Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #33: Wakacyjny Poradnik Wycieczkowicza

Skip to entry content

Pół godziny próbowałem wymyślić jakiś mądry, poetycko-filozoficzny wstęp, który będzie Wam w ultra-zabawny sposób tłumaczył, czemu w tym tygodniu mnie nie ma. Nie wymyśliłem, więc powiem wprost: LE-CĘ NA WA-KA-CJE! Konkretnie do Bułgarii, gdzie plan jest taki, że będzie pływanie, opalanie, szamanie, spanie i (na tyle, na ile to możliwe) niedotykanie urządzeń elektronicznych. A zwłaszcza tych z dostępem do internetu.

Znaczy to tyle, że w “Cotygodniowym Przeglądzie Internetu” pojawia się pierwsze zastępstwo w tym sezonie.

Owym zastępczym wychowawcą przez weekend jest rudowłosa Justyna z bloga WITH LOVE. Mimo nazwy sugerującej tematykę erotyczną, pamiętnik jest o nieco innej miłości, bo do podróży, a przede wszystkim do gór. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak wygląda kurs przewodnika beskidzkiego albo jakie miejsca warto zobaczyć w Polsce, to wpadajcie do niej. A póki jeszcze tu jesteście, to sprawdźcie jakie rarytasy wyłowił z sieci dla Was nasz gość.

just

Cześć!

Mam nadzieję, że Janek przed wyjazdem odrobił zadanie domowe i nauczył się, że w Bułgarii kręcenie głową na “nie” znaczy “tak”, a potakiwanie znaczy “nie” (tak, Bułgaria jest kobietą) i uda mu się zaprosić na lody jakąś autochtonkę. Że ma świadomość, że “na prawo” znaczy “prosto” i że jak się już umówią, to uda im się spotkać we właściwym miejscu. Że wie, że co bogatsze maturzystki za zdane egzaminy dostają od rodziców w prezencie operacje powiększenia biustu, żeby mogły znaleźć sobie lepszego męża i że się chłopak nie rozczaruje. I że będzie pamiętał o tym, by na czałga party założyć outfit à la Faszyn from raszyn, a następnie, podrygując konwulsyjnie do Azisa, obrzucać się chusteczkami, udając, że to gruby hajs. I tak dalej.

Jeżeli też byście chcieli tak, jak on, ale nie jesteście znanymi blogerami i pozostają Wam (tak, jak mi) niskobudżetowe wypady, spieszę z pomocą. Poniżej znajdziecie rozwiązanie kilku dylematów związanych z podróżami.

Bardzo bym chciał, ale… Skończ pierdolić i weź się, kurwa, ogarnij. Jeżeli ciągle wymyślasz sobie jakieś wymówki, sprawa jest prosta – po prostu nie chcesz aż tak bardzo, jak Ci się wydaje. Damian Drążek, który uciekł do raju , w kilku żołnierskich słowach wyjaśnia, jak osiągać zamierzone cele. Nie tylko podróżnicze.

Chcę, ale nie mam z kim. Pozostaje Ci tylko jedno – znaleźć kogoś, kto ma ten sam problem. Jest taka grupa na Facebooku, Spontaniczne wypady, na której poszukać można sobie towarzysza i np. razem z nim pójść na spacer z psem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że spacer zaczyna się w Polsce, a kończy w Lizbonie. A potem jeszcze trzeba wrócić.

Chcę, mam z kim, ale nie wiem jak. Na szczęście inni wiedzą i ochoczo dzielą się swoją wiedzą. Paweł zebrał do kupy 26 portali, które ułatwią penetrację świata i poznawanie ludzi o podobnych zainteresowaniach. Jedni udostępnią Ci swój ogród, jeżeli podróżujesz z namiotem, a drudzy pozwolą Ci zamieszkać w swoim domu w zamian za skoszenie trawnika.

Chcę, mam z kim, wiem jak, ale nie mam pieniędzy. Super! Okazuje się bowiem, że pieniądze w podróży wcale nie są potrzebne. A przynajmniej nie w takiej ilości, jak Ci się wydaje. WorkAway to portal, który w połowie drogi pozwala spotkać się tym, którzy potrzebują pomocy i w zamian za nią oferują dach nad głową i jedzenie z tymi, którzy mają chęć do pomocy i potrzebują dachu nad głową oraz jedzenia. Świetna sprawa! Podobnie działa program World Wide Opportunities on Organic Farms, tyle, że zrzesza ekofarmy z całego świata. Krótko mówiąc: można podróżować, zatrzymując się co jakiś czas w nowym miejscu, zdobywać nowe doświadczenia i poznawać kolejne zakątki Ziemi, nie wydając na to ani grosza.

Chcę, mam z kim, wiem jak, nie potrzebuję pieniędzy, ale chciałbym przysporzyć sobie fejmu. Nie ma sprawy. Jeżeli do tej pory wydawało Ci się, że Snapchat służy tylko do tego, by pokazywać innym cycki (nie rób tego, jeżeli jesteś chłopcem), spieszę donieść, że nie. Kara Boska uznała, że Snapchat jest zajebisty i przygotowała krótki poradnik podróżniczego snapowania, dzięki któremu przysporzysz sobie fejmu. W artykule znajdziesz również listę podróżników, którzy (jak przez dziurkę od klucza) pokażą Ci ciekawe miejsca, w których akurat przebywają.

Damska stylówka tygodnia: Lubicie stare, klimatyczne fotografie z czasów, gdy trzeba było zastanowić się sto razy, zanim zrobiło się jedno, porządne zdjęcie? Ja również. Jednym z moich ulubionych twórców jest Siergiej Prokudin-Gorski, pionier fotografii kolorowej, który poświęcił swoje życie zawodowe na rozwijanie tych technik. Dzięki temu dzisiaj serwować można sobie piękne podróże w przeszłość, do których bardzo zachęcam. Na zdjęciu Ormianka w tradycyjnym, narodowym stroju. Nosiłybyście?

Ormianka
Fot. Siergiej Prokudin-Gorski

Męska stylówka tygodnia: Jeżeli zastanawiacie się, w jakich outfitach 35 lat temu zdobywano Mt. Everest, to już nie musicie tego robić: właśnie w takich. Mimo tego, że w sklepach nie było tych wszystkich cudownych ubrań, do jakich dostęp mamy dzisiaj, to właśnie na lata 80-te przypada złoty okres polskiego himalaizmu. Na zdjęciu Jerzy Kukuczka na szczycie najwyższej góry świata. Po więcej zdjęć, historii i ciekawostek zajrzyjcie do Wirtualnego Muzeum.

Fot. Wirtualne Muzeum Jerzego Kukuczki
Fot. Wirtualne Muzeum Jerzego Kukuczki

Filmik tygodnia: Jeden plecak. Jedna mapa. 800 km z buta.

Fanpage tygodnia: Lego Travelers Story. Małe ludziki w wielkim świecie. Jak super to jest?

Ogłoszenia parafialne:

Do zobaczenia na szlaku!

With love,
Justyna

(niżej jest kolejny tekst)

Geje, lesbijki, Matka Boska, Polska Walcząca i tęcza

Skip to entry content

Przez cały weekend byłem odcięty od internetu, więc wszelkie informacje o „celebrowaniu dumy” i legalizacji związków jednopłciowych w Stanach Zjednoczonych dotarły do mnie dopiero w poniedziałek popołudniu. Zacząłem czytać komentarze pod kolejnymi artykułami i statusami na Fejsie i zrobiło mi się naprawdę przykro. Ów smutek wynikał z tego, że wydarzenia w kraju na drugim końcu świata, nie mające żadnego powiązania z sytuacją u nas, podzieliły Polaków równie mocno, co rozbiory w trakcie wojny.

To naprawdę szokujące, że decyzje podjęte w odległym od nas o dziesiątki kilometrów USA, nie mającym mocy ustawodawczej w naszym kraju, doprowadziły do tego, że sąsiedzi zaczęli się rzucać sobie do gardeł i pałać nienawiścią równą najgorszym wrogom. Przerażające. Chciałem odciąć się od tego tematu, zamknąć oczy i udawać, że nie żyję wśród szaleńców gotowych wbić nóż rodakowi pod żebra, bez wyraźnego powodu. Chciałem, ale nie mogę, bo temat zaczął dotykać również mnie.

Dostałem wiadomości z pytaniem…

 

Czy nie wstawiłem zdjęcia z tęczą na swój profil, bo jestem homofobem?

Otóż nie, nie jestem.

Toleruję homoseksualistów. Znaczy, to tyle, że ani ich nie kocham, a nie nienawidzę, tylko przyjmuję do wiadomości, że są osoby tej samej płci, które chcą wzajemnie się bawić swoim przyrodzeniem. I dopóki nikt mi nie mówi co mam robić ze swoim, nie interesuje mnie to. Lub, obrazując moje nastawienie adekwatnie do tej sytuacji, mam to w dupie. Jak ktoś lubi takie zabawy, to proszę bardzo, nic mi do tego, dopóki robi to w zaciszu swojego domu i nie krzywdzi przy tym drugiej osoby.

A nie zmieniłem zdjęcia na tęczowe, bo tak jak nie świętowałem depenalizacji narkotyków w Czechach, tak też nie rusza mnie decyzja podjęta w miejscu za Atlantykiem, nie mająca wpływu na moje życie. To po prostu mnie nie dotyczy.

Sugerowanie, że jeśli ktoś nie zmienił profilowego na Facebooku na tęczowe, oznacza, że jest homofobem, to idiotyzm. To tak jak bym stwierdził, że jeśli ktoś nie wsparł Akademii Przyszłości, to znaczy, że nie jest za wyrównywaniem szans dzieciaków z nizin społecznych. Albo, że jeśli przy akcji „He for she” nie zrobił sobie zdjęcia w sukience to znaczy, że jest za gwałceniem kobiet. To tak nie działa.

Ja mam z kolei inne pytanie…

 

Czy Matka Boska nie kocha gejów?

Odpowiedź twierdzącą sugerują osoby oburzone na fakt, że administrator profilu „Sztuczne Fiołki” wstawił obraz Matki Boskiej w tęczowych kolorach. Okazało się, że wmawianie miłości matki Jezusa do homoseksualistów, to grzech śmiertelny, za który idzie się do piekła, a wnętrzności osoby tak twierdzącej ogień szatański trawi przez wieczność. No kto, jak kto, ale myślałem, że ta ikona to jednak kocha wszystkich, bez względu na preferencje łóżkowe. No a przynajmniej wszystkich wiernych, bo jednak bycie homoseksualistą nie jest tożsame z ateizmem.

To ciekawe, że tyle osób uznało kogoś za podczłowieka, czy bękarta diabła, a nie dziecko boga, tylko ze względu na to z kim sypia. Nawet jeśli w wierze katolickiej takie zachowanie to grzech, to myślałem, że grzechy się wybacza. Tak jak wielokrotnie odpuszczane jest złorzeczenie przeciwko bliźnim. Czy katowanie żony i dzieci po pijaku.

I jeszcze jedna nurtująca mnie kwestia…

 

Czy nasi dziadkowie w trakcie II wojny światowej walczyli z gejami?

Bo taki komunikat wysyła część osób zmieniając swoje zdjęcia na biało-czerwone z symbolem Polski Walczącej, mające być bezpośrednią kontrą do tych gejowych-tęczowych. Puentując to, że „nie o taka Polskę walczyli nasi przodkowie” lub że „prawdziwi patrioci nie będę tolerować gejów”.

Nigdy nie byłem asem z historii, ale jeśli dobrze pamiętam, to „P” z kotwicą było symbolem walki z Niemcami i faszyzmem, a nie gejami. Nasi dziadkowie nie działali w konspiracji z narażeniem siebie i swoich rodzin, żeby wyrzucić poza granicę tych strasznych pedałów, tylko wyrwać nasz kraj z rąk okupantów. Po to by był wolny. W-O-L-N-Y! Byśmy mogli swobodnie chodzić po ulicach, bawić się na koncertach z polską muzyką, kupować iPhone’y, wrzucać selfie na Instagrama i kochać kogo nam się podoba. Nawet laskę z naszego działu, bez względu na to, czy sami jesteśmy laską.

