Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #39: “THORN”, kanony kobiecego piękna i “Wilk z Wallstreet”

Skip to entry content

THORN, kanony kobiecego piękna i Wilk z Wallstreet

Z powodu nieproszonego gościa, który wbił się z partyzanta do mojego gardła i po dobroci nie chciał wyjść, czyli anginy, praktycznie całe ostatnie 7 dni spędziłem w domu. Nienawidzę tego i kisząc się w zamkniętym pomieszczeniu dłużej niż 48 godzin dostaję ataku szału, dlatego mijający tydzień nie należał do najlepszych.

Za to był bardzo udany dla Tomka Tomczyka ztj. Jasona Hunta, bo właśnie ukazała się jego pierwsza powieść – “THORN” – co w dużej mierze przełożyło się na to, czym zalany był mój Facebook. Sam dopiero zacząłem książkę, więc oprócz tego, że jest świetnie wydana nie mogę na jej temat nic powiedzieć, ale mocno kibicuję Tomkowi i trzymam kciuki za sukces!

Jedyna warta uwagi aplikacja randkowa: bardzo ciekawe spojrzenie na Snapchata. Kamil pisze o tym, że przesyłanie sobie znikających po czasie treści wizualnych tak skraca dystans między ludźmi, że zanim powiesz “abrakadabra” od tyłu możesz już wylądować z kimś w łóżku.

Ciągle nowe kanony kobiecego piękna: próbują nam wepchać do głów gówniane portale internetowe, a kanon to nie coś, co się zmienia co sezon, tylko trwa kilka dekad. Tym razem Konrad punktuje praktykantów z naTemat.

Gdy dziennikarza boli dupa: bo jakaś marka śmiała odmówić mu wydania u niego pieniędzy na reklamę, ponieważ niepochlebnie i nieelegancko się o niej wypowiadał, to dostaje sraczki i zaczyna rzucać gównem. Kolejny przykład na to, jak ten zawód się stacza.

Mundury III rzeszy: bardzo ciekawy artykuł o tym jaką rolę odgrywały uniformy żołnierzy w niemieckich wojskach i jakie powiązania miał przemysł modowy z wojną.

Pomaganie to jest zwykła rzecz: obszerny wywiad z Anną Dymną o prowadzeniu fundacji i pomaganiu potrzebującym, i o tym z jakimi problemami się to wiążę, gdy chcesz się zająć działalnością dobroczynną. Rozmowa jest początkiem zaangażowanego społecznie cyklu “Halo Człowiek” Konrada Kruczkowskiego.

Po Cudzemu: kanał edukacyjny, który w humorystyczny i przystępny sposób uczy jak mówić nie po naszemu, a po obcokrajowemu, czyli po angielskiemu.

Kompilacja bicia się w pierś z “Wilka z Wallstreet”: nie wiem, czy mogę dodać coś więcej oprócz tego, że to jest przezajebiste i powinno się znaleźć w CPI już dawno!


 

Człowieko-pies: scena ze spaghetti najlepsza. Nie wiem ile podejść robili, żeby to tak zsynchronizować, ale wygląda świetnie!

Ruff-life By @GregBaskwell @finley4pawsListen To Young Paperboyz – Life Of The Boyshttps://www.youtube.com/watch?v=mW3oqd7xAHI

Posted by Young Paperboyz on 12 maja 2015

 

Klip tygodnia: dobra, nie oszukujmy się, klip jest taki żeby dało się na niego patrzeć, żadnych fajerwerków, ani nawet kapiszonów. Ale za to tekst… tekst to wiązka dynamitu! Jedne z najlepszych bitewnych wersów jakie wyszły w tym roku i zasadniczo totalna czołówka braggadacio w naszym kraju.


