Close
Close

Nigdy nie wkręcałem się w buddyzm, ale jestem w stanie przyjąć, że istnieje coś takiego jak karma. Jednak, nawet jeśli ktoś krzywi się słysząc te pojęcia, to tego, że wpływamy na otoczenie i innych ludzi już nie może podważyć. Bo to fakt. Każda akcja rodzi reakcję. Każdy kontakt z drugim człowiekiem ma wpływ na nas i na niego. Raz mniej, a raz bardziej znacząco, ale każda interakcja zostawia jakiś ślad. Bo jeśli zmieniamy się pod wpływem czegoś, to właśnie pod wpływem ludzi. A raczej przeżyć jakie fundują nam ci ludzie.

Półtora roku temu w myśl tej idei nawet założyłem kanał na YouTube i razem z Andrzejem Kozdębą ruszyliśmy z akcją „Dobromaniacy”. Chcieliśmy zrobić co zupełnie przeciwnego niż pranki i napastowanie przypadkowych osób nocą. Staraliśmy się rozsiewać pozytywną energię biegając po mieście w kolorowych strojach i pomagając przechodniom w codziennych sprawach. Sprawić, że ich dzień będzie choć trochę lepszy, przez dwóch wariatów w różowych spodniach.

Poza kilkoma dresiarzami, ludzie reagowali na nas bardzo pozytywnie – uśmiechali się, przybijali nam piątki i pozdrawiali nas z daleka. Nawet jeśli w danym momencie nie potrzebowali naszej pomocy, to i tak na ich twarzach malował się uśmiech, co utwierdzało nas w przekonaniu, że dobrze robimy i nakręcało do dalszego działania. Piszę to jednak w czasie przeszłym, bo po 4 odcinkach doszliśmy do wniosku, że jednak doba jest za krótka, by te produkcje były na satysfakcjonującym nas poziomie i jednocześnie nie ucierpiały przez to inne obowiązki – u Andrzeja szkolenia, u mnie blog. A bardzo, ale to bardzo, nie chciałem robić czegoś po łebkach. W związku z czym, inicjatywa umarła.

Jednak nie do końca.

Brakuje mi tej pozytywnej energii, którą dawaliśmy ludziom i dostawaliśmy z powrotem i pomyślałem, że zrobię coś mniej angażującego czasowo, ale równie dobrego dla otoczenia, w którym mieszkam, a tym samym dla siebie. Wszem i wobec ogłaszam, że…

Marzec będzie miesiącem komplementów!

Nie chcę mówić, że to nasza cecha narodowa i narzekać jak to źle jest w Polsce, ale nie jesteśmy nauczeni mówienia sobie miłych rzeczy. Ani przyjmowania komplementów. A zwykłe „ładnie się uśmiechasz”, „świetnie wyglądasz w tej sukience”, czy choćby „fajne oprawki” potrafi diametralnie poprawić humor. I sprawić, że nawet najgorszy dzień będzie bardziej zjadliwy i choć przez chwilę zapomni się o problemach. Zwykłe, małe słowa, mają bardzo dużą moc i chcę tego dowieść empirycznie.

30 dni z komplementami – przez równy miesiąc, codziennie będę dawał nieznajomym pochwały.

Wiem, że dobra energia przekazana jednej osobie idzie dalej w świat i wierzę, że do mnie wróci. Że nawet ten dresiarz, słysząc, że ma kozacki obuw, w duchu się ucieszy i nie obije komuś mordy. Na przykład komuś z moich znajomych, przez co nie będę musiał odwiedzać go w szpitalu. Albo nie spóźni się na spotkanie, a ja nie będę się wkurzał, że kwitnę od kwadransa, czekając na niego. Albo kobieta na pasach, słysząc, że podoba mi się jej czapka, uśmiechnie się i przekaże tę energię ekspedientce w osiedlowym sklepie, przez co ta ostatnia obsłuży mnie bez focha.

Będzie to też ciekawe ćwiczenie na wychodzenie ze strefy komfortu.

Zasadniczo nie mam problemu z rozmawianiem z nieznajomymi i nawiązywaniem kontaktów i taki jeden komplement w ciągu doby nie jest żadnym wyczynem. Dlatego każdego dnia będę zwiększał liczbę osób do skomplementowania o jedną, tak, żeby ostatniego dnia akcji dobić do 30 przechodniów, którym powiem coś miłego. Bardzo jestem ciekaw jak sobie z tym poradzę, bo powiedzmy sobie uczciwie, że powyżej 10 osób na dobę, to już faktycznie będzie wyzwanie.

