Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #24: relacja z porodu, Paweł Kukiz i “Przyjaciele”

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 24

Ten tydzień był spokojniejszy niż pacjent po podaniu pawulonu, więc nie spodziewajcie się żadnych sensacji polaryzujących społeczeństwo. Zresztą nawet gdyby tak było, podejrzewam, że nie przejęlibyście się tym bardziej niż sytuacją muchy na szybie tira, bo od poniedziałku wszyscy żyją tylko majówką. Oprócz mnie, ale o tym później.

Bohaterowie “Gry o Tron” w stylizacjach z lato ’90: jak nie mam świra na punkcie serialu, tak widząc te stylówki zwariowałem. Gdyby “na co dzień” grali w takich ciuchach, jarałbym się tym tytułem bardziej niż “Mad Men”.

Jak to jest być copywriterem? Od początku drugich studiów był to mój docelowy zawód, który jawił mi się jako praca marzeń. Olga z kilkuletnim stażem w tym temacie, opowiada jak to faktycznie z tym pisaniem sloganów jest.

Bezpieczni po trzęsieniu ziemi w Nepalu: celny i merytoryczny tekst o tym, że robienie sobie na Facebooku beki z tragedii wcale nie jest tak śmieszne jak się tagującym wydaje.

Sztuczna ręka do samojebek: nie masz chłopaka, a chcesz, żeby przyjaciółki popadały z zazdrości widząc romantyczne foteczki z partnerem na Fejsie? Idź do psuchoterapeuty. Albo kup sobie ten gadżet.

Naćpana oksytocyną: mimo, że daleka od standardowych i ckliwych historii o porodzie, to mimo to wzruszająca opowieść o tym, jak to jest wydać ze swojego ciała innego człowieka na świat.

Nowy “Dragon Ball” już w lipcu! Co prawda póki co tylko w Japonii, ale fakt, że wyjdzie jeszcze jakakolwiek animacja na podstawie tej mangi wystarcza, żeby popaść w euforię!

Paweł Kukiz kontra “dziennikarka” TVNu: tak właśnie wygląda dziennikarstwo w dużych mediach analogowych. Rzetelność i profesjonalizm w krzywym zwierciadle.


 

Jak wyglądaliby “Przyjaciele” w dzisiejszych czasach? Mistrzowska przeróbka kultowego serialu.

 

Damska stylówka tygodnia: typowo wiosenno-majówkowy komplecik. Trochę żałuję, że w moich czasach nastolatki nie ubierały się tak kwieciście jak Styleev. Choć jednak nie, jak sobie przypomnę jakie ciuchy były wtedy dostępne, to jednak nie żałuję.

zdjęcie pochodzi z bloga styleev.blogspot.com
zdjęcie pochodzi z bloga styleev.blogspot.com

 
Męska stylówka tygodnia: zestawienie na Króla Albanii. Niedługo pochód juwenaliowy, tak że propozycja od Simone Munari może się przydać.

zdjęcie pochodzi z bloga  simonemunari.com
zdjęcie pochodzi z bloga simonemunari.com

 

Klip tygodnia: w tym tygodniu też nie mam dla Was obrazka, a samą muzyczkę, ale za to jaką! Kojarzycie trzecią płytę takiego zapomnianego przez wszystkich składu Kaliber 44? I numer “Normalnie o tej porze” znajdujący się na niej? To sprawdźcie jak brzmiałby w wykonaniu idola Waszych rodziców.

 

Fanpage tygodnia: profil malutki i dopiero rozkręca się, ale ma potencjał, więc mam nadzieję, że przed wyborami pojawią się jakieś prawdziwe, bekogenne kozaki.

Korwin opowiadający bajki… Pardon, Korwin prezentujący program swojej partii.

Posted by Absurdalne zdjęcia Korwina on 10 marca 2015

 

Ogłoszenie parafialne: w tym miesiącu będzie się działo tyle rzeczy związanych z blogiem, że majówkę spędzam na WordPressie pisząc teksty, żeby się ze wszystkim wyrobić. Mam nadzieję jednak, że Wy odpoczywacie, grillujecie, ogniskujecie albo chociaż randkujecie i wyjechaliście za miasto, dlatego dajcie znać gdzie Was wywiało na długi weekend. Albo nawet wrzućcie w komentarzach jakąś fociszkę z wypadu, żebym wiedział, że ktoś jednak ma nieznośną lekkość bytu.

(niżej jest kolejny tekst)

Halo, halo, no gdzie ty jesteś? – jak zwykle się spóźnia, jakby niepunktualność była domyślnie wpisana w mieszkanie na Ruczaju.

Sorka, korki, nadgodziny, korki. Wiesz jak jest – nie, nie wiem.

Tak, wiem jak jest, dlatego jak się z kimś ustawiam, to zanim podam godzinę, biorę pod uwagę korki, nadgodziny, korki. Sorka – grrr, jak ja nie lubię tego słowa.

Dobra, nie rób dymu, zaraz będziemy – „my”?

