Close
Close

Męskie zachowania, które nie pasują kobietom

Skip to entry content

Tydzień temu pisałem o kobiecych zachowaniach, które nie pasują mężczyznom. W komentarzach były głosy negujące moje obserwacje typu „to ktoś tak robi? nie wiedziałam”, „ja, ani żadna moja koleżanka nigdy tak nie zrobiłyśmy, a nawet jeśli to na pewno dla żartu” i „chyba jestem facetem, bo tak nie robie, hehe”, co jest standardem przy opisywaniu jakichkolwiek damskich poczynań. Bo oprócz tego, że każda jest „ponad to”, cokolwiek by to nie było, to przede wszystkim każda jest inna, wyjątkowa, nietuzinkowa i unikalna jak płatek śniegu i pod żadnym pozorem nie można jej przyrównywać do jakiejkolwiek innej babki.

Poza manifestacją bycia inną niż inne, pojawiło się też kilka sugestii, żebym napisał bliźniaczy tekst o facetach. Czyli o męskich zachowaniach, które nie pasują kobietom. Mimo, że kolesi zdarza mi się obserwować z nieco mniejszym zamiłowaniem niż laski, to coś tam o nich wiem. Nie boję się wyzwań, więc podjąłem rękawicę i oto przed Wami odbicie piłeczki z zeszłego poniedziałku – zbiór męskich zachowań, które nie pasują kobietom.

Chodzenie w dresach po mieście: czy w ogóle w adidasach poza salą gimnastyczną i jakimkolwiek obiektem niezwiązanym z aktywnością fizyczną. Kiedyś sport-obuw i bawełniane dresy w przestrzeni publicznej były domeną tylko i wyłącznie facetów… ale od jakiegoś czasu mamy streetwear i tabuny lasek w sneakersach. Które, zarówno buty, jak i dresy, pasują im.

Ścinanie się na krótko: jak byłem dzieciakiem podział był prosty – człowiek z długimi włosami to kobieta, człowiek z krótkimi to chłopak. W podstawówce nikt by nie wpadł na to, żeby płeć rodzącą ścinać na mniej niż 10 centymetrów, bo nie było takiego przewinienia, którego mogłaby się dopuścić, żeby aż tak ją oszpecić. Natalia Przybysz z SiStars i Amber Rose nie tylko udowodniły, że łyse kobiety nie są pasztetami, ale że mogą być bardziej pociągające niż ich długowłose koleżanki.

Bekanie: biorąc pod uwagę, że tylko gówniarze i neandertale bekają przy innych, to faktycznie to zachowanie nie pasuje kobietom. Tyle, że mężczyznom też nie.

Branie numeru telefonu: to facet jest łowcą, a laska zwierzyną. Koniec i kropka. Nie da się odwrócić tej sytuacji. Bo chyba nie wyobrażacie sobie, że to jakaś sztuka podbija do gościa, zagaduje, a potem podaje mu komórkę, żeby wpisał jej swój numer telefonu? Ja też nie. Bo nie musiałem sobie jej wyobrażać. Kilkukrotnie byłem uczestnikiem takiej sytuacji i mimo, że nie jest to norma, to nie ma nic niewłaściwego w dziewczynie inicjującej i domykającej podryw. To tylko dodaje pikanterii.

Wyrywanie na jednorazowy numerek: czy kobieta mogłaby traktować relację damsko-męsko przedmiotowo? Czy pasowałoby jej bycie zimną suką ściagającą faceta do siebie do mieszkania, tylko po to, żeby zaspokoił jej potrzeby seksualne? Czy mogłaby na drugi dzień po prostu zapomnieć o jego istnieniu i w kolejny weekend powtórzyć proceder? Pojedźcie do Słonecznego Brzegu na wakacje to się przekonacie, że tak. Albo po prostu pójdźcie do klubu dla nie-studentów.

Przeklinanie: damie nie przystaje. No dobra, żartowałem, nie znam przedstawicielki płci żeńskiej, która by nie rzuciła mięsem raz na jakiś czas. A nie zadaję się tylko z wegetariankami.

Bicie się: faceci jak mają jakiś problem, to dadzą se po strzale i jest spokój. Babki zaczną ciągnąć za kudły, a potem obrobią dupę tej drugiej przed znajomymi. Pranie się po mordach do krwi i złamanych paznokci faktycznie nie jest popularne, ale jak pokazuje sukces kobiecego wrestlingu i walk w kisielu, nie jest to coś od czego chcielibyśmy uchować swoje oczy.

