacji?” skierowany do nastoletek. Przy okazji dorzucając kilka rzeczy, które niezależnie od typu wykonywanego zawodu są nieestetyczne i przypałowe. I to nawet nie było by aż takie złe, tylko kompletnie nie rozumiem, czemu uroiła sobie, że to dotyczy wyłącznie kobiet po 30-tym roku życia? Nie wiem, czy nie radzi sobie z przekroczeniem tej symbolicznej granicy i musi odreagować, czy od przedszkola miała stylówkę na seniorkę z Capgemini i chce się wyżyć, że nikt nie zapraszał jej na imprezy w liceum.

Niezależnie, który wariant jest prawdziwy, to drogie trzydziesto-i-ponad-latki, myślę, że stąpacie już tyle czasu po tej planecie – i to bynajmniej, nie nago – że wiecie jak się ubrać, a przede wszystkim w czym czujecie się dobrze. Gdybyście jednak miały wątpliwości, czy kolorowe skarpetki i bluza z kapturem pasują na rozmowę kwalifikacyjną, piszcie! Coś doradzimy. Ewentualnie wyślemy na szycie na miarę.

(niżej jest kolejny tekst)

Nie śmiej się, bo będziesz mieć zmarszczki na starość

Skip to entry content

Jeśli jesteś dziewczyną, nie masz prawa nie kojarzyć hasła z nagłówka. Albo mama, albo babcia, albo najpewniej dobra przyjaciółka dała Ci kiedyś tę bezcenną radę. Oczywiście w trosce o Twoją urodę. Która, jak wiadomo, w przypadku kobiety jest głównym celem jej egzystencji i fundamentem wartości. Brzydka kobieta jest równie potrzebna światu, co zeszłoroczne numery Lotto. Dlatego nie powinna korzystać z doczesności, przeżywać uniesień i śmiać się, gdy ma na to ochotę, tylko wszystkie wysiłki skupiać na zachowaniu niezmąconej kurzymi łapkami, idealnie gładkiej skóry.

A śmiać to się może na starość. Jakiś kwadrans przed śmiercią.

W przypadku chłopców tego typu uwagi rzadziej skupiały na aspektach dotyczących ich ciała, a częściej na dobrach pseudo-luksusowych, którymi bywali obdarowywani przy ważnych okazjach. Mam na myśli oryginalne adidasy, oryginalną piłkę do kosza, czy cokolwiek innego, byle z metką Nike, czy Pumy. W przypadku takich zdobyczy wyrwanych z łap zachodniego kapitalizmu, pachnących frytkami, Coca-colą i perfumami w spreju, zawsze ze strony rodziców padało hasło „będziesz miał na specjalne okazje”. Co zazwyczaj oznaczało, że nie dotkniesz tego częściej niż dwa razy w miesiącu. Bo się zniszczy.

A jak się zniszczy to nie będziesz mógł tego używać. Więc lepiej nie używać tego wcale.

Wiele osób tę kryzysowo-komunistyczną mentalność przenosi w dorosłe życie i dalej uważa, że pewne rzeczy trzeba zostawić na nieulokowane na osi czasu „później”. Lub, że są zachowania, przeżycia, bądź stany emocjonalne tak drogocenne, że w trosce o ich niedomiar woli z nich nie korzystać.

Słowo „kocham” rezerwuje dla tej jednej jedynej, wyczekiwanej jak listonosz w dniu wypłaty emerytur i nie wypowiada go w obawie, że się zużyje. Całe życie buduje na zwrotach powszednich, codziennych, zwykłych, niewyjątkowych, bo boi się, że tego specjalnego użyje nie w porę, a bankier w banku słów nie przyzna mu talonu na drugie. W efekcie jakimi zwrotami sobie pościelił, tak mu się śpi. Zapomina, że takie słowo istnieje i znajduje je dopiero po latach, zakurzone na dnie drewnianej skrzyni z napisem „relacje”, gdy już ząb czasu nadgryzł je na tyle, że nie ma go komu powiedzieć.

