Close
Close

Biedronka promuje homoseksualizm. Według Frondy

Skip to entry content

Nie myślałem, że kiedyś to napiszę, ale jest portal internetowy, który w niedorzeczności pisanych „artykułów” jest w stanie dorównać naTemat, a czasem nawet ich przebić. Tym portalem jest Fronda. Czemu dzielę się z Wami tą cenną informacją? Bo wczoraj autor-widmo z Frondy opublikował paszkwil o tytule „Polacy nie robią zakupów w Biedronce !!! Ogłaszamy bojkot!”.  Który poza tym, że jest wyrachowaną manipulacją, to zawiera dość spory błąd logiczny. Na tyle duży, że mocno kwestionuje umiejętność myślenia osoby, która go napisała.

Fronda Biedronka

W sklepach Biedronka sprzedawane są książeczki dla dzieci pod tytułem „Mały słownik ważnych pojęć”. Brzmi niewinnie, ale to tylko pozory. Publikacja ta wpisuje się w promocję homoseksualizmu. Dlatego wzywamy do bojkotu sieci sklepów Biedronka do momentu usunięcia książki ze sprzedaży.

Zanim przejdę do tego, cóż takiego strasznego można znaleźć w książeczkach sprzedawanych przez dyskont z robaczkiem w logo, to warto zwrócić uwagę na inną kwestię. Nagłówek paszkwilu brzmi „Polacy nie robią zakupów w Biedronce !!! Ogłaszamy bojkot!”, co jest zagraniem wyjątkowo niskich lotów, bo sugeruje, że jeśli kupujesz cokolwiek w tym sklepie, to nie jesteś prawdziwym Polakiem. Z jednej strony jest to bardzo agresywna odezwa, brutalnie dzieląca społeczeństwo i zmuszająca do opowiedzenia się po którejś ze strony. Z drugiej, zawsze wydawało mi się, że o tym, czy jestem Polakiem, czy nie decyduje coś więcej niż miejsce, w którym kupuję masło.

Może gdyby ktoś z Faktu tak zatytułował swoją manipulację, to przeszedłbym obok tego obojętnie, ale przypomnijmy, że Fronda jest portalem katolickim. Antagonizowanie bliźnich? Iście chrystusowa postawa!

A sama Biedronka tak zachęca do nabycia książki dla dzieci: „Niezwykły rodzaj encyklopedii dla najmłodszych dzieci – ułożone alfabetycznie hasła uzupełniają ciekawostki i eksperymenty oraz komiksowe omówienia” . Wszystko pięknie, prawda? Ale to zwykła ściema. Prawda jest taka, że książka propaguje homoseksualizm.

I teraz zgadnijcie w jaki sposób ta biblia szatana umiejscowiona między kalarepą, a szynką szwardzwaldzką promuje homoseksualizm. Myślicie, że w środku jest wkładka z kamasutrą dla gejów? Albo chociaż wylistowane korzyści z bycia lesbijką? A może demonizowanie ludzkich zarodków jakie powstają ze związków hetero? Niestety, muszę Was rozczarować, ale pudło. W książce znajduje się definicja homofoba („ktoś kto nie lubi homoseksualistów”) i homoseksualisty („człowiek, którego pociągają osoby tej samej płci”). Tyle.

Jeśli podanie definicji jakiegoś zjawiska jest propagowaniem go, to Wikipedia propaguje kazirodztwo i zoofilię.

Idąc dalej tym tokiem rozumowania, kodeks karny propaguje gwałty, przepisy ruchu drogowego propagują wypadki samochodowe, a biblia propaguje grzeszenie. Nie zbaczając z tej ścieżki dedukcyjnej, wyobraźcie sobie teraz co musi propagować książka, w której podana jest definicja heroiny? Albo rasizmu? Albo holocaustu? Szacunek dla autora za genialną przekminę. Einstein mógłby się od niego sporo nauczyć.

Nasze dzieci mogą przeczytać w książce, że homoseksualiści to ludzie czujący pociąg do osób tej samej płci. I widzą zdjęcie uśmiechniętych lesbijek z pieskiem.

