Close
Close

9 pomysłów na idealny prezent dla dorosłego człowieka

Skip to entry content

Jeśli od początku grudnia przeglądasz świąteczne poradniki zakupowe w poszukiwaniu tego jednego, jedynego prezentu, dla którego warto zwlec się z kanapy, by sięgnąć po portfel i przepisać kod CVV z karty, to jesteś w dobrym miejscu. Zwłaszcza, jeśli trafiłaś na kostium ludzkiego burrito, a potem świeczki o zapachu świeżo ściętej trawy i żadna z tych propozycji nie zrobiła na Tobie wrażenia.

Przed Tobą 9 pomysłów na idealny prezent dla dorosłego człowieka!

Talon na dodatkową dobę

Pamiętasz jak za dzieciaka usilnie próbowałaś zabić czas? Dzisiaj możesz go wskrzesić i odebrać bonusowe 24 godziny, do wykorzystania w partiach po 30 minut dziennie lub całą dobę jednym ciągiem! Dzięki specjalnemu talonowi będziesz mogła w końcu nadrobić nowości na Netflixie albo odkurzyć za kanapą. Ewentualnie po prostu się wyspać.

Dzień życia bez zmartwień

Pełna doba bez myślenia o tym, z czego będziesz żyć, jeśli zwolnią Cię z pracy oraz jak spłacać kredyt za mieszkanie i jednocześnie jeździć na wakacje częściej niż raz na dekadę.

Implant ułatwiający podejmowanie decyzji

Kariera, czy dziecko? Nowa pralka, czy studia podyplomowe? Dominium, czy Domino’s? Mądry brzydal, przystojny kretyn, czy masażer z Rossmana?  5 set, czy pół litra? Innowacyjny implant TheCyzYa, wszczepiany bezpośrednio do mózgu, sprawi, że wszystkie dylematy odejdą w zapomnienie.

Voucher na idealnego partnera

Męczy Cię spławianie kolejnych napaleńców, którzy chcą Cię złapać za tyłek, a nie za serce? Podczas ostatniej randki w ciemno żałowałaś, że nie oślepłaś przed wyjściem z domu? Masz zapalenie kciuka od wyklikiwania kolejnych par na Tinderze? Kup voucher na idealnego partnera i ciesz się mężczyzną, który jest przystojny, inteligentny, potrafi Cię rozśmieszyć i wie o co Ci chodzi, kiedy mówisz, że o nic.

Rabat na sens egzystencji

Już nie musisz dłużej zastanawiać się po co przyszłaś na świat i jaki cel ma Twoje życie, odbierz 30% rabatu na sens egzystencji i dowiedz się tego już dziś!

Pastylki na jedzenie burgerów bez konsekwencji

Wcale nie marzysz o księciu z bajki ani rycerzu na białym koniu, tylko o tym, by móc się najeść i nie przytyć? To piątka, bo ja też!

Innowacyjne pastylki do kupienia w każdej Żabce, pozwolą przeprowadzić zamach na Twój metabolizm bez konsekwencji! Śnisz o tym, żeby tackę BigMaców przegryźć brytfanką rolad, a na deser połknąć paterę pączków maczanych w czekoladowym fondue i nie ruszyć wskazówki w wadze ani o milimetr? Twoje sny są bliżej niż myślisz!

Możliwość zgłoszenia 2 nieprzygotowań do życia

Masz kaca, właściciel wypowiedział Ci umowę najmu w trybie natychmiastowym, rano stanęłaś gołą stopą na klocku Lego, a teraz wydaje Ci się, że tracisz węch i smak? Schowaj się pod koc, czekając, aż wszystko się ułoży, korzystając z jednego z dwóch nieprzygotowań do życia.

Abonament na rozdwojenie się

Jeśli nie wiesz jak być jednocześnie na Wigilii w rodzinnym domu i u rodziców Twojego partnera, wykup za jedyne 99,90zł + VAT tygodniowy abonament na rozdwojenie się.

Aplikacja aktywująca dobre samopoczucie

Ściągasz, instalujesz, włączasz i cieszysz się szumem lasu, śpiewem ptaków i poziomem serotoniny w Twojej krwi zapewniającym absolutny tomiwisizm. Aplikacja dostępna na Androidy i iOSy, posiadacze Windows Phone’ów niestety wciąż muszą się wkurwiać.

Świąteczne Promo!