„My”? – kogo on tam ze sobą ciągnie? Myślałem, że pogadamy po męsku, jak dwudziestopięciolatek bez pracy z dwudziestopięciolatkiem z obozu pracy.

No już dojeżdżamy. 2 przystanki i jesteśmy, sorka, ale Gosia musiała się wrócić po tabletki, stąd lekka obsuwa – Gosia… no to śmy pogadali po męsku.

 

***

 

– Joł, co robisz jutro?

Siedzę w domu, Zosia jest chora. A co jest?

– Chciałem skoczyć na browara do jakiejś lokalnej mordowni.

Nie no, my nie damy rady. Zosia musi się wykurować, bo ma występ w przyszłym tygodniu.

– Kumam, że Zosię boli ząb, ale to nie możemy pójść na piwko?

Chętnie, ale my nie damy rady.

– Aha.

 

***

 

– Widziałeś jak „Birdman” poszalał z Oscarami? – czekam na komentarz, że to wielki sukces Polaków, bo koleś noszący kawę do reżyserki miał dziewczynę o słowiańskich rysach twarzy w podstawówce.

– Co-man? – trolluje?

– Nie widziałeś „Birdmana” z genialną kreacją Keatona? Jedynego filmu, w którym ten grubasek z „Kac Vegas” nie robi z siebie pajaca? – naprawdę mnie urzekło, że Galifianakis potrafi grać „normalne” role.

– Nie, nie widzieliśmy tego – to co on robił przez ostatni kwartał? A, pewnie „zamknięcie roku” go pochłonęło – zamknięcie roku nas pochłonęło.

– Żałuj, bardzo dobry film. Świetnie oddaje ten dylemat każdego twórcy – robić chałtury za miliony monet, czy realizować ambicje za drobne do garnuszka – serio jeszcze nie widziałem, żeby tak przystępnie dla masowego odbiorcy było to przedstawione. – A „Whiplash”? Też kozak i też na bogato z Oscarami.

– Nie, z nowościami nie jesteśmy na bieżąco – w sensie z filmami po końcu ostatniego millenium?

– O, stary, to kiedy ty ostatni raz byłeś w kinie? – na Kinomaniaku?

– No dawno nie byliśmy, to fakt. Ale to za to często chodzimy na basen przy Galerii Kazimierz, mają świetne sauny.

 

***

 

I teraz pytanie rozbijające bank: czemu używasz liczby mnogiej?

a) bo po wejściu w związek zatraciłeś własną tożsamość?

b) bo ograniczyłeś cały świat zewnętrzny do jednej osoby?

c) bo jesteś pantoflem i boisz się, że ONA usłyszy, że robiłeś cokolwiek bez niej?

d) wszystkie odpowiedzi są poprawne

Co musisz wiedzieć jeżdżąc rowerem po Krakowie?

Skip to entry content

Kraków nie jest aż tak zakorkowany i nie do przebicia się jak Warszawa, aczkolwiek w godzinach szczytu na Alejach potrafi być niesympatycznie, a z okien wszelkich środków transportu lecą „kurwy”. Coś jak w dniu meczu reprezentacji Polski z kimkolwiek. Dodaj do tego – nie notoryczne, ale jednak – spóźnienia i smród zaszczanych żuli, którzy robią z tramwaju swoje mobilne biuro i już masz mocny impuls do zastanowienia się, czy nie można by inaczej. Lepiej.

Otóż można, i to najlepiej, i tą możliwością jest rower. Nie będę się rozwodził nad tym, czemu pedałowanie jest wygrywaniem życia, bo już to zrobiłem i uznaję to za oczywistą oczywistość. Tym razem zdradzę Ci wszystkie sekrety i szokujące nowicjuszy prawdy, których poznanie sprawi, że poruszanie się rowerem po Krakowie będzie mniej stresogenne.

 

Rower miejski to równowartość 3 biletów miesięcznych

Jeśli jesteś normalnym człowiekiem, bo jeśli studentem to 6. Za 300 złotych kupisz nadający się do użytku rower z „bagażnikiem”, który będzie na tyle sprawny byś dotarł z Dębników do Mistrzejowic i na tyle niewybajerzony, że Ci go nie ukradną w pierwszym tygodniu użytkowania. Zasadniczo żywotność takiego sprzętu, bez przesadnego chuchania i dmuchania, to 2 sezony. Policzyłeś już ile oszczędzisz rezygnując z MPK, czy podać Ci kalkulator?

 

Ścieżki rowerowe są dla pieszych

Spacerowicze dobitnie Ci to udowodnią, gdy będziesz jechał przez Grodzką albo pod Wawelem. Bez permanentnego nakurwiania dzwonkiem nie dasz rady przejechać. Ani ich ominąć. Co czasem kończy się dość zabawnie, jeśli tylko lubisz grać w “Carmageddon”.

 

W godzinach szczytu na 95% będziesz szybciej niż MPK

Serio. Te 5% zarezerwowałem dla podróży 50-tką z jednej pętli na drugą, bo czasem zdarza jej się być na równo, ale w pozostałych przypadkach na pewno będziesz szybciej. Jednoślady górą!

