Close
Close

Skończyłem pisać książkę!

Skip to entry content

Chciałbym napisać tu coś mądrego, ale czuję, że wszystkie mądre słowa i finezyjne zwroty zużyłem pisząc książkę, dlatego krótko: SKOŃCZYŁEM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Więcej w poniższym filmie, a jeszcze więcej (między innymi o czym ona będzie i jaki będzie jej tytuł) w specjalnym newsletterze: http://tnij.at/KsiazkaJanka

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST

10 typów ludzi, których nie chcesz spotkać na ulicy

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z Krajową Radą Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego

Wiesz, że mamy jeden z najwyższych współczynników śmiertelności w wypadkach drogowych w Europie? Że w zeszłym roku w Polsce zginęło przez to 3026 osób? Bo 8 na 100 takich wypadków kończy się śmiercią? Ja też nie, dopóki nie przeczytałem raportu Biura Ruchu Drogowego. Na ulicy pojawiam się i jako kierowca, i jako rowerzysta, a najczęściej jako pieszy, i trafiam na ludzi z każdej z tych grup, którzy zapominają, że nie są tam sami. Przez co wolałbym ich nie spotykać.

Młody gniewny

Odebrał prawko w zeszłym tygodniu i jeszcze dobrze nie opanował sprzęgła, ale już chce lecieć stówką w terenie zabudowanym. Najlepiej ruszając z trójki. Wziął sobie do serca słowa wujka Wiesia na ostatnich imieninach cioci Marzeny, że tak jak na egzaminie, to już nie pojedzie nigdy w życiu. Bo na egzaminie jeździ się, żeby zdać, a w życiu, żeby zdążyć na obiad. Dlatego nigdy nie zatrzymuje się na zielonej strzałce. Przed torami kolejowymi też. I na stopie też nie, jak nic nie jedzie.

Najwięcej wypadków ze skutkiem śmiertelnym spowodowały osoby w wieku 18-24lata.

Rebeliant

Anarchia, wolność i leki na receptę bez recepty dla wszystkich! Buntownik z wyboru, już w przedszkolu walczył o swoją niezależność otwarcie ignorując poobiednie leżakowanie, kontynuując drogę rewolucjonisty i pisząc „mój” przez u otwarte aż do matury. Nikt nie narzuci mu, że białe jest białe, a czarne jest czarne, a tym bardziej, że nie może przechodzić na czerwonym. Czy Luke Skywalker trzymał się zasad narzuconych przez imperialistyczny system? No właśnie!

Janusz biznesu

Miałeś kiedyś w trakcie jazdy tak ważny telefon, że aż zjechałeś na pobocze, żeby go odebrać i porozmawiać? Tak? No i po co to wszystko? Trzeba było jedną ręką trzymać słuchawkę, drugą dźwignię zmiany biegów, zębami kierownicę, a rzęsą włączyć kierunkowskaz. Zestaw słuchawkowy? Głośnomówiący? Bluetooth w uchu? A co Ty z Holiłudu jesteś, czy ze Star Treka? Prawdziwy byznesmen potrafi zmieniając pas ruchu, wyprzedzając na trzeciego i odpalając czerwonego Viceroya w tym samym czasie odebrać ważny telefon. Czyli każdy telefon, bo w byznesie wszystkie telefony są ważne.

Kierowcy jadący 100 km/h i trzymający komórkę przy uchu hamują średnio o 14 metrów później niż nierozmawiający.

Klubowóz

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co mówiłeś?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Nie słyszę…

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– W końcu przejechał, możesz powtórzyć?

Najwięcej wypadków śmiertelnych jest w piątek i sobotę.

W dni imprezowe.

Ostatnia szara komórka

Koniom zakłada się klapki na oczy, żeby nie patrzyły na boki, a ludziom wkłada w ręce smartfony. Świecący prostokąt przed twarzą i całe otoczenie przestaje istnieć. O ile w przestrzeniach zamkniętych można po prostu popsuć sobie wzrok, o tyle w terenie otwartym można zepsuć sobie nogi, ręce, żebra albo życie. Na przykład przechodząc przez ruchliwą ulicę wpatrzonym w komórkę.

Niespokojna noga

Zwany też lowriderem dla ubogich. Przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, a auto się gibie jak na teledysku do „Still D.R.E.”. Zatrzymuje się zawsze metr za linią stopu na światłach, a gdy stoisz na pasach, nigdy nie wiesz, czy nie zatrzyma się na Tobie. Ani czy nie wjedzie Ci w tyłek, jeśli stoisz przed nim w korku i ruszysz ćwierć sekundy później niż on.

Niezachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

Usain Bolt

Rusza z bloków startowych w momencie, gdy w autobusie po drugiej stronie ulicy zamykają się drzwi i biegnie do nich jak po karpia na Wigilię. Ignorując wszystkich uczestników ruchu drogowego dookoła. Gdyby któryś z kierowców samochodów cudem omijających go miał gorszy dzień, albo bardziej zużyte klocki hamulcowe, do celu dojechałby na masce. Kończąc karierę sportową w szpitalu.

Oszczędny

Ładowanie akumulatora? 50 groszy.

Migacz boczny do Opla? 14 złotych.

Emocje z jazdy bez używania kierunkowskazów? Bezcenne!

Nieprawidłowe wyprzedzanie, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

James Bond na rowerze

Szpieg w służbie Jej Królewskiej Mości realizuje tajne zadanie, od powodzenia którego zależą losy starego kontynentu, dlatego musi pozostać incognito. I jedzie na rowerze nocą bez oświetlenia i odblasków, zmieniając pasy jakby miał za sobą ogon odkąd wyszedł z MI6. Dzięki temu jest niewidzialny dla kontrwywiadu. I wszystkich pozostałych uczestników ruchu drogowego.

Szybki i wściekły

Wiesz po co w aucie jest pedał gazu? Żeby go używać! Dlatego dopóki nie czuje pod dużym palcem u prawej stopy podłogi, ciśnie. Ciśnie wyprzedzając ruszający autobus, ciśnie na gasnącym pomarańczowym i ciśnie wymijając matkę z dzieckiem na pasach. Jak im zrobi peeling pięt, to może nauczą się szybciej chodzić. Gdy nie może zasnąć po ciężkim dniu, bo męczą go wyrzuty sumienia, że przez półtorej minuty jechał prawym pasem, układa sobie w głowie, co by powiedział Vin Dieselowi jakby go spotkał. I jakim jechałby autem, gdyby kręcili „The Fast and the Furious: Zabrze Drift”.

W zeszłym roku główną przyczyną aż 7195 wypadków było niedostosowanie prędkości do warunków ruchu.

Kierowcy wczujcie się w rolę pieszych! Tylko wzajemne zrozumienie może zaprowadzić nas bezpiecznie do celu. Druga odsłona naszej kampanii. #kierowcaVpieszy

Opublikowany przez Krajowa Rada BRD na 25 września 2017

Ten tekst jest uszczypliwy, ale tylko po to, by zwrócić uwagę na zachowania, które mogą przyczynić się do tragedii. Niezależnie, czy jesteś kierowcą w nowej, błyszczącej strzale, czy pieszym, który musi zdążyć na tramwaj, zwracajmy na siebie uwagę i pamiętajmy, że nie jesteśmy sami na ulicy. Zaoszczędzimy sobie nerwów, zdrowia, a czasem i życia.

---> SKOMENTUJ

Jestem z pokolenia, które wychowały matki, bo ojcowie dezerterowali

Skip to entry content

Żyjemy w pięknych czasach. Naprawdę. Wiele osób próbuje nