Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #40: Ten Typ Mes, afera z Żytnią i polski rebranding

Skip to entry content
żytnia afera
zdjęcie pochodzi z profilu www.facebook.com/ZytniaExtra

W tym tygodniu przez sieć przetoczyło się kilka aferek, z czego jedna swój finał będzie mieć w prokuraturze. I jak dotąd jest to najpoważniejszy kryzys wizerunkowy marki, który swój początek miał na Facebooku. Co dobitnie udowadnia, że profile w mediach społecznościowych to nie tylko głupotki w internecie, którymi nikt się nie przejmuje, ale istotne kanały komunikacji, o które trzeba dbać, zatrudniając profesjonalistów, a nie studenciaków za pińćset złotych. Ale o tym przeczytacie poniżej. W ogóle w tym tygodniu wyjątkowo dużo czytania.

“Gang Albanii to nie muzyka tylko rozrywka”: wywiad z Noonem – jednym z najlepszych hip-hopowych producentów – o zmianach zachodzących w przemyśle muzycznym i podejściu do nowych trendów.

Przemyślenia po aferze z Żytnią: nie znałem zdjęcia ze stanu wojennego, od którego zaczęła się awantura przed jej wybuchem, ale nie uważam tego za wstyd. Za wstyd, tak jak Michał, uważam branie hajsu od firmy za prowadzenie profilu na Fejsie i wypełnianie go zajebanymi zdjęciami z Googli z doklejonym logiem marki.

Jak zdobyłem Morskie Oko biegiem: motywujący tekst o wyznaczaniu sobie kolejnych celów i osiąganiu ich. Dla niektórych to może być nic takiego, ale dla mnie PRZEBIEGNIĘCIE całej trasy do Morskiego Oka, to naprawdę coś!

Urodziłeś się w PRLu? Albo tuż po? To sprawdź, czy wiesz do czego służą te przedmioty, rozwiązując wyjątkowo sentymentalny quiz.

Polski rebranding: czyli jak w polskiej wersji językowej wyglądałoby logo Old Spice, Mr Muscles, czy Always. Z pewnością, któreś z tych zdjęć przewinęło Wam się przez tablicę na Fejsie, ale jestem prawie pewien, że nie widzieliście wszystkich.

Jak wrzucać zdjęcia na Instagrama z przeglądarki? Informacje o tej aplikacji najprawdopodobniej przydadzą się tylko marketerom i pracownikom agencji reklamowych, ale jest to na tyle wyczekiwane rozwiązanie, że mimo wszystko je wrzucam.

Na granicy szaleństwa: niesztampowy wywiad z Tym Typem Mesem. Piotrek opowiada między innymi o tym, jak to jest być dziwakiem i jak jego rodzice zareagowali na decyzję, że będzie muzykiem.

Wprowadzenie do materiałów odzieżowych: przydatny poradnik, tłumaczący, czym się różni dzianina od tkaniny i czy włókno sztuczne jest gorsze od naturalnego.

Koci zaprzęg: to coś co śni mi się po nocach odkąd zobaczyłem ten filmik.

Roll up on the scene like… … By Aaron’s Animals

Posted by Young Paperboyz on 13 kwietnia 2015

 

Klip tygodnia: Mes po raz kolejny udowadnia, że ma najlepsze flow w Polsce, które potrafi wyginać w strony, w które szczęka zwykłego śmiertelnika nie pozwala. Oprócz tego, jak widać po teledysku, w końcu udało mu się zdać prawko, czego serdecznie mu gratuluję. Zrobiłeś to zuchu!

Damska stylówka tygodnia: jestem cichym fanem kombinezonów, zwłaszcza jeśli są nieco bardziej dopasowane i atrakcyjniej leżące na kobiecie, niż te NASA. A neonowy kombinezon Plamki leży na niej jak w hamaku, i – jak sama mówi – dzięki odblaskowemu kolorowi pozwala odnaleźć Cię rodzicom, gdy zgubisz się na plaży.

zdjęcie pochodzi z bloga Plaamkaa.pl
zdjęcie pochodzi z bloga Plaamkaa.pl

 

Męska stylówka tygodnia: klapki Kubota i wysoko podciągnięte skarpy Nike. Czy może być lepsze połączenie dla eleganckiego mężczyzny?

