Close
Close

W sieciówkach nie ma ładnych męskich piżam

Skip to entry content

Przedwczoraj kładąc się do snu zwróciłem uwagę na coś, co do tej pory było dla mnie kompletnie bez znaczenia i stanowiło marginalną kwestię. Mianowicie, spojrzałem na to w czym śpię, czyli spraną, darmową koszulkę marki piwnej, którą dostałem razem z czteropakiem, i stare, za duże bokserki, których z lenistwa nigdy nie wymieniłem na właściwym rozmiar. I olśniło mnie, że to jest strasznie brzydkie i nieestetyczne. Popatrzyłem raz jeszcze na ten komplet bezdomnego i powiedziałem do siebie to, co Mufasa do Simby na początku „Króla Lwa”: „synu, jesteś na tyle duży, że czas zainwestować w porządną piżamę”.

Z przekazem wyniesionym z bajek Disneya trudno polemizować, więc ruszyłem do Bonarki w celu zakupienia turbo stylowego zestawu do spania i o to co znalazłem w sieciówkach, wypowiadając do sprzedawców frazę „czy są męskie piżamy?”.

 

Pull and Bear

– Dzień dobry, są u państwa męskie piżamy?

– Piżamy? Męskie? Nieee, nie ma.

Pull and Bear - męska piżama

 

Bershka

– Dzień dobry, są u państwa męskie piżamy?

– O takiej porze to nie ma.

– O takiej porze dnia, czy roku?

– Yyy, no nie ma.

– Ale w ogóle bywają?

– No nie.

bershka - męska piżama

 

New Yorker

– Dzień dobry, są u państwa męskie piżamy?

– Oj, skończył się akurat.

– Ale w ogóle mają państwo?

– Wydaje mi się, że tak.

new yorker - męska piżama

 

Diverse

– Dzień dobry, są u państwa męskie piżamy?

– Nie.

diverse - męska piżama

 

H&M

– Dzień dobry, są u państwa męskie piżamy?

– Tak, proszę za mną.

– Ale to jest sam dół.

– No tak, a czego pan więcej potrzebuje?

– Kompletu.

– To tam są t-shirty, może pan sobie coś dobrać.

H&m 2 - męska piżama H&m - męska piżama

No właśnie nie chciałem sobie niczego dobierać, tylko mieć jednolity, spójny komplet. Zwłaszcza, że gdyby do tych krótkich była taka sama góra, to brałbym z miejsca. Bo te długie to takie typowe dla starych dziadów, a przecież jeszcze nie skończyłem 30-stki.

 

C&A

– Dzień dobry, są u państwa męskie piżamy?

– Hmm, jakieś są, proszę za mną.

c&a - męska piżama c&a 2 - męska piżama

Pomijam, że w rozmiarze tylko XL, ale te „wzory” to takie szpitalno-nijakie. W obu przypadkach dół w kolorze kupy na trawniku, a góra wygląda bardziej jak takie se bluzy niż piżama. Z podstawówki pamiętam, że identyczne można było dostać na targu za piątala.

 

Peek&Cloppenburg

– Dzień dobry, są u państwa męskie piżamy?

– Nie. Nie mamy czegoś takiego.

peek - męska piżama

 

Cropp

– Dzień dobry, są u państwa męskie piżamy?

– Piżamy?

– Tak, piżamy, najlepiej męskie.

– Nie, nie mamy piżam.

cropp - męska piżama

 

Reserved

– Dzień dobry, są u państwa męskie piżamy?

– Tak. Tu są z przeceny, a tu z nowej kolekcji.

reserved 4 - męska piżama reserved - męska piżama reserved 2 - męska piżama reserved 3 - męska piżama

Nie pamiętam, które były które, bo zasadniczo wszystko wyglądały tak samo – jak przypadkowo dobrane darmowe koszulki-reklamówki i za duże gacie. Czyli to co mam w domu za darmo i w czym nie chcę sypiać. Gdybyście się zastanawiali czemu spodenki mam przy szyi, a nie na sobie, to podaję rozwiązanie zagadki: bo góra i dół były spięte klipsem tak, by nie dało się ich przymierzyć równocześnie. Sprytne, co?

