Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #47: Maciej Stuhr, ksiądz gej i CeZik

Skip to entry content

(satyryczna ilustracja autorstwa Oli z “Jak lampart pazurem”

Kto śledzi na Snapchacie mój poranny program informacyjny (kanał: panstayfly), ten dość dobrze wie, co działo się w tym tygodniu i dzisiejszy “Cotygodniowy Przegląd Internetu” nie będzie dla niego wielkim zaskoczeniem. Aczkolwiek nie znaczy, że nie dowie się niczego nowego, bo mijający tydzień to zdecydowanie więcej niż te 5 tematów, o których gadałem na wideo. Dużo więcej. Co konkretnie?

Branżowa modomowa: kolejny odcinek słowniczka z modowymi pojęciami. Tym razem wytłumaczone zostają takie hasła jak “pin-up”, “haute couture”, czy “pret-a-porter”, którego znaczenie od dawna mnie zastanawiało, ale byłem zbyt leniwy, żeby zgooglować.

Księżniczki z bajek Disneya jako hot-dogi: nie wiem, czy tu trzeba dodawać coś więcej, po prostu Arielka została parówką.

37 pytań o piwo: zbiór merytorycznych odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania na temat najpopularniejszego w Polsce alkoholu.

Usuwanie robaków z ubrań w “elitarnym” budynku Rezydencji Foksal: czyli sposób w jaki zemścił się jeden z najemców na wspólnocie mieszkaniowej, za uniemożliwienie mu otwarcia lokalu gastronomicznego na jednym z luksusowych warszawskich osiedli.

Najgorsze co możesz dać kobiecie to czas: dość dobrze wytłumaczone zjawisko, którego kilkukrotnie byłem naocznym świadkiem. Mianowicie, jeśli kobieta ma za dużo czasu na myślennie, to prawie na pewno wymyśli coś głupiego.

Genialny rebranding opakowań mleczka w tubce: podesłała jedna z czytelniczek pod tekstem o “chemii z dzieciństwa, którą kochaliśmy” i momentalnie zakochałem się w tych projektach! Są prześliczne, kupowałbym na potęgę mleko zagęszczone w takich tubkach!

7 grzechów głównych knajp na Fejsie: celne wypunktowane nieogarnięcia mikroprzedsiębiorców gastronomicznych i tego, jak nie potrafią zadbać o wizerunek swojego biznesu.

Ksiądz ujawnia, że jest gejem: konkretnie ksiądz Krzysztof Charamsa ujawnia, że jest gejem w związku z drugim mężczyzną, co robi z niego turbo hipokrytę, a całe zamieszanie wokół upublicznienia swojej orientacji robi po to, żeby wypromować swoją książkę. Mimo to, wmanipulowanie poważnych, zasięgowych mediów w to, że każdy z nich dostanie sensacyjną informację na wyłączność, było na tyle zabawne, że nawet się na niego nie gniewam.

Maciej Stuhr jako Dorota Wellman: przeprowadza wywiad z samym sobą i jest prześmieszny. Chętnie oglądałbym jego kanał na YouTube, gdzie parodiowałby celebrytów, bo wyszło mu to świetnie.

W krzyżowym ogniu pytań Doroty

Posted by Maciej Stuhr on 5 października 2015

Star Trek przerobiony: przez Dema. W charakterystyczny dla niego absurdalnie absurdalny sposób.

Klip tygodnia: oficjalnie i publicznie stwierdzam, że CeZik jest przegeniuszem! Ten gość ma taką wyobraźnię jak wszyscy polscy reżyserzy i muzycy razem wzięci! Czujecie, że każdy dźwięk w tym miksie pochodzi z jego ust i nie ma tu ani pół instrumentu? I że każda z postaci w klipie to on? Co znaczy, że każde ujęcie musiał nagrywać z pińcset razy i pewnie poświęcić miesiąc na montaż? SZACUN!