Jeśli jednak szukasz opcji prezentowej, która istnieje w naszym uniwersum, to dobrze się składa.

Wjechało świąteczne promo, w którym kupując pakiet “To tylko seks” + “Lunatycy” wysyłkę Paczkomatem InPost masz za friko, a do tego dorzucam indywidualną dedykację. Wystarczy, że przy składaniu zamówienia w polu zaskakująco nazwanym “Dedykacja” wpiszesz, co chcesz mieć napisane na pierwszej stronie swojego egzemplarza (albo co chcesz mieć narysowane, choć to idzie mi nieco gorzej).

Odpalam kałamarz i czekam na Twoje zamówienie do 16.12. do 23:59!

“To tylko seks” + “Lunatycy” 64,98zł ← zamów pakiet z DARMOWĄ WYSYŁKĄ i DEDYKACJĄ

“To tylko seks” 39,99zł + 8,99zł wysyłka ← zamów książkę z DEDYKACJĄ

“Lunatycy” 39,99zł + 8,99zł wysyłka ← zamów książkę z DEDYKACJĄ

(niżej jest kolejny tekst)

Pokolenie Netflixa wyszło na ulice. Kim jest i o co mu chodzi?

Skip to entry content

Spodziewałem się, że ten atak na wszystkie fundamenty cywilizacji chrześcijańskiej będzie przeprowadzony także i przy okazji tego orzeczenia (…). Są pewne zmiany pokoleniowe. To, że uczestniczy w tym młodzież. Że młodzież jest teraz głównie wychowywana przez Netflixa, Tik Toka i tego rodzaju instytucje, gdzie ten liberalno-lewicowy światopogląd dominuje. Gdzie wszelkim złem jest Kościół, rodzina, ojczyzna. I to jest sączone młodym do głowy. Nie mamy jako konserwatyści na to odpowiedzi. Jako partia, jako rząd nie gramy w tej lidze.

Te słowa wypowiedział Marcin Horała – poseł PiS – w wywiadzie, którego udzielił Onetowi, komentując protesty związane z odbieraniem kobietom praw człowieka. I mam wrażenie, że gość jedyne co oglądał na Netflixie, to podstrona z cennikiem. Nie będę tu wyliczał tytułów, które udowadniają, że gada od rzeczy, bo rozumiem, że ta konkretna platforma streamingowa jest dla niego tylko symbolem ludzi dorastających z technologią w dłoni.

Co to za ludzie? Kim jest Pokolenie Netflixa? Czego chce? I czy faktycznie dostęp do technologii pcha ich do unicestwienia Kościoła? Dziś kilka słów o tym, jak ja to widzę.

Jestem Bogiem, uświadom to sobie, ty też jesteś Bogiem, tylko wyobraź to sobie

Paktofonika “Jestem Bogiem”

Ten numer wielokrotnie podnosił mnie na duchu, jednak wyobraźnia zawodziła. Czy miałem zbyt ciasną czapkę, by zmieścić w głowie koncept o byciu Bogiem? Możliwe. Sęk w tym, że nie miałem wtedy dostępu do innych czapek.

Pierwszy album Paktofoniki miałem na kasecie przegranej od kolegi, który był czwartym ogniwem w łańcuchu prowadzącym do źródłowej płyty CD legalnie zakupionej w Empiku. Jak odpalałem walkmana, to słuchałem tego w kółko, aż nie rozładowały mi się paluszki. Na “Ja to ja” przebijało wcześniej nagrane Just 5, a ostatni kawałek był urwany w połowie. Trochę kiepsko, ale jaką miałem alternatywę? Całą resztę mojej kolekcji muzycznej, czyli pozostałe 17 kaset, znałem już na pamięć.

Dziś, sięgając do kieszeni po telefon mam w zasięgu trzech kliknięć każdą muzykę jaka powstała na tej planecie i kilka albumów z Saturna. Nie ma szans, abym był w stanie przesłuchać wszystko w trakcie swojego życia. Może z 15%, zakładając, że dostępną bazę liczymy do dziś. I że nie będę robił przerw na sen.

Aktualnie mam 32 lata i wciąż robi to na mnie wrażenie. Dlaczego? Bo się z tym nie urodziłem. Ten nieograniczony dostęp, to coś, co dostałem stosunkowo niedawno. Niby przywykłem, ale nie jest to element mojego DNA.