 

House

– Dzień dobry, są u państwa męskie piżamy?

– Piżamy? No nie wydaje mi się, ale może pan popatrzeć po sklepie.

– Ale to pani nie wie, czy są teraz, czy w ogóle?

– No mówię panu, że nie wydaje mi się, żeby były. Niech pan się przejdzie i zobaczy tam przy akcesoriach, jak nie będzie to nie ma.

– Aha.

Nie było.

house - męska piżama

 

Zara

– Dzień dobry, są u państwa męskie piżamy?

– Niestety nie mamy. Ale proszę popytać w innych sklepach.

zara - męska piżama

 

Jak widzicie, w sieciówkach odzieżowych jest porażka po całości i jak już się coś znajduje pod hasłem „męska piżama”, to jest to tak brzydkie, że nie warto za to płacić, a tym bardziej nosić. Panowie, jeśli znacie jakieś sklepy internetowe z ładnym męskimi piżamami, to dajcie znać, bo naprawdę mam dość sypiania w koszulce i bokserkach wyciągniętych z kosza PCK.

(niżej jest kolejny tekst)

Pamiętam swój pierwszy wyjazd na festiwal, szukanie transportu do Hradec Kralove na ostatnią chwilę, pakowanie się 4 godziny przed odjazdem autobusu i szukanie po północy czynnego kantoru, który wymieniłby nam złotówki na korony. Po dotarciu nawet nie zastanawiałem się czego zapomniałem, bo na dobrą sprawę nawet nie wiedziałem co powinienem ze sobą wziąć. Przy drugim wypadzie na Hip-Hop Kemp z listą rzeczy niezabaranych już było znacznie łatwiej, bo po dotarciu do Katowic, skąd ruszałem z resztą ekipy do Czech, olśniło mnie, że nie wziąłem namiotu. W końcu to tylko miejsce, które przez 4 dni miało być naszym domem, każdemu mogłoby się zdarzyć o nim nie pomyśleć, co nie? Dobra, nie odpowiadajcie.

W tym roku zamierzam się wybrać na aż 4 festiwale muzyczne, w tym na pierwszy już w ten piątek, więc pomyślałem, że i Wam, i mnie, będzie łatwiej się pakować na takie wydarzenie mając listę najpotrzebniejszych rzeczy. Stąd ten konsultowany z Ministrem Rozrywki i Rekreacji, zatwierdzony przez Instytut Dnia Następnego i testowany w terenie przez ze mnie Niezbędnik Festiwalowicza.

Co powinieneś zabrać ze sobą jadąc na kilkudniową plenerową imprezę muzyczną?

0. Namiot, karimata i śpiwór – wiem, że to oczywista oczywistość, oczywistsza niż kac po zmieszaniu wódki z szampanem i paczką fajek, ale z autopsji wiem, że da się tego zapomnieć, więc na wszelki wypadek wymieniam.

1. Zapalniczka – jedno z najbardziej wielofunkcyjnych urządzeń, które przydaje się zawsze. I odpalisz nią komuś papierosa, nawiązując nową znajomość, i otworzysz piwo, i rozpalisz grilla, i nieco rozświetlisz mrok, szukając zgubionych w trawie 5 złotych, i pobujasz się pod sceną przy piosence do wczuty. Waży tyle co nic, a może uratować życie, cytując Beary’ego Gryllsa.

2. Więcej ciuchów niż zakładałeś – duże masowe imprezy, na których ludzie wpadają w hiper-euforię mają to do siebie, że często dzieje się coś, czego nie zakładałeś. Na przykład, że nad ranem, tuż przed świtem, wskakujesz w ciuchach do jeziora. Albo, gdy nagle zaczyna padać deszcz, a ziemia pod stopami zamienia się w błoto, ktoś wpada na pomysł, żeby zrobić minizawody w ślizgu na klacie i uznajesz, że to brzmi sensownie. W takich momentach naprawdę doceniasz to, że wziąłeś jeden komplet ubrań więcej, niż planowałeś.

3. Czapka/kapelusz – zabrzmię teraz jak stary dziad, ale z udarem słonecznym nie ma żartów, a cały dzień na otwartej przestrzeni bez nakrycia głowy może do tego doprowadzić.

