Close
Close

Beka ze spotów promujących program 500+

Skip to entry content

Na tyle, na ile to możliwe staram się nie poruszać tematów politycznych na blogu, bo raz, że nurkowanie w szambie nie należy do rzeczy przyjemnych, a dwa, że smród zawsze przyciąga rój much, od których potem trudno się odgonić. Ale są takie tematy obok których trudno przejść obojętnie, licząc, że piekło zamarznie, kiedy się zamknie oczy. Jednym z nich jest właśnie wyjątkowo populistyczny i w dużej mierze demagogiczny program społeczny 500+. Program, który ma zachęcić Polaków do… no właśnie, miał zachęcać do zakładania rodziny i pomagać dzieciom z rodzin w potrzebie, a sprowadza się do tego, że zachęca do rozmnażania się, oferując 500zł za spłodzenie drugiego i kolejnego dziecka.

Złote rozdanie trwa już kilka miesięcy, więc obecny rząd postanowił się pochwalić sukcesami w wyciąganiu hajsu z bezdennej torby Świętego Mikołaja i Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zrealizowało spoty promujące 500+. Spoty niezamierzenie bekowe.

„Dzięki programowi 500+ nasze życie się zmieniło, przestaliśmy kupować na zeszyt, na wszystko nas stać: na jedzenie, na ubrania, na bieżące wydatki” – mówi zadowolony, wyglądający na całkiem sprawnego, mężczyzna, członek – łącznie z nim – pięcioosobowej rodziny. To gratuluję podjęcia się spłodzenia trójki dzieci, nie mając środków, aby móc zapewnić im jedzenie i podstawowe aspekty życia. Bardzo odpowiedzialnie. Teraz przy czwartym, już nawet przez myśl mu nie przejdzie, czy będą mieli za co się utrzymać, bo przecież po co zdroworozsądkowo pochodzić do kwestii zapewnienia sobie bytu, skoro państwo da?

„Po raz pierwszy wybierzemy się na wakacje, pojedziemy wszyscy razem nad morze” – wakacje? Super! Pomijam kwestię, że ta kasa miała być na podstawowe potrzeby dzieci, ale biorąc pod uwagę, że rodzina z filmu od rządu dostaje 1000zł, to bardzo chciałbym się dowiedzieć, gdzie jest takie morze nad które można dojechać i spędzić nad nim wakacje w 5 osób za tysiaka. Ktoś, coś?

„Nigdy się nie spodziewaliśmy, że co miesiąc będziemy otrzymywać pieniądze” – hmm, warto by spróbować pracy, podobno tam to tak działa. No chyba, że gość był wcześniej w Anglii i dostawał tygodniówki, i stąd to zaskoczenie, że pieniądze mogą być co miesiąc.

„Z programu 500+ zakupiłam dzieciom swoim roczne bilety do zoo” – może wyjdę na czepialskiego, ale ROCZNE BILETY DO ZOO? Nie zagłębiając się już w kwestię, czy bilety do zoo to podstawowy wydatek, czy nie, to nie wiem jak wystrzelony w kosmos musi być to ogród zoologiczny, żeby ktokolwiek chciał tam chodzić regularnie co miesiąc przez rok.

„Nie musimy już zastanawiać się, czy zapłacić rachunki, czy też kupić dzieciom jakieś nowe potrzebne rzeczy” – zasadniczo, to odkąd rząd przejął odpowiedzialność za podejmowane przez nas decyzje, nie musimy już zastanawiać się nad niczym.

„To naprawdę bardzo ciekawy program, który pomoże realizować marzenia dzieci” – ucząc je, że pieniądze spadają z nieba i gdy mają ochotę kupić sobie roczny bilet do zoo, to nie muszą się zastanawiać, czy to rozsądny wybór. W końcu nie oni za to płacą, tylko Święty Mikołaj.

„Dzięki programowi 500+ dużo spokojniej patrzę w przyszłość mojej rodziny” – bo dzięki darmowemu tysiaczkowi co miesiąc, jestem ustawiony do końca życia. To zaskakujące, że ludzie nie planują przyszłości w oparciu o swoje umiejętności, aktualną sytuację zawodową i predyspozycje, tylko bazując na programie rządowym, który za 3 lata może się skończyć. Czy my zrobiliśmy już powrót do komuny i jednostka jest w pełni zależna od państwa?

„Będę mógł spokojnie zaplanować wakacje dla mojej rodziny” – cały czas czekam na info, gdzie za 1000zł da się pojechać w 5 osób, bo nawet ITAKA nie ma tak wyżyłowanych last minute.

„Będę mógł kupić instrument mojemu synowi, żeby mógł dalej się uczyć gry w szkole muzycznej” – wszelkie działania mające na celu rozwijanie pasji i talentów są jak najbardziej godne pochwały. Szkoda tylko, że ojciec jest tak zaangażowany w rozwój muzyczny syna, że nie jest w stanie nawet powiedzieć na jakim instrumencie gra.

„Nie będę musiał zostawać dłużej w pracy i dorabiać” po czym pada „i rachunki mamy wszystkie zapłacone” – czy tylko mnie to brzmi jakby znaleźli nowy model finansowania swoich wydatków? Przypominam, że 500+ miało być dla dzieci na podstawowe potrzeby i rozwój, a nie dla rodziców, żeby nie musieli chodzić do pracy. Ale może coś źle zrozumiałem albo mam za mało pasożytniczych skłonności.

Nie wiem za bardzo w jakim celu powstały te spoty. Żeby pokazać samotnym matkom z jednym dzieckiem jak pełne rodziny z trójką dzieci cieszą się z wakacji? Żeby pokazać pracującym, jak niepracujący bawią się za hajs z ich podatków? Żeby pokazać wszystkim zastanawiającym się nad założeniem rodziny, że reprodukcja jest najlepszą drogą do dochodu pasywnego? Żeby pokazać na żywy przykładzie jak zadłuża się kraj?

To nie jest tak, że jestem ultra korwinistą modlącym się przed snem do niewidzialnej ręki wolnego rynku, ale chyba nikt z dorosłych osób nie myśli, że te 500 złotych na sfinansowanie rocznych karnetów do zoo spada z nieba. Albo, że Szydło idzie do mennicy i dodrukowuje stuzłotówki, żeby móc rzucać tymi banknotami jak Lil Wayne na klipie do „Make it rain”. W tym momencie dług publiczny Polski wynosi 900 miliardów złotych, to jest tak duża liczba, że trudno mi ją objąć wzrokiem, więc żeby było łatwiej, powiem, że każdy z nas – Ty, ten za Tobą, ten po prawej, ten po lewej i każdy w zasięgu Twojego wzroku – jest zadłużony przez państwo na 25 953 złotych. Sporo, co? To pomyśl, co będzie po roku finansowania 500+.

To nie jest tak, że jestem przeciwny pomocy potrzebującym. Jestem jak najbardziej za pomaganiem, ale robieniem to w sposób mądry. Znasz to powiedzenie, żeby nie dawać biedakowi ryby, tylko wędkę i nauczyć go łowić? To super, szkoda, że rządzący politycy nie znają. Rodzinom, które mają krucho z kasą przede wszystkim przydałaby się edukacja seksualna, bo dziwnym trafem te żyjące na skraju ubóstwa to w największej mierze te wielodzietne, i edukacja finansowa, żeby wiedzieli jak gospodarować pieniędzmi, bo zupełnie tego nie potrafią. Takie działania byłyby z długotrwałą korzyścią dla wszystkich, a w tym momencie tylko robi się im krzywdę, łudząc ich, że nie muszą rozwiązywać swoich problemów, bo przyjdzie dobry wujek w postaci państwa i wyjmie parę baniek z portfela zawsze gdy będzie potrzeba.

Uczenie  dorosłych ludzi, że nie muszą się martwić o swoje życie, bo ktoś to zrobi za nich jest skrajnie złe. A właśnie do tego sprowadzają się spoty promujące 500+.

