Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #43: edukacja seksualna w Polsce, nowy film Tarantino i Joan Cornellà

Skip to entry content

W ciągu mijających 7 dni wszyscy żyli wiadomym tematem i w 43 odcinku CPI również się on pojawia, ale szczątkowo, bo uważam, że należy zachować jakiś umiar w tej materii. Ja prywatnie ekscytowałem się nowym lokum i tym, że w końcu wszystko udało mi się przewieźć, rozpakować i poukładać. To znaczy wszystko poza garniturem, o którym oczywiście zapomniałem. Nie zapomniałem za to sprawdzić, co działo się w sieci poza międzynarodowym problemem. A trochę tego było.

Masz prawo być nieidealna: od blogerek modowych, czy w ogóle ludzi internetu, którzy pojawiają się na świeczniku, oczekuje się, że będą perfekcyjni. Że ich ciała będą obiciem kanonów piękna przedstawianych w filmach reklamowych, a są przecież zwykłymi ludźmi. Trafny tekst o tym, że tym trochę bardziej znanym często nie pozwala się być nieidealnym.

Jak edukuje się seksualnie w Polsce? Świetna rozmowa na temat lekcji “wychowania do życia w rodzinie” prowadzonych w szkołach z przedstawicielką Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Mimo długich zawoalowanych nazw gadka jest bardzo rzeczowa i treściwa.

Przestań wreszcie marzyć: i zacznij działać. Bo wieczni marzyciele ciągle gadający o swoich wielkich snach, a lokujący ich realizację w “kiedyś”, wkurzają bardziej niż kminek w chlebie.

Mężczyźni wolą króliczki: zabawny dialog o tym, że seks jest lepszy kiedy z partnerem możesz, i przede wszystkim chcesz, również porozmawiać. Przed, po albo zamiast.

Pohamuj swój entuzjazm: lub też bardziej poetyckie “nie zesraj się”, nie jest najbardziej wyczekiwanym komentarzem, gdy uzewnętrzniasz swoją radość i cieszysz się z małych rzeczy. Z dużych zresztą też.

Jak wygląda obóz przejściowy dla uchodźców w Röszke? Konrad Kruczkowski z Halo Ziemia i Jakub Górnicki z Podróżniccy pojechali to sprawdzić. Szacunek dla chłopaków za inicjatywę i zaangażowanie.

Jak dobry utwór można spieprzyć tragicznym refren? Niestety właśnie tak. Zeusem jaram się od epki “Muzyka ofensywna” i jest jednym z najlepszych raperów w kraju, ale ten discopolowy wokal i przejście w refrenie jest totalnie asłuchalne. Może chociaż gdyby ta laska tak nie fałszowała dałoby rade przesłuchać bez ściszania.

Co Ty niby wiesz o szpagatach, ziomeczeku? Dopóki nie rozłożysz nóg na płasko z miejsca w metrze, to nic.

SPLITTING NEW YORK (follow me on Instagram: @LoganPaul)

Posted by Logan Paul on 29 sierpnia 2015

 

Nowy film Quentina Tarantino! “Nienawistna ósemka” lub lepiej brzmiące w oryginale “The Hateful Eight”. Po pierwszym zwiastunie już widzę, że to będzie kozak i że tegoroczna zima będzie gorąca! Czekam z odliczonym hajsem na bilet w łapie!

Klip tygodnia: bardzo przyjemny teledysk, który mimo, że cały nagrany tylko na 7 ujęciach, to bez porównania ciekawszy od animacji, gdzie co wers jest zmiana kadru. Oprócz tego sporo punchline’ów i bardzo ładne hasztagi. Ładniejsze niż u niejednego niuskulowca.

Damska stylówka tygodnia: ta stylówka to ostatni powiem lata. W przyszłym tygodniu pewnie będą już jakieś płaszcze, a co najmniej swetry. Dlatego docencie DaisyLine za taki ładny, letni kombinezon z odkrytymi ramionami i nogami.

daisy line

 

Męska stylówka tygodnia: niestety, ale brak. Nie było nic, ale to zupełnie nic ciekawego na męskich blogach modowych w tym tygodniu. Jak uważacie inaczej i chcecie mnie wyprowadzić z błędu, to zapraszam do komentarzy.