4. Papier toaletowy – kible na polu namiotowym to nie ani toalety w Hiltonie, ani w Sheratonie, ani nawet nie w akademiku AGHu. Bywają lepsze, jak te na Audioriver, czy bezapelacyjnie najgorsze na świecie, jak te na Hip-Hop Kempie, jednak jadąc na jakąś imprezę pierwszy raz nie wiesz czego się spodziewać, więc lepiej się zabezpieczyć.

5. Buty do wywalenia – zasadniczo wszystkie ciuchy, które bierzesz na plenerowe koncerty nie powinny być Twoimi stylówkami życia z logiem krokodyla za furmankę siana, bo masz 50% pewności, że nie wrócą do domu w takim stanie w jakim wyjechały, jednak w przypadku butów tych procent masz 100. Albo Ci je ktoś udepta na śmierć, albo je zabłocisz nie do poznania, albo po prostu przechodząc po pijaku przez ogrodzenie zahaczysz o wystający pręt i zrobisz w nich dziurę. Innymi słowy, na festiwal weź takie obuwie, którego nie będzie Ci żal pożegnać raz na zawsze.

[emaillocker]

6. Nerka – w niczym się tak dobrze nie nosi portfela, telefonu, chusteczek i innych pierdół, które normalnie obciążają Ci kieszenie, jak w saszetce przewieszonej przez ramię. Czy tam upiętej w pasie. Ryzyko wypadnięcia w trakcie skakania pod sceną drastycznie spada.

7. Węgiel i leki przeciwbólowe – mieszanie alkoholi, żarcie po którym Chodakowska dostałaby zawału serca, słońce, brak snu i nocne funkcjonowanie na zwiększonych obrotach może doprowadzić do rozregulowania organizmu. Podstawowe leki w krytycznej sytuacji pomogą Ci doprowadzić się do porządku i nie kończyć imprezy przed czasem.

8. Bank energii – choćbyś używał telefonu tylko i wyłącznie do dzwonienia, to bateria i tak w którymś momencie Ci padnie. Zazwyczaj w najmniej oczekiwanym, na przykład gdy wróciłeś się na chwilę po coś do namiotu i miałeś się zdzwonić z resztą gdzie są. Punkt z kontaktami na polu namiotowym zazwyczaj jest oblegany bardziej niż damska toaleta w Galerii Krakowskiej, a noszenie ze sobą po mieście rozgałęźnika i proszenie się w knajpach o podładowanie bywa kłopotliwe. Na przeciętnym banku energii naładujesz telefon do pełna 3 razy i będziesz miał kłopot z głowy.

9. Prezerwatywy – jak to mawia Rocco Siffredi: „nie znasz godziny, ani doby, kiedy ktoś rozłoży nogi”. Nie namawiam do przygodnego seksu, ale lato i zew natury mają to do siebie, że czasem wygrywają z logicznym myśleniem, a w takiej sytuacji zdecydowanie lepiej mieć zabezpieczenie przed ciążą i chorobami wenerycznymi, niż nie mieć i liczyć, że tym razem może nic się nie stanie. Poza tym, prezerwatywa po nadmuchaniu całkiem nieźle sprawdza się jako poduszka.

10. Peleryna – jeszcze raz wrócimy do motywu deszczu – serio, lepiej stać pod sceną w foliowym worku przypominając Teletubisia, niż ominąć koncert ulubionego wykonawcy ze względu na tragiczna pogodę. Lub łapać zapalenie oskrzeli, gardła i zatok tkwiąc ponad godzinę w ciuchach mokrych jak po wyjęciu z pralki. Może nie ma w tym swagu, ale jest komfort.

11. Zatyczki do uszu – ściany namiotu są ścianami tylko z nazwy i jeśli, tak jak ja, masz ultra płytki sen, znienawidzisz je za to. Za to pokochasz różowe, plastelino-podobne zatyczki za to, że tłumią echa basu i krzyki najtwardszych weteranów cisnących z melanżem do bladego świtu i piski ich koleżanek. Bez nich nie przetrwałbym ani jednej nocy na polu.