 

Damska stylówka tygodnia: nie siedzę specjalnie głęboko w strojach kąpielowych, ale ten – mimo, że lekko bajerancki to jednak prosty – jest idealną przeciwwagą dla tych pojebanych siateczek lansowanych przez firmy streetwearowe. I druga sprawa, duży szacunek dla Styleev za przełamywanie stereotypów i pokazywanie, że blizna w widocznym miejscu, to nie powód do wstydu i z nią też można być zmysłową i seksowną.

zdjęcie pochodzi z bloga styleev.blogspot.com
zdjęcie pochodzi z bloga styleev.blogspot.com

 

Męska stylówka tygodnia: poza brodą, w której w tej temperaturze chyba bym się roztopił, komplet Ekskluzywnego Menela jest idealny na bieżące warunki atmosferyczne. I te kwieciste espardyle! Jak chcę takie espadryle!

zdjęcie pochodzi z bloga ekskluzywnymenel.com
zdjęcie pochodzi z bloga ekskluzywnymenel.com

 
Fanpage tygodnia: dzisiaj nietypowo, bo wyróżnionym profilem nie jest żaden funpag do śmieszkowania, ani około satyryczny. Dzisiaj chciałem Wam pokazać działalność moich przyjaciół mieszkających w Berlinie, którzy zajmują się szeroko pojętą sztukę, ale w tym konkretnym wypadku fotografią. Jeśli lubicie nieoczywiste, a często absurdalne zdjęcia, to polecam tych allegrowiczów.

#prenzlauerberg #berlin #lipstick #2014

Posted by Superultraextra on 11 sierpnia 2015

 

Ogłoszenie parafialne: wczoraj w ramach treningu kreatywności i poszerzenia umiejętności operowania słowem poprosiłem Was o pomysł na wyzwanie pisarskie. Padły 2 sensowne propozycje:

1. Haiku o burgerach o bez używania słowa “burger”.

2. Limeryk o bułgarskich wakacjach.

Dajcie znać, która propozycja wyzwania bardziej Wam się podoba i która woleliście, żebym podjął.

(niżej jest kolejny tekst)

7 typów imprezowiczów, których spotkasz na festiwalach

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Crunchips

W zeszłym miesiącu dotarły do mnie szokujące dane. Amerykańscy naukowcy w kooperacji z Wróżbitą Maciejem ujawnili wyniki badań, z których jednoznacznie wynika, że w okresie między końcem czerwca, a początkiem września odbywa się najwięcej imprez. Spodziewaliście się? Ja też nie, dlatego razem z Crunchipsami postanowiliśmy zgłębić te informacje i przyjrzeć się bliżej uczestnikom tych wydarzeń. Wyposażony zarówno w grubo, jak i cienko siekane czipsy, ruszyłem tropem gromady młodych ludzi ze zwiększonym poziomem endorfin i wylądowałem na masowych imprezach plenerowych.

W trakcie kilkudniowego śledztwa połączonego ze zbieraniem materiału dowodowego, utrzymywaniem równowagi pod sceną i pracą w laboratorium, udało mi się wyodrębnić i scharakteryzować 7 typów imprezowiczów, których można spotkać na festiwalach.

 

Nieśmiertelny

6 typów imprezowiczów, których spotkasz na festiwalach

Czy słońce, czy deszcz, czy 17, czy 5 nad ranem, czy to pierwszy dzień imprezy czy ostatni, on ciśnie z melanżem po oporach jakby miał na drugie Łazarz i kartę rabatową na wskrzeszanie. Pierwszy zaczyna, ostatni kończy i zawsze jest mu mało. To ten gość, który rzuca groźby karalne do didżeja, gdy przestaje grać, bo organizatorzy wyłączyli prąd po wschodzie słońca. Nie ma znaczenia, czy jest po całodziennej podróży, całonocnej libacji, czy całożyciowym tyraniu na dwa etaty, kocioł pod sceną sam się nie zrobi!

 

Weteran

5 typów imprezowiczów, których spotkasz na festiwalach

Rozbija swój płócienny domek jako jeden z pierwszych, otacza z pół hektara dookoła siebie policyjną taśmą i rezerwuje miejscówę dla reszty ekipy. Był na tym festiwalu już w 1410, gdy nazywał się zupełnie inaczej niż teraz i wiedziała o nim tylko turbo-kumata wiara czytająca ręcznie zszywane ziny odbijane na czarno-białym ksero. Nie ekscytuje się żadnym z koncertów, bo żaden i tak nie będzie się równać z tymi sprzed 45 lat. To nic, że wtedy zespoły grały na mikrofonach od Skype pod wiatą z foliowych reklamówek. Przynajmniej był klimat.

