Close
Close

Siadam, odpalam kompa i sprawdzam Thunderbirda, żeby zobaczyć który daleki krewny z Ameryki Południowej tym razem zostawił mi w spadku 50 miliardów dolarów, a tu taki mail:

Janku,

Nie czytam Cię bardzo długo, ale wiem, że większość twoich czytelników to kobiety i miesiąc po miesiącu do Ciebie zaglądają, więc musisz się na nich dobrze znać skoro ciągle utrzymujesz ich zainteresowanie i tak chętnie wchodzą z Tobą w dyskusje pod postami, dlatego właśnie postanowiłem do Ciebie napisać. Może to być głupie, że piszę do jakiegś blogera zamiast porozmawiać z kumplami, ale muszę przyznać, że nie mam ich zbyt wielu a ich rady albo są debilne i głupie i poprostu się nie sprawdzają (jak np. wproszenie się do niej z wizytą). Chodzi o to, że poznałem dziewczynę, nazwijmy ją X i mimo, że bardzo mi się podoba i bardzo się staram, żeby wyszło z tego coś więcej niż koleżeństwo to się nie udaje (…)

(…) staję na głowie, żeby ją zadowolić zabieram ją na wystawy, do kina, a ostatnio nawet do filharmonii na naprawdę ekskluzywny koncert na który bardzo trudno było dostać bilety mimo że kosztowały nie mało. (…) ze spotkań zawsze odwożę ją autem albo taksówką i też staram się dawać kwiaty mimo to nasza znajomość się w ogóle nie posuwa (jest cały czas tak samo odkąd się poznaliśmy). X traktuje mnie jak „przyjaciela” czyli na przywiatanie buziak w policzek a nie usta, nie pozwala mi się przytulić ani nawet dotknąć, raz jak próbowałem ją objąć jak zabrałem ją na spektakl (Szalone Nożyczki, bardzo fajny i myślę że by Ci się spodobał) to powiedziała, że to zły pomysł. Próbuję jej organizować czas tak żeby się dobrze bawiła i zabawiać ale to nie daje efektów (…)

Jak mam wyjść z roli „przyjaciela”, za mało się staram? Czy jej się nie podobam? Masz jakąś radę co zrobić w mojej sytuacji? Przyznaję, że po tym czasie i pieniądzach jakie w nią zainwestowałem nie chcę odpuszczać, zwłaszcza, że naprawdę mi sie podoba. A może ona po prostu jest lesbijką?

 

Poznałem w swoim życiu tylko jednego faceta, który wyszedł ze spędzającej samcom sen z oczu „strefy przyjaźni”. Tak, ten człowiek nie jest legendą miejską rozsiewaną przez internetowych nauczycieli podrywu, którzy chcą Ci sprzedać skype’owe konsultacje za 2 bańki, tylko rzeczywiście istnieje. ALE biorąc pod uwagę, że na tematy damsko-męskie dane mi było rozmawiać w przybliżeniu z jakimś tysiącem mężczyzn, a on jest dokładnie JEDEN, przyjmijmy, że to niemożliwe. I naprawdę szkoda Twojego czasu i energii na zaprzątanie sobie głowy tym jak wyjść z friendzone, bo i tak Ci się to nie uda. Przynajmniej ze statystycznego punktu widzenia.

Dużo sensowniejsze jest natomiast, żebyś Ty i wszyscy inni, którzy mają tendencję do lądowania w szufladce z napisem „wieczny kolega”, dowiedział się co robić, żeby do tego nie doprowadzić. Bo jak mówiła Goździkowa i twórca leku na rzeżączkę, lepiej zapobiegać niż leczyć. Zapobiegnijmy więc raz na zawsze zapisywaniu Cię w książce telefonicznej jako Koleżanka Z Kutasem, zamiast Super Ruchacz. Albo po prostu Marian.

Oto kilka prostych wskazówek, które powiedzą Ci jak nie wpaść we friendzone.

 

Nie możesz się za bardzo starać

Zwłaszcza na samym początku znajomości.