Cholera, naprawdę starałem się znaleźć coś, co robiliby faceci, a co byłoby zdecydowanie rażące, przynajmniej w naszej kulturze, jeśli przejęłyby to kobiety, ale nie znalazłem takiego zachowania. I obawiam się, że po prostu nie istnieje, bo przez ciągłe dążenie do zrównania płci akceptujemy u kobiet wszystkie kalki z zachowań mężczyzn. Zarówno upodabnianie się fizyczne jak i behawioralne do samców przechodzi w zasadzie bez większego echa, czego najlepszym przykładem jest ostatnia moda na rysowanie sobie wąsów przez laski na imprezach.

Pytanie „czy to dobrze?” pozostawiam otwarte.

(niżej jest kolejny tekst)

Cotygodniowy Przegląd Internetu #43: edukacja seksualna w Polsce, nowy film Tarantino i Joan Cornellà

Skip to entry content

W ciągu mijających 7 dni wszyscy żyli wiadomym tematem i w 43 odcinku CPI również się on pojawia, ale szczątkowo, bo uważam, że należy zachować jakiś umiar w tej materii. Ja prywatnie ekscytowałem się nowym lokum i tym, że w końcu wszystko udało mi się przewieźć, rozpakować i poukładać. To znaczy wszystko poza garniturem, o którym oczywiście zapomniałem. Nie zapomniałem za to sprawdzić, co działo się w sieci poza międzynarodowym problemem. A trochę tego było.

Masz prawo być nieidealna: od blogerek modowych, czy w ogóle ludzi internetu, którzy pojawiają się na świeczniku, oczekuje się, że będą perfekcyjni. Że ich ciała będą obiciem kanonów piękna przedstawianych w filmach reklamowych, a są przecież zwykłymi ludźmi. Trafny tekst o tym, że tym trochę bardziej znanym często nie pozwala się być nieidealnym.

Jak edukuje się seksualnie w Polsce? Świetna rozmowa na temat lekcji “wychowania do życia w rodzinie” prowadzonych w szkołach z przedstawicielką Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Mimo długich zawoalowanych nazw gadka jest bardzo rzeczowa i treściwa.

Przestań wreszcie marzyć: i zacznij działać. Bo wieczni marzyciele ciągle gadający o swoich wielkich snach, a lokujący ich realizację w “kiedyś”, wkurzają bardziej niż kminek w chlebie.

Mężczyźni wolą króliczki: zabawny dialog o tym, że seks jest lepszy kiedy z partnerem możesz, i przede wszystkim chcesz, również porozmawiać. Przed, po albo zamiast.

Pohamuj swój entuzjazm: lub też bardziej poetyckie “nie zesraj się”, nie jest najbardziej wyczekiwanym komentarzem, gdy uzewnętrzniasz swoją radość i cieszysz się z małych rzeczy. Z dużych zresztą też.

Jak wygląda obóz przejściowy dla uchodźców w Röszke? Konrad Kruczkowski z Halo Ziemia i Jakub Górnicki z Podróżniccy pojechali to sprawdzić. Szacunek dla chłopaków za inicjatywę i zaangażowanie.

Jak dobry utwór można spieprzyć tragicznym refren? Niestety właśnie tak. Zeusem jaram się od epki “Muzyka ofensywna” i jest jednym z najlepszych raperów w kraju, ale ten discopolowy wokal i przejście w refrenie jest totalnie asłuchalne. Może chociaż gdyby ta laska tak nie fałszowała dałoby rade przesłuchać bez ściszania.

Co Ty niby wiesz o szpagatach, ziomeczeku? Dopóki nie rozłożysz nóg na płasko z miejsca w metrze, to nic.

SPLITTING NEW YORK (follow me on Instagram: @LoganPaul)

Posted by Logan Paul on 29 sierpnia 2015

 

Nowy film Quentina Tarantino! “Nienawistna ósemka” lub lepiej brzmiące w oryginale “The Hateful Eight”. Po pierwszym zwiastunie już widzę, że to będzie kozak i że tegoroczna zima będzie gorąca! Czekam z odliczonym hajsem na bilet w łapie!

Klip tygodnia: bardzo przyjemny teledysk, który mimo, że cały nagrany tylko na 7 ujęciach, to bez porównania ciekawszy od animacji, gdzie co wers jest zmiana kadru. Oprócz tego sporo punchline’ów i bardzo ładne hasztagi. Ładniejsze niż u niejednego niuskulowca.