 

Wszystkie serwisy rowerowe zdzierają

Dlatego jeśli już musisz skorzystać z ich usług, to nie ma sensu szczypać się z hajsem i krążyć po całym mieście, tylko oddać sprzęt do najbliższego.

 

Jest dużo stojaków i miejsc na zapięcie

W Grodzkie Króla Kraka na miejsca, w których możesz zostawić rower, naprawdę trudno narzekać, bo od galerii handlowych, przez place, po uczelnie są tysiące stojaków. A gdy te są zajęte, na przypinanie sprzętu do barierek, ogrodzeń, czy znaków drogowych też nikt krzywo nie patrzy.

 

Tylko raz miałem kontrolę trzeźwości

Od 2008 roku, najczęściej od połowy marca do połowy października, poruszam się po Krakowie pedałując i w tym czasie tylko raz (słownie: RAZ) zatrzymał mnie patrol i kazał dmuchnąć. Nie zachęcam do jazdy pod wpływem alkoholu i wsiadanie po pijaku na rower jest równie głupie, co wspinanie się na rusztowanie w tym samym stanie, ale nie uważam, żeby to zagrażało innym uczestnikom ruchu drogowego bardziej niż nietrzeźwi piesi.

 

Najbardziej kradną na Uniwersytecie Ekonomicznym

Jeśli wydaje Ci się, że zostawianie roweru w godzinach nocnych w okolicach Rynku Głównego jest niebezpieczne, że przypinanie jednośladu do drzewa pod obskurną kamienicą na Kazimierzu prowokuje złodzieja, że porzucanie sprzętu pod Galerią Krakowska na równy tydzień jest jednoznaczne z jego utratą, to masz rację. Wydaje Ci się.

Przez 7 lat parkowałem rower gdzie popadnie o wszelkich możliwych porach i jedynym miejscem, z którego kiedykolwiek mi go skradziono był Kampus UEKu.

Kampus, który ma monitoring, ochronę, znajduje się w centrum miasta i jest zamykany na noc. Zajebano mi go w biały dzień, dosłownie w samo południe, bo między godziną 11:20, a 12:40, z samego pieprzonego środka uczelni. Wydawało mi się to niewiarygodne, że rower przypięty zapięciem grubości kciuka Grycanki może ot tak zniknąć, ale jak się dowiedziałem od znajomych ze studiów i panów z ochrony, którzy mieli na tę sytuację totalnie wyjebane, jest to na porządku dziennym.

 

Tylko łańcuch uchroni Cię przed kradzieżą

Wszelkie linki, zapięcia żyłkowe, a nawet podkówki wymiękają przy krakowskich złodziejach. Z wieloletnich dysputy z rowerzystami i własnych doświadczeń wynika, że jedynym sposobem ochrony przed pedałowymi Copperfieldami jest łańcuch z hartowanej stali z kłódką. Kosztuje to kilkadziesiąt złotych i wygląda jakbyś miał nim zamykać cementarną bramę, ale działa. A jak pomalujesz go na złoto, to jest swag.

 

Jeśli ukradli Ci rower, to wybierz się w weekend na Halę Targową

I zobacz za ile osiedlowi biznesmeni wystawili go na sprzedaż.

 

Akademik ASP to największe bicyklowe cmentarzysko

Dziesiątki holenderek, składaków i górali dogorywa w zaułkach domu studenckiego na Kapelance. Część uszkodzonych, część niekompletnych, a część po prostu porzuconych, zmienia kolor łapiąc odpryski z szablonów wrzucanych na ściany budynku i kamufluje się przyjmując kilogramy kurzu. Widząc te sterty żelastwa czekające na bliżej nieokreślone „nic”, trochę mi smutno, ale zawsze sobie myślę, że z rowerami jest jak z psami i wszystkie idą do nieba.

 

Studentki z Podkarpacia na to lecą

Nie wiem na czym to polega, ale to one są najbardziej zszokowane, że w mieście w którym ani Twoja matka nie wydała Cię na świat, ani nie mieszka cała Twoja rodzina do 7 pokoleń wstecz, można mieć rower. Gdy im powiesz, że pochodzisz z Bielska, a mimo to masz tu bicykla, możesz patrzeć jak eksplodują im czaszki, bo nie mieści im się to głowach. Traktują to jak zdarzenie na tym samym poziomie abstrakcji co paradoks kłamcy. Jak jakimś cudem styki im się nie popalą i już trochę ochłoną, zaczynają dopytywać jak to się robi, czy to legalne i czy one też tak mogą.

Co zazwyczaj przeradza się w wypad z kocem na Zakrzówek.

 

Taksówkarze nie biorą jeńców

Staram się nie generalizować, ale w tym przypadku się nie da. Jeśli taksiarz ma okazję nieprzepisowo Cię wyprzedzić, wymusić pierwszeństwo, ochlapać lub zepchnąć na pobocze, to z całą pewnością to zrobi. Zgadniesz dlaczego? Bo jemu się śpieszy!

W odróżnieniu od wszystkich innych oczywiście.