Close
Close

31 sposobów, w jakie czytelnicy wyrażają miłość

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest Garry Knight
autorem zdjęcia jest Garry Knight

Miłość różne ma oblicza, imiona i formy. Ta siostrzano-braterska mocno różni się od tej związkowej – pomijając Jaimego i Cersei z “Gry o tron” – a i ta związkowa niemal w każdej parze wygląda inaczej. Jednak poza tym rodzajem kochania drugiego człowieka, do którego przyzwyczaiła nas bajka “Jaś i Małgosia”, dramat “Romeo i Julia” i dokument “Madzia i mama”, jest jeszcze jedna odmiana tego uczucia. Dość świeża, niezbadana i nieopisana za pomocą chwytliwej historii – blogersko-czytelnicza.

Jest najbardziej dzika i najmniej przewidywalna ze wszystkich, a jej przejawy często wprawiają w zakłopotanie obie strony. Bo nigdy nie wiadomo, czy to już to, czy jeszcze podchody, czy już epitafium. Sprawdźcie 31 najbardziej zaskakujących sposobów w jaki czytelnicy wyrażali swoje uczucia podczas ostatniego badania.

1. dobrze, że nie miałam stanika jak przeprowadzałeś badanie, zawsze przyjemniej

Potwierdzam. Tylko proszę, nie wspominaj o tym komisji etyki lekarskiej.

2. Gdzieś, coś, kiedyś, na jakimś zdjęciu ujrzałam twój tyłek. Brałabym.

Sam tyłek? Wy kobiety, to jednak strasznie przedmiotowo podchodzicie do relacji. Nie to co my.

3. w realu wydajesz się równie spoko, może następnym razem podejdę i zagadam ;)

W Carefourze też jestem do zniesienia, ale w Auchanie podobno mocno przeginam, nie mówiąc już o Almie. Przepraszam, musiałem.

4. Ma małego.

Coś czułem, że „małe jest piękne” to tylko taki wyświechtany slogan. No nic, zbieram na większego pendrive’a.

5. na pewno nie dałby rady napisać zabawnego posta o jajeczkowaniu pingwinów cesarskich i polityce rolnej Nowej Zelandii.

Niezła próba. Ja bym poradził sobie z tym nawet bez klawiatury, ale założę się, że Konrad z “Moja dziewczyna czyta blogi” nie dałby rady nawet klepnąć jednego akapitu.

6. nie jest już taki fajny jak kiedyś i zbyt dużo używa kropki nienawiści w odpowiedziach do komentarzy czytelników

To jest wyjątkowo zabawne. Są ludzie, którzy uważają, że zdanie zakończone zgodnie z zasadami pisowni języka polskiego – czyli kropką – to przejaw negatywnych emocji. Otóż nie! Wyobraź sobie, że są osoby, które nie wrzucają na końcu każdej linijki “;)”, “:P”, czy “xD” i wcale nie oznacza to, że buchają nienawiścią, a każda wypowiedź jest podszyta sarkazmem i ironią. Po prostu chcą, żebyś wiedział, gdzie się kończy zdanie.

7. że śniło mi się, że złamałeś mi nogę bo wjechałeś na mnie na rowerze :<

Ej, po pierwsze to Ty mi weszłaś wprost pod koła, a po drugie, to nogi mają to do siebie, że się zrastają. W przeciwieństwie do szprych.

8. Autor ma naprawdę sekswone nogi

Ten komentarz pojawił się tak wiele razy, że autentycznie zacząłem się im przyglądać i rozkminiać, co jest w nich takiego pociągającego. I nie wiem. Ale jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że się nie znam.

9. Boże, twój styl wypowiedzi ma tyle z Pratchetta…

Nie znam typa, ale miło, że zwróciłaś się do mnie po imieniu.

10. ptaki latają kluczem

A pingwinom marzną stopy.

11. św. Mikołaj nie istnieje. AAAHAHAHAH..

Ja do Was z sercem na tacy, a Wy mnie twarzą o beton. Za co?

