Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #33: bankructwo 50 Centa, Tomasz Knapik i Sztuka Rymotwórcza

Skip to entry content
zdjęcie pochodzi ze strony facebook.com/sztuka.rymotworcza
zdjęcie pochodzi ze strony facebook.com/sztuka.rymotworcza

Wolałbym udawać, że nie wiem co się działo w tym tygodniu i że nie dotarł do mnie syf związany z in vitro i kompletnym niezrozumieniem tematu przez osoby z rządu. Dotarł. Mimo to, odpuszczam go w dzisiejszym CPI, bo mam wystarczająco nadpsute nerwy innymi tematami. Na przykład tym, że rozchorowałem się w lato i ostatnie kilka dni spędziłem praktyczne nie wychodząc spod kołdry. Jak pechowe jest to? Przynajmniej dobrze, że było co czytać.

50 Cent został bankrutem? Tak podało wiele mediów, jednak raper, którego majątek szacuje się na 155 milionów dolarów, z dnia na dzień nie został bankrutem, tylko ogłosił bankructwo. Bardzo przystępnie napisane wyjaśnienie czym różnią się te dwa stany i o co chodzi w całym zamieszaniu.

Maciej Stuhr będzie grał w serialu Jakuba Żulczyka: ale info, ale info! Z nieskrywanym podnieceniem czekam na rozwój wydarzeń!

Słowniczek podstawowych pojęć modowych: jeśli tak jak ja myśleliście, że “it-girl” to dziewczyna-informatyk,  albo chcecie wiedzieć jakie jest polskie tłumaczenie “outfitu”, to wpadajcie do Tamary. Bardzo przydatny cykl wpisów.

Emerytura w kamperze: jest możliwa. Mega inspirujący artykuł o pomyśle na jesień życia. Teresa i Andrzej Walczakowie zamiast czekać na śmierć w mieszkaniu, podróżują po świecie i doceniają uroki bycia nomadami.

Jak poradzić sobie z kłopotliwą teściową? Przywitać rozgrzanym żelazkiem? Poczęstować dopalaczem? A może zapaść się pod ziemię i udawać, a może uznać, że jej nieustanne narzucanie się wcale Ci nie przeszkadza? Matylda przedstawia sensowne rozwiązanie.

Czyja to wypowiedź – Peji, czy polityka? Zaskakujący quiz z jeszcze bardziej zaskakującymi odpowiedziami. W wynikach spodziewaj się niespodziewanego.

Czy niechamski prank może być śmieszny? Twórca kanału Jeleniejaja dowodzi, że tak. Dla mnie to zdecydowanie dużo bardziej zabawne, niż napastowanie przechodniów po nocy, czy wypróżnianie się do śmietnika w galerii handlowej.


 

King Fury i Tomasz Knapik: turbo-sensacyjno-rozrywkowy krótkometrażowy film, czerpiący wszystko co najlepsze z kultowych filmów akcji, właśnie pojawił się w wersji z polskim lektorem. Nawet jeśli nie lubisz tego typu obrazów, to warto sprawdzić dla samego niezawodnego Tomasza Knapika.


 

Jules z “Pulp fiction” testuje burgera: i po jego rekomendacji sam bym stestował.

Damska stylówka tygodnia: w obliczu zaistniałych okoliczności natury, nie jestem w stanie napisać nic więcej niż: ŁOOOOOUŁ! Więcej zdjęć doprowadzających do wystrzeszczu na blogu Macademian Girl.

zdjęcie pochodzi z bloga macademiangirl.com
zdjęcie pochodzi z bloga macademiangirl.com

 

Klip tygodnia: dawno nie było nic od Quebo, co? Klip nie urywa żadnej części ciała i ze scenariuszem, czy montażem można by zdecydowanie więcej pokombinować, ale miło się ogląda. Raz, że jest superbohater w złotych butach, a dwa, że obraz był kręcony w Krakowie.