Damska stylówka tygodnia: ta stylówka to ostatni powiem lata. W przyszłym tygodniu pewnie będą już jakieś płaszcze, a co najmniej swetry. Dlatego docencie DaisyLine za taki ładny, letni kombinezon z odkrytymi ramionami i nogami.

daisy line

 

Męska stylówka tygodnia: niestety, ale brak. Nie było nic, ale to zupełnie nic ciekawego na męskich blogach modowych w tym tygodniu. Jak uważacie inaczej i chcecie mnie wyprowadzić z błędu, to zapraszam do komentarzy.

 

Fanpage tygodnia: grafikę poniżej z pewnością kojarzycie bo wielokrotnie latała skradziona po Fejsie, dlatego warto zapoznać się z profilem autora. Niepokojące, psychodeliczne, a przy tym wyjątkowo zabawne mini-komiksy to coś, co naprawdę warto mieć polubionego. Po odkryciu tego miejsca w sieci przeklikiwałem kolejne grafiki przez dobre pół godziny i nie trafiłem na ani jedną słabą. Respekta.

http://joancornella.bigcartel.com/product/selfie’Selfie’ Limited edition poster. 11.7” × 11.7”15€

Posted by Joan Cornellà on 21 sierpnia 2015

 

Ogłoszenie parafialne: w nowym mieszkaniu mam zdecydowanie większą przestrzeń niż w poprzednim i chodząc z zamkniętym oczami po moim pokoju jest nawet szansa, żeby się zgubić. Dlatego doszło do mnie, że mogę zrealizować małe marzenie z dzieciństwa, a mianowicie, kupić sobie rzutnik i zrobić prywatne kino domowe. Zupełnie nie znam się na rzutnikach, tudzież projektorach, i nie wiem co jest istotne przy wyborze takowego, a co nie, a tym bardziej ile taka zabawka powinna kosztować. Jeśli więc ktoś z Was operuje wiedzą na ten temat, to będę wdzięczny za wszelkie info, a zwłaszcza za polecenie konkretnego projektora do domowego użytku.

Prosta odpowiedź na pytanie: “Czy powinniśmy przyjąć uchodźców z Syrii?”

Skip to entry content

Od kilkunastu dni wszyscy żyjemy sprawą uchodźców z Syrii i problematyczną decyzją przed którą stanęliśmy jako społeczeństwo: przyjąć ich czy nie? Wydawałoby się, że odpowiedź dla osób o wyrazistych poglądach jest dość oczywista – prawicowcy mówią „won z nimi”, a lewaki otwierają ramiona. Jednak prawicowi narodowcy są najczęściej zadeklarowanymi katolikami, a przecież pismo święte mówi by miłować bliźniego swego jak siebie samego i na Wigilii zostawić wolne miejsce dla zbłąkanego wędrowca. Pojawia się więc zgrzyt. Lewaki z kolei, mimo, że starają się ignorować wszelkie kontrargumenty, dopuszczają do siebie doniesienia o istnieniu terrorystów wśród muzułmańskich przybyszów. Również zgrzyt.

To dylematy ludzi o skrajnych, wyrazistych poglądach. Jak z kolei spojrzenie na tę sprawę wygląda u osoby, która na co dzień nie opowiada się za jedną konkretną opcją polityczną? Na przykład u mnie?

Z jednej strony, każdego człowieka szkoda. No dobra, może nie każdego, bo jestem w stanie przywołać w głowie sylwetki osób, których śmierć mógłbym uznać za uzasadnioną, ale większości ludzi nie należy się życie w strachu, czy egzystencja w nieludzkich warunkach. Zwłaszcza tym zupełnie niewinnym, czyli dzieciom. Słysząc o rodzinach koczujących na dziko bez dostępu do wody i jedzenia budzi się we mnie wrażliwość i potrzeba pomocy, i siedząc z gorącą herbatą, w kapciach przed komputerem uwiera mnie w boku przekonanie, że silniejszy powinien pomóc słabszemu, a obojętność dobrego człowieka pozwala tryumfować złu.