Zamawiam bobę i bibimbap, a ona wodę i sticky rice

Quebonafide “Tokyo2020”

Dziś dla ludzi w okolicach dwudziestki i młodszych, to oczywiste, że albumu słucha się w dniu premiery. Dokładnie to minutę po północy, gdy profil artysty na platformie streamingowej zostaje zaktualizowany. Niby jak mieliby to zrobić inaczej? Większość z nich nie ma urządzenia, do którego można by włożyć płytę CD.

Na serial nie czeka się, aż któraś z polskich stacji telewizyjnych kupi licencję i zacznie go emitować z rocznym opóźnieniem. Albo aż kolega przyjdzie z dyskiem i zrzuci Ci go na kompa, a Ty kolejny tydzień będziesz próbować zsynchronizować napisy z obrazem. Dzisiaj premiery ogląda się razem z całym światem. Bo dzisiaj Polska jest częścią całego świata. Przynajmniej póki co.

Chcąc zjeść na mieście, wybór nie ogranicza się do baru mlecznego, pizzerii i kebaba. W większych miastach obecnie jest dostęp do dań, których nazw czasem nie potrafię wymówić, a krajów ich pochodzenia umiejscowić na mapie. I ten dostęp mam również przez telefon. Sorry, przez apkę.

Wakacje to już nie jest Zakopiec, Mielno i wujkowie na wsi. Ewentualnie Hurghada albo Złote Piaski przy dobrych wiatrach. To jest Tel-Aviv, Kopenhaga, Reykjavik albo Bangkok. Albo cokolwiek, na co da się wyrwać tanie bilety. Już nie ma takich miejsc na mapie, które nie są w zasięgu ręki. Które nie są w ich świadomości. 

Dla Pokolenia Netflixa, to oczywiste, że jeśli jakiś wytwór kultury, usługa lub produkt powstał, to jest na wyciągnięcie ręki. Bo dlaczego miałoby być inaczej? 

Dostępność to dla nich stan domyślny. 

Odmienność również.

Jestem Polakiem, nie przeszkadza mi chłopak z chłopakiem

Bedoes “1988 (mam to we krwi)”

Asap Rocky występował w sukience, Lil Peep we wszystkim co różowe, a Lil Pump w ciuchach, w których można by go pomylić z bohaterami “Ulicy Sezamkowej”. 6ix9ine z kolei ma stylówę na brand hero Skittlesów. Włosy i zęby we wszystkich kolorach tęczy.

I co? I nic. 

Nie no, skłamałem. Jednak coś. Skutek tego jest taki, że żart o prawdziwym mężczyźnie, który zna tylko 3 kolory: fajny, chujowy i pedalski, już nie jest okazją do śmiechu. Bardziej do współczucia autorowi i cudzowstydu. Cringe’u w sensie.

Żarty o rudych to boomerstwo, żarty o gejach to żenada, żarty o blondynkach to powód do umycia ręki po przywitaniu. Albo niewitania się w ogóle.

Rzucasz jak baba

Palec pedała na mnie nie działa.

Nie bądź Żydem, daj się karnąć.

Jesteście 100 lat za Murzynami.

To hasła, które słyszałem na podwórku i w szkole. Często wypowiadane w obecności dorosłych. Bywało, że przy nauczycielach. Bywało, że przez nauczycieli. Uprzedzenia na tle płciowym, rasowym, etnicznym, czy orientacji seksualnej integralną częścią kultury. Jak śmietnik pod zlewem w kuchni.

Uprzedzenia jak resztka jedzenia między zębami. Nawet nie wiesz, że coś jest nie tak, więc jak masz się tego pozbyć?

Lata pracy, badań i edukacji, by udowodnić, że ktoś nie jest gorszy, tylko dlatego, że urodził się z nie-białą skórą albo bez penisa. Efekt? Moje roczniki i starsze wciąż trzeba przekonywać, że umiejętność gotowania i sprzątania nie jest cechą przypisaną do płci. Młodych już mniej. Dużo, dużo mniej. 

Jeśli twoje dziecko ma konto na Tik Toku, to wiedz, że coś się dzieje

Na przykład, że wie jak wygląda świat poza Polską.

Pokolenie Netflixa nie jest przeciwne Kościołowi, rodzinie, ani ojczyźnie. Jest przeciwne mentalnym dziadom, którzy chcą ograniczyć ich wolność i narzucić sposób w jaki mają żyć.

