Close
Close

“Spectre”, czyli jak spieprzyć Jamesa Bonda

Skip to entry content

Jamesem Bondem jaram się odkąd skończyłem 7 lat i babcia pozwoliła mi siedzieć z nią przed telewizorem po 20:00. Nagle okazało się, że to grające pudło ma coś więcej do zaoferowania niż poranne seanse „Miłości i dyplomacji” i wieczorne „Dynastii”. Że na przykład można zobaczyć w nim Seana Connery’ego robiącego fikołki w garniturze za dwajścia baniek, z którego kurz strzepują lepsze rakiety, niż te odkrywające literki w „Kole fortuny”. Typ zrobił na mnie większe wrażenie, niż łamiąca wiadomość skąd naprawdę biorą się dzieci, więc na każdą kolejną część przygód agenta 007, czekałem jak pary stosujące metodę kalendarzykową na okres.

I ze „Spectre” było tak samo. Mimo, że wyczekiwałem tego filmu jak Macierewicz wyjścia z szafy, to okazuje się, że niepotrzebnie. Bo nowy James Bond jest słaby.

 

Agent 007 został Iron Manem

Jaka była najważniejsza różnica między brytyjskim szpiegiem, a superbohaterami z komiksów Marvela? Że ten pierwszy jak dostał gaśnicą w łeb, to leciała mu z tego łba krew i tracił przytomność, a nie napierdalał niewzruszony na przód jak Terminator. Celowo piszę o tej różnicy w czasie przeszłym, bo w „Spectre” już nie mamy śmiertelnego człowieka, tylko niezniszczalnego Irona Mana, który może przyjąć dowolną liczbę ciosów, spaść z dachu walącej się kamienicy i nawet oddech mu nie przyśpieszy. Typ najwyraźniej po tym jak był chodzącym wrakiem i pół-emerytem w „Skyfall” przeszedł jakąś terapię hormonalną albo pożyczył szkielet z adamantium od Wolverine’a, bo nawet wpychanie mu wiertła w czaszkę nie robi na nim wrażenia.

 

Laski Bonda dawno nie były tak nijakie

Monica Bellucci w roli wdowy jest tak żadna, że można by zamiast niej wstawić Kasię Cichopek i tylko Polacy by się zorientowali. Blondyna, z którą buja się przez większość filmu, ani nie jest specjalnie ładna, ani nie ma żadnego wewnętrznego uroku w sobie, a jej seksapil sprowadza się do tego, że prawie potrafi strzelać z pistoletu i czasem coś mamrocze po francusku. Co w zasadzie brzmi jakby się najebała i miała problemy z mówieniem z otwartymi ustami.

 

Przeciwnicy bardziej wydmuszkowi niż Beata Szydło

To co mnie jarało w „Doktorze No”, „Jutro nie umiera nigdy”, czy nawet nie średnio darzonym przeze mnie miłością „Skyfall”, to wczuta w sytuację bohatera. Wejście w jego świat, relacje między nim, a osobami, które chcą zawładnąć globem i odczuwalne na skórze poczucie zagrożenia. Które przechodziło na mnie z ekranu, przez to, że wiedziałem kim są przeciwnicy, co ich motywuje i jaka chora historia stoi za ich psychopactwem.

W „Spectre” niby mamy jakoś tam uzasadnionego Tego Głównego Złego, ale jest to uzasadnienie mało przekonujące. Tak mało, jak niewiele stanowi 1000 złotych becikowego przy kilkuset tysiącach, które wydaje się na dziecko, aż uzyska pełnoletniość. No mnie on niestety nie przestraszył. A szkoda, bo Tego Głównego Złego gra Christoph Waltz, który ma wszelkie predyspozycje, by wcielić się w socjopatycznego pojeba. Oprócz tego jest jeszcze Ten Zły Poboczny, który jest siejącą rozjebundę górą mięśni i mógłby być przerażającym, chorym sadystą, gdyby tylko stała za nim jakaś historia, a nie pojawiał się w fabule z dupy jak wiatr pod kołdrą.

 

Agent 007 został Iron Manem podwójnie

Jaka była druga różnica między Jamesem Bondem, a Tonym Starkiem? Ten pierwszy był dżentelmenem, a ten drugi próbował być. Objawiało się to głównie tym, że w filmach z Brytyjczykiem żarty były rzucane sporadycznie, a jeśli już, to z klasą, natomiast przygody tego drugiego liczne były w barowe dowcipy, często przekraczające niebezpieczną granicę sucharów. „Spectre” niestety bardzo mocno próbuje dorównać irytującą śmieszkowatością „Avengersom”.