Straszne! Dzwońmy na komisariat!

Dlatego wzywamy do bojkotu Biedronki. Dopóki będzie wspierać takie inicjatywy anty-rodzinne nie kupujmy w Biedronce!

Zbojkotujmy też wszystkie encyklopedie internetowe, e-booki, biblioteki, czytelnie i księgarnie! A tak że supermarkety, targi staroci i stoiska w przejściach dworcowych! I kioski! Przecież w każdym z tych miejsc można trafić na książkę, gazetę, czy broszurę, w której jest podana definicja homoseksualizmu! Chore! Na sam koniec zbojkotujmy także literę „h” w alfabecie, bo nigdy nie wiadomo, czy od samego wymawiania tej głoski nie rozpadają się rodziny, a ludzie nie zarażają się gejostwem.

Brawo Fronda, to brzmi logicznie!

(niżej jest kolejny tekst)

Mam 16 lat, są Dni Sosnowca i w parku w centrum gra Doda, w związku z czym, jest tu całe miasto i połowa ościennych. Część osób jest jej zadeklarowanymi fanami i recytuje „Dżagę” z zamkniętymi oczami od tyłu po sowiecku, część chce zobaczyć czy jej cycki na żywo robią takie samo wrażenie jak w pdfie z Playboyem ściągniętym z Torrenta, a część po prostu przyszła się napić w plenerze, bo to jeden z niewielu dni, kiedy w miarę swobodnie można walić spirytus rozrobiony ze Zbyszko 3 Cytryny w plastikowych kubkach wielokrotnego użytku, wylegując się na trawie. Pozwolę Wam użyć wyobraźni, intuicji i rzucić monetą z reszką po obu stronach, żeby zgadnąć w jakim celu ja się tu znalazłem.

No w każdym razie, siedzimy, pijemy, śpiewamy, gramy na gitarach, wozimy się wózkiem z Plusa – to taki lokalny pierwowzór Biedronki – cieszymy się słońcem i myślimy o tym, że jest spoko. W sensie bawimy się i nie myślimy w ogóle. Tak jak pozostałe kilkanaście tysięcy osób. Na szczęście pomimo wyłączonej lewej półkuli mózgowej, potrzeby fizjologiczne dają o sobie znać przed zrealizowaniem się, więc w pewnym momencie wstaję, żeby oddać naturze to, co do niej należy, w jakimś ustronnym miejscu. Czyli takim, gdzie jest mniej niż 8 osób na metr kwadratowy. Z racji, że – jeszcze raz o tym wspomnę – jest tu CAŁE MIASTO, nie jest to takie proste i chwilę trwa. Między jednym zajętym krzakiem przez dzieci-kwiaty, a drugim przez rodziców-winorośle – z na naciskiem na „wino” – ktoś szarpie mnie za rękaw.

– O, JASIEK! – eks-przyjaciółka z podstawówki, w której skrycie kochałem się pod przykrywką kumplowania, wykrzykuje mi w nos, oczy i usta moje imię z taką siłą, jakby bała się, że nie zorientuję się, że mówi do mnie.

– Cześć, Gosia – mówię z entuzjazmem godnym telemarketera, recytującego z pogiętej, pokreślonej kartki specjalną ofertę na pakiet darmowych minut, przygotowaną tylko dla mnie i ważną do końca dnia. Mówię to z chłodem rosyjskich zamrażarek, bo wciąż pamiętam jak oszroniła mi serduszko, olewając naszą-wielką-przyjaźń na rzecz jakiegoś starszego deskorolkarza z innej dzielni. Jeszcze do końca nie odtajało.

– A CO TY TU ROBISZ?!?!?! – dalej drze się, jakby chciała przebić kolejny poziom w brawomierzu z „Od przedszkola do Opola”, z akcentem na „nie jestem w stanie pojąć jak możesz być w miejscu, gdzie są wszyscy nasi rówieśnicy i zasadniczo każdy kogo znam oprócz babci Eugieni, której zeszło powietrze z kół w wózku inwalidzkim”.