Oprócz tego, że zna organizatora lepiej niż własną matkę, po kierunku i sile wiatru powie Ci, w którym toitoiu nie wpakujesz się na minę.

 

Sęp

1 typów imprezowiczów, których spotkasz na festiwalach

Przyjechał na stopa. Lub na gapę. Bez namiotu. Bez karimaty. Bez śpiwora. Bez prowiantu. Bez kasy. I bez chęci oddania sumy, na którą się u Ciebie zapożycza. Każde zdanie zaczyna od magicznego trzyliterowca „daj”. W okolicach piątego „daj łyczka” lub trzeciego „daj gryza”, gotuje się w Tobie anagram tego czasownika – „jad”.

Fotoreporter

4 typów imprezowiczów, których spotkasz na festiwalach

Przyspawany do Snapchata, Periscope i Instagrama. Jeśli nie ma Cię z nim na jakimś koncercie, to otrzyj łzy zazdrości, specjalnie dla Ciebie prowadzi relację na żywo z tego wydarzenia. Przed spaniem modli się o zgarnięcie nagrody World Press Photo za samojebki na tle sceny albo chociaż kontrakt od Polsatu na paradokument z jego snapami.

 

Przebieraniec

3 typów imprezowiczów, których spotkasz na festiwalach

Pozytywny wariat nie ufający plotkom. Śmiga w 40-stopniowym upale w przenośnej saunie, bo cały czas czeka na oficjalne ogłoszenie zakończenia Haloween.

 

Psychofan

2 typów imprezowiczów, których spotkasz na festiwalach

Odkąd usłyszał „Na szczycie” Grubsona, wytatuował sobie „oryginal rudboj stajl” na przedramieniu i jeździ za nim po całym powiecie. Ma koszulkę z jego podobizną, zaczeskę w tę samą stronę, „Naprawimy to” na dzwonku, rastafariańskie frotki na obu nadgarstkach, naszyjnik z aluminiowych liści gandży i myśli o przeprowadzce do Rybnika. Skanduje jego imię od trzech suportów wstecz, stojąc w pierwszym rzędzie z metrowym transparentem „GRUPSĄ NAJLEPRZY!!!” i skręcanym fajkiem przypominającym blanta. Wszystkie zwrotki jedzie równo z wykonawcą, co ratuje sytuację przy słabym nagłośnieniu.

 

Tylko-dopiję-piwko

0 typów imprezowiczów, których spotkasz na festiwalach

Znany również jako Strażnik Namiotowego Ogniska lub Człowiek Korzeń ze względu na swoją niechęć do opuszczania obozowiska ze składanymi wigwamami.

 – Dawaj, rozkładamy namiot.

– Moment, tylko dopiję piwko.

– Chodź, pójdziemy coś wszamać.

– Zaraz, tylko dopiję piwko.

– Przejdziesz się ze mną po fajki?

– Chwila, tylko dopiję piwko.

– Ej, zaczynają już grać, idziemy pod scenę!

– Już, już, tylko dopiję piwko.

– Idziemy po piwko?

– Spoko, tylko dopiję piwko.

Którego z nich spotkaliście ostatnio?

Bajki wszech czasów (idealne na chorobę)

Skip to entry content

5 bajek wszechczasów

Dawno, dawno temu, jeszcze zanim centra handlowe zaczęto nazywać galeriami, mówiłem Wam, że lubię bajki, że to rozrywka nie tylko dla dzieci i że wiele z nich ogląda się po stokroć lepiej niż „normalne” filmy. Zwłaszcza niż te polskie. Mimo, że nienawidzę chorować i dopóki nie mam gorączki i nie ścina mnie z nóg, udaję, że nic mi nie jest, to w piątek rozłożyło jak pionki na szachownicy – bo, kurwa, nie ma to jak dostać anginy w środku lata – i ostatnie 3 doby spędziłem przykuty do łóżka. Oglądając nieśmiertelne animowane klasyki. Dlatego pomyślałem, że podzielę się z Wami moimi bajkami wszech czasów. Dobrymi na każdą chorobę, łącznie z tą, przy której ten dzyndzelek na środku gardła puchnie Wam do takich rozmiarów, że w połowie leży na języku. Bardzo nieprzyjemne.

