Close
Close

Nowoczesny model rodziny to koszmar dla idiotów

Skip to entry content

Anna Mucha zaraz po tym jak postanowiła przestać być wpływową blogerką, wrzucającą emotikony i wielokropki częściej niż przecinki, prawie nauczyła się zaczynać zdanie wielką literą i założyła serwis dla matek – Mamadu. Który jest częścią Grupy naTemat. Tak, częścią naszego ulubionego portalu, na którym zawsze znajdziemy merytoryczne i wartościowe treści zmuszające do refleksji. Na Mamadu, również takich nie brakuje.

Aleksander Moszkietowicz, najwyraźniej mający odgórne zadanie być trzeźwym głosem rozsądku wśród zgiełku rozemocjonowanych kobiet, napisał wyjątkowo żenujący tekst – „Nowoczesny model rodziny to koszmar dla mężczyzn”. I jest tak kuriozalny i zabawny jak tytuł na to wskazuje. Choć to drugie nieco wbrew zamierzeniom autora. Zasadniczo Olek przez cały „artykuł” żali się, w jakich to zgubnych dla ludzkości czasach żyjemy, w których facet poza machaniem penisem i zapładnianiem dziewic ma jeszcze inne obowiązki.

Nowoczesny model rodziny to koszmar dla mężczyzn

Na dobrą sprawę całość można by streścić do tego, że Moszkietowicz życzy sobie powrotu ery kamienia łupanego, ale poszczególne akapity są na tyle komiczne, że warto im się przyjrzeć z osobna.

Współczesne kobiety-matki uważają, że ojcowie ich dzieci są na pilota. Naciska się guzik – pojawia się “tatuś misiaczek”. Pokwili chwilę nad dzieckiem, przewinie, kocyk poprawi. Starszemu zawiąże bucik, a młodszemu przetrze marchewkę. Kolejny guzik – misiaczek zamienia się w “ojca niedźwiedzia”. Zdecydowany głos, mądre słowa, autorytet i źródło zasad.

Współcześni mężczyźni-ojcowie uważają, że matki ich dzieci są na pilota. Naciska się guzik – pojawia się „matka Polka”. Da cyca, zmieni pieluchę, wyjdzie z dzieckiem na spacer. Kolejny guzik – „gosposia stażystka”. Zrobi obiad, pranie, sprzątanie, prasowanie. Następny guzik – „bizneswoman”. Awans, premia, kariera. I kolejny – „demon seksu”. Ssanie, obciąganie, szczytowanie.

Brzmi znajomo?

Ale przecież tak się na dłuższą metę nie da żyć.

Umrzyj zatem.

To, co dzieje się w modelu rodziny przez ostatnie kilkadziesiąt lat to z punktu widzenia mężczyzny najgorszy interes od czasu, gdy Indianie sprzedali Manhattan za garść szklanych paciorków. Pojawiły się nowe oczekiwania i zadania, a stare wcale nie zniknęły. Wszystko się skomplikowało, bywa ze sobą sprzeczne i niezrozumiałe. Doszły nowe obowiązki, a wynagrodzenie wcale nie wzrosło. A na dodatek nie ma gdzie się odwoływać, a protesty są co najmniej niepoprawne politycznie.

Ostatni raz widziałem, żeby ktoś tak się żalił na swoją niezaradność życiową i nieprzystosowanie do realiów w pierwszej klasie gimnazjum. Gdy wychowawczyni nas poinformowała, że to już nie podstawówka i nie możemy wychodzić do toalety w trakcie lekcji. Zasadniczo mam wrażenie, że autor faktycznie traktuje własną rodzinę jak interes, który powinien być ukierunkowany wyłącznie na zyski, a nie jak grupę najbliższych mu osób, z którymi po prostu chce być. Za zdanie z odwoływaniem się żona powinna wystąpić o rozwód.

Można odnieść wrażenie (chciałem napisać “odnoszę wrażenie”, ale się boję :)), że wyobrażenia kobiet o społecznej roli mężczyzny dyktuje wygoda i potrzeba chwili. Szczególnie, gdy na świecie pojawiają się dzieci, a z nimi obowiązki. Okazuje się, że poza karmieniem piersią w zasadzie wszystkie obowiązki muszą być obowiązkami wspólnymi.