To tyle z mojej listy najpotrzebniejszych rzeczy, które są podstawą przetrwania festiwalu. Jeśli uważasz, że ten spis należy poszerzyć i uzupełnić o jakieś gadżety, to śmiało, komentarze są Twoje.

[/emaillocker]

5 rzeczy, które powinieneś zrobić po maturze

Skip to entry content

Drogi tegoroczny maturzysto, możliwe, że nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale okres, w którym obecnie się znajdujesz, to najprawdopodobniej najdłuższe wakacje w Twoim życiu. NAJ-DŁU-ŻSZE. Zakładając oczywiście, że po średniej szkole od razu pójdziesz na studia, a po nich do pracy, jak system przykazał. I pomijając emeryturę i ewentualną odsiadkę w zakładzie karnym, czego oczywiście Ci nie życzę. Biorąc pod uwagę, że czas jest jedynym dobrem nieodnawialnym, i że tyle wolnego naraz nie dostaniesz w zasadzie nigdy w żadnej firmie, warto go wykorzystać lepiej niż leżąc na kanapie.

Na przykład na rozwijanie siebie, poznawanie świata i naukę umiejętności, które przydadzą Ci się w „prawdziwym życiu”.

Oto 5 rzecz, które powinieneś zrobić po maturze:

 

1. Pojedź na stopa

Tak zwani „dorośli ludzie” nie mają czasu na jazdę stopem, bo każdy dzień wyrwany ze szpon pracy jest dla nich na wagę platyny. Dlatego planując urlop są czasem w stanie przepłacić za samolot, aby zredukować podróż z 2 dni do 4 godzin. Jest to zupełnie zrozumiałe i sam robię tak samo, ale warto choć raz w życiu stanąć z plecakiem na autostradzie i kciukiem łapać okazję.

Dlaczego?

Po pierwsze i najważniejsze, sprawdzasz swoje zdolności do przetrwania w niesprzyjających warunkach. Kiedy musisz opuścić swoją strefę komfortu, narazić się na niepewność i możliwość stania na poboczu całą noc i cały dzień, sporo dowiadujesz się o sobie i o tym, jak reagujesz na trudniejsze sytuacje. Uczysz się cierpliwości i wytrwałości i nawiązywania kontaktu z obcymi ludźmi. A gdy w końcu łapiesz tego stopa, nabierasz w sobie przekonania, że co by się nie działo jesteś w stanie sobie poradzić. To ugruntowanie poczucia zaradności przydaje się na każdym etapie życia i jest nie do przecenienia.

Po drugie, poznajesz nowych ludzi, często z innych kultur, którzy mogą Cię zainspirować, nauczyć czegoś lub podzielić się doświadczeniami, które po prostu będą interesujące. Jeśli podróżujesz do innego kraju, nikt Ci nie opowie o nim tyle, co tubylec. A w ciągu kilku godzin jazdy może Ci opowiedzieć naprawdę sporo.

Po trzecie, to po prostu dobra zabawa. Będąc autostopowiczem masz szansę przeżyć przygody, o których wcześniej słyszałeś tylko z opowiadań, czy oglądałeś na filmach. Trochę adrenaliny, trochę śmiechu. I to za darmo.

 

2. Naucz się gotować

Nawet jeśli uważasz, że studia to przeddorosłość, przedłużenie dzieciństwa i beztroska do kwadratu, bo możesz melanżować w tygodniu, wracać nad ranem i nikt Ci kazań nie będzie wygłaszał, to w świetle prawa, mając te 19 lat, odpowiadasz sam za siebie. Więc warto byłoby posiąść umiejętność organizowania sobie pożywienia.

W trakcie 7 lat życia w Krakowie przeprowadzałem się 15 razy, trafiając w akademikach i wynajętych mieszkaniach na najróżniejsze egzemplarze współlokatorów, w tym na dość pokaźną grupę ekstremalnych słoików. Jedyne co byli w stanie zrobić w kuchni poza jajecznicą i herbatą, to odgrzać przywiezione z domu w hurtowych ilościach gołąbki, mielone, schabowe i klopsy. Czasem w ich wyprawkach były nawet ugotowane ziemniaki, bo najwyraźniej rodzice wiedzieli, że brakuje im jakiegoś chromosomu i sami nie ogarną tak skomplikowanej czynności.