Z drugiej strony, wyznaję zasadę, że najpierw powinno się zadbać o lokalne podwórko, a dopiero później wybierać się na koniec świata z niesieniem pomocy. Czy u nas, w Polsce, nie ma rodzin żyjących na skraju ubóstwa? Czy choćby w Krakowie, nie ma osób żyjących w permanentnej biedzie, którym potrzebna jest pomoc? W squatach, w barakach z dykty, w przepełnionych domach dziecka? Czy nie powinniśmy się zająć w pierwszej kolejności swoimi, bieżącymi problemami, zanim będziemy okazywać miłosierdzie egzotycznym nieznajomym?

Z trzeciej strony, uchodźcy wyrywają się z paszczy wojny, gdzie istnieje bezpośrednie zagrożenie utraty życia, więc trudno stopniować, że czyjaś śmierć jest mniej lub bardziej ważna. Jeśli jesteśmy w stanie im pomóc przeżyć, to powinniśmy to zrobić.

Z czwartej strony, do jakiego stopnia powinna sięgać nasza pomoc? Czy tylko ograniczyć się do wpuszczenia ich na teren Polski? Czy do zorganizowania im dachu na głową i pożywienia? Czy może jeszcze dalej – do zapewnienia pełnoprawnych mieszkań i regularnej pracy? Czy może nie do dawania im przysłowiowej wędki, a tylko ryb, dopóki sytuacja w ich kraju się nie uspokoi? Czy jako społeczeństwo stać nas na to w sensie finansowym? A jeśli nie stać, to powinniśmy wystosować oficjalny komunikat „przepraszam, ale musicie umrzeć, bo nie mamy na tyle funduszy, by wam pomóc, a nie chcemy się zadłużać”?

Z piątej strony, ile z tych osób jest uchodźcami, a ile zwykłymi imigrantami? Ile z nich, wykorzystując okazję, chce się po prostu tu przenieść po lepszą pracę? Co stanie się z miejscami pracy dla Polaków, prawowitych mieszkańców tego kraju, gdy rynek zaleje tania arabska siła robocza? Masowe zwolnienia, wzrost bezrobocia? Albo jeszcze gorzej, co jeśli ci imigranci chcą się tu osiedlić tylko po to, żeby żerować na socjalu? Z naszego budżetu?

Z szóstej strony, przecież Polacy to samo od lat robią w Wielkiej Brytanii. Czy nie powinniśmy przyjąć syryjskich imigrantów i pozwolić im się tu osiedlić, tak samo jak Anglicy pozwalają Polakom?

Z siódmej strony, to przecież muzułmanie, wyznawcy islamu, jakie są szanse, że po wpuszczeniu ich do Polski będą chcieli się asymilować z nami i naszą tradycją opartą na katolizcyźmie? W innych krajach wygląda to różnie i często mimo upływu lat azylanci nie chcą się integrować z miejscową ludnością, ani nawet uczyć jej języka, tylko żyją w swoich gettach. Ale to pół biedy. Co jeśli nie tyle nie będą chcieli się asymilować, co po prostu zaczną z nami walczyć? Wśród nich mogą być przecież terroryści, którzy tylko czekają aż dostaną się do takiej Galerii Krakowskiej, czy metra na Marszałkowskiej i zdetonują bombę w godzinach szczytu. Co wtedy?

Z ósmej strony, tak jak posiadanie penisa przez mężczyznę nie jest równoważne z gwałceniem, tak inny kolor skóry i wyznawanie innej religii nie jest automatycznie powiązane z zamachami.

Czy w takim razie powinniśmy przyjąć uchodźców z Syrii?

Jak widzicie, próbowałem znaleźć jednoznaczną odpowiedź na to pytanie, ale jej nie znalazłem i obawiam się, że takowa nie istnieje. Nie mam pojęcia jak ustosunkować się do tej sprawy i jakie podejście jest słuszne, a mam wrażenie, że od wszystkich nas się tego oczekuje. Wyczuwam presję jakoby każdy z osobna musiał się określić „jestem za – ratujmy ich” albo „jestem przeciw – wynocha do siebie”, bo tak trzeba. A przecież każdy z nas ma prawo powiedzieć „nie wiem”. Żyjemy w czasach kiedy trzeba mieć sprecyzowane zdanie na każdym temat, a przecież zajęcie stanowiska wobec wielopłaszczyznowego międzynarodowego konfliktu, to nie to samo co stwierdzenie „lubię te nowe czipsy o smaku krewetek” albo „muzyka Sarsy jest bardziej do dupy niż dziecięce czopki”.

Pamiętajmy o tym, że możemy powiedzieć „nie wiem” i czasem jest to najlepsza odpowiedź jakiej można udzielić. Przynajmniej w danym momencie.