Nie wiem co mnie bardziej bawi. Czy to, że Aleksander, który jest na tyle duży by rozprzestrzeniać swoje nasienie po świecie, dziwi się jak 5-letni chłopiec, że jego rola wraz z wiekiem ewoluuje, czy to jak bardzo jest zaskoczony faktem, że spłodzenie dziecka niesie ze sobą obowiązki, które trzeba dzielić.

Mnóstwo mniejszych i większych autorytetów, setki artykułów i współcześni mężczyźni szybko są przekonywani, że bycie “dobrym ojcem” oznacza w XXI wieku KONIECZNOŚĆ pełnego uczestnictwa w każdym aspekcie życia dziecka. Wybór jabłuszka na śniadanie, rozmiar pieluch, ulubione przytulanki. Szczepienia i kolor śpioszków. Oraz oczywiście nieśmiertelne wspólne kąpanie dziecka. Przykładów można by mnożyć chyba w nieskończoność. A ponieważ “dobrym ojcem” chce być każdy, to szybko z kolegą w pracy zamiast o meczu Real–Barcelona rozmawia się o herbatce na kolki.

Biedaczysko, on tylko chciał być dawcą spermy, a tu na nieświadomce ktoś go wmanewrował w bycie ojcem. Życie bywa takie okrutne.

To niezaprzeczalnie jest cały arsenał czynności, którym nasi dziadkowie jedynie się przyglądali, jeśli mieli ochotę. A ich ojcowie pewnie w ogóle nie zaprzątali sobie tym głowy. Opieka nad dzieckiem przez pierwsze lata jego życia była wyłączną domeną kobiet i żadnej pewnie przez myśl nie przeszło, żeby angażować w to mężów.

Nasi pradziadowie leczyli również rany przykładając do nich chleb rozmiękczony śliną i pajęczyną, a mycie się częściej niż raz w tygodniu uchodziło za szczyt dziwactwa, natomiast wypłynięcie na ocean wiązało się z ryzykiem wypadnięcia za krawędź Ziemi, która wówczas była płaska. Tak, zdecydowanie przodkowie mieli rację, wróćmy do czasów starożytnych.

“Wmanewrowanie” ojców w “niunianie” dziecka od pierwszych dni nie zwolniło ich społecznie z innych zajęć i ról.

Nie ma wyjścia, ktoś w końcu musi powołać Komisję Zwolnień Rodzicielskich. Przynosisz książeczkę z podbitymi pieczątkami z niuniania i masz spokój z byciem ojcem na kolejny kwartał.

Nie ma co się oszukiwać – zdecydowanej większości ojców bliższa i milsza jest wizja siebie, jako nauczyciela. Zasad i jazdy na rowerze. Odwagi i łowienia ryb. Odpowiedzialności i szukania Gwiazdy Polarnej. Kochamy swoje dzieci najmocniej na świecie i będziemy to robić z niespotykaną pasją i cierpliwością. To wcale nie jest łatwe. Więcej – to trudniejsze niż przewijanie i wybór tapety do pokoju dziecięcego.

Oj, jakie to rozczulające, prawie się wzruszyłem. Mazgaj, który żenująco ucieka od odpowiedzialności, bo przerastają go codzienne obowiązki związane z zajmowaniem się człowiekiem, którego sam powołał do życia, CHCE BYĆ NAUCZYCIELEM. Bo taka wizja jest mu bliższa. Jakie to gówniarsko piękne. Disney powinien zrobić o tym bajkę, bo Piotruś Pan znalazł swojego następcę.

Czemu tacy ludzie nie mają dostępu do stosunków płciowych dopiero po zaliczeniu testu na nie bycie idiotą?

Na użytek wizerunku ojca XXI wieku opowiemy zaś z przejęciem, jak to nie możemy doczekać się uczestnictwa w kąpieli dziecka. Albo podzielimy się trikami o ząbkowaniu. Po przyjściu z pracy powiemy do żony: “Kochanie odpocznij, ja zrobię kolację”. Codziennie. Wmówiono nam, że na tym teraz polega odpowiedzialność mężczyzny za rodzinę.