Im ładniejszą rwiesz pannę, tym więcej kolesi w jej życiu próbowało zdobyć ją prezencikami, komplementami, stawianiem wyjść do kina i byciem posłusznymi pieskiem czekającym na pochwałę od swojej pani. Po pierwsze szybko się tym znudzi, bo może mieć to na kiwnięcie palcem, a ludzie nie cenią rzeczy, które przychodzą im bez wysiłku. Po drugie, jeśli cały czas stawiasz ją w pozycji nagrody, na którą musisz zasłużyć, to ona też tak się zachowuje. Tyle, że nie czuje, żebyś na nią zasługiwał.

Jeśli chcesz być kimś więcej niż „wiecznym kolegą”, na początku znajomości ona musi się starać co najmniej na tym samym poziomie co Ty. Nie może być dysproporcji z Twoją przewagą, bo straci zainteresowanie. Tak jak pies nudzi się zabawką, którą ma tuż obok budy.

[emaillocker]

Musisz pokazać poczucie własnej wartości i niezależność

W poprzednim akapicie już ustaliliśmy, że nadskakiwanie powoduje kastrację. Co w takim razie robić, żeby owe jądra utrzymać?

Pokazać, że jesteś zajebistym, inteligentnym, dowcipnym, pomysłowym kolesiem i masz tego świadomość. Laski nie lecą na hajs, ciuchy, sześciopak, fryz na hitlerjugend, ani buźkę jak Zakościelny. Gdyby tak było, nie widywałbyś na ulicach mega sztuk z łysymi świniami w skórach z lumpeksu, ani z dresami bez dwójek. Kobiety przyciąga pewność siebie. Popatrz na takiego Liroya, ani nie ma facjaty jak z okładki Logo, ani zabójczej stylówy, ani nawet wzrostu. A mimo to, jego żona to mocne 8/10. Jak to się stało? Charyzma, śmiałość, zdecydowanie.

Pewność siebie, często granicząca z bezczelnością, wabi kobiety lepiej niż przecena w Rossmanie. Jeśli w trakcie Waszej relacji będziesz również dyktował warunki, a nie tylko przystawał na jej sugestie, a przede wszystkim komunikował, że w żadnym wypadku nie masz zamiaru spotykać się z nią za wszelką cenę i musi się starać, żeby utrzymać tak świetnego gościa jak Ty, zdobędziesz jej zainteresowanie.

 

Nie możesz bać się jej dotknąć

Jest takie powiedzenie, że jeśli wydaje Ci się, że to dobry moment, żeby ją pocałować, to znaczy, że to dobry moment, żeby ją pocałować. Jeśli za bardzo przeciągniesz tę chwilę, kiedy patrzycie sobie w oczy, czujesz przetaczające się przez Twoje ciało fale ciepła i uniemożliwiający Ci logiczne myślenie obraz jak wkładasz jej język do ust, to bardzo prawdopodobne, że minie bezwpowrotnie, a szansa na przeramowanie Waszej znajomości na tę, w której dyszy Ci do ucha tuż przed tym jak opada na Ciebie w poorgazmowym bezwładzie, przesuwa się na “kiedyś”. Czyli wylatuje poza oś czasu.

Jeśli w odpowiednim momencie nie nadasz Waszej relacji kontekstu seksualnego, ona nada jej „przyjacielskiego”. A Twoje podchodzenie do niej jak do pełnej pieluchy tylko jej w tym pomoże. Pamiętaj, że laski w odróżnieniu od nas, częściej działają na poziomie emocjonalnym niż logicznym. Ona ma poczuć, że zaraz po tym jak przerobisz z nią całą kamasutrę, chcesz by została matką Twoich dzieci, a nie przeczytać to na piśmie. A na pewno tego nie poczuje, jeśli 47 randkę z rzędu będziesz się zastanawiał, czy to dobry moment, żeby złapać ją za rękę.

 

Musisz dawać jej emocje

Najlepiej WSZYSTKIE!

Wiesz czemu tyle dziewczyn jest z totalnymi skurwysynami? Bo z nimi ciągle się coś dzieje. A baby potrzebują, żeby się coś działo. Potrzebują się śmiać, krzyczeć, płakać, martwić, kochać, nienawidzić, być dumnymi, zawiedzionymi, brzydzić się i pożądać. Najlepiej NARAZ!