7 lekcji, których udzieliła nam pandemia

Skip to entry content

O koronawirusie dowiedziałem się w styczniu, miesiąc przed wylotem do Indonezji. Na tę podróż cieszyłem się od momentu kiedy obliczyłem, że jest mnie na nią stać, czyli jakieś dobre pół roku. Dlatego, gdy znajoma – między jednym łykiem herbaty, a drugim – mimochodem poinformowała mnie, że w Chinach wybuchło ognisko nowej choroby, zignorowałem to. Tak jak ignoruje się zalecenie bezpiecznego usunięcia pendrive’a z portu USB.

– Nie boisz się? – zapytała, sama nie do końca wiedząc co ma o tym myśleć.
– Nie no, co ty – zgniotłem ziarno niepokoju jednym pewnym ruchem – Tam w Chinach ciągle coś się dzieje, to po pierwsze, Indonezja jest daleko, to po drugie, a po trzecie, lecę dopiero za miesiąc. Już dawno będzie po temacie  – rozwiałem resztki jej wątpliwości. W końcu wiem o czym mówię. Jestem ekspertem epidemiologii.

Po czym dwa miesiące później biegłem do Lidla z duszą na ramieniu, by kupić tyle makaronu i płynu do dezynfekcji ile byłem w stanie unieść. Jak każdy. 

Jesteśmy zwierzętami z kartą Visa

Gdy ktoś podawał mi rewelacje od szwagra w ministerstwie, że na obrzeżach miast będą blokady drogowe, a wyjechać będzie można tylko na specjalną przepustkę, nie wierzyłem. Gdy dochodziły do mnie informacje, że cała Polska zostanie odcięta na jakiś czas od reszty świata, podchodziłem do tego z dystansem. A kiedy z trzech niezależnych źródeł usłyszałem, że od jutra kraj zostanie objęty kwarantanną, w połowie dnia wziąłem urlop na żądanie, żeby zrobić zakupy na najbliższy miesiąc. 

Kilka dni wcześniej śmiałem się z tego owczego pędu. Kilka dni później kupiłem tyle papieru toaletowego, jakbym przygotowywał się do maratonu jedzenia ogórków popijanych mlekiem. Ja. Wykształcony, samodzielnie myślący, z podróżami poza kontynent na koncie. Zrealizowałem klasyczne zachowanie stadne. I strzelam, że Ty też to zrobiłaś. I Twój partner, Twoi znajomi i część Twojej rodziny też. 

Okazuje się, że jak mądrzy i inteligentni byśmy nie byli, w sytuacji zagrożenia wciąż podążamy za stadem. 

Jeśli kupujemy tylko to, co jest nam najbardziej potrzebne, gospodarka się załamuje

W marcu i kwietniu dostaliśmy wersję demo świata z wyłączonym trybem hiperkonsumpcjonizmu.

“Nie zatruwaj planety odpadami, nie kupuj zbędnych przedmiotów”, “redukuj ślad węglowy, nie podróżuj samolotem”, “mniej znaczy więcej”, “wybierz rower zamiast taksówki”, “ogranicz usługi, strzyż się i gotuj w domu”. Aż do 2020 te hasła były tylko pobożny życzeniem ekologów. Czysta utopia. Jaki efekt dało wprowadzenie tych rad w życie? 

W Azji spadł poziom zanieczyszczenia powietrza,  w okolicach Sardynii pojawiły się delfiny (które przez część portali informacyjnych zostały teleportowane do Wenecji), a w krakowskim Parku Jordana dziki. Planeta odetchnęła z ulgą. Ludzie natomiast zaczęli topić się w niezapłaconych rachunkach.

Okazuje się, że jeśli kupujemy naprawdę niezbędne do życia produkty typu: chleb, ser, pomidor,  waniliowa Cola i eyeliner, to całe piętro w Twoim bloku traci pracę i nie ma za co żyć. Czy planeta jest ważniejsza od gospodarki i dobrobytu? Czy może my jesteśmy ważniejsi od planety? Czy ktoś spojrzy w oczy osobie,  która właśnie straciła pracę i powie, że nie?

Nie ma takiego spotkania, które nie mogłoby być mailem

Chciałem napisać, że tylko związku małżeńskiego nie można zawrzeć nie stając twarzą w twarz, ale okazuje się, że nawet ślub można wziąć korespondencyjnie – za pomocą pełnomocnika. W chwili, kiedy okazało się, że nie trzeba być fizycznie w tym samym pomieszczeniu, aby załatwić kwestię wymagają 3 minut uwagi, podejrzewam ze świat wielu osób pracujących w sektorze publicznym legł w gruzach. 