Fanpage tygodnia: kiedy trafiłem na ten profil, w pierwszym momencie pomyślałem, że to tania podróbka “Sztucznych fiołków”. Na szczęście przetrzymałem to pierwsze wrażenie i zagłębiłem się bardziej w “Średniowieczne memy”, znajdując całą kopalnię retro-awangardowej beki. Świetne, popkulturowo-chamskie dialogi dołączane do, z pozoru nieśmiesznych, obrazów sprzed wielu stuleci. Kozak!

Ogłoszenie parafialne: jak pewnie zdążyliście już zauważyć, na bloga wjechał nowy szablon, który nie jest wolny o niedociągnięć i błędów. Póki co zbieram niedoróbki do poprawki, które zostaną ogarnięte w przyszłym tygodniu, więc jeśli widzicie, że coś nie hula, to piszcie śmiało. A jak wszystko hula i jest zajebiście, to też nie krępujcie się tego wyrazić. Wcale się nie obrażę.

(niżej jest kolejny tekst)

3 lata w AirMaxach – czy warto wydać 500zł na buty?

Skip to entry content

Nike AirMax 90 chciałem mieć od bardzo dawna. Konkretnie to od momentu kiedy pojawiła się polska edycja „Yo! MTV Raps” i zobaczyłem je na jakimś klipie amerykańskich raperów. Wyglądały zajebiście, kolesie, którzy w nich rapowali też wyglądali zajebiście i muzyka, którą grali była zajebista, więc biorąc pod uwagę, że od 6-tej klasy podstawówki byłem zajarany hip-hopem i nie widziałem poza nim świata, musiałem je mieć. Tyle, że wtedy w Polsce były nie do dostania. No może w jakimś turbo wygrzany skateshopie w Warszawie na specjalne zamówienie, ale na pewno nie w Sosnowcu.

Gdy w końcu zaczęły pojawiać się w Polsce i nie trzeba było męczyć się ze ściąganiem ich z USA, ich cena wahała się między 500 a 600 złotych. Czyli była równowartością ¼ ówczesnej średniej pensji. Przeciętny Polak, żeby pozwolić sobie na jedną parę sportowych butów musiał pracować cały tydzien. Biorąc pod uwagę, że w tamtych czasach mój miesięczny budżet wynosił 1000zł, z czego musiałem opłacić mieszkanie, w sensie pół pokoju w lodowatej ruderze, jedzenie, bilet miesięczny i wygospodarować coś na tak zwaną „kulturę i rozrywkę”, chyba nie muszę Wam tłumaczyć czemu nie mogłem sobie na nie pozwolić?

Stać mnie na takie fanaberie było dopiero 3 lata temu, kiedy zarobiłem pierwszy hajs na blogu. Jak tylko przyszedł przelew, wyparowałem do sklepu Nike w Galerii Krakowskiej, poprosiłem o rozmiar 43, zapłaciłem i wyszedłem w nich dumny jak paw, unosząc się jak Fisz 30 centymetrów ponad chodnikami. Czułem się jakbym miał urodziny albo jak wtedy, gdy mama w podstawówce włożyła mi wyczekiwany zamek z Lego pod poduszkę i zamiast spać, składałego do 2 w nocy. Bardzo, ale to bardzo się jarałem, że po latach, za własne pieniądze zrealizowałem to nastoletnie marzenie.

Obecnie jest straszna moda na te buty i podejrzewam, że wielu z Was zastanawia się nad ich zakupem, dlatego, w związku z tym, że przeżyliśmy już kilka sezonów, pomyślałem, że odpowiem na pytanie: czy warto wydać 500zł na AirMaxy?

Wygląd

3 lata w AirMax 90

Będę wyjątkowo nieobiektywny, bo 90-tki trwale wpisały się w hip-hopową kulturę, w której byłem od wieku nastoletniego i zawsze mi się podobały. Mimo, że ich bryła, przez poduszkę powietrzną w podeszwie, jest bardzo charakterystyczna, to mało jest rzeczy do których nie pasują. Komponują się zarówno z jeansami, czy sztruksami o regularnym kroju, dresami, joggerami, leginsami, czy nawet spódnicami. Chyba jedyne do czego nie pasują to spodnie w kancik i suknie. Innymi słowy, wyglądają świetnie i są wyjątkowo uniwersalne.

Wygoda

Uwielbiam lekkie buty i bardzo dobrze czuję się w Cortezach, jeszcze lepiej w Pre Montrealach, a najlepiej w Rosherunach albo w ogóle espadrylach. Przy czym te ostanie średnio nadają się do poważniejszych wędrówek. AirMaxy są cięższe od wszystkich wyżej wymienionych, ale wciąż nie czujesz, że coś Ci ciąży na stopach. W środku są miękkie i mimo, że mają dość sztywną konstrukcję to nie powodują dyskomfortu przy wyginaniu stopy – gdybyście wpadli na pomysł, żeby wpisnać się w nich po skałach, czy coś.   Co do samego chodzenia, to przez wspomnianą wcześniej poduszkę powietrzną w podeszwie, amortyzują nierówności podłoża, podskoki, czy bieg, co jest naprawdę spoko opcją. Nie polecam w nich jakoś wyczynowo uprawiać sportu, bo to jednak będzie za mało, ale przy codziennym użytkowaniu i dobieganiu na autobus, sprawują się bardzo dobrze.  

Wytrzymałość

3 lata w Nike AirMax Po 3 latach naprawdę intensywnego użytkowania poziom zużycia jest niewielki. W zasadzie ślady eksploatacji widać tylko przy pięcie, przy czym lekkie starcie się podeszwy, małe ubytki w gumie i przetarcie się farby, to znikome zniszczenie. Skóra, co najważniejsze w tego typu butach, nigdzie nie pękła, ani bardzo widoczne się nie zdeformowała. W środku, mimo, że od kupna ściągam i zakładam je bez rozsznurowywania, nie zrobiła się żadna dziura, gąbka nie wyleciała, a jedynie w jednym miejscu materiał lekko się wykruszył. Więcej, mimo tego, że buty czyściłem piorąc je w pralce, w żadnym miejscu nie puścił klej, ani nie nastąpił żaden inny defekt od środków chemicznych. 3 lata w Air Max 90 Podsumowując, stan bardzo dobry minus, jakby to napisali allegrowicze z odznaką super sprzedawcy.  

Zastosowanie

 

Tu dochodzimy chyba do najważniejszego puntku. Skórzane 90-tki to dla mnie miejskie obuwie jesienno-zimowe i mimo, że nie z takim przeznaczeniem zostały stworzone, to w takiej funkcji sprawują się świetnie! Przede wszystkim są ciepłe (swoją drogą nie rozumiem jak ludzie mogą w nich chodzić latem), dzięki wysokiej podeszwie i skórze trudno przemakalne i lżejsze niż większość typowych „jesiennych” butów. Przez to, że u dołu jest ta gruba guma, wdepnięcie w kałużę, czy chodzenie po płytkim śniegu kończy się bez szwanku i nie rzucasz w przestrzeń kurew, gdy biegnąc na autobus wpadniesz w coś nieplanowanego.

Na jesienne słoty nadają się idealnie, na lekką zimę, jak na przykład ta w zeszłym roku, też całkiem nieźle. Odpadają, gdy spadnie tyle śniegu, że można budować igla i gdy jest na tyle ciepło, że nie trzeba zakładać kurtki wychodząc z domu.

Czy warto?

3 lata w Nike AirMax 90

Mimo że, żeby uchronić się przed całkowitym zalaniem ulic tymi buciszami, powinienem Wam powiedzieć, że są przereklamowane i szkoda na nie hajsu, to prawda jest inna. Tak, warto wydać pół tysiąca złotych na Nike AirMax 90, bo cena jest adekwatna do stylu, wygody i jakości. Polecam!

Chemia z dzieciństwa, którą kochałeś!