Tak zwany „dobry facet” daje kobiecie poczucie bezpieczeństwa i… zazwyczaj tyle. Babka oczywiście tego potrzebuje. Najczęściej w okolicach drugiego dziecka. Do 25-tki jest czarną dziurą wciągającą wszystko co rozjuszy jej ośrodkowy układ nerwowy. Potrzebuje wypłakiwać nowe dorzecze Wisły, gdy nie odzywasz się przez 3 dni, a potem wpadać w hipereuforię, gdy zadzwonisz powiedzieć, że zaraz będziesz pod jej klatką, bo stęskniłeś się i chcesz ją przytulić. Potrzebuje bać się, gdy włamujecie się na cudzą działkę w środku nocy, żeby uprawiać seks w altance, czuć niepewność, gdy zapraszasz ją na pierwszą imprezę ze swoimi znajomymi i zaskoczenie, gdy dajesz jej kwiaty bez okazji.

Zasadniczo kobieta potrzebuje czuć. Cały czas coś innego. Dlatego jeśli chcesz pojawiać się w jej myślach częściej, niż gdy robi listę sługusów na każdą okazję, musisz być jebanym gejzerem tych inności.

Powodzenia.

[/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

Już za kilka dni Blooooog Foruuuuum Gdaaaaańsk! Najważniejsza impreza w roku, na której są wszystkie liczące się osoby w branży. I reszta. W odróżnieniu od innych konferencji, na tej prezentacje faktycznie są o czymś i inspirują do rozwoju, a po części z wystąpieniami ludzie nie uciekają do domów wykręcając się, że zaraz mają transport, a później nie będą mieli jak wrócić. Pewnie dlatego, że impreza jest dwu – a liczącz piątkową rozgrzewkę, to trzy – dniowa. Trzy dni, to naprawdę sporo czasu, żeby poznać osoby, które na co dzień kojarzy się tylko z avatara w internetowym pamiętniku, pogadać z nimi, wymienić się doświadczeniami i zapytać o kwestie nurtujące świat od zarania dziejów. Typu, czemu mówi się para drzwi, mimo że są jedne.

Mimo to, komentarze po Blog Forum Gdańsk niewiele się różnią od reakcji po innych blogowych spotkaniach i zawsze znajdą się jakieś marudy twierdzące, że popularni blogerzy to hermatyczna grupa, która nie dopuszcza do siebie nikogo spoza towarzystwa. I że zasadniczo są chujami, bo zamiast biegać po całym budynku i zagadywać osoby chowające się po kątach, spędzają czas ze sobą. Przez co nie da się z nimi nawiązać kontaktu, a to było głównym celem przyjazdu żalącego się delikwenta. Jest to stwierdzenie równie brzydkie, co dziewczyna w Crocsach, dlatego postanowiłem stworzyć ów poradnik, żeby raz na zawsze ukrócić takie jojczenie.

Żeby bardziej przystępnie i dobitnie wytłumaczyć jak fachowo zapoznawać się z blogerami, porównam to do zapoznawania się z ludźmi.

 

Jak poznawać ludzi?

Kiedy zaczynałeś nowy etap edukacji, nową pracę lub dołączyłeś do nowego klubu dla swingersów, z pewnością trafiałeś w tych społecznościach na osoby, z którymi nie miałeś wcześniej kontaktu i chciałeś je poznać, wkręcić się w towarzystwo i być częścią grupy. Nie wiem jak Ty nawiązywałeś kontakty w szkole, ale ja robiłem to na 2 sposoby, w zależności od zaistniałej sytuacji.

 

Sytuacja #1: człowiek, którego chcę poznać stoi sam

Było to dość proste, bo jeśli widziałem, że ktoś, kto wzbudza moje zainteresowanie, akurat nie prowadzi żywiołowej konwersacji, po prostu podchodziłem do niego i zgadywałem. W sensie, podbijasz do nierozmawiającego z nikim człowieka, mówisz „cześć jestem Grzesiek/Czesiek/Wiesiek”, dodajesz jakiś szczery – podkreślam: SZCZERY – komplement i zadajesz pytanie na temat czegoś, co na pierwszy rzut oka Was łączy. Przykładowo, jeśli oboje macie irokezy mówisz, że zajebisty kolor i pytasz, czy był w tym roku w Jarocinie, jeśli oboje macie dresy komplementujesz równość pasków i zagadujesz co w jego opinii jest bardziej dochodowe – torebki z dziesion, czy kołpaki, a jeśli oboje macie penisy, to luźno rzucasz, że pewnie też by ruchał tę rudą po lewej.