Pracowanie z domu, to tak naprawdę życie w pracy 

Zachłysnęliśmy się pracą w dresach, bez makijażu, w pozycji horyzontalnej, aż zaczęło nam się tym odbijać. Dotarło do nas, że wpuściliśmy do domu szatana w przebraniu harcerki z korzennymi ciasteczkami i zamiast utopić go w święconej wodzie, zachęciliśmy, żeby się rozgościł. A teraz nie ma już za bardzo jak go wyprosić, bo przyniósł swoją szczoteczkę do zębów i kapcie. 

Praca z domu jest spoko raz w tygodniu jak masz kaca albo czekasz na paczkę z Zalando. Jak trwa to piąty miesiąc ciągiem, to docierają do Ciebie trzy rzeczy. 

Pierwsza: Twój dom stał się oddziałem Twojej firmy. Twój salon to open space, Twoja sypialnia to sala konferencyjna, Twoja kuchnia to kantyna pracownicza. 

Druga: zaoszczędziłaś czas na dojazdy, ale straciłaś kontakt ze światem. Spędzasz życie zamknięta w sześcianie, a wydarzenia dzieją się gdzieś poza nim.

Trzecia: wokalista Lady Pank ewidentnie nigdy nie spędził kwarantanny ze swoją dziewczyną. Inaczej nigdy nie przeszłoby mu przez usta “być tam, zawsze tam gdzie ty”. Tak, pandemia nauczyła nas, że wyjście ze śmieciami to cudowna okazja do pobycia samemu przez półtorej minuty. 

Umierający ludzie chwytają nas za serce tak długo, aż nie zaczną nas nudzić

“Śmierć jednej osoby to tragedia, śmierć stu tysięcy to statystyka” napisał Erich Maria Remarque w 1954. W 2020 wzięliśmy sobie jego słowa do serca jak zastawkę.

Gdy zakażonych koronawirusem w Polsce liczyliśmy w dziesiątkach, nie wychodziliśmy z domu bez kombinezonu NASA. Gdy dzienne przyrosty zachorowań idą w setki bijąc rekordy, chuchamy sobie na karki ściśnięci w kolejce do Morskiego Oka.

Czy chcemy umrzeć? Głupie pytanie.
Czy jesteśmy zmęczeni pandemią? Nawet nie wiesz jak bardzo. 
Czy bezpieczeństwo nasze i naszych bliskich jest dla nas ważne? No, raczej!
Czy w zeszły piątek kilkaset osób przeciskało się między sobą, żeby wejść na imprezę techno do klubu na Dolnych Młynów? Yyy…

Wszystko może się znudzić. Nawet globalna epidemia.

Nigdy nie będziemy przygotowani na wszystko 

Bill Gates podobno przewidywał, że coś takiego jak Covid-19 może się wydarzyć. Część naukowców również. Dlaczego ich nie posłuchaliśmy? Dlaczego korporacje, głowy państw i nasz domowy budżet nie był przygotowany na pandemię? Z tego samego powodu, przez który jadąc na wakacje nie zabieramy ze sobą całego domu. Tylko pół. 

O ile wszystko da się przewidzieć, o tyle nie da się na wszystko przygotować. Bo oprócz bycia w ciągłej gotowości na najgorsze, trzeba jeszcze żyć. A przynajmniej warto. 

Tak, mądrzy ludzie dawali sygnały, że coś takiego może się wydarzyć. Ale nie powiedzieli kiedy, ani czy przed, czy po innych 758 kataklizmach, które według ich prognoz są prawdopodobne. Kiedy słyszysz, że dziś będzie padać, bierzesz parasol. Kiedy docierają do Ciebie informacje, że w ciągu najbliższych 20 lat wydarzy się X rzeczy, które bezpowrotnie zmienią ludzkość, wciąż bierzesz tylko parasol. 

Po prostu nie da się być przygotowanym na wszystko. 

Świat kręci się dalej 

I będzie się kręcił wciąż, niezależnie czy przyjdzie druga, trzecia i czwarta fala. Nie piszę tego, bo uważam, że nie powinniśmy się przejmować. Piszę to, bo uważam, że powinniśmy się przystosować. 

Do nowych procedur bezpieczeństwa, do nowej sytuacji na rynku pracy, do nowej rzeczywistości.