 

(niżej jest kolejny tekst)

64
Dodaj komentarz

avatar
28 Comment threads
36 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
38 Comment authors
Weronika TruszczyńskaparadiseAdusSaga Sachniknu Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Promocja pasożytnictwa,przyklaskiwanie brakowi odpowiedzialności, bolszewickie rozdawnictwo i doprowadzanie finansów kraju do abso-kurwa-lutnej ruiny. Jak chcesz mieć dzieci to się upewnij,że nie będą razem z tobą żarły tynku ze ścian i chodziły na mirabelki za tory. Działanie przeciwne jest, hm, delikatną niefrasobliwością zaprawioną szczyptą debilizmu. Znam panią z ósemką drobiazgu pozbawioną praw rodzicielskich do trójki z nich. Jednego niepełnosprawnego. Zabrali je,bo w domu była Sodomia i Gomoria.Pani w życiu nie splamiła się edukacją ponad szkołę podstawową oraz pracą dłuższą niż dwumiesięczne wyplatanie stroików. Na piątkę dzieci kosi 2,5 kafla.Resztę chce nagle, za sprawą cudownego odrodzenia więzi odzyskać,bo „reszta tenskni,co nie?”. Nie… Czytaj więcej »

Kasia (jateżchcę)
Gość

Nie zostawiłeś na tych spotach suchej nitki. Chociaż w ogólności się zgadzam, to np. zniesienie konieczności nadgodzin wyrabianych przez ojca to nie porzucenie pracy, ale możliwość spędzania tego czasu z dziećmi, co jest dla nich bardzo ważne. 1000 zł na wakacje. Chyba nie mówią, że koszt wakacji pokryje miesięczna wypłata 500+? Może dzięki temu programowi mogli przez kilka miesięcy odłożyć jakieś pieniądze, a wcześniej cały dochód był przeznaczany na bieżące wydatki. Myślę, że ile rodzin tyle historii i w niektórych pieniądze zostaną spożytkowane dobrze, pozwalając za zakup dóbr ponad podstawowych, na które normalnie nie mogliby sobie pozwolić (np. instrument), zapisanie… Czytaj więcej »

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

To piękne, że mały Janko muzykant dostanie swoje skrzypce. Jest tylko jeden problem. To powolne przyzwyczajanie dzieci, że pieniądze na dodatkowe przyjemności spadają z nieboskłonu. Nie dorabiaj, Jasiu, to opcja dla frajerów.Państwo da,no nie?
Prędzej czy później pewnie Jasiu się nauczy, że na skrzypce jednak trzeba zarobić rączkami,ale im wcześniej tę wiedzę poweźmie tym lepiej.W przeciwnym razie hodujemy roszczeniowy, pokoleniowy łańcuszek szczęścia ludzi nienawykłych do osiągania czegoś PRACĄ.

Piotr Rudziński
Gość
Piotr Rudziński

ale jakie kilka miesięcy, jak program działa od 2-3? to ile mogliby w tym czasie odłożyć?

Karolina
Gość
Karolina

W samo sedno, jak zawsze. Jak czytam o tych nierobach, którzy myślą,że nie muszą pracować, bo państwo da to..nóż się w kieszeni otwiera. Mam niestety takich sąsiadów, patologia na całego…

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Główny target. Patolaki i łowcy zasiłków.

Grechuta
Gość
Grechuta

„Nigdy się nie spodziewaliśmy, że co miesiąc będziemy otrzymywać pieniądze”
– hmm, warto by spróbować pracy, podobno tam to tak działa. No chyba,
że gość był wcześniej w Anglii i dostawał tygodniówki, i stąd to
zaskoczenie, że pieniądze mogą być co miesiąc.

PADŁEM :D

Renata Dura
Gość
Renata Dura

„obok, których” kasuj przecinek m i g u s i e m !! ;)

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Najlepsze uliczne historie: czerwiec

Skip to entry content

Myślałem, że wyjazd do Albanii zaowocuje sałatką barwnych dialogów, ale najwięcej rozmów na Bałkanach odbyłem na migi. A te nieco trudno spisać w postaci wymiany zdań. Ale nie ma te tragedii, te które dane było mi usłyszeć, lub być współautorem, w najbardziej uduchowionym mieście w Polsce, też powinny Was rozgrzać nie mniej niż pogoda za oknem. No, może jeden Was nieco zmrozi.