 

Fanpage tygodnia: klasyka malarstwa w ostatnich czasach przeżywa prawdziwy renesans. Najpierw “Sztuczne fiołki”, potem “Rubens był z Bytomia”, a teraz cytaty z polskich rapowych kawałków. I niech ktoś tylko spróbuje powiedzieć, że szerszego ogółu odbiorców nie da się zainteresować sztuką. Gdybym tylko w ten sposób miał podawaną wiedzę w liceum, najznamienitsze dzieła wraz z ich autorami recytowałbym z pamięci.

Wincenty Wodzinowski x DJ 600V ft. K.A.S.T.A. Squad”Toast”/”Wychylylybymy”

Posted by Sztuka Rymotwórcza on 20 czerwca 2015

 

Ogłoszenie parafialne: dzisiejsze ogłoszenie to raczej wyznanie i deklaracja miłości. Chciałem ogromnie, ale to ogromnie podziękować Marcinowi Wolakowi z firmy SpeedUp.pro, który jest najlepszym specem od WordPressa jakiego znam. Marcin po raz kolejny uratował mi tyłek, sprawiając, że blog nie wyleciał w powietrze, przez, że tak to ujmę, zewnętrzne czynniki niszczące, tylko stoi tam gdzie stał i ma się dobrze. Nie wiem jak on to robi, że w momencie kiedy inni wymiękają on jest w stanie rozwiązać każdy problem, ale w moim osobistym rankingu aniołów stróżów jest na pierwszym miejscu.

Polecam tego allegrowicza!

(niżej jest kolejny tekst)

Czy wiesz co to znaczy być TERAZ i TUTAJ?

Skip to entry content

Bycie TERAZ i TUTAJ to odczuwanie bieżącej chwili i uczestniczenie w niej. To bycie umysłem i ciałem współautorem wydarzenia, które właśnie się dokonuje. To pełne zaangażowanie zmysłów w odczuwanie aktualnego momentu i wszystkich emocji, które ze sobą niesie.

Bycie TERAZ i TUTAJ, to nerwowe przełykanie śliny, gdy jesteś na osiemnastce w lepiącym się od buzujących hormonów klubie, patrzenie źrenicami wielkości śliwek na dziewczynę, z którą trzymacie się za ręce i kołyszecie biodrami na parkiecie i rzucanie monetą w myślach, aby sprawdzić, czy to właściwy moment, żeby ją pocałować.

Bycie TERAZ i TUTAJ, to forsowanie barierek oddzielających wykonawcę od publiczności na koncercie Twojego idola z czasów licealnych, wykrzykiwanie razem z nim zwrotek tak głośno, by zagłuszyć nagłośnienie i obudzić wszystkich w obrębie dzielnicy, i poczucie bycia jednością z całą salą, z każdym jednym człowiekiem, który zdziera gardło tak jak Ty.

Bycie TERAZ i TUTAJ, to czucie w przełyku bicia wyrywającego się z klatki piersiowej serca, które masz wrażenie, że już doszło do granicy swoich możliwości i zaraz stanie, bo właśnie stoisz na krawędzi mostu wzniesionego 200 metrów nad ziemią i masz z niego skoczyć, co prawda z liną, ale w tej chwili nie sprawia Ci to większej różnicy.

Piszę o tym, bo odkąd media społecznościowe zadomowiły się na telefonach i pojawił się Snapchat, mam wrażenie, że wiele osób zapomniało, co to znaczy być TERAZ i TUTAJ.

Coraz częściej obserwuję ludzi, którzy odcinają się mentalnie od bieżących wydarzeń, rejestrując je na telefonie. I nie należy mylić tego z utrwalaniem chwili. Łapanie momentu, w postaci zrobienia zdjęcia, z perspektywy mojego rocznika – 1988 – było obecne zawsze. Tyle, że ten moment łapało się dla siebie. Wyciągało się aparat, prosiło kogoś o cyknięcie zdjęcia, pstry-pstryk, chowało się aparat do kieszeni i dalej uczestniczyło w wydarzeniu, mając pamiątkę DLA SIEBIE do celebrowania jej PÓŹNIEJ. W dniu, w którym to piszę, sytuacja została wywrócona do góry nogami.