Był to pierwszy raz, kiedy ktoś użył wobec mnie tak głupiego pytania, w tak oczywistej sytuacji i byłem pewien, że wynika z przypadku, małoletniości lub po prostu najebaństwa i szanse na to, że się powtórzy są równe znalezieniu tirówki z habilitacją. Czas pokazał, że jednak nie. Że bez spożycia trunku z czerwoną etykietą o nazwie Tur, również można zapytać, czy woda jest mokra, dlaczego gazeta po polaniu benzyną i rzuceniu na nią zapałki się pali, a także, co robi człowiek na imprezie, na której są zarówno jego wszyscy znajomi, jak i wszyscy znajomi osoby pytającej.

Co ciekawe, to pytanie najczęściej zadawały dziewczyny, choć nie jedynie, bo kilku niepełnosprytnym chłopakom też się zdarzyło. Słyszałem je i na premierach filmowych, i w klubach, i na koncertach ulubionych zespołów i zawsze zastanawiałem się co autor miał na myśli. A w zasadzie, czy miał jakąkolwiek, żeby coś mogło na niej być, bo pytanie co robię na juwenaliach uczelni, na której studiuję, było równie błyskotliwe, co włamywanie się do transformatorów wysokiego napięcia, żeby ukraść kable na złom, i dawało czytelny sygnał, że autor jednak owych myśli nie posiada.

Długo głowiłem się jak odpowiedzieć na takie wyciągnięte z dziury między pośladkami pytanie, ale wszelki dialog był tylko sabotowaniem własnego dobrego samopoczucia.

– A CO TY TU ROBISZ?!?!?!

– No, jestem na imprezie. Mniej, więcej, dokładnie tak jak ty.

– I PRZYSZEDŁEŚ TU SAM?!?!?!

– Jak widzisz, stoję przed tobą z kumplem, a nie jesteśmy bliźniakami syjamskimi, więc trzymając się definicji Słownika Języka Polskiego, nie, nie przyszedłem sam.

– TO JESTEŚ SAM Z KUMPLEM?!?!?!

– Tam siedzą nasi… aaa jebać to. Spadam, nara.

Od jakiegoś czasu na pytanie „a co ty tu robisz?”, odpowiadam rzeczowo – „gotuję bigos”. I jakoś dziwnym trafem, to ucina dalsze pytania.

autorem zdjęcia w nagłówku jest thejbird

Cotygodniowy Przegląd Internetu #39: “THORN”, kanony kobiecego piękna i “Wilk z Wallstreet”

Skip to entry content

THORN, kanony kobiecego piękna i Wilk z Wallstreet

Z powodu nieproszonego gościa, który wbił się z partyzanta do mojego gardła i po dobroci nie chciał wyjść, czyli anginy, praktycznie całe ostatnie 7 dni spędziłem w domu. Nienawidzę tego i kisząc się w zamkniętym pomieszczeniu dłużej niż 48 godzin dostaję ataku szału, dlatego mijający tydzień nie należał do najlepszych.

Za to był bardzo udany dla Tomka Tomczyka ztj. Jasona Hunta, bo właśnie ukazała się jego pierwsza powieść – “THORN” – co w dużej mierze przełożyło się na to, czym zalany był mój Facebook. Sam dopiero zacząłem książkę, więc oprócz tego, że jest świetnie wydana nie mogę na jej temat nic powiedzieć, ale mocno kibicuję Tomkowi i trzymam kciuki za sukces!

Jedyna warta uwagi aplikacja randkowa: bardzo ciekawe spojrzenie na Snapchata. Kamil pisze o tym, że przesyłanie sobie znikających po czasie treści wizualnych tak skraca dystans między ludźmi, że zanim powiesz “abrakadabra” od tyłu możesz już wylądować z kimś w łóżku.

Ciągle nowe kanony kobiecego piękna: próbują nam wepchać do głów gówniane portale internetowe, a kanon to nie coś, co się zmienia co sezon, tylko trwa kilka dekad. Tym razem Konrad punktuje praktykantów z naTemat.