Żadnen Janusz nie przebije moich skarpet do klapek. I to w dodatku Kubotów (y)

Posted by Runblog on 16 sierpnia 2015

 

Fanpage tygodnia: dzisiejszy profil nazywa się “Zły gotyk boli całe życie” i wydaje mi się, że na tym mogę zakończyć argumentajcę tego wyboru.

Jeżeli boicie się, że nie zdążycie schudnąć do CP w stopniu pozwalającym na wciśnięcie się w lateks/gorset/fishnet, to ZGBCŻ oferuję Wam ofertę last minute – obrazek zmniejszający drastycznie apetyt :D

Posted by Zły gotyk boli całe życie. on 16 czerwca 2015

 

Ogłoszenie parafialne: szukam solidnego, dwuosobowego materaca do nowego mieszkania. Jeśli ktoś z Was takowy posiada dłużej niż dwa lata i jest wyjątkowo zadowolony z użytkowania, a na pewno nie budzi się z bólem pleców i nie zapada się do wewnątrz siadając na nim,  to będę bardzo wdzięczny za linka w komentarzu. Albo chociaż podanie marki i modelu.

(niżej jest kolejny tekst)

Biedronka promuje homoseksualizm. Według Frondy

Skip to entry content

Nie myślałem, że kiedyś to napiszę, ale jest portal internetowy, który w niedorzeczności pisanych „artykułów” jest w stanie dorównać naTemat, a czasem nawet ich przebić. Tym portalem jest Fronda. Czemu dzielę się z Wami tą cenną informacją? Bo wczoraj autor-widmo z Frondy opublikował paszkwil o tytule „Polacy nie robią zakupów w Biedronce !!! Ogłaszamy bojkot!”.  Który poza tym, że jest wyrachowaną manipulacją, to zawiera dość spory błąd logiczny. Na tyle duży, że mocno kwestionuje umiejętność myślenia osoby, która go napisała.

Fronda Biedronka

W sklepach Biedronka sprzedawane są książeczki dla dzieci pod tytułem „Mały słownik ważnych pojęć”. Brzmi niewinnie, ale to tylko pozory. Publikacja ta wpisuje się w promocję homoseksualizmu. Dlatego wzywamy do bojkotu sieci sklepów Biedronka do momentu usunięcia książki ze sprzedaży.

Zanim przejdę do tego, cóż takiego strasznego można znaleźć w książeczkach sprzedawanych przez dyskont z robaczkiem w logo, to warto zwrócić uwagę na inną kwestię. Nagłówek paszkwilu brzmi „Polacy nie robią zakupów w Biedronce !!! Ogłaszamy bojkot!”, co jest zagraniem wyjątkowo niskich lotów, bo sugeruje, że jeśli kupujesz cokolwiek w tym sklepie, to nie jesteś prawdziwym Polakiem. Z jednej strony jest to bardzo agresywna odezwa, brutalnie dzieląca społeczeństwo i zmuszająca do opowiedzenia się po którejś ze strony. Z drugiej, zawsze wydawało mi się, że o tym, czy jestem Polakiem, czy nie decyduje coś więcej niż miejsce, w którym kupuję masło.

Może gdyby ktoś z Faktu tak zatytułował swoją manipulację, to przeszedłbym obok tego obojętnie, ale przypomnijmy, że Fronda jest portalem katolickim. Antagonizowanie bliźnich? Iście chrystusowa postawa!

A sama Biedronka tak zachęca do nabycia książki dla dzieci: „Niezwykły rodzaj encyklopedii dla najmłodszych dzieci – ułożone alfabetycznie hasła uzupełniają ciekawostki i eksperymenty oraz komiksowe omówienia” . Wszystko pięknie, prawda? Ale to zwykła ściema. Prawda jest taka, że książka propaguje homoseksualizm.