 

Muzyka jak dla debili

Oglądaliście kiedyś „Świat według Kiepskich” albo „Bundych”? Nie zgrywajcie ultrainteligentów, wiem, że tak. No to tam, dla rozumnych inaczej, zawsze gdy na ekranie jest „śmieszny moment” w tle lecą nagrane salwy rechotu, żeby ci mniej sprytni intelektualnie wiedzieli kiedy się śmiać. W nowym Jamesie Bondzie jest podobnie. Kiedy w filmie ma dziać się coś teoretycznie ekscytującego leci muzyka, która w zamyśle twórców w Twojej głowie powinna aktywować karteczkę z napisem „uwaga mordo, teraz masz się ekscytować!”. Kiedy dzieje się coś teoretycznie przerażającego, czy drastycznego jest podobnie – z głośników leci muzyka, która ma Cię poinformować, że powinieneś bieżącą scenę przeżywać całym ciałem, bo to jest właśnie przerażający albo drastyczny moment.

Tyle, że te wszystkie zdarzenia na ekranie dzieją się w teorii. Bo w praktyce gówno się dzieje.

 

Jeden z najmniej przekonujących romansów w historii kina

Według niezależnych badań przeprowadzonych przez mojego stażystę, który wcześniej zajmował się wróżeniem z fusów, wynika, że cała ludzkość ma tylko 5 skojarzeń związanych z agentem 007. Dupy, szpiegostwo, dupy, Martini, dupy. Powtórzę to jeszcze raz, bo nie dla wszystkich może być to czytelne: James Bond na drugie dostał „ruchacz”, a na trzecie wziął sobie do tego przedrostek „super”. To nie jest Rysiek z Klanu, który aż po apogeum prostaty kładzie się w łóżku z jedną kobietą, tylko gdy ta wcześniej zgasi światło. To jest pieprzony brytyjski agent, który rozchyla więcej nóg niż ginekolog w trakcie prozdrowotnej akcji „Pokaż papugę”.

Dla gościa włożenie penisa w nową pochwę jest jak wysypanie mąki na stolnicę dla piekarza – robi to tak odruchowo, że nawet się nad tym nie zastanawia. A w „Spectre” twórcy próbują nam wmówić, że po jednym takim przypadkowym włożeniu, największy dupcyngiel na Wyspach Brytyjskich zakochuje się i rzuca robotę. Jeszcze bym to jakoś zrozumiał, gdyby to było jakoś uzasadnione w filmie. Jakkolwiek. Gdyby ten ich romans był choć trochę istotnie pokazany. Albo pokazany w ogóle. Ale nie jest. James po prostu bierze ją jak Harnasia z półki w Żabce, przejawiając zaangażowanie tylko tym, że zapamiętał jej imię, po czym oświadcza, że odchodzi z pracy. I to ma mnie przekonać?

No kto jak kto, ale ten chłop za bardzo lubi tę robotę, żeby rzucić ją dla przypadkowej baby.

 

Główna intryga jest naiwna jak wiara w oryginalne Jordany na Allegro

Serio, tu nie ma jakiejś większej rozkminy. To nie jest tak, że dopiero, gdy lecą napisy końcowe olśniewa Cię, że ten z tym faktycznie dogadali się z tamtym, żeby pod pretekstem udupić tamtych. Tu wszystkie części układanki pasują do siebie od drugiego kwadransa filmu. Więc jedyne co możesz zrobić, to pociągnąć za spłuczkę, żeby spuścić klocki.

(niżej jest kolejny tekst)

Cotygodniowy Przegląd Internetu #51: Liroy w sejmie, życie po śmierci, internetowa sława

Skip to entry content

(autorem przepięknej ilustracji w nagłówku jest Ola z „Jak lampart pazurem”

Mijający tydzień w głównej mierze opierała się dla mnie na walce z turbo zawodną Xperią Z3 Compact, której nikomu nie polecam, i wkurwianiu się, że nie mam czym robić zdjęć w Mediolanie. A tych, które zrobiłem, nie mam jak wydobyć z telefonu. Wraz ze szkicami kilkunastu tekstów. I pomysłami na kilkanaście innych. Naprawdę, nie polecam. Mimo to, zdążyłem skontrolować, co to się w tej sieci wyrabiało.

Skąd wziął się symbol dolara? Albo procenta? Albo pacyfka? Albo znak zapytania? Albo mailowa małpa? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Ja też nie, ale i tak miło to wiedzieć.

Wywiad z Piotrem Fronczewskim: w którym wspomina czasy Franka Kimono i opisuje Sokoła i Pono jako dwóch miłych chłopców, którzy kilka lat temu zaprosili go do nagrania teledysku.

Konrad z “Moja Dziewczyna Czyta Blogi” w końcu zmienił szablon! Myślałem, że ten dzień nigdy nie nastąpi, ale i on, i K. w końcu zrezygnowali z ohydnego Blogspota. Czuję się ojcem tego sukcesu, bo bez mojego regularnego dogryzania, potrwałoby to pewnie jeszcze ze 2 lata. Tak że tego… sprawdźcie jak u nich teraz ładnie.

25 filmowych restauracji, w których bym zjadł: i podejrzewam, że Ty też, bo kto nie chciałby spróbować żeberek, którymi zajadał się Frank Underwood? Albo wypić mlecznego szejka za 5 dolarów, którego Uma Thurman sączyła w “Pulp Fiction”?