 

#1 Mała dziewczynka podbiega do osiedlowego placu zabaw, na co mama:

– Kasiu, ale nie idziemy na huśtawki, tylko do domu.
– Mama, ale ja tam już byłam.
– To będziesz jeszcze raz, chodź.
– Ale ja wolę tu być.
– Ale to nie jest twój dom, chodź, idziemy.
– A jak mi tata tu zniesie łóżko, to będzie mój dom?
– Twój tata nie potrafi znieść nawet śmieci. Idziemy.

 

#2 Esencja patologii ulicznych rozmów. Dwudziestokilkuletnia dziewczyna do typa przed pięćdziesiątką w nocnym z Dworca Głównego:

– Wiesz co, ostatnio tak myślałam, że jesteśmy na takim etapie, że mógłbyś się rozwieść z żoną.
– Rozwiodę się jak skończysz studia, żebyś miała motywację.

 

#3 Słyszę dość intensywne pukanie, a niestety w tym mieszkaniu nie mam wizjera i możliwości zobaczenia kto stoi za drzwiami, więc po prostu je otwieram.

A tu dwóch policjantów. I pies. Myślę sobie: kurde, pewnie dowiedzieli się, że 12 lipca 2002 roku jechałem bez biletu linią 805 i teraz pójdę do więzienia. A może chodzi o ten odcinek „Klanu”, który musiałem ściągać z torrentów, bo przeoczyłem w telewizji? Nie, to chyba nie to. Chyba chodzi o coś znacznie gorszego. Chyba chodzi o ten straszny tekst, w którym napisałem, że jechałem na rowerze z prędkością światła, a przecież w terenie zabudowanym jest ograniczenie do 50km/h.

Trudno, niech się dzieje co chce, zasłużyłem. Zasłużyłem na więzienie. Trzeba być mężczyzną i przyjąć to na klatę.

– Dzień dobry.
– Dzień dobry, czy zamierza pan przyjmować pielgrzymów na Światowe Dni Młodzieży?

 

#4 Czekam na tramwaj przy Galerii Krakowskiej, podchodzi chłopak do dziewczyny i daje jej coś na kształt kwiatka. Szczelnie zapakowane w papier. Dziewczyna odbiera to od chłopaka, rzuca standardowe „nie trzeba było”, i uśmiechając się idzie z nim w stronę plant. Cały czas mając coś na kształt kwiatka szczelnie zapakowane w papier.

Bardzo, bardzo, ale to bardzo chciałbym zobaczyć jej minę, gdyby się okazało, że to jednak kiełbasa.

 

#5 Wracam z Małego Rynku chwilę po północy i taka piękna rozmowa mimochodem się trafia przy jednym ze stolików:

– No i co u ciebie przez te wszystkie lata, bo tyle się nie widzieliśmy?
– No wiesz, trochę podróżowałam, trochę nie podróżowałam, trochę się zmieniłam, trochę nie zmieniłam, trochę byłam z facetem, trochę nie byłam. Wiesz, jak to kobieta.
– Czyli nie masz nikogo?
– Trochę nie mam.
– Aha.

 

#6 Jestem na Mostowej na winie i, chcąc nie chcąc, słucham, jak jedna trzydziecha drugiej żarliwie opowiada historię francuskiego buldoga:

– …i oni z tym buldogiem pojechali na wieś, do moich znajomych i ja tam byłam, co nie. A wiesz, a oni też tam mają psa, tylko takiego innego, wiesz, dużego. I wiesz, i nagle taki pisk straszny, jakby ktoś piszczał tak głośno bardzo, a ten koleś nic, to mu mówię: „ty, weź się zainteresuj, bo to twój pies tak piszczy, a ty nic”. Bo wiesz ten pies tak piszczał, a on nic. I wiesz, on wychodzi, a temu jemu psu, nie temu moich znajomych, tylko temu buldogowi francuskiemu, co nie, oko normalnie wypływa i tak piszczy, ale tak bardzo głośno, że normalnie masakra. I wiesz, próbują mu to oko włożyć, ale nic, no nie da się, próbują pół godziny i zero, to dzwonią do jakiegoś weterynarza, a to wiesz, 11 w nocy, ale w końcu jakiś się znajduje, jadą do tej kliniki i ten weterynarz tam wkłada mu to oko przez pół nocy i zakłada opaskę, taką żeby wiesz, nie wypadło znowu. I co się okazało? Była jakaś komplikacja, coś się temu psu uroiło i jak mu włożyli to oko, to przestał na drugie potem widzieć, czujesz? I pomyśl, że wydali 5 koła na ślepego psa. 5 koła, Gośka, czujesz?

– Bez sensu. To już mogli lepiej samochód kupić.
– No. Albo zmywarkę.

 

#7 Plusy poruszania się po mieście na rowerze: nie musisz czekać ani na nocy, ani na taksę, ani nie grzęzniesz w korkach, wsiadasz i jedziesz.

Minusy przemieszczania się po mieście na rowerze: jak wjedziesz w kałużę, to masz ją całą na sobie, a jak przy wsiadaniu za wysoko podniesiesz nogę, mogą popruć Ci się spodnie i masz dodatkowy wywietrznik w kroku.

Biorąc pod uwagę, że tego dnia w Krakowie nie padało, zgadnijcie, który z minusów odkryłem.

 

#8 Dotarliśmy do hotelu (gwiazdki w Albanii są jeszcze bardziej umowne, niż te w Egipcie), poszliśmy na plażę i wyszła grupka seniorów. Próbują zrobić sobie zdjęcie, proponuję, że ja im zrobię (lata trzaskania samojebek w końcu na coś się przydadzą). Seniorzy stoją w rządku, ale są jacyś niemrawi, więc mówię, żeby się uśmiechnęli, to fota lepiej wyjdzie, na co starsza pani: to na trzy, czte-ry, wszyscy mówimy SEEEX!

Czuję się jak emeryt, bo chciałem im powiedzieć, żeby powiedzieli „ser”.

 

#9 Myślałem, że zaszalałem na pierwszego czerwca, bo zjadłem dwie pizze, duże lody z malinami i pół opakowania śmietanki w proszku. Po czym minąłem starszego pana, który pod Sukiennicami tańczył twista do „Kolorowych snów” Just5 puszczonych z kasprzaka. Seniorzy to wiedzą, jak powinno się obchodzić dzień dziecka.

 

#10 Siedzę sobie na Plantach i kontempluję jak pot spływa mi po czole. Kilka metrów przed sobą widzę dwie dziewczyny z czego jedna nad wyraz często zezuje w moją stronę. W głębi ducha przekonuję się, że wcale nie chodzi tę kroplę na czole. Gdy są na wysokości mojej ławki macha mi i mówi „czeeeść!”, więc odpowiadam tym samym, bo obstawiam, że to na 90% ktoś kogo poznałem na jakiejś konferencji, tylko chwilowo nie mam zielonego pojęcia kto to.

Gdy już mnie mijają ta druga mówi do niej:

– Kto to jest?
– Stay Fly, taki znany krakowski bloger.
– Znany? Ja go wcale nie znam.
– Ale ty przecież w ogóle nie czytasz.
– Filmów też nie oglądam, a Celine Dion znam. Jakby był znany, to bym go znała.

Zderzenie z rzeczywistością jeszcze nigdy nie było tak bolesne.

 

To teraz piłeczka po Waszej stronie – słyszeliście w ostatnim miesiącu jakiś dialog, który zapadł Wam w pamięć albo chociaż zmarszczył Wam czoło? Monologi też się liczą.

Pieprzenie o tym, jak to jest źle w „dzisiejszych czasach”

Skip to entry content

Lubię te dni, kiedy muszę przemieszczać się po mieście komunikacją miejską. Nie żebym był jakimś wielkim miłośnikiem tramwajów, ale to co w nich widzę często daje mi do myślenia i jest pretekstem do nowych wpisów na blogu. I nie inaczej było w zeszłym tygodniu, jadąc 4-ką na Rynek mimowolnie byłem świadkiem rozmowy dwóch gości wyglądających na rok po magisterce. Obgadywali kumpla. Czyli robili to, co tygryski lubią najbardziej.