I teraz zgadnijcie w jaki sposób ta biblia szatana umiejscowiona między kalarepą, a szynką szwardzwaldzką promuje homoseksualizm. Myślicie, że w środku jest wkładka z kamasutrą dla gejów? Albo chociaż wylistowane korzyści z bycia lesbijką? A może demonizowanie ludzkich zarodków jakie powstają ze związków hetero? Niestety, muszę Was rozczarować, ale pudło. W książce znajduje się definicja homofoba („ktoś kto nie lubi homoseksualistów”) i homoseksualisty („człowiek, którego pociągają osoby tej samej płci”). Tyle.

Jeśli podanie definicji jakiegoś zjawiska jest propagowaniem go, to Wikipedia propaguje kazirodztwo i zoofilię.

Idąc dalej tym tokiem rozumowania, kodeks karny propaguje gwałty, przepisy ruchu drogowego propagują wypadki samochodowe, a biblia propaguje grzeszenie. Nie zbaczając z tej ścieżki dedukcyjnej, wyobraźcie sobie teraz co musi propagować książka, w której podana jest definicja heroiny? Albo rasizmu? Albo holocaustu? Szacunek dla autora za genialną przekminę. Einstein mógłby się od niego sporo nauczyć.

Nasze dzieci mogą przeczytać w książce, że homoseksualiści to ludzie czujący pociąg do osób tej samej płci. I widzą zdjęcie uśmiechniętych lesbijek z pieskiem.

Straszne! Dzwońmy na komisariat!

Dlatego wzywamy do bojkotu Biedronki. Dopóki będzie wspierać takie inicjatywy anty-rodzinne nie kupujmy w Biedronce!

Zbojkotujmy też wszystkie encyklopedie internetowe, e-booki, biblioteki, czytelnie i księgarnie! A tak że supermarkety, targi staroci i stoiska w przejściach dworcowych! I kioski! Przecież w każdym z tych miejsc można trafić na książkę, gazetę, czy broszurę, w której jest podana definicja homoseksualizmu! Chore! Na sam koniec zbojkotujmy także literę „h” w alfabecie, bo nigdy nie wiadomo, czy od samego wymawiania tej głoski nie rozpadają się rodziny, a ludzie nie zarażają się gejostwem.

Brawo Fronda, to brzmi logicznie!

Mam 16 lat, są Dni Sosnowca i w parku w centrum gra Doda, w związku z czym, jest tu całe miasto i połowa ościennych. Część osób jest jej zadeklarowanymi fanami i recytuje „Dżagę” z zamkniętymi oczami od tyłu po sowiecku, część chce zobaczyć czy jej cycki na żywo robią takie samo wrażenie jak w pdfie z Playboyem ściągniętym z Torrenta, a część po prostu przyszła się napić w plenerze, bo to jeden z niewielu dni, kiedy w miarę swobodnie można walić spirytus rozrobiony ze Zbyszko 3 Cytryny w plastikowych kubkach wielokrotnego użytku, wylegując się na trawie. Pozwolę Wam użyć wyobraźni, intuicji i rzucić monetą z reszką po obu stronach, żeby zgadnąć w jakim celu ja się tu znalazłem.

No w każdym razie, siedzimy, pijemy, śpiewamy, gramy na gitarach, wozimy się wózkiem z Plusa – to taki lokalny pierwowzór Biedronki – cieszymy się słońcem i myślimy o tym, że jest spoko. W sensie bawimy się i nie myślimy w ogóle. Tak jak pozostałe kilkanaście tysięcy osób. Na szczęście pomimo wyłączonej lewej półkuli mózgowej, potrzeby fizjologiczne dają o sobie znać przed zrealizowaniem się, więc w pewnym momencie wstaję, żeby oddać naturze to, co do niej należy, w jakimś ustronnym miejscu. Czyli takim, gdzie jest mniej niż 8 osób na metr kwadratowy. Z racji, że – jeszcze raz o tym wspomnę – jest tu CAŁE MIASTO, nie jest to takie proste i chwilę trwa. Między jednym zajętym krzakiem przez dzieci-kwiaty, a drugim przez rodziców-winorośle – z na naciskiem na „wino” – ktoś szarpie mnie za rękaw.