12. Brakuje mi pytania “czy masz na mnie jakiś wpływ”, bo moja odpowiedź to “ogromny”! Przykłady? Zaczęło się od głupiego eksperymentu, a ja wciąż nie jem tego mięsa, kiedy wpadam na chwilę do Krakowa to czytam, gdzie tam w Krakowie można fajnie zjeść/pobyć i autentycznie kiedyś, mieszkając przez jakiś czas na Krowodrzy Górce, chodziłam rozglądając się dookoła, licząc, że może na Ciebie wpadnę (#stalker). Chyba dwukrotnie przebrnęłam przez Twoje archiwum, wcale nie dlatego, że czegoś szukałam, po prostu lubię jak piszesz – jesteś jedynym z blogerów, których czytam absolutnie wszystkie teksty, niezależnie od tego, czego dotyczą (na pozostałych blogach nawet nie klima w tematy, które mnie nie interesują). Dobra. Chyba muszę iść po więcej cukru do sklepu, bo tą wiadomością skończyły mi się całe zapasy.

Po takiej bombonierce z miłością, jedyne co jestem w stanie powiedzieć, to “dziękuję”. Tak że dziękuję. Bardzo.

13. lubię, jak masz włosy.

Ja też wolę jak nie jesteś łysa.

14. Jestes całkiem zwyklym gościem z mordy ale inteligencja i  humor dodaje Ci tego czegoś… seksapilu? No, żebym  nie przesadziła. Ale CZEGOŚ Ci dodaje. :)

I nie wiesz, czy Cię kocha, czy obraża, czy po prostu jest kobietą.

15. dzieki za bloga, mam kaca, a Ty i tak twgo nie przeczytasz

Zakład, że przeczytam?

16. i tak kiedyś zostaniesz moim mężem

Hmm, nie wiem co na to moja dziewczyna, ale powinnyście się dogadać w tej kwestii.

17. często cytuję jego wpisy/opowieści/dialogi pryz kawie z rodzinką :)

Oj, wizja, że ktoś o tekstach z mojego bloga rozmawia przy rodzinnym stole, jak o artykułach z gazet, naprawdę połechtała moje ego. To bardzo nobilitujące.

18. strusie jajo jest ok. 8 razy większe od kurzego

A kilogram ma 1000 gramów.

19. Boję się, że kiedyś wrzuci na bloga/fb jakąś moją rozmowę z tramwaju

Szczerze mówiąc, to za każdym razem, gdy wrzucam jakiś dialog podłapany w komunikacji miejskiej, czuję napięcie w obawie, że któryś z czytelników napisze “halo, halo, czemu umieściłeś moją rozmowę!!!1jeden”. Jeszcze taka sytuacja nie miała miejsca, ale wierzę, że wszystko przed nami.

20. Podkochuje się w Twojej inteligencji emocjonalnej mimo, ze jestem mężatką

Z blogerem to nie zdrada.

21. czytam Cię od tak dawna, że pamiętam nawet rudego kota z Twojego bloga :)

Kłamiesz, ludzie nie żyją tak długo!

22. są na świecie miasta powyżej 1mln, które nie są Warszawą!

Chcesz mi wmówić, że jest coś dalej? Że świat się nie kończy poza Polską i przekraczają granicę Cieszyna nie wypadasz poza krawędź Ziemi?

23. Przez Ciebie Kominek niedługo opuści tron :)

Mam nadzieję! W końcu ile można czekać, aż ktoś wyjdzie z toalety?

24. Cieszę się, że po świecie wędrują takie fajne wszechświaty atomów jak Ty :)

Dawno nie słyszałem tak wysublimowanego komplementu. Bądź moją gwiazdą polarną między wczoraj, a jutrem.

25. to jedyna rzecz która mnie nie wkurwia na kacu.

Ten też dobry.

26. Absolutnie rzuciłabym stanikiem z zachwytu!

I ten również nie gorszy.

27. Tyle mówisz o tym byciu prawiczkiem, że chętnie bym Cię pozbawiła tego brzemienia. Buziaki :*

Tyle lat zastanawiałem się jak stracić tę cholerną cnotę, próbując wszystkiego poza wypadem do Dzielnicy Czerwonych Latarni, a okazało się, że to prostsze niż jajecznica – wystarczy założyć bloga! Przekażcie to reszcie, może dzięki temu nasz gatunek nie wyginie!

28. Jesteś marną, nieudaną kopią Kominka -> on się wypił przez hejting i pizding na blogu, jak widać – już tego nie stosuje. I Ty też nie będziesz, ciao. A ankieta trochę do dupy.

Napisała dziewczyna czytająca mnie regularnie od dwóch lat, która jest na blogu głównie przez ciekawe tematy i nie chce, żebym cokolwiek zmieniał. No tak, to ma sens.

29. podczas wietrznych dni, kiedy wpadam na słupy i ludzi, bo przez włosy nic nie widzę, mogłabym wpaść na niego.