Czy będą reagować, tak jak oczekuję? Czy nie dostanę w ryja od jakiegoś koksa? Czy dostanę w rewanżu również jakieś ciepłe słowo? Czy nie odezwie się wrodzona nieśmiałość? Nie wiem.

Za to wiem na pewno, że będę miał masę nowych historii do podzielenia się z Wami! Trzymajcie kciuki!

autorem zdjęcia w nagłówku jest Jackie.Lck
(niżej jest kolejny tekst)

11 zwrotów z hip-hopowego slangu, które weszły do potocznej mowy

Skip to entry content

Rap w Polsce wciąż nie jest uznawany przez stare media za główny nurt, jak ma to miejsce w Stanach, ale już nie można mówić o nim jak o muzyce niszowej. Czy subkulturze. „Sub” są raczej wszystkie inne gatunki, które mogą się tylko modlić o popularność i zasięg jaki mają raperzy. Nawet takie tuzy popu jak Doda nie są w stanie równać się choćby z Pihem, który, delikatnie mówiąc, nigdy nie tworzył treści przystępnych dla masowego odbiorcy. Zresztą, o tym jakiej muzyki świadomie słuchają Polacy już pisałem.

Dziś o czymś innym. Dziś o tym, jak rap wpływa na mowę potoczną.

Za sprawą ogromnej grupy słuchaczy tego gatunku, hermetyczny slang przenika się z językiem codziennym. Wiele osób nie zdaje sobie z tego zupełnie sprawy, ale część zwrotów, którymi posługuje się na co dzień pochodzi właśnie z rapowych kawałków. Podejrzewam, że Tobie też zdarza się rzucić jakieś hasło z utworu Molesty, Pezeta, czy Tedego nie mając o tym pojęcia. Lub, co gorsza, nie wiedząc, co tak naprawdę oznacza. Spoko, teraz już będziesz wiedział.

1. Propsy – w Stanach ten zwrot jest obecny niemal od zawsze i używa się go w momencie, gdy jeden raper chce wyrazić uznanie dla twórczości drugiego rapera. W Polsce po raz pierwszy został zauważony na płycie Zkibwoya „Obskurw King” i momentalnie rozprzestrzenił się poza środowisko. Gimbaza, hipsterzy i branża reklamowa uznała go za swój i używa jako modniejszego synonimu zwrotu „dobra robota”, bądź „szacuneczek”.

2. Diss – mało kto o tym wie nawet wśród hiphopowców, ale to skrót od „disrespect”, czyli „brak szacunku”. Pierwszym polskim dissem był utwór „Anty” Nagłego Ataku Spawacza, w którym mocno obrywa się Liroyowi. Panowie z Poznania porównywali kielczanina do narządów płciowych, kwieciście dając wyraz temu, że za nim nie przepadają. Obecnie sformułowanie zostało zdewaluowane i określa się nim nieprzychylny komentarz w internecie skierowany do konkretnego adresata.

3. Zajawka – to już w zasadzie archaizm i raczej nie słyszy się go na nowszych płytach. Słowo zostało bardzo mocno wyeksploatowane w okresie pierwszego boomu na hip-hop, w latach 2001-2005. Jest synonimem „pasji”/„entuzjazmu”. Co ciekawe, wcześniej funkcjonowało jako odpowiednik „teasera”/”trailera”/”sampla”.

4. Koks posypany – znaczy tyle co „kokaina jest gotowa do spożycia”. Rzadziej słyszy się to na żywo, częściej czyta w internecie przy okazji szydzenia z czyjejś nieudolnej próby lansu i imprezowania na pokaz. Te słowa miał wypowiedzieć Krzysztof Kozak – legendarny wydawca, współpracujący z takimi zespołami jak Wzgórze Ya-Pa 3, Warszafski Deszcz, czy z DJem 600v. Jednak na filmiku, na którym ten tekst pada po raz pierwszy, słychać, że wypowiadany jest przez Piha – rapera z Białegostoku.

5. Hajs się zgadza – chyba nie istnieje grupa społeczna z dostępem do internetu, przez którą nie przewinąłby się ten greps. Jest używany dosłownie wszędzie. Dwoiłem się i troiłem, żeby dojść do tego, kto jest autorem najpopularniejszego tekstu o tym, że suma pieniędzy jest adekwatna do oczekiwań. Wszystko wskazuje na to, że nie jest nim ani Gural, ani Wini, ani Tede, a Seba (Sebastian Muliński). Jeden z twórców niegdyś największego portalu i forum o hip-hopie – Hip-Hop.pl.