– O, JASIEK! – eks-przyjaciółka z podstawówki, w której skrycie kochałem się pod przykrywką kumplowania, wykrzykuje mi w nos, oczy i usta moje imię z taką siłą, jakby bała się, że nie zorientuję się, że mówi do mnie.

– Cześć, Gosia – mówię z entuzjazmem godnym telemarketera, recytującego z pogiętej, pokreślonej kartki specjalną ofertę na pakiet darmowych minut, przygotowaną tylko dla mnie i ważną do końca dnia. Mówię to z chłodem rosyjskich zamrażarek, bo wciąż pamiętam jak oszroniła mi serduszko, olewając naszą-wielką-przyjaźń na rzecz jakiegoś starszego deskorolkarza z innej dzielni. Jeszcze do końca nie odtajało.

– A CO TY TU ROBISZ?!?!?! – dalej drze się, jakby chciała przebić kolejny poziom w brawomierzu z „Od przedszkola do Opola”, z akcentem na „nie jestem w stanie pojąć jak możesz być w miejscu, gdzie są wszyscy nasi rówieśnicy i zasadniczo każdy kogo znam oprócz babci Eugieni, której zeszło powietrze z kół w wózku inwalidzkim”.

Był to pierwszy raz, kiedy ktoś użył wobec mnie tak głupiego pytania, w tak oczywistej sytuacji i byłem pewien, że wynika z przypadku, małoletniości lub po prostu najebaństwa i szanse na to, że się powtórzy są równe znalezieniu tirówki z habilitacją. Czas pokazał, że jednak nie. Że bez spożycia trunku z czerwoną etykietą o nazwie Tur, również można zapytać, czy woda jest mokra, dlaczego gazeta po polaniu benzyną i rzuceniu na nią zapałki się pali, a także, co robi człowiek na imprezie, na której są zarówno jego wszyscy znajomi, jak i wszyscy znajomi osoby pytającej.

Co ciekawe, to pytanie najczęściej zadawały dziewczyny, choć nie jedynie, bo kilku niepełnosprytnym chłopakom też się zdarzyło. Słyszałem je i na premierach filmowych, i w klubach, i na koncertach ulubionych zespołów i zawsze zastanawiałem się co autor miał na myśli. A w zasadzie, czy miał jakąkolwiek, żeby coś mogło na niej być, bo pytanie co robię na juwenaliach uczelni, na której studiuję, było równie błyskotliwe, co włamywanie się do transformatorów wysokiego napięcia, żeby ukraść kable na złom, i dawało czytelny sygnał, że autor jednak owych myśli nie posiada.

Długo głowiłem się jak odpowiedzieć na takie wyciągnięte z dziury między pośladkami pytanie, ale wszelki dialog był tylko sabotowaniem własnego dobrego samopoczucia.

– A CO TY TU ROBISZ?!?!?!

– No, jestem na imprezie. Mniej, więcej, dokładnie tak jak ty.

– I PRZYSZEDŁEŚ TU SAM?!?!?!

– Jak widzisz, stoję przed tobą z kumplem, a nie jesteśmy bliźniakami syjamskimi, więc trzymając się definicji Słownika Języka Polskiego, nie, nie przyszedłem sam.

– TO JESTEŚ SAM Z KUMPLEM?!?!?!

– Tam siedzą nasi… aaa jebać to. Spadam, nara.

Od jakiegoś czasu na pytanie „a co ty tu robisz?”, odpowiadam rzeczowo – „gotuję bigos”. I jakoś dziwnym trafem, to ucina dalsze pytania.

autorem zdjęcia w nagłówku jest thejbird