Tak, bo kobieta jest przecież wielofunkcyjnym robotem do zadań kulinarno-sprzątająco-wychowawczo-rozrodczych, a facet powinien być tylko nadzorcą-nauczycielem, który udziela reprymend i pochwał za wykonane zadania. I to tylko wtedy, kiedy mu się zachce.

“Mężczyźni do siekier, kobiety do igieł” to apel do społecznego rozsądku. Do powrotu zgody co do tego, aby faceci mogli być tylko facetami. Żeby nie stawali się nimi “po godzinach”, w przerwie pomiędzy praniem, pracą, a gotowaniem.

Jeśli komuś się wydaje, że rola ojca sprowadza się do weekendowego chodzenia na ryby i pojawiania się w życiu dziecka z częstotliwością Komety Halleya, to nie powinien go nigdy mieć. Jeśli natomiast pranie, sprztątanie, gotowanie, czy przewijanie własnej córki dla jakiegoś faceta jest niemęskie, to powinien sprawdzić, czy przypadkiem listonosz nie jest ojcem, bo będąc taką bojącą się wysiłku i pobrudzenia rączek ciotą, nie spłodziłby nic poza rozczarowaniem. Rozczarowaniem swoją osobą.

Tak że tego… „idioci do kastracji, rodzice do dzieci”.

(niżej jest kolejny tekst)

Cotygodniowy Przegląd Internetu #15: Zanzibar, nauka w trakcie seksu i Andrzej Zaucha

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 15

Zaskoczę Was, ale w dzisiejszym zestawieniu nie ma ani jednego linka związanego z Oscarami. ZERO. Temat był tak mocno eksploatowany przez ostatni tydzień, że chyba nikt się nie uchował, kto by nie wiedział, że polski film zdobył tę statuetkę? W sensie “Ida”. A “Birdman” zgarnął cztery, a “Whiplash” trzy. To jak, wszyscy wiedzą i możemy przejść dalej? Dobra, to jedziemy z tematem.

HipsterMerkel: czyli jakie fotki na Instagrama wrzucałaby Angela Merkel, gdyby dziś była nastolatką. To znaczy hipsterem.

Jak żyje się na Zanzibarze? Zdjęcia pokazujące Tanzanię od kuchni i warunki w jakich żyją tam ludzie. Nie jest to materiał typowo reportażowy, komercyjnie nastawiony na ukazanie głodu i nędzy, raczej dość wyśrodkowany.

Czego możemy nauczyć się w trakcie seksu? Oprócz samego seksu i imienia partnerki? Oryginalne i całkiem sensowne przemyślenia na temat tego jak stosunek płciowy wpływa na inne aspekty życia. Jak korzystnie oczywiście.

Sekretne życie superbohaterów: świetne fotki przedstawiające Hulka, Thora, Spidermana i Wolverine’a podczas “zwykłych” dni, gdy akurat nie muszą ratować świata. Ani go demolować.

Co miała na myśli Marilyn Monroe? Genialny tekst z rozkminą najbardziej znanych wypowiedzi biuściastej ikony popkultury. Analiza i komentarz do haseł, na piątkę z plusem.

Egipski sprzedawca: Ravgor też był w Egipcie i też go wkurzali nachalni wciskacze wszystkiego-co-tylko-mają-przy-sobie. I postanowił odwrócić sytuację, pokonując poganiaczy ich własną bronią. Git fasolka!

 

Klip tygodnia: nie jestem fanem Roberta M, ani jego akcji robienia z rapu popu dla blachar pod hasłem “Rozbójnik Albibaba”, więc gdy dowiedziałem się, że będzie rekonstruował szlagier Andrzeja Zauchy spodziewałem się większej porażki niż Mandaryna bez playbacku. A wszyło naprawdę bardzo, bardzo dobrze! Myślę, że Andrzej by się uśmiechnął pod wąsem.