Ta pani powinna prowadzić zajęcia z podrywu na piątkowych spotkaniach singielek, bo robi to świetnie. Od jutra chodzę z rozwartymi ramionami w wietrzne dni.

30. Jesteś dla mnie czasami irytującym małolatem.Ty byś pewnie uznał,że jestem żałosna (mam 35 lat,ostatnio zawaliło mi się CAŁE życie,nigdy nie byłam tak pewna siebie jak Ty.)Ale wciąż Ciebie czytam.Podziwiam.Wiele się od Ciebie nauczyłam.Żałuję,że nie mam takiego faceta.Albo że nie jestem taka jak Ty.A czasem wierzę,dzięki temu co napisałeś,że jednak nie przegram.Że będzie jeszcze dobrze.I za to dziękuję.I pamiętaj,pisząc swojego bloga robisz chwilami więcej,niż jesteś w stanie sobie wyobrazić…Gdy czytałam Twój tekst o samobójstwie,byłam bardzo w złym stanie.Dziękuję,kochany mój Małolacie…

Szczerze wzruszyłem się. Dla takich komentarzy, naprawdę, warto to robić.

31. Jakby Ci Janek brakowało na chleb to mogę Ci załatwić pracę w Portsmouth, będzie mi z Tobą raźniej, buziaki <3

No to już mam odpowiedź na wszelkie pytania “a co za 5 lat?”, “a co jak minie moda na blogi?”, a “a co jak się wypalisz?”, a “a co jak rodzice wyciągną ci wtyczkę od internetu?”.

To jest na tyle dobre, że chyba założę Aska, żeby mieć to na co dzień, a nie tylko raz do roku.

(niżej jest kolejny tekst)

naTemat rezygnuje z darmowych stażystów i zatrudnia dziennikarzy

Skip to entry content

beka z natemat

Prima aprilis, to byłoby zbyt piękne. Piekło przecież nie zamarza.

Są tacy ludzie, którzy wszystkie czynności poza wypróżnianiem się muszą robić w parach. Od jedzenia, przez składanie dokumentów na studia, po wizytę u dentysty. Nie wyjdą sami na obiad na miasto, bo po co? Nie pójdą w pojedynkę do kina, bo wstyd. I nie pojadą bez towarzystwa do Berlina bo strach. Do pewnego czasu byłem jednym z nich. Minęło mi na dobre chyba po maturze, jak pojechałem nad morze sprzedawać gazety na plaży.

Niby wybrałem się tam z dwoma kumplami, ale oni po kliku dniach zaczęli wymiękać i definitywnie chcieli wracać, a ja byłem tak zajawiony, że najchętniej zostałbym tam całe życie. No i miałem dylemat – wracać z nimi, choć bardzo nie chcę, czy zostać samemu? Co było równoznaczne z przeniesieniem do innego miasta, gdzie zupełnie nikogo nie będę znał. (Nie, żebym w tym wcześniejszym miał jakąś siatkę znajomych). Stwierdziłem, że słońce świeci, wiatr wieje, a kwiaty pachną, więc chyba jakoś dam radę bez 24-godzinnej opieki. I zostałem.

I zostało mi tak do dzisiaj.

Nie mam problemu z chodzeniem do kina bez znajomych, jedzeniem w restauracji bez pary, ani podróżowaniem nieco dalej niż na Borek Fałęcki w pojedynkę. Co więcej, to ostatnie polecam spróbować każdemu i to więcej niż raz w życiu. Dlaczego? Co daje podróżowanie samemu?

 

Nowe doświadczenie

Dla niektórych może to brzmieć pusto i nijak, ale dla mnie każde nowe doświadczenie jest wartością samą w sobie. Lubię poznawać nowe rzeczy i lubię zmieniać perspektywę postrzegania już mi znanych. A pierwsza solowa wyprawa odciska solidne piętno na tym w jaki sposób myślisz o podróżach. I zazwyczaj sprowadza się do tego, że kochasz je jeszcze mocniej.

 

Pełniej chłoniesz szczegóły

Nie zawsze, ale często, lecąc z kimś do nowego miejsca, nie byłem skupiony na tym co widzę w drodze z lotniska, jak odnoszą się do siebie tubylcy, czy co w ich sposobie spożywania potraw jest innego, niż w naszym. Tylko gadaliśmy o pierdołach typu: czy Krysia ma lepsze cycki, czy Zdzisia i będąc na bezludnej wyspie, z którą z nich poszedłbyś do łóżka i dlaczego z obiema naraz. Poznając nową kulturę bez towarzysza jesteś skupiony na detalach – dostrzegasz je, analizujesz i zapamiętujesz. Będąc z kimś, bardziej niż prawdopodobne, że Ci umykają.