Zasadniczo, po prostu zaczynasz rozmowę na temat, który dla Ciebie i dla osoby, którą chcesz poznać wydaje się interesujący. Tyle.

Później albo okazuje się, że faktycznie miałeś rację i błahe pytanie zamienia się w emocjonującą dyskusję, albo zmieniacie temat bo on jednak nie chciałby rudej, tylko rudego, albo okazuje się, że gadka się nie klei jak zawilgocone ciasto na pierogi i każdy idzie w swoją stronę.

 

Sytuacja #2: człowiek, którego chcesz poznać już z kimś rozmawia

Tu było już trudniej, bo bariera wejścia była zdecydowanie wyższa. Fakt, że miałem podejść do grupy gadających ze sobą w kółeczku ludzi, którzy z perspektywy osoby z zewnątrz – czyli mojej – wyglądają na ultra ziomków zżytych ze sobą bardziej niż bliźniaki syjamskie, przyprawiał mnie o zimne poty, wrzące dreszcze i kołek wielkości łokcia w gardle. Stan kompletnego zdeprymowania trwał do momentu, aż któregoś dnia ja nie znalazłem się po drugiej stronie. Czyli, aż nie doszło do sytuacji, że to ja byłem osobą w kółku różańcowym, do której podbija ktoś z zewnątrz. I aż nie uznałem, że to totalnie normalne zachowanie. Więcej! Że to zachowanie wzbudzające szacunek, że ktoś nie stał jak ciota, tylko przełamał się i odważnie wszedł w grupę nieznanych mu ludzi. Respekta!

Zasadniczo działa tu ten sam schemat co wcześniej – przywitanie się + komplement + pytanie na łączący Was temat –  przy czym należy pamiętać o jednej bardzo, ale to bardzo ważnej rzeczy. Ważniejszej nawet niż terminowa spłata zadłużenia na karcie kredytowej. Uwaga, uwaga, wszyscy gotowi? Podaję hasło: NIE WOLNO ROZPIEPRZAĆ TRWAJĄCEJ ROZMOWY! Pod żadnym pozorem! Nie ma nic gorszego niż jakiś nieznajomy neandertal, który w środku pasjonującej dyskusji o naturalnych metodach antykoncepcji, wcina Ci się w słowo z gówno-Cię-obchodzącą-kwestią zupełnie nie związaną z tematem. To całkowicie psuje atmosferę i sprawia, że jedyne o czym myślisz, to wbicie nożyczek w oko takiemu natrętowi, ale ze względu na konsekwencje karne ograniczasz się do ekspresowego spławienia go.

Jeśli osoba z grupki dyskusyjnej akurat się wypowiada lub wypowiedź innej osoby jest adresowana do niej, to poczekaj, aż konwersacja przeniesie się na innego członka zgromadzenia i wtedy podejdź. To działa. Serio. Metoda testowana na zwierzętach.

Podsumowując cały ten wywód o poznawaniu ludzi: bądź miły i zainteresowany drugą osobą, ale nie nachalny.

 

Jak poznawać blogerów?

Tak samo jak ludzi.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Hometown Beauty

Wysypka i ból stawów – co to może być?

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Scanmed

Mieliście kiedyś wysypkę? Podejrzewam, że tak, bo chyba każdemu jako dzieciakowi zdarzyło się przypadkowo coś załapać i pokryć się czerwonymi krostami. Mnie to spotkało raz w przedszkolu, raz podstawówce i kilka razy 2 lata temu, gdy nagle okazało się, że w wieku 25 lat dostałem uczulenia na słońce. Świetnie, co? I od zeszłego tygodnia mam to znowu, ale opcja podrażnienia przez intensywne opalanie odpada, bo plamki są na prawym boku – od pachy do uda. Czyli w miejscu, do którego, jak to się pięknie mówi, słońce nie dochodzi. Dochodzi za to woda z mydłem – więc proszę mi tu nie sugerować higienus sklerozius – i mimo, że próbowałem to wyszorować, to od zeszłej środy nie schodzi. I to mega dziwne, bo dzień wcześniej w zasadzie nie wychodziłem z domu, ani nie jadłem nic niezwykłego i nawet udało mi się położyć przed północą, co ostatni raz miało miejsce chyba w gimnazjum. Mimo to, obudziłem się lekko osłabiony i zmęczony. I z tym czerwonym czymś na ciele, co zdecydowanie nie jest plamami po winie.

Ktoś ma jakiś pomysł co to może być?

Zasięgnąłem porady specjalisty w każdym temacie – Doktora Google – i fachowcy z forum Gazeta.pl zasugerowali, że te tajemnicze krosty na ciele to „łupież różowy Giberta”. Czyli „choroba skóry o łagodnym przebiegu, cechująca się zmianami rumieniowo-złuszczającymi w obrębie skóry tułowia” jak mówi Wikipedia, wspominając przy okazji coś o wirusie ludzkiej opryszczki.

Szukając dalej co to może być, na tym samym forum ze specjalistami od wysypek, znalazłem coś o „reakcji skórnej na pasożyta”. W sensie, że niby co? Mam w sobie małego obcego, który wszedł mi przez usta podczas snu i teraz rozwija się żywiąc moim pokarmem i wnętrznościami w oczekiwaniu na moment, aż będzie na tyle dojrzały, by mnie zjeść od środka? Albo rozszarpać wychodząc przez brzuch? Czy ta „reakcja skórna na pasożyta” to po prostu konsekwencja spędzania zbyt dużej ilości czasu z ludźmi, którzy sępili ode mnie browara? Mam nadzieję, że jednak chodzi o to drugie, bo nie chciałbym, żeby Ridley Scott nakręcił kolejną część swojego sztandarowego filmu w oparciu o moją historię

Na szczęście jeden z forumowiczów wrzucił info jak sobie z tym poradzić – „najlepiej dać doraźnie Dexaven i jakiś Telfast” napisała delinka79. Rocznik ’79 w nicku wzbudził moje zaufanie, w końcu ktoś po trzydziestce przecież nie może się mylić. Na wszelki wypadek jednak zgooglowałem oba lekarstwa. Przy opisie Dexavenu przeczytałem, że stosowany jest gdy występują „stany bezpośrednio zagrażające życiu” i szczerze mówiąc delikatnie mnie to zaniepokoiło. To zaczerwienienie na skórze faktycznie wygląda przypałowo i na basenie nawet moje zabójcze, ultra obcisłe slipy kąpielowe mogłoby nie odwrócić od niego uwagi, ale czy to już stan bezpośrednio zagrażający życiu?

No nie wiem, czułem, że jednak bez zażywania tego wciąż będę żył, więc pogrzebałem jeszcze trochę i znalazłem kolejne sugestie:

może to wskazywać na łuszczycę krostkową

rumień zakaźny

Szkarlatyna? Rozważ to, jeśli wysypka wygląda jak czerwona gęsia skórka (pod ręką jak piasek przylepiony do skóry).

ja wiem co to jest:to jest łupierz pstry i dlatego masz takie objawy żeby pozbyć się tego na zawsze musisz przestrzegać ściśle higieny to się nawraca co jakiś czas jak tego nie wyleczysz i to jest zarażliwe   clotrimazol to jest lek który ci pomoże albo pevaryl 1% też ci pomoże wcieraj to codziennie w miejsca zarażone i nie nakładaj po kąpieli tych samych ubrań wszystko pierz i sie pozbedzierz tego …..powodzenia życzę

Liczba wariantów mocno mnie skołowała i poczułem się zaniepokojony nieco bardziej niż delikatnie, zwłaszcza tym błędem ortograficznym w ostatnim zdaniu, a sytuacji nie polepszył fakt, że dzisiaj w trakcie zwlekania się z łóżka zaczęły mnie boleć stawy. Ot tak, same z siebie. Podejrzane, co? Zwłaszcza, że wczoraj nie podejmowałem jakiegoś specjalnego wysiłku fizycznego – konkretnie to żadnego – a tu jednak kolanka i ramionka bolą.

Sprawa zrobiła się naprawdę nieciekawa, więc przestałem zajmować się nią na pół gwizdka i wziąłem się do porządnego googlowania, bez omijania stron z wyjątkowo głupimi domenami. Bo przecież nawet na mamuskileczawrastajacypalecapapem.prv.pl może być coś sensownego, co akurat mi pomoże.

Jednak nie musiałem się zapuszczać aż tak daleko. Już pierwsze wyniki po wpisaniu w wyszukiwarce “wysypka i ból stawów” zmroziły mi krew w żyłach. Jeden z nich sugerował, że te dolegliwości występują przy boreliozie – wieloukładowej chorobie zakaźnej biorącej się z wymiocin kleszczów – a drugi, że to białaczka! Rozumiecie? BIA-ŁA-CZKA! Nie grypa, nie angina, nawet nie astma, tylko B-I-A-Ł-A-C-Z-K-A! Nowotwór, kumacie? Rak! R-A-K!

W obliczu tak poważnego zagrożenia, wolałem nie ryzykować i wziąłem wszystkie leki zalecane przez internautów. W końcu, któryś z nich powinien pomóc.

Tak naprawdę ta sytuacja nie miała miejsca, a była jedynie częścią kampanii społecznej „Internet nie leczy”, organizowanej przez Scanmed – sieć przychodni lekarskich. Moim zadaniem było na podstawie podanych objawów – kilkudniowej wysypki na prawym boku i pojawienia się bólu w stawach – oraz przy uwzględnieniu mojego wieku i stylu życia, za pomocą internetu ustalić co mi jest. Czyli zdiagnozować się u Doktora Google. A następnie porównać to z opinią prawdziwego lekarza.

Co mi powiedział internet, to już wiecie, natomiast opinia lekarza o moim stanie zdrowia i widmie białaczki była ciut inna.

Najbardziej oczywistą diagnozą objawów może być przemęczenie lub zły tryb życia. Wysypka może być również wynikiem stresu, ale może też nic nie oznaczać, gdyż może być podrażnieniem mechanicznym lub wynikiem użycia nowego proszku do prania. Ból stawów z kolei może być również spowodowany zmęczeniem albo tym, że jest jesień i zmienia się wilgotność powietrza. Sam ból stawów, jeśli przyjmiemy, że pozostałe objawy były tylko przypadkowe, może też być oznaką reumatyzmu, jednak lekki ból stawów, a w zadaniu nie wspominaliśmy, że trwał tygodniami, może minąć po jednym dniu. Podsumowując, najprawdopodobniej to po prostu stres i przemęczenie, jednak bez badania nie da się jednoznacznie tego stwierdzić.

Jak widzicie, tezy znalezione w sieci to stwierdzenia wyssane z palca, a często z innej, nieco większej części ciała, dlatego zawsze powinno się chodzić z dolegliwościami do lekarza w przychodni, a nie do Doktora Google. Pisząc to czuję się jakbym wygłaszał oczywistą oczywistość pokroju “woda jest mokra” albo “lajki na Facebooku nie pomagają uchodźcom”, ale badania pokazują, że nie dla wszystkich jest to takie oczywiste.

scanmed_2

Mimo, że moja historia, a raczej metoda leczenia się, była fikcyjna, to w wielu przypadkach jest prawdziwa. I prawdziwe są też powikłania wynikające z zażywania niewłaściwych, czy w ogóle niepotrzebnych leków. Z perspektywy dorosłej, świadomej osoby trudno uwierzyć, że naprawdę ktoś swój stan zdrowia powierza anonimowym hydraulikom, licealistkom, konserwatorom powierzchni płaskich, czy nudzącym się ciężarnym, chowającym się za awatarami, ale okazuje się, że faktycznie tak jest. I że robi to naprawdę wiele osób.

scanmed_1

Dr Google i wypowiedzi na forach to nie Dr House, ani nawet Dr Lubicz. Internet nie leczy.