Bardzo mi przykro, że symbol nadziei stał się symbolem nienawiści. Zwłaszcza, że…

W czerwcu 2014 Sejm uchwalił ustawę o ochronie Znaku Polski Walczącej. Zgodnie z art. 1 ustawy znak, będący symbolem walki polskiego narodu z niemieckim agresorem i okupantem podczas II wojny światowej, stanowi dobro ogólnonarodowe i podlega ochronie należnej historycznej spuściźnie Rzeczypospolitej Polskiej. Otaczanie Znaku Polski Walczącej czcią i szacunkiem stało się prawem i obowiązkiem każdego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej, a jego publiczne znieważanie podlega karze grzywny (art. 2 i 3 ustawy).

…a wykorzystywanie go przeciwko gejom i lesbijkom, w moim mniemaniu jednak nie jest otaczaniem go czcią i szacunkiem.

Na koniec…

 

Prośba

Niezależnie co sądzisz o osobach odmiennej orientacji, pamiętaj, że nie jesteśmy 52 stanem USA i to, co się tam dzieje, nie ma wpływu na naszą rzeczywistość. Gdyby tak było, już dawno broń byłaby legalna i moglibyśmy biegać z shotgunami pod kurtką zamiast z włączonym Endomondo. A nie jest tak. Tak samo jak nie jest legalna eutanazja, która w krajach znacznie bliższym nam geograficznie niż Ameryka funkcjonuje. W związku z tym – bez znaczenia, czy jesteś za związkami partnerskimi czy przeciw – nie ma powodu, żebyś mieszał drugiego Polaka z błotem i życzył mu butów z betonu.

A jeśli tak bardzo potrzebujesz tematu do ekscytacji, to popodniecaj się tym, że ¼ maturzystów nie zdała matury. Bo to realna sytuacja, która ma na nas wpływ.

8 najciekawszych murali w Krakowie

Skip to entry content

Dawno, dawno temu, gdy jeszcze nie pokazywałem twarzy na blogu, po Ziemi chodziły dinozaury, a Ewie nawet przez myśl nie przeszło, żeby namawiać tak porządnego chłopaka jak Adam do grzechu i żreć cudze jabłka, był sobie cykl wpisów promujący krakowskie murale. Z czasem inicjatywa umarła i przysypały ją szersze tematycznie wpisy, ale nie znaczy to, że przestałem doceniać piękno miejskiej sztuki na ulicach Krakowa. Wręcz przeciwnie, widząc nowe, kolorowe prace na szarych i często poniszczonych murach miasta, jaram się jak 7-latek w Disneylandzie.

Dlatego postanowiłem zebrać najciekawsze z nich, które, ze względu na formę bądź przekaz, zasługują na wyróżnienie, i podzielić się nimi ze wszystkimi, którzy Kraków dopiero odkrywają lub wpadają tu na weekend, a chcą zobaczyć coś więcej niż Sukiennice i Wawel.

 

Budynek ZBK – róg ul. Józefińskiej i ul. Piwnej

Kraków - murale - Budynek ZBK – róg ul. Józefińskiej i ul. Piwnej - Blu

Genialna metafora, przedstawiająca relacje między kościołem a wiernymi. Biorąc pod uwagę, że dzieło zawiera herb Watykanu, a mimo to nie zostało zamazane, ani zdelegalizowane, można dojść do wniosku, że pomału przestajemy być krajem wyznaniowym. Praca autorstwa włoskiego artysty Blu.

 

Dom Józefa Mehoffera – ul. Krupnicza 26

Kraków - murale - Dom Józefa Mehoffera – ul. Krupnicza 26 - M-city 658

Według słów twórcy – Mariusza Warasa – mural „M-city 658” przedstawia Kraków jako miasto-parowiec pływający po olbrzymim akwarium najeżonym minami. Według mnie Kraków nie jest aż tak bardzo atakowany zewsząd, ale faktycznie momentami przydałoby mu się wyjąć głowę spod wody i nabrać świeżego powietrza. Piękne kolory i ciekawa koncepcja z akwarium, jako, jak rozumiem, metafory kiszenia się we własnym sosie.