– Ty, a słyszałeś, że Grzesiek poszedł na kurs uwodzenia? – niższy w koszuli z krótkim rękawem zagaił rezolutnie.

– Na, kurwa, co? – odpowiedział pytaniem na pytanie wyższy w koszuli z rękawem fabrycznie podwiniętym.

– Na kurs uwodzenia, hehe, podobno uczyli go jak kręcić bajerę do lasek, bo mu nie idzie, hehe – rozpromienił się uśmiechem księdza Paetza niższy.

– Ech, w dzisiejszych czasach, to już nawet ludzie się poznawać nie umią – błyskotliwie odmienił czasownik wyższy.

– No, masakra w chuj, dokąd ten świat zmierza? – zadał zgrabne pytanie retoryczne niższy.

– Aj dont łont liw on dis planet enimor – z angielska finezyjnie podsumował wyższy.

Kiedy starsze osoby są przeciwne zmianom, które zachodzą w otaczającej je rzeczywistości, jestem to w stanie zrozumieć, ale gdy ktoś w moim wieku wzdycha na temat tego jak to jest źle w „dzisiejszych czasach”, to – jak w młodym Anakinie Skywalkerze tuż po tym, gdy dowiedział się, że ludzie pustyni zabili jego matkę – złość się we mnie gotuje.

W dzisiejszych czasach:

– możemy wyleczyć większość chorób i nie umieramy od zapalenia ucha w wieku 17 lat

– możesz polecieć do Paryża i wrócić. W jeden dzień. Bez paszportu. Bez proszenia o pozwolenie żadnego urzędnika państwowego. I to za stówę

– mamy nieograniczony dostęp do wiedzy, wystarczy wpisać „fizyka kwantowa” w Google i encyklopedia staje przed nami otworem

– możesz wykonać niegdysiejszą pracę całego studia fotograficznego telefonem

– masz telefon, a kolejny możesz mieć ot tak, bez czekania kilka lat na przydział numeru z centrali

– możesz zadzwonić do kogoś na drugiej półkuli nie mając nawet jego numeru telefonu. I to za darmo

– możesz zamówić taksówkę w obcym kraju, nie znając ani słowa w lokalnym języku i nie mając nawet przy sobie pieniędzy

– możesz zdalnie zamówić zakupy z wniesieniem do domu

– masz w ogóle możliwość robienia zakupów, bez koczowania nocami pod sklepem, aż cokolwiek się w nim pojawi

– możemy uprawiać seks dla przyjemności, a nie tylko prokreacji i to będąc niemal w 100% pewnym, że nie skończy się to chorobą weneryczną

– możesz pracować umysłowo będąc ćwierćinteligentem

– możesz mieć swoje zdanie, odmienne od lansowanego przez prasę, czy telewizję

– a w dodatku możesz je wyrazić na tryliard sposobów – od manifestacji w środku miasta, po statusy w mediach społecznościowych

– i jeśli nie radzisz sobie z dynamiką towarzyską i masz problem z nawiązywaniem relacji damsko-męskich, nie jesteś skazany na wieczne kawalerstwo i wycofanie swoich genów z puli, możesz pójść na kurs, na którym ktoś z doświadczeniem pomoże Ci to zmienić. I że to możesz zrobić jest super, ale jeszcze lepszy jest fakt, że ludzie faktycznie to robią, a nie tylko biernie narzekają na swój los.

Wszystkiego tego nie było we wczorajszych czasach. Ten świat zmierza w stronę rozwoju, jeśli Ci się to nie podoba, to wyemigruj do Ugandy i zbieraj bawełnę z pola za każdym razem, gdy będziesz chciał ubrać nową koszulkę, w międzyczasie mieszkając w szałasie, ale skończ pieprzyć, że w „dzisiejszych czasach” jest tak źle.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Cam Evans

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!