 

Fanpage tygodnia: grafikę poniżej z pewnością kojarzycie bo wielokrotnie latała skradziona po Fejsie, dlatego warto zapoznać się z profilem autora. Niepokojące, psychodeliczne, a przy tym wyjątkowo zabawne mini-komiksy to coś, co naprawdę warto mieć polubionego. Po odkryciu tego miejsca w sieci przeklikiwałem kolejne grafiki przez dobre pół godziny i nie trafiłem na ani jedną słabą. Respekta.

http://joancornella.bigcartel.com/product/selfie’Selfie’ Limited edition poster. 11.7” × 11.7”15€

Posted by Joan Cornellà on 21 sierpnia 2015

 

Ogłoszenie parafialne: w nowym mieszkaniu mam zdecydowanie większą przestrzeń niż w poprzednim i chodząc z zamkniętym oczami po moim pokoju jest nawet szansa, żeby się zgubić. Dlatego doszło do mnie, że mogę zrealizować małe marzenie z dzieciństwa, a mianowicie, kupić sobie rzutnik i zrobić prywatne kino domowe. Zupełnie nie znam się na rzutnikach, tudzież projektorach, i nie wiem co jest istotne przy wyborze takowego, a co nie, a tym bardziej ile taka zabawka powinna kosztować. Jeśli więc ktoś z Was operuje wiedzą na ten temat, to będę wdzięczny za wszelkie info, a zwłaszcza za polecenie konkretnego projektora do domowego użytku.

(niżej jest kolejny tekst)

Prosta odpowiedź na pytanie: “Czy powinniśmy przyjąć uchodźców z Syrii?”

Skip to entry content

Od kilkunastu dni wszyscy żyjemy sprawą uchodźców z Syrii i problematyczną decyzją przed którą stanęliśmy jako społeczeństwo: przyjąć ich czy nie? Wydawałoby się, że odpowiedź dla osób o wyrazistych poglądach jest dość oczywista – prawicowcy mówią „won z nimi”, a lewaki otwierają ramiona. Jednak prawicowi narodowcy są najczęściej zadeklarowanymi katolikami, a przecież pismo święte mówi by miłować bliźniego swego jak siebie samego i na Wigilii zostawić wolne miejsce dla zbłąkanego wędrowca. Pojawia się więc zgrzyt. Lewaki z kolei, mimo, że starają się ignorować wszelkie kontrargumenty, dopuszczają do siebie doniesienia o istnieniu terrorystów wśród muzułmańskich przybyszów. Również zgrzyt.

To dylematy ludzi o skrajnych, wyrazistych poglądach. Jak z kolei spojrzenie na tę sprawę wygląda u osoby, która na co dzień nie opowiada się za jedną konkretną opcją polityczną? Na przykład u mnie?

Z jednej strony, każdego człowieka szkoda. No dobra, może nie każdego, bo jestem w stanie przywołać w głowie sylwetki osób, których śmierć mógłbym uznać za uzasadnioną, ale większości ludzi nie należy się życie w strachu, czy egzystencja w nieludzkich warunkach. Zwłaszcza tym zupełnie niewinnym, czyli dzieciom. Słysząc o rodzinach koczujących na dziko bez dostępu do wody i jedzenia budzi się we mnie wrażliwość i potrzeba pomocy, i siedząc z gorącą herbatą, w kapciach przed komputerem uwiera mnie w boku przekonanie, że silniejszy powinien pomóc słabszemu, a obojętność dobrego człowieka pozwala tryumfować złu.

Z drugiej strony, wyznaję zasadę, że najpierw powinno się zadbać o lokalne podwórko, a dopiero później wybierać się na koniec świata z niesieniem pomocy. Czy u nas, w Polsce, nie ma rodzin żyjących na skraju ubóstwa? Czy choćby w Krakowie, nie ma osób żyjących w permanentnej biedzie, którym potrzebna jest pomoc? W squatach, w barakach z dykty, w przepełnionych domach dziecka? Czy nie powinniśmy się zająć w pierwszej kolejności swoimi, bieżącymi problemami, zanim będziemy okazywać miłosierdzie egzotycznym nieznajomym?

Z trzeciej strony, uchodźcy wyrywają się z paszczy wojny, gdzie istnieje bezpośrednie zagrożenie utraty życia, więc trudno stopniować, że czyjaś śmierć jest mniej lub bardziej ważna. Jeśli jesteśmy w stanie im pomóc przeżyć, to powinniśmy to zrobić.

Z czwartej strony, do jakiego stopnia powinna sięgać nasza pomoc? Czy tylko ograniczyć się do wpuszczenia ich na teren Polski? Czy do zorganizowania im dachu na głową i pożywienia? Czy może jeszcze dalej – do zapewnienia pełnoprawnych mieszkań i regularnej pracy? Czy może nie do dawania im przysłowiowej wędki, a tylko ryb, dopóki sytuacja w ich kraju się nie uspokoi? Czy jako społeczeństwo stać nas na to w sensie finansowym? A jeśli nie stać, to powinniśmy wystosować oficjalny komunikat „przepraszam, ale musicie umrzeć, bo nie mamy na tyle funduszy, by wam pomóc, a nie chcemy się zadłużać”?