 

Żydowskie Muzeum Galicja – Dajwór 18

Kraków - murale - Żydowskie Muzeum Galicja – Dajwór 18 - Marcin Wierzchowski

Autorem projektu jest Marcin Wierzchowski i jak mówi:

Mural inspirowany jest żydowską wycinanką. Chciałem pokazać Izrael żyjący przez wieki w Krakowie, podczas diaspory, i Izrael dzisiejszy, który powrócił do miejsca wyjścia i rozwinął nowoczesne państwo. Oba światy wywodzą się z jednego pnia, a nad jego losami czuwa Opatrzność, czyli ręce Hamsa.

No, brzmi sensownie.

 

Nowohuckie Centrum Kultury – al. Jan Pawła II 232

Kraków - murale - Nowohuckie Centrum Kultury – al. Jan Pawła II 232 - Audiomural

„Audiomural” powstał w ramach Nowohuckiego Festiwalu Sztuki, kolejny raz udowadniając, że Huta nie jest tak bardzo demonicznym miejscem, jak przyjęło się opowiadać w legendach miejskich. Aleksandra Toborowicz stworzyła miksero-pianino, które niestety nie oparło się próbie czasu i nie wygląda już tak estetycznie jak w dniu odsłonięcia, ale i tak jest świetnym pretekstem, żeby wybrać się poza śródmieście.

 

Skwerek z Foodtrackami – ul. Świętego Wawrzyńca 14

Kraków - murale - Skwerek z Foodtrackami – ul. Świętego Wawrzyńca 14 - Pile Peled

Mój ulubiony krakowskich mural, stworzony przez Pile Peleda – izraelskiego streetartowca. Przepiękny malunek małego Żyda w czapce lwa, przypominający o faktycznych korzeniach Kazimierza i historii tej dzielnicy. Jeszcze dwa lata temu można było go podziwiać w pełnej okazałości, dziś niestety częściowo zastawiony jest przyczepami z jedzeniem. Wstyd, skandal i hańba.

 

Blok mieszkalny – ul. Józefińska 24

Kraków - murale - Blok mieszkalny – ul. Józefińska 24 - Filip Kuźniar - Lem

Na koniec ludzie skarleją do wymiaru bezmózgich sług żelaznych geniuszy i, być może, poczną oddawać im cześć boską…

Biorąc pod uwagę coraz większe uzależnienie ludzi od technologii, trudno nie odczuwać podobnej obawy.  Mural autorstwa Filipa Kuźniara nie jest specjalnie zaskakujący w formie, ale musiał się tu znaleźć ze względu na upamiętnienie Stanisława Lema. I miejskiego kolorytu w postaci chłopaków walących Tatry przy skrzynce z kablami.

 

Schody – ul. Tatrzańska 5

Kraków - murale - Schody – ul. Tatrzańska 5 - tęczowe schody - Agnieszka Rola i Monika Pasek

Mimo, że to nie mural, lecz, jak powiedział mój znajomy, schodal i tak warto sprawdzić. „Błędy człowieka czynią go sympatycznym”, „człowiek nigdy naprawdę nie był, póki nie wróci do domu”, „przynajmniej słońce jest zawsze za darmo”, czy „talent to kwestia szczęścia, najważniejsza w życiu jest odwaga”, to tylko 4 z 55 cytatów, które znajdziecie na tęczowych stopniach. Na pomysł umieszczenia sentencji największych światowych pisarzy na zniszczonych schodach i dania im tym samym drugiego życia, wpadła Agnieszka Rola i Monika Pasek.

 

Podziemna ściana – Rondo Mogilskie

Kraków - murale - Podziemna ściana – Rondo Mogilskie - Olaf Cirut

Rondo Mogilskie, to jedno z najpopularniejszych miejsc przesiadek komunikacyjnych na mapie Krakowa, przez które codziennie przewijają się tysiące ludzi. Często zagonionych, zmęczonych po pracy lub zestresowanych egzaminami. Pozioma paleta barw autorstwa Olafa Ciruta, powstała w wyniku inicjatywy „101 murali dla Krakowa”, może ich ożywić, rozśmieszyć lub po prostu zaintrygować dając oddech w codziennym biegu. Trochę żałuję, że nie było jej jeszcze gdy sam wysiadałem na Mogilskim idąc na zajęcia na Uniwersytecie Ekonomicznym.

Która z tych prób ożywienia przestrzeni miejskiej przypadła Wam najbardziej do gustu i chcielibyście zobaczyć ją na żywo?