Wracając do rzeczy przyjemnych i miłych, oto moja piątka ponadczasowych filmów animowanych.

 

Pinokio

Pierwsza bajka jaką widziałem w życiu. Miałem chyba z 6 albo 7 lat, kiedy ciocia przywiozła mi ją z Włoch, gdzie był swobodnym dostęp do takich cudów techniki, jak kaseta VHS. Mimo, że nie znałem ani słowa po włosku, to zupełnie nie było mi to potrzebne do zrozumienia dramatu Pinokia i Dżepetto. Jakkolwiek to brzmi w przypadku opisywania animacji z 1940, to wystarczyła mi mimika i mowa ciała rysunkowych postaci, żeby wiedzieć co się dzieje na ekranie. I przeżywać tragedię chłopca z drewna równie mocno, jakby to był dokument. Szczerze mówiąc, ta bajka ma tak silny przekaz, że oglądając ją nawet dzisiaj chce mi się płakać. Choć może to skutek uboczny leków przeciwbólowych.

 

Jak wytresować smoka?

Tytuł z gatunku nowożytnych, zrealizowany przez osoby odpowiedzialne za „Shreka”, „Madagaskar” i „Kung-Fu Pandę”. Tematy wikingów i smoków zawsze były mi odległe i podchodziłem do nich z dużą dozą rezerwy, dlatego nie śpieszyło mi się do tej pozycji. Niesłusznie. Poza tym, że jest tu więcej i to zdecydowanie dużo lepiej podanej akcji niż w „Szybkich i wściekłych”, a humor przebija każdą polską komedię po „Poranku kojota”, to główny motyw, na którym oparta jest opowieść, można alegorycznie odnieść do dziesiątek problemów naszego społeczeństwa. Nie bez znaczenia jest też fakt, że to jedna z nielicznych bajek, gdzie główny bohater ponosi obrażenia ciała, których nie da się w wyleczyć w cudowny sposób.

 

Trylogia Toy Stroy

Celowo piszę, że trylogia, bo to jedyny przykład na to, że kontynuacja nie musi być gorsza od pierwowzoru. „Zabawkowej Opowieści” udało się to, na czym polegli twórcy „Shreka” – nie dość, że wszystkie 3 części trzymają trzymają alpinistyczny poziom, nie dość, że są zrozumiałe jako pojedyncze byty, nie dość, że składają się w spójną całość, to bawią równie mocno dzieci, co dorosłych, bez bazowania na wulgarności i wplatania w dialogi bieżących trendów. Ta seria, to po prostu pieprzony arcy-mistrz! Nie znam człowieka, który miałby jej coś do zarzucenia.

 

The Transformers: The Movie

Byłem dość nietypowym chłopcem, bo w dzieciństwie totalnie, ale to kompletnie i absolutnie, nie interesowałem ani piłką nożną, ani samochodami. I tak mi zostało do dziś. Jedynymi dwoma wyjątkami był świętej pamięci „Tsubasa” i właśnie Transformersy, czyli roboty-samochody. Zasadniczo w dzieciństwie miałem świra na punkcie robotów i gdy tylko w osiedlowej wypożyczalni kaset pojawiał się jakiś tytuł z przerośniętą sokowirówką na okładce, wierciłem mamie dziurę w brzuchu, dopóki mi go nie wypożyczyła. Pierwszym filmem z tego gatunku była właśnie ta bajka, która po latach okazała się genialnym półtoragodzinnym teledyskiem z świetną rockową ścieżką dźwiękową. Jako dzieciak jakoś nie wyłapałem, że tam jest tyle tej muzyki.

 

Król Lew

Każdy to widział przynajmniej raz, wie o czym jest, zna na pamięć zakończenie i pisał „hakuna matata” na ławkach w podstawówce. I właśnie dlatego to zestawienia nie mogłoby się obyć bez „Króla Lwa”.

Mam nadzieję, że ta złota piątka osłodzi Wam znoje choroby równie skutecznie, co mnie.