Skip to entry content

Ten wpis to powrót do słodkich czasów, kiedy jedliśmy syf i nikt się nie przejmował, czy to gluten, czy propan-butan i ile po tym przytyje. W codziennym asortymencie dostępnym w sklepiku szkolnym było tyle polepszaczy smaku i konserwantów, że każdy z nas powinien mieć “E” przed nazwiskiem. Hummus, guacamole, jagody goji i wchłanianie energii słonecznej? To już lepiej zalegalizować marihunaen. Przed Państwem największe przysmaki z czasów małoletnich, czyli chemia z dzieciństwa, którą kochaliśmy!

 

Cremona

śmietanka do kawy

Jedna z najpopularniejszych śmietanek do kawy, której nigdy w życiu nie wypiłem z kawą. Ani w ogóle nie przyjąłem jej w formie płynnej. Spożywana była w formie sypkiej, z torebki od razu do ust. Najczęściej kupowało się te mini-opakowania na 1-2 kawy za 20 groszy, ale pewnego razu, przy okazji jakiegoś 4-złotowego kieszonkowego, szarpnąłem się i kupiłem tę dużą 200-gramową paczkę. Wsypałem sobie tyle tej śmietanki do buzi, że w reakcji ze śliną zakleiła mi całą jamę ustną. Ale to było super!

 

Guma w kulkach

guma w kulkach

Po 5-ciu przeżuciach całkowicie traciła smak i twardniała, tak że o robieniu balonów nawet nie było sensu fantazjować, ale i tak kupowało się ją przy co drugiej wizycie w spożywczaku.

 

Vibovit

vibovit

Jestem przekonany, że został stworzony po to, by podświadomie uczyć mężczyzn gry wstępnej. Gdyby nie on, nie wiem, czy kiedykolwiek włożylibyśmy gdzieś pośliniony palec.

 

Zupka chińska

zupka chińska

Esencja śmieciowego żarcia. Glutaminian sodu, olej palmowy, wzmacniacze, spulchniacze i stabilizatory. Zawsze widząc skład tej atrapy jedzenia zastanawiam się, jak coś tak niezdrowego może być tak dobre. Mimo, że wiem ile syfu w tym jest, do dziś zdarza mi się zalać złocistego kurczaka albo krewetkową Vifonu.

 

Mleczko w tubce

mleczko w tubce

To chyba największy klasyk z dziecięcych lat. Nie mam pojęcia jaki ma związek z prawdziwym mlekiem, ani co autor miał na myśli tworząc je, ale to o smaku karmelowym było nie do zastąpienia przez jakiekolwiek inne słodycze. Gęste, turbo słodkie i ultra uzależniające. Po przebiciu aluminiowej plomby przy gwincie trzeba było wykazać się naprawdę nieziemską silną wolną, żeby przestać ssać i nie zeżreć całego przy pierwszym kontakcie.

 

Soczek w woreczku

sok w woreczku

Z sokiem to miało tyle wspólnego, co świnka morska z wodą i Ewelina z Warsaw Shore z muzyką, ale i tak był to najczęściej kupowany napój w trakcie przerw w podstawówce. Ze względu na formę opakowania, nie można było go po otwarciu po prostu schować do plecaka, czy odłożyć na później, tylko konieczne było spożycie od razu całego. Fakt, że ultra łatwo można go rozlać, był pretekstem do pierwszych pranków, bo w tych czasach mało rzeczy cieszyło równie, co widok kogoś z całą mokrą koszulką, po zupełnie-przypadkowym-popchnięciu. Wciąż trudno mi uwierzyć w to, że ktoś wpadł na tak głupi pomysł by sprzedawać napoje w workach.

Oranżadka w proszku

oranżada w proszku

Tak jak w przypadku Cremony, nie kojarzę ani jednego dzieciaka, który spożywałby ją zgodnie z zastosowaniem. Po co coś zalewać wodą, rozpuszczać i brudzić naczynia, jak można po prostu wysypać na język i pogryźć? Po kontakcie z wodą, jeszcze nie daj boże, okazałoby się, że nie jest tak wykręcająco-twarz-kwaśna jak na sucho.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Giang Hồ Thị Hoàng