Gdy dziennikarza boli dupa: bo jakaś marka śmiała odmówić mu wydania u niego pieniędzy na reklamę, ponieważ niepochlebnie i nieelegancko się o niej wypowiadał, to dostaje sraczki i zaczyna rzucać gównem. Kolejny przykład na to, jak ten zawód się stacza.

Mundury III rzeszy: bardzo ciekawy artykuł o tym jaką rolę odgrywały uniformy żołnierzy w niemieckich wojskach i jakie powiązania miał przemysł modowy z wojną.

Pomaganie to jest zwykła rzecz: obszerny wywiad z Anną Dymną o prowadzeniu fundacji i pomaganiu potrzebującym, i o tym z jakimi problemami się to wiążę, gdy chcesz się zająć działalnością dobroczynną. Rozmowa jest początkiem zaangażowanego społecznie cyklu “Halo Człowiek” Konrada Kruczkowskiego.

Po Cudzemu: kanał edukacyjny, który w humorystyczny i przystępny sposób uczy jak mówić nie po naszemu, a po obcokrajowemu, czyli po angielskiemu.

Kompilacja bicia się w pierś z “Wilka z Wallstreet”: nie wiem, czy mogę dodać coś więcej oprócz tego, że to jest przezajebiste i powinno się znaleźć w CPI już dawno!


 

Człowieko-pies: scena ze spaghetti najlepsza. Nie wiem ile podejść robili, żeby to tak zsynchronizować, ale wygląda świetnie!

Ruff-life By @GregBaskwell @finley4pawsListen To Young Paperboyz – Life Of The Boyshttps://www.youtube.com/watch?v=mW3oqd7xAHI

Posted by Young Paperboyz on 12 maja 2015

 

Klip tygodnia: dobra, nie oszukujmy się, klip jest taki żeby dało się na niego patrzeć, żadnych fajerwerków, ani nawet kapiszonów. Ale za to tekst… tekst to wiązka dynamitu! Jedne z najlepszych bitewnych wersów jakie wyszły w tym roku i zasadniczo totalna czołówka braggadacio w naszym kraju.


 

Damska stylówka tygodnia: nie siedzę specjalnie głęboko w strojach kąpielowych, ale ten – mimo, że lekko bajerancki to jednak prosty – jest idealną przeciwwagą dla tych pojebanych siateczek lansowanych przez firmy streetwearowe. I druga sprawa, duży szacunek dla Styleev za przełamywanie stereotypów i pokazywanie, że blizna w widocznym miejscu, to nie powód do wstydu i z nią też można być zmysłową i seksowną.

zdjęcie pochodzi z bloga styleev.blogspot.com
zdjęcie pochodzi z bloga styleev.blogspot.com

 

Męska stylówka tygodnia: poza brodą, w której w tej temperaturze chyba bym się roztopił, komplet Ekskluzywnego Menela jest idealny na bieżące warunki atmosferyczne. I te kwieciste espardyle! Jak chcę takie espadryle!

zdjęcie pochodzi z bloga ekskluzywnymenel.com
zdjęcie pochodzi z bloga ekskluzywnymenel.com

 
Fanpage tygodnia: dzisiaj nietypowo, bo wyróżnionym profilem nie jest żaden funpag do śmieszkowania, ani około satyryczny. Dzisiaj chciałem Wam pokazać działalność moich przyjaciół mieszkających w Berlinie, którzy zajmują się szeroko pojętą sztukę, ale w tym konkretnym wypadku fotografią. Jeśli lubicie nieoczywiste, a często absurdalne zdjęcia, to polecam tych allegrowiczów.

#prenzlauerberg #berlin #lipstick #2014

Posted by Superultraextra on 11 sierpnia 2015

 

Ogłoszenie parafialne: wczoraj w ramach treningu kreatywności i poszerzenia umiejętności operowania słowem poprosiłem Was o pomysł na wyzwanie pisarskie. Padły 2 sensowne propozycje:

1. Haiku o burgerach o bez używania słowa “burger”.

2. Limeryk o bułgarskich wakacjach.

Dajcie znać, która propozycja wyzwania bardziej Wam się podoba i która woleliście, żebym podjął.