Nie zrywa folii z telefonu, bo a nuż się porysuje. Nie biega w butach do biegania, bo jeszcze zetrze się podeszwa. Nie pije na umór w liceum kiedy jest na to czas, nie próbuje szalonych rzeczy na studiach, kiedy ma ku temu możliwości, nie wylatuje do pracy do Indii, gdy ma taką okazję. Jeszcze będzie na to czas. Nie robi nieodpowiedzialnych rzeczy, nie daje się ponieść, nie pozwala sobie na wykorzystanie całego zasobu z bogactwa inwentarza. Jest przezorny, stonowany, zawsze ubezpieczony i rozważny. Trzyma doczesność na wodzy. Wodzy przezorności, że może to wszystko kiedyś będzie bardziej potrzebne.

Nie śmieje się, bo będzie mieć zmarszczki na starość. Nie żyje życiem, zachowuje je na później.

Jak to jest wychowywać się bez ojca?

Skip to entry content

Po tekście krytykującym idiotyczny artykuł w Mamadu, dotyczącym  hiper stereotypowego wychowywania dziecka, gdzie ojciec jest okazjonalnym gościem-doglądaczem, dostałem ponad sto wiadomości od matek. W większości były to wypowiedzi przepełnione goryczą i smutkiem, opisujące jak to jest wychowywać dziecko niemal w pojedynkę. Bo ojciec uważa, że to przecież obowiązek kobiety, a on jest zobligowany jedynie do nieprzepijania od razu całej wypłaty i sporadycznego udzielania lekcji życiowych. Które najlepiej, żeby sprowadzały się do wygłaszania coelhoizmów typu „tak to już jest”, „jak dorośniesz, to zrozumiesz”, czy „uczciwą pracą się nie dorobisz”.

Oprócz kobiet, w komentarzach udzieliło się też kilku panów, którzy mówili o tym jak ważne jest dla nich współuczestnictwo w wychowaniu dziecka, a przede wszystkim, jak wiele radości daje im bycie rodzicem w pełnym tego słowa znaczeniu.

Niestety pojawiło się również kilka wypowiedzi od osobników płci męskiej, bo mężczyznami ich nie mogę nazwać, którzy twierdzili, że angażowanie się ojca w życie potomka to głupota i to wyłączne zadanie kobiet. Bo natura je lepiej do tego przystosowała, bo tak było od zarania dziejów i tak ma być. Nie jestem w stanie polemizować z kimś kto jest upośledzony umysłowo, więc usunąłem te komentarze, ale mimo wszystko bardzo mnie ruszyło, że ktoś w ogóle może tak myśleć. Koincydencja sprawiła, że w tym samym momencie dostałem przejmująco osobistego maila od czytelnika, który miał nieszczęście być spłodzonym przez człowieka reprezentującego powyższe podejście.

Jeśli nie ja, to może ktoś, kto to przeżył, przekona wszystkich przyszłych i obecnych ojców, że ich rola nie ogranicza się tylko do dostarczenia plemnika do komórki jajowej. Że ich obecność jest nie mniej, nie więcej, ale równie istotna co obecność matki.

(mail zawierał kilka literówek i błędów składniowych, które poprawiłem za zgodą autora)

(…) Rodzice rozwiedli się jakoś szybko po moim porodzie, miałem jakiś roczek jak mama złożyła pozew do sądu. Różnica charakterów jak to się mówi. (…) Brak drugiego rodzica zacząłem odczuwać już od momentu przedszkola. Nie rozumiałem kto to jest tata, ani co to „dzień ojca” i czułem się trochę wyobcowany, ale to jeszcze nie było takie złe. Taki prawdziwy brak zacząłem czuć jak poszedłem do podstawówki, ani nie znałem się na sporcie, ani na samochodach do tego stopnia, że miałem problem z wymienieniem zawodników naszej reprezentacji, czy popularnych marek aut i koledzy z klasy patrzyli mnie jak na dziwoląga, z którym nie da się pogadać, ale gdy zaczęły się problemy typu gnojenie i bicie przez starszych byłem po prostu totalnie sam.