Z piątej strony, ile z tych osób jest uchodźcami, a ile zwykłymi imigrantami? Ile z nich, wykorzystując okazję, chce się po prostu tu przenieść po lepszą pracę? Co stanie się z miejscami pracy dla Polaków, prawowitych mieszkańców tego kraju, gdy rynek zaleje tania arabska siła robocza? Masowe zwolnienia, wzrost bezrobocia? Albo jeszcze gorzej, co jeśli ci imigranci chcą się tu osiedlić tylko po to, żeby żerować na socjalu? Z naszego budżetu?

Z szóstej strony, przecież Polacy to samo od lat robią w Wielkiej Brytanii. Czy nie powinniśmy przyjąć syryjskich imigrantów i pozwolić im się tu osiedlić, tak samo jak Anglicy pozwalają Polakom?

Z siódmej strony, to przecież muzułmanie, wyznawcy islamu, jakie są szanse, że po wpuszczeniu ich do Polski będą chcieli się asymilować z nami i naszą tradycją opartą na katolizcyźmie? W innych krajach wygląda to różnie i często mimo upływu lat azylanci nie chcą się integrować z miejscową ludnością, ani nawet uczyć jej języka, tylko żyją w swoich gettach. Ale to pół biedy. Co jeśli nie tyle nie będą chcieli się asymilować, co po prostu zaczną z nami walczyć? Wśród nich mogą być przecież terroryści, którzy tylko czekają aż dostaną się do takiej Galerii Krakowskiej, czy metra na Marszałkowskiej i zdetonują bombę w godzinach szczytu. Co wtedy?

Z ósmej strony, tak jak posiadanie penisa przez mężczyznę nie jest równoważne z gwałceniem, tak inny kolor skóry i wyznawanie innej religii nie jest automatycznie powiązane z zamachami.

Czy w takim razie powinniśmy przyjąć uchodźców z Syrii?

Jak widzicie, próbowałem znaleźć jednoznaczną odpowiedź na to pytanie, ale jej nie znalazłem i obawiam się, że takowa nie istnieje. Nie mam pojęcia jak ustosunkować się do tej sprawy i jakie podejście jest słuszne, a mam wrażenie, że od wszystkich nas się tego oczekuje. Wyczuwam presję jakoby każdy z osobna musiał się określić „jestem za – ratujmy ich” albo „jestem przeciw – wynocha do siebie”, bo tak trzeba. A przecież każdy z nas ma prawo powiedzieć „nie wiem”. Żyjemy w czasach kiedy trzeba mieć sprecyzowane zdanie na każdym temat, a przecież zajęcie stanowiska wobec wielopłaszczyznowego międzynarodowego konfliktu, to nie to samo co stwierdzenie „lubię te nowe czipsy o smaku krewetek” albo „muzyka Sarsy jest bardziej do dupy niż dziecięce czopki”.

Pamiętajmy o tym, że możemy powiedzieć „nie wiem” i czasem jest to najlepsza odpowiedź jakiej można udzielić. Przynajmniej w danym momencie.

7 powodów, dla których warto iść na “Wawel. Alchemia światła”

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Tauron Dystrybucja

W przyszły weekend, czyli 18-go i 19-go września, w Krakowie dzieje się mocna rzecz. O 20:00 na dziedzińcu arkadowym na Wawelu grany będzie multimedialny spektakl na 200 000 lumenów. Przy wsparciu marki Tauron Dystrybucja odbędzie się przedstawienie „Wawel. Alchemia światła” z udziałem takich kozaków jak Jerzy Stuhr, Anna Dymna, Jerzy Trela i Grzegorz Turnau, a to wszystko w oprawie trójwymiarowego mapowania rzucanego na mury zamku. Brzmi abstrakcyjnie jak hasła reklamowe na profilu„Copywriter płakał jak pisał”? No to konkretnie i po kolei o tym, dlaczego niby miałbyś poświęcać piątkowy albo sobotni wieczór, żeby iść na to wydarzenie.

 

Wawel w nowym świetle i formie

Większość osób dawny dom królów polskich kojarzy z nudnym miejscem, w którym, podczas szkolnych wycieczek byli poddawani torturom wysłuchania wszystkich mądrości przewodnika. Wpadli tam raz z klasą i stwierdzili, że tyle kontaktu z najbardziej znanym polskim zamkiem im wystarczy. Ewentualnie patrzą przez pryzmat katastrofy smoleńskiej. „Wawel. Alchemia światła” pozwala spojrzeć na to miejsce z zupełnie innej perspektywy, ukazując je jako przestrzeń, która nie tylko jest świątynią przeszłości, ale i wielofunkcyjnym centrum ekspresji. Łącząc historyczne mury z nowoczesną sztuką audio-wizualną, zamek zupełnie zmienia swoją formę i pokazuje, że tam gdzie na co dzień dominuje patos jest też miejsce na rozrywkę.