Życie nie kończy się wraz ze śmiercią organizmu? Teoria kwantowa dowodzi, że świadomość w momencie śmierci przenosi się do innego wszechświata. Czyli według tego artykułu, możemy istnieć bez fizycznej powłoki. Super!

Pierwsza wizyta Liroya w sejmie: nie myślałem, że kiedyś zalinkuję w tym “Przeglądzie” do Pudelka, ale, cholera, to trzeba po prostu zobaczyć.

Nastolatka rezygnuje z internetowej sławy: dotarło do Was info o płaczliwym wyznaniu laski z USA, która zdradziła wielką tajemnicę, że publikowanie treści w social media to jednak praca? I że ona z niej rezygnuje, bo na żywo nie wygląda tak jak na zdjęciach? I nie chce oszukiwać ludzi? Jak nie dotarło, to obejrzyjcie sobie poniżej. A tutaj przeczytajcie dlaczego naprawdę nagrała ten film i czemu zrobiła takie zamieszanie w okół siebie. Bo zdecydowanie nie po to, żeby przestać zarabiać w sieci. Wręcz przeciwnie.

Posłanka Kukiz’15 kontra dziennikarz TVNu: bardzo żałuję, że to nie jest vine, łatwiej byłoby zapętlać.

Dziennikarz w starciu z posłanką Kukiz’15 :)Dziennikarz w starciu z posłanką Kukiz’15 :)

Posted by Paweł Kukiz- Kukiz’15 on 4 listopada 2015

 

Wilk na mikrofonie, w szynach się nie mieści: arcyśmieszny blend jednego z najbardziej znanych kawałków Hemp Gru. Ulicznicy jeszcze nigdy nie byli tak zabawni.

Co robią ludzie, gdy w H&M rzucą nową dostawę ciuchów? Tratują się tak samo, gdy w spożywczaku rzucą karpie przed świętami. Tratowanie się, to chyba nasz taki mały sport narodowy.

Tak było w Warszawie… Kolekcji Balmain już chyba nie kupicie. Inni tak o nią walczyli i odsprzedawali jeszcze przed wyjściem ze sklepu: http://goo.gl/1lXV4x #hm #balmain

Posted by Dzieje się w Warszawie on 5 listopada 2015

 

Klip tygodnia: w tym tygodniu w sieci trubo furorę zrobił Sokół z Lindą i chyba nie ma kogoś, komu ich klip nie przewinąłby się przez tablicę, dlatego to miejsce w CPI chcę przeznaczyć na bardziej niszowego artystę. Białas, raper znany głównie z mocnego braggadacio, w tym numerze pokazała się z zupełnie innej strony i ekshibicjonizmem przebił nawet Sashę Grey. Tyle, że mentalnym. Dużo emocji i autentyzmu, czyli tego co definiuje dobrą muzykę.

Fanpage tygodnia: jeśli chcecie być na bieżąco z polityczną karierą najbardziej kontrowersyjnego posła od czasu Seby z Big Brothera, to jest to profil dla Was. Zasadniczo cieszę się, że Liroy wszedł do sejmu, bo to człowiek, któremu ani nie zależy na hajsie, ani na sławie, więc ma kompletnie inną motywację niż 95% pozostałych ludzi z Wiejskiej, przez co może być naprawdę ciekawie.

https://www.youtube.com/watch?v=pby8a0xeeRwcześć świnki.

Posted by Liroy poseł na Sejm VIII kadencji – nieoficjalny fanpage on 25 październik 2015

 

Ogłoszenie parafialne: jak się okazało po zajrzeniu w głąb Google Analyticsa, a czego nie byłem świadom, ponad 43% z Was czyta bloga na urządzeniach mobilnych. I trend ten będzie postępować, w związku z czym, niedługo już tylko ja będę przeglądał Stay Fly na komputerze. Stąd pytanie do Was: czy wpadając tu z telefonu albo tableta, trafiacie na jakieś techniczne aspekty, które utrudniają Wam odbiór treści?

Jeśli jest coś, co Wam przeszkadza, to dajcie znać. Poprawimy.

QUIZ: jak dobrze znasz polską blogosferę?

Skip to entry content

Czytasz blogi od 1410 i wydaje Ci się, że wiesz o nich wszystko? Dajesz lajki w ciemno i komentujesz zanim przeczytasz, bo wiesz czego można się spodziewać po danym twórcy? A może blogosferę odkryłeś przypadkiem myląc “k” z “g” przy wpisywaniu w Google “blok rysunkowy”? Albo trafiłeś tu przypadkiem od znajomego siostry szwagra mechanika pasierba stryjka kochanka Twojej żony, który powiedział Ci, że zna świetnego blogera finansowego publikującego treści pozwalające spłacić zadłużenie w Szkolnej Kasie Oszczędności?

Sprawdź ile wiesz o świecie internetowych pamiętników i czy zasługujesz na miano ignoranta, “dziennikarza” naTemat, czy psychofana!

[qzzr quiz=”123678″ width=”100%” height=”auto” redirect=”true” offset=”0″]

I jak Ci poszło?