(…) i gdy ci ze starszych klas bili mnie po twarzy na przerwach nie miałem co z tym zrobić. Pójście na skargę do nauczycielki nie pomagało tylko pogarszało sytuację, bo oni wtedy dowiadywali się, że na nich doniosłem i później bili i upokarzali mnie jeszcze bardziej. Mówienie mamie też było bez sensu, bo miała tyle problemów żeby utrzymać nas dwoje, że nie chciałem jej dokładać więcej. Była zresztą delikatną osobą, więc i tak nie miałaby posłuchu u taki chłystków tylko jeszcze by ją wyśmiali i czułbym się jeszcze gorzej, że ktoś szydzi z mojej mamy. Tam potrzeba było mężczyzny, który by przyszedł po mnie pod szkołę i powiedział, że im przetrzepie skórę jak jeszcze raz będą mnie zaczepiać (…) ale go nie było ani wtedy ani później (…) nawet na komunii się nie pojawił (…)

 [emaillocker]

Podobno walczył o mnie w sądzie, więc nie wiedziałem o co chodzi. Wtedy walczył, a teraz już nie? (…) obraził się że przegrał i zrezygnował z bycia moim ojcem i wychowywania mnie? Mama musiała wychowywać mnie sama co było trudne, żebyśmy mieli za co żyć musiała dużo pracować, więc wracała z pracy zupełnie wykończona, ale mimo to poświęcała mi dużo uwagi, chodziła ze mną po lekarzach mimo, że dużo chorowałem i dbała o mnie jak tylko mogła. Widziałem wiele razy, że już nie daje rady bo jest zupełnie sama, więc kiedy zacząłem być już starszym chłopcem pomagałem jej i przejąłem część obowiązków, które w normalnej rodzinie należałyby do męża (…)

Szybko musiałem się usamodzielnić i dorosnąć i zachowywać się jak dorosły, mimo, że miałem kilkanaście lat. (…) mimo, że mama dwoiła się i troiła, żebym wyglądał schludnie i miał podstawowe rzeczy do szkoły, to najczęściej w naszym domu padało zdanie „nie mamy pieniędzy” (…) nawet nie pytałem mamy czy mogę gdzieś pojechać z kolegami na ferie, bo wiedziałem, że nie będzie za co (…)

Myślałem, że im będę starszy tym mniej będę odczuwał brak ojca, ale to nie było tak, że czas leczy rany czy coś w tym stylu. Im byłem starszy tym więcej spraw wypływało gdzie wychodziło, że tak naprawdę to jestem półsierotą. Chyba byłoby mi łatwiej jakby mój ojciec naprawdę nie żył, ale ja wiedziałem, że żyje i to było najgorsze bo ja wiedziałem, że on gdzieś jest może i nawet w tym samym mieście tylko się do mnie nie chce przyznać (…) bardzo dużo zastanawiałem się co złego zrobiłem i czym mogłem zranić albo czym mogłem zawieść mojego tatę, że nie chce mieć ze mną kontaktu. Zastanawiałem się dużo czego mi brakuje, że go w ogóle nie obchodzę ale  do dnia dzisiejszego nie wiem. Jednak to uczucie, że coś ze mną jest nie tak i że czegoś mi brakuje zostało.

W kontaktach z rówieśnikami, czy to z kolegami czy z dziewczynami, byłem bardzo niepewny siebie i chyba wycofany, jak to się mówi. Spotkania z dziewczynami zawsze mnie przerażały, bo nie wiedziałem zupełnie jak mam się zachowywać. Nie wiedziałem jak to jest być facetem, jaki facet powinien być wobec dziewczyny, nie wiedziałem co mówić ani jak się zachowywać. Strasznie mnie to stresowało, bo to była dla mnie taka wielka niewiadoma, nie mogłem tego podpatrzeć na przykładzie swoich rodziców ani nikt mi tego nigdy nie pokazał.

(…) miałem duże problemy z byciem stanowczym i asertywnym, a głównie miałem zaniżone poczucie własnej wartości. Zaczęło się to zmieniać dopiero jak poszedłem na terapię, co też było dla mnie stresujące, ale już nie było wyboru (…) Mama widziała, że dzieje się ze mną coś złego, ale nie wiedziała co dokładnie i też nie umiała mi pomóc. (…) mimo, że minęło już wiele lat i sporo się zmieniło w moim podejściu do tych spraw i osiągam sukcesy zawodowe, to poczucie bycia gorszym pozostało (…) Czuję się jakiś niekompletny i jakiś taki uszkodzony i przeraża mnie bardzo założenie własnej rodziny.

Ktoś jeszcze ma wątpliwości, czy ojciec jest potrzebny w wychowywaniu dziecka?

autorem zdjęcia w nagłówku jest Jeremy Brooks

[/emaillocker]