Obecnie rejestrujemy chwile DLA INNYCH aby konsumować zarejestrowany materiał NATYCHMIAST.

Przez co nie uczestniczymy w wydarzeniach. Obserwujemy je.

Dopóki nie zająłem się blogowaniem, robienie zdjęć śniadań, wrzucanie zrzutów z Endomondo, czy opisywanie w statusie sytuacji na imprezach masowych, było dla mnie, delikatnie mówiąc, dziwne. Nie rozumiałem, czemu ktoś będąc w trakcie jakiegoś zdarzenia niosącego ładunek emocjonalny, zamiast je przeżywać, odcina się od niego, grzebiąc w telefonie i wchodząc do sieci. Gdy wszedłem w branżę zrozumiałem, że „relacje na żywo” to narzędzie do budowania wizerunku, rozwoju marki osobistej i animowania społeczności.

Mimo to, wciąż, gdy dzieje się coś naprawdę dla mnie istotnego, gdy dzieje się coś co chcę przeżyć, jestem poza siecią. A nawet jeśli coś utrwalam, z resztą świata dzielę się tym później.

Dzielenie się wydarzeniami, emocjami, przemyśleniami, to element mojej pracy, który dostarcza mi wymierne korzyści i mimo, że to moje hobby, jestem w to wkręcony i daje mi to radochę, potrafię i przede wszystkich chcę oddzielać to od realnego życia i uczestniczenia w rzeczywistości. Dlatego przeraziło mnie, gdy w trakcie wakacji w Słonecznym Brzegu widziałem w każdym, ale to dosłownie w każdym klubie ludzi przyspawanych do Snapchata.

Te imprezy naprawdę były spoko. Dj puszczali same najlepsze playlisty ze Spotify, barmani lali od serca i czasem nawet łapali butelkę po podrzuceniu, laski tańczyły na barze, kolesie też, a stopień zakrycia ciała przez obie płcie był odwrotnie proporcjonalny do temperatury i stężenia alkoholu we krwi. No typowe wakacyjno-kurortowo-plażowe imprezy. I na każdej znajdywała się przynajmniej jedna osoba, która nie chłonęła atmosfery, nie wkręcała w pantomimę ciał i energię, która panowała w lokalu, tylko biegała z telefonem i kręciła snapy. Żeby pokazać innym, że ona tu i teraz świetnie się bawi i jest taaaki melanż.

Tyle, że ona nie była TERAZ i TUTAJ. Ona odcinała się od wydarzeń, traciła kontakt z otoczeniem i była poza tym momentem. Była obserwatorem nie uczestnikiem. Była ZA CHWILĘ i OBOK, bo siedziała na Snapchacie i relacjonowała wydarzenie, które ją omijało.

Zatruci “Mocarzem” powinni się leczyć na własny koszt

Skip to entry content

Od kilku dni w mediach głośną karierę robi nowy dopalacz – czyli niezdelegalizowany przez państwo syntetyczny odpowiednik narkotyku – „Mocarz”. Jak podają lekarze jest 800 (słownie: OSIEMSET) razy mocniejszy niż marihuana i robi z mózgu szambo. Ogromne spustoszenie sieje w okolicach Śląska, gdzie od czwartku po jego zażyciu do szpitali trafiło ponad 200 osób. W stanie bardzo, ale to bardzo nieciekawym, cytując doktora Czarosława Kijonkę z rozmowy z Gazeta.pl:

Od zeszłego czwartku mieliśmy u nad dziewięć osób po dopalaczach. Wszystkie bardzo pobudzone psychoruchowo. Trudno było z nimi nawiązać logiczny kontakt. Oni tkwili we własnym świecie. Mówili takie rzeczy, że dosłownie byłem przerażony. Że są w jakimś filmie. Krzyczą, że fruwają, że bardzo chcą fruwać. Jeden z nich krzyczał, że zaraz będzie wyskakiwał z okna w samolocie.