 

Damska stylówka tygodnia: Malina Fashion to moje ostatnie wielkie odkrycie! Nad sceneriami musi jeszcze popracować, ale zestawy ma rewelacyjne! Godna konkurentka dla Pani Ekscelencji, czy Deynn w kwestii street wearu. 11/10.

zdjęcie pochodzi z bloga MalinaFashion.pl
zdjęcie pochodzi z bloga MalinaFashion.pl

 

Fanpage tygodnia: “Beka z mamuś na forach” – nazwa profilu w zasadzie mówi wszystko. Same grube rozkminy mateczek, które powinny uzyskiwać możliwość uprawiania seksu dopiero po zdania testu IQ. Najlepiej na poziomie gwarantującym, że nie włożą dziecka do piernika tuż po urodzeniu sadząc, że to najlepszy sposób na opaleniznę. Podziwiam autora za determinację w wydobywaniu takich perełek.

beka z mamuś na forach

 

Blogerka na głównym zdjęciu: ta pani z zieloną lupką, to Adriana z bloga KosmetoMama.pl. Jak na niszowy/początkujący blog o kosmetykach to ma naprawdę ładny szablon i zdjęcia, i mimo, że to totalne nie moja tematyka, to przeklikałem z kilkanaście wpisów. To tak, jakby ktoś wciąż nie był przekonany, czy wygląd ma znaczenie.

Z ogłoszeń parafialnych, to moja maszyna do pisania umiera śmiercią naturalną i zanim wyzionie ducha chce się zaopatrzyć w nową. Szukam lekkiego (koło 1 kilograma), małego (koło 11 cali) netbooka z mocną baterią (minimum 5 godzin) do 1000zł. Gdyby ktoś posiadał, bądź używał takiego sprzętu i mógł polecić, to będę wdzięczny za linka.

Wulgarne cytaty filmowe w wersji bez przekleństw

Skip to entry content

wulgarne cytaty z filmów bez przekleństw

Cały czas mamy miesiąc bez przekleństw i choć idzie mi coraz lepiej z szukaniem synonimów wulgarnych określeń narządów rozrodczych, to otoczenie mi w tym nie pomaga. A zwłaszcza popkultura. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że żeby całkowicie odciąć się od niecenzuralnych zwrotów, musiałbym wrzucić do kosza PCK wszystkie płyty, których słucham, zablokować YouTube i przestać chodzić do kina. Co do tego ostatniego, to zacząłem się zastanawiać jak brzmiałyby najbardziej znane wulgarne kwestie z filmów, po wykastrowaniu z przekleństw.

Sprawdźmy!

 

Psy

-Dlaczego?
-W imię zasad, synu córy Koryntu!

 

Kiler

– Co ty, znak interpunkcyjny, wiesz o zabijaniu?

 

Wściekłe psy

– Pozwólcie, że powiem wam o czym jest “Like a virgin”. Jest o lasce, która jest prawdziwą spółkującą machiną, mówię wam, rano, wieczór, we dnie, w nocy, prącie, prącie, prącie, prącie, prącie, prącie, prącie, prącie, prącie.

– Ile to jest prąci?

– Wiele.

 

Chłopaki nie płaczą

– Bunkrów nie ma, ale też jest niewymownie ekscytująco.

 

Pulp fiction

– Co sądzisz o Trudi? Nie ma faceta, może razem pofruwacie?
– Która to Trudi? Ta z efektem wydalania na twarzy?
– Nie, to Jody, moja żona.

 

Gran Torino

– Czasem, spotykasz na swojej drodze osobę, której nie należy doprowadzać do stanu wrzenia. To ja.

 

Psy

– Jak ci się podoba moje 17-letnie ciało?
– Ty stare pośladki jesteś.

 

Chłopaki nie płaczą

– Wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno ponadprzeciętnie, ale to ponadprzeciętnie ważne pytanie: co lubię w życiu robić?

 

Dzień świra

– To be, przecinek, or not to be!

 

Kiler

– 300 złotych? Postradałeś zmysły, co ja sobie za to kupię? Waciki?

 

Baby są jakieś inne

– A wiesz, co trzeba zrobić, żeby kobieta krzyczała jeszcze długo po stosunku?
– Za cholerę.
– Męski narząd rozrodczy w firankę wytrzeć.

 

Szklana pułapka

– Jupikajej, matkostosunkowcu!

 

Wesele

– Chcesz wody?
– W wodzie to się ryby multiplikują.

 

Dzień świra

– Dżizus, kobieta świadcząca odpłatnie usługi seksualne, ja uprawiam stosunek płciowy.

 

I co, nadal są na tyle dobre by wyjść poza salę kinową i przedostać się do mowy potocznej?