 

Jerzy Stuhr

Alchemia Światła Kraków (1)

Pierwszy kontakt z Jerzym Stuhrem miałem jako nastolatek, gdy ciocia zabrała mnie do teatru na jego dwugodzinny monolog – „Kontrabasistę”. Przez cały spektakl siedziałem zamurowany, chłonąc jego grę aktorską i nie mogłem wyjść z podziwu, jak jeden człowiek może przez tak długi czas ciągle gadać i nawet przez moment nie być nudnym. To przedstawienie było mistrzostwem i od tego momentu starałem się śledzić każdą działalność, którą podejmował. I czy dawał wykład dla studentów, czy dubbingował amerykańską animację – tak, tak, mowa o jego kultowej roli w „Shreku” – cały czas robił to na najwyższym możliwym poziomie, magnetyzując odbiorców. Nie spodziewam się, żeby w tym przypadku było inaczej.

 

Wizualizacje

Byliście kiedyś na trójwymiarowym mapowaniu? Ci którzy byli w tym roku w namiocie „Circus tent” na Audioriver powinni kojarzyć temat, a reszcie już wyjaśniam o co chodzi. Mappind 3D to nie wyświetlanie po prostu jakiegoś obrazu na powierzchni płaskiej, jak ma to miejsce przy puszczaniu slajdów na wykładach, czy prowadzeniu prezentacji. To rzucanie na nierówną powierzchnię projekcji, które zostały stworzone tylko i wyłącznie pod nią. Innymi słowy, to użycie konkretnej przestrzeni do pomalowania jej ruchomym światłem.  A teraz weźcie pod uwagę, że mowa w tym kontekście o mapowaniu na zamku sprzed 1000 lat. Nieźle, co?

 

Smok Wawelski

Nie mam takiego świra na punkcie smoków jak Chińczycy, ale odkąd usłyszałem w dzieciństwie legendę o gadzie, który terroryzował Małopolskę lubiłem go sobie wyobrażać. Tym razem nie będę musiał, bo legenda ożyje jako świetlna animacja w swoim naturalnym środowisku – na zamku wśród ludzi.

 

Synestezja

Synestezja, to w największym uproszczeniu pomieszanie zmysłów. Na przykład odbieranie węchem kolorów, lub zmian temperatury za pomocą wzroku. Występuje, gdy do mózgu dochodzi tyle bodźców z otoczenia, że zaczyna je ze sobą łączyć. Biorąc pod uwagę, że podczas „Wawel. Alchemia światła” będzie i muzyka na żywo, i animacje, i efekty świetlne, i taniec, i śpiew, i operowanie słowem mówionym, a wszystko to w sprzyjającym wyostrzaniu zmysłów klimacie nocy, bardzo prawdopodobne, że komuś z Was może się to zdarzyć.

 

Nowoczesna lekcja historii

Alchemia Światła Kraków (4)

Historia była moją piętą achillesową na każdym etapie edukacji i jedynym przedmiotem, z którego miałem kiedykolwiek dwóję na semestr. Głównie przez nauczycieli bez powołania, którzy przekazywali mi wiedzę za karę i ultra niestrawnie napisane podręczniki do tego przedmiotu. Tu będzie zupełnie inaczej. Tu sceny z historii naszego państwa, które są osią fabularną przedstawienia, będą ukazane jako ekscytujące przygody, do których chce się wracać. Czyli odwrotnie niż w szkole.

 

To lepsze niż „w weekend byłem znowu na melanżu”

Ja wiem, że imprezy są spoko i że po ciężkim tygodniu miło odreagować stresy na bibie, ale miło też wyrwać się z rutyny i zrobić coś innego. Próbowanie nowych rzeczy poszerza horyzonty, inspiruje do rozwoju i pozwala poznać nowych ludzi, których nie spotkałoby się w miejscach, do których chodzi się zazwyczaj. I z pewnością podczas pierwszej randki dużo lepiej brzmi „w weekendu byłem na multimedialnym spektaklu na Wawelu z najlepszymi polskimi aktorami teatralnymi i wizualizacjami, od których schodzi zaćma z oczu”, niż „aaa, znowu byłem na melanżu”.

Gdyby powodów do pójścia na „Wawel. Alchemia światła” nie było Wam dość, to tutaj znajdziecie więcej informacji o wydarzeniu www.alchemiaswiatla.pl, a tu kupicie bilety www.ticketpro.pl (lub w Empiku, Media Markcie albo Saturnie). To co, widzimy się?