Współczuję wszystkim, którzy to wzięli, bo z pewnością nie mieli pojęcia na co się piszą, ani jak to zdewastuje ich układ nerwowy. Opinia społeczna, jednak nie ma tyle empatii:

Smutne, że teraz musimy za leczenie tych palantów płacić. Chcieli się odurzyć to niech się odtruwają pod drzewem, albo mamusia niech gotuje rosołek. Tak, tylko łóżka w szpitalach zajmują. Młodzież poszukująca zabawy… niedobrze się robi.

autor: nc221

Te ćpuny powinny płacić za pomoc lekarską.

autor: dejtrejder

Mam nadzieję, że koszty hospitalizacji w caości pokryją ci narkomani…

autor: cler27

Zasadniczo duża część społeczeństwa uważa, że osoby zatrute „Mocarzem” nie powinny być leczone z państwowych pieniędzy, bo nabawiły się problemów ze zdrowiem przez własną głupotę. Coś w stylu „nawarzyłeś piwa, to teraz je wypij” i takie tam uderzanie w tony odpowiedzialności za swoje czyny. Ja z kolei uważam, że konsumenci dopalaczy powinni być leczeni na takich samych zasadach jak wszyscy inni chorzy i do osób, które się z tym nie zgadzają mam kilka prostych pytań.

Czy osoby, które dostały zawału serca, a paliły papierosy powinny być leczone z własnych pieniędzy?

Czy osoby, które są trwale sparaliżowane, bo skakały do wody na główkę bez sprawdzenia, czy pod powierzchnią wody nie ma wózka z Tesco powinny być leczone z własnych pieniędzy?

Czy osoby, które mają problemy ze stawami, a uprawiały wyczynowo sport powinny być leczone z własnych pieniędzy?

Czy osoby, które mają marskość wątroby, a piły alkohol powinny być leczone z własnych pieniędzy?

Czy osoby, które mają problemy ze wzrokiem, a w wolnych chwilach siedzą przed komputerem powinny być leczone z własnych pieniędzy?

Czy osoby, które mają nadciśnienie i miażdżycę, a są otyłe nie z powodów genetycznych powinny być leczone z własnych pieniędzy?

Czy osoby, które doznały poparzenia 3-go stopnia w wyniku nadmiernego opalania się powinny być leczone z własnych pieniędzy?

Czy osoby, którym urwało palce, bo odpalały fajerwerki bez użycia wyobraźni powinny być leczone z własnych pieniędzy?

I wreszcie, czy osoby, które nie nosiły czapki w zimie i dostały zapalenia zatok powinny być leczone z własnych pieniędzy?

Jeśli jeszcze nie zauważyłeś, to za pomocą tych pytań próbowałem Ci uzmysłowić, że duża część, jeśli nie połowa, urazów i chorób bierze się z ludzkiej głupoty. Nie twierdzę, że zażywanie substancji niewiadomego pochodzenia jest mądre. Nie jest w żadnym wypadku. Tyle, że ani ja, ani Ty nie jesteśmy święci i każdemu zdarzyło się choć raz w życiu zrobić głupotę. Więc jeśli mamy karać głupie zachowania powodujące szkody w naszym organizmie, to karzmy wszystkie po równo i wyrzućmy z publicznych poradni rehabilitacyjnych osoby, które od siedzenia przy biurku mają pokrzywione kręgosłupy.

I nawet jeśli na któreś z powyższych pytań odpowiedziałeś twierdząco, to muszę Cię zmartwić. Te osoby, tak samo jak zatruci „Mocarzem”, są leczone z własnych pieniędzy. No, chyba, że udowodnisz im, że nie płaciły podatków.

autorem zdjęcia jest MattysFlicks