Większość z nich jechała na gotowych obiadkach aż do 5-go roku, co było dla mnie przerażające, że już w każdej możliwej kategorii dorośli ludzie nie potrafią zadbać o siebie w tak podstawowym aspekcie. Nie bądź kaleką życiową, naucz się gotować.

 

3. Pójdź do pracy

Bananowe życie i hajs od starych jest świetny do momentu, aż nie odetną Ci go z dnia na dzień i nie poczujesz na własnym pustym żołądku, że wszystko kosztuje, a pieniądze nie pojawiają się samoistnie po wypowiedzeniu zaklęcia „ale jestem głodny”.

W momencie, gdy idziesz do pierwszej pracy i zaczynasz zarabiać pierwsze grosze, zupełnie zmienia Ci się perspektywa patrzenia na rzeczywistość. Przede wszystkim zaczynasz odczuwać wartość pieniądza i szanujesz go, bo gdy z własnej kieszeni masz wydać ¼ wypłaty lub więcej na Air Maxy, zastanowisz się o wiele więcej niż raz, czy to na pewno dobry pomysł.

Twoje pierwsze działanie zarobkowe na 90% nie będzie pracą przy biurku, tylko zajęciem fizycznym, więc będziesz miał okazję zobaczyć jak żyją „zwykli ludzie”. Ile muszą się nastarać, napocić i namęczyć, żeby zarobić na mieszkanie i jedzenie, i czy to ich cieszy. To powinno dać Ci do myślenia i zmotywować do rozwoju, żeby nie skończyć jak oni, tylko w porę zająć się czymś, co i będzie dawać Ci satysfakcję, i dobre wynagrodzenie.

 

4. Naucz się otwierać piwo bez otwieracza

W trakcie studiów nic Ci się tak nie przyda, jak umiejętność otwierania zakapslowanej butelki zapalniczką, kluczami, drugą zakapslowaną butelką, klamrą od paska, czy pendrivem. Serio. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile znajomości nawiązałem przez to, że ktoś nie miał otwieracza, a chciał się napić.

 

5. Znajdź swoją pasję!

Już na wstępie ustaliliśmy, że masz sporo czasu, bo ¼ roku to okres niepojęcie długi, więc jeśli do tej pory nie odkryłeś co Cię jara, to naprawdę teraz jest świetny moment, żeby to zrobić. Lepszego nie będzie.

Dlaczego jest to w ogóle ważne?

Bo człowiek bez zajawki, bez czegoś tylko jego, co go naprawdę kręci i daje przyjemność z robienia tego, dużo traci. I najczęściej jego późniejsze życie ogranicza się tylko do pracy i obowiązków domowych. W momencie, gdy masz coś co Cię jara, czujesz, że Twoja egzystencja jest pełniejsza. I co równie istotne, łatwiej radzisz sobie w kryzysowych sytuacjach, bo masz odskocznię, swoje schronienie, w którym możesz przeczekać zły okres i wyrzucić złe emocje.

Inną kwestią jest natomiast to, że jeśli w porę dojdziesz do tego, co lubisz robić i w czym jesteś dobry, rozwijając się w tym kierunku, możesz zamienić to w sposób na życie.

Dlatego teraz, gdy nie masz na głowie kartkówek, klasówek, egzaminów, poprawek, ani innych rzeczy, które mocno by Cię absorbowały, masz idealną okazję, żeby próbować i szukać. Możesz pojechać na warsztaty aktorskie, zapisać się na kurs rysunku, uczyć się grać na gitarze z YouTube, czy próbować programować w Javie. Możesz wymyślić jakiś totalny odpadł, jak granie pałeczkami na artykułach gospodarstwa domowego albo spawanie Transformersów z rozbitych samochodów. Lub cokolwiek innego, co sprawia Ci przyjemność. Dwa poprzednie pomysły zapewniły ich autorom radość i pieniądze. Z Twoim może być tak samo, tylko musisz zacząć od zdefiniowania co Cię kręci.

A teraz masz na to czas.