 

Nikt Cię nie stopuje

Miałeś tak, że chciałeś zobaczyć co jest za rogiem w kolejnej uliczce, ale ktoś Ci mówił, że jest zmęczony i chce już wracać? Albo planowałeś wstać wcześnie rano, żeby zobaczyć jak miasto budzi się do życia, ale ktoś wyjątkowo skutecznie namawiał Cię na chlanie? Albo ktoś czuł, nie dającą się zagłuszyć logicznymi argumentami, potrzebę pochodzenia po sklepach, a Ty miałeś nadzieję, że jednak pójdziecie do lokalnego muzeum sztuki współczesnej?

Dobra wiadomość, tym razem nie ma tego kogoś.

 

Wychodzenie ze strefy komfortu

Działanie w parze ma to do siebie, że możecie się uzupełniać. I jeśli Ty wstydzisz się zapytać obcej osoby, czy stoisz w dobrej kolejce do kontroli osobistej, to zrobi to za Ciebie Twój kumpel. Z kolei, jeśli on ma kompleksy związane z kaleczeniem angielskiego w mowie, piśmie i myśli, to Ty możesz porozmawiać z arabskim portierem na temat zmiany pokoju na taki, w którym działają kontakty. Jednak, gdy tej drugiej osoby nie ma, nie masz wyjścia – musisz się przemóc i przekroczyć swoje granice. Podjąć działanie, w którym normalnie wyręczyłby Cię ktoś inny. I poczuć jakie to zajebiste uczucie, gdy jednak to robisz, a świat nie staje w płomieniach zwalając Ci niebo na głowę.

 

Poznajesz samego siebie

Wycieczki do nowych miejsc mają to do siebie, że są w nich nowi ludzie, nowe obyczaje i nowe sytuacje. I bywa, że na te wszystkie nowości Ty także reagujesz w nowy, bo dotąd Ci nieznany, sposób. Zwłaszcza, gdy są to sytuacje stresowe, konflikty, czy szeroko rozumiane problemy. Wytrącony z codzienności i schematów, bez kogoś kto złapie Cię za rękę i poklepie po plecach, dowiadujesz się co Cię przerasta, kiedy reagujesz agresją, kiedy euforią i ile jesteś w stanie znieść, zanim otoczenie doprowadzi Cię do dzikiego szału. Bądź płaczu.

A to wiedza, za którą coache, terapeuci i wszelcy rozwojowcy biorą gruby hajs.

 

Odpalasz nieużywane dotąd części mózgu

Sporadycznie, ale jednak. Na przykład gdy wracając z Hurghady, w drodze na lotnisko, orientujesz się, że zapomniałeś paszportu i wiesz, że bez niego nie wpuszczą Cię do Polski, a jeśli się wrócisz, to nie zdążysz na samolot. Lub gdy nie włączyłeś roamingu w Plusie, a właśnie dojechałeś do Berlina, tyle, że wysiadłeś na złym dworcu i jesteś przerażony, bo nie wiesz ani jak skontaktować się z przyjacielem, który miał Cię odebrać, ani jak dotrzeć do jego mieszkania.

Wtedy szare komórki, które dotąd były odpowiedzialne za niezapadanie się czaszki, nagle zaczynają pracować, wrzeć i analizować 3271 możliwych scenariuszy. I chwilę przed spaleniem się z nadproduktywności, wybierają ten jeden właściwy, przekminiony bardziej, niż odcinki „Breaking Bad”, który ma szansę się powieść. I powodzi się.

 

Interesują się Tobą starsze panie

co daje podróż samemu

(No dobra, niech będzie, że młodsze też, bo kilka przedtrzydziestek również zagadało.)

Nie wiem na czym to polega, czy to feromony, czy mój magnes na dziwne sytuacje, ale przez cały wyjazd do Egiptu regularnie zaczepiały mnie panie około 60-tki. Najczęściej używając rezolutnego otwieracza oscylującego wokół hasła „bo pan taki samotny”. Miłe, ale niestety nie reagowały na argument “przepraszam, pracuję” i usilnie próbowały rozmawiać. A ja tam naprawdę poleciałem tylko po to, żeby pobyć w cieple i popisać.

Tak że tego, jak widzicie jest wiele aspektów pozytywnych podróżowania samemu.