6. Bauns – w etymologicznym ujęciu, słowo to określało odłam rapu skupiający się na imprezach, używkach, dziewczynach, drogich ciuchach i drogich autach. Czyli szeroko pojętej zabawie. Bounce’owe bity były najczęściej szybsze, niż te klasyczne i charakteryzowały się cykaniem – gęstszym ułożeniem hi-hatu. Prekursorami baunsu w Polsce byli Tede, Borixon i Onar, i to oni rozpropagowali to pojęcie, robiąc z niego zamiennik „imprezy tanecznej”.

7. Ziomek – historia „ziomka” jest o tyle ciekawa, że zanim kultura masowa wyciągnęła go z rapu, robiąc z niego oficjalny odpowiednik kumpla, to hip-hopowcy wyciągnęli go ze staropolskiego. Kilka stuleci temu mówiono tak na osobę pochodzą z tego samego kraju bądź okolic – rodaka, krajana.

8. Bakać – tak, to ten czasownik związany z odurzaniem się marihuaną. Swoją popularność zawdzięcza Joce i Dabowi z Kalibra 44. Panowie w 2000 roku na jego cześć postanowili nazwać swoją koncertową ekipę Baku Baku Składem.

9. Pozdro 600 – założę się o dobrą pizzę, że nikt z Twoich znajomych nie wie, że to nie rdzenne młodzieżowe powiedzonko na do widzenia. To zwrot jakim zostaje pozdrowiony DJ 600v na jednej ze swoich płyt. Szerzej pisałem o tej monstrualnej pomyłce przy okazji zwrotów, których ludzie nie rozumieją.

10. Swag – jak byłem w podstawówce modne dzieciaki chciały mieć szpan, w liceum lans, a teraz swag. Zasadniczo chodzi o to samo – dobre ciuchy i wyróżnianie się z tłumu. Po raz pierwszy w polskim utworze „swag” pojawił się dopiero w maju 2012 roku. Przyjął się.

11. Mordo – w ostatnim czasie najpopularniejszy synonim do “kolego”, występujący w zasadzie tylko w wołaczu. Od 2006, kiedy oficjalnie zadebiutował w utworze “Osiedlowa saga” warszawskiego zespołu Bez Cenzury, stopniowo przybierał na sile, aż wyszedł ze środowisk młodzieżowo-imprezowych i wkradł się także w świat korporacyjny. “Mordo, wyślij mi na asapie fidbek, bo muszę klepnąć akcept tego projektu” – czy to mogłoby brzmieć piękniej?

Jeśli o czymś zapomniałem, a jest na tyle często używane, że warto to odnotować, to śmiało.

autorem zdjęcia w nagłówku jest raphaelstrada

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Znaki diakrytyczne są ważne

Skip to entry content

Znaki diakrytyczne to te wszystkie ogonki nad lub pod literkami, które tworzą ą, ć, ę, ł, ń, ó, ś, ź, ż i sprawiają, że nasz język tak piękny. I można stworzyć tak cudne zdanie jak „Zażółć gęślą jaźń”. A także kilka innych, wykorzystywanych częściej niż to poprzednie, na przykład „Na górze róże, na dole też, tak słodko marszczysz nosek, gdy jesz”, czy „Żono, trzeba przetrzeć stół”. Niektórzy niestety o tym zapominają, ignorując ogonki i pisząc bez nich, zwłaszcza w szybkiej komunikacji w postaci wiadomości na Facebooku, czy w smsach, przez co dochodzi do licznych nieporozumień.

Dlaczego znaki diakrytyczne są tak ważne? Bo…

…„potrzebne mi tu cięcie”, to nie to samo, co „potrzebne mi tu ciecie”, gdy piszesz to do krawców.

…„wstaw mnie tam całą” , to nie to samo, co „wstaw mnie tam cala”, gdy piszesz to do grafika.

…„zostało jeszcze trochę wódy”, to nie to samo, co „zostało jeszcze trochę wody” , gdy piszesz to do znajomych pytających, czy wpaść na imprezę.

…„nie podoba mi się to żądanie”, to nie to samo, co „nie podoba mi sie to zadanie”, gdy piszesz to w korespondencji rozwodowej.

…„kiedy  wesele? 6-go mają”, to nie to samo, co „kiedy wesele? 6-go maja”, gdy piszesz to do partnerki, która ma pójść z Tobą na przyjęcie.

…„jest super, sobota jest błoga!” , to nie to samo, co „jest super, sobota jest bloga!”, gdy piszesz to do dziewczyny pytającej, czy masz wolny weekend.

I oczywiście „dobra, zgadzam się, poczuj jak spływa na ciebie moja łaska”, to zupełnie co innego niż „dobra, zgadzam sie, poczuj jak splywa na ciebie moja laska”, gdy piszesz to do kogokolwiek.

Tak że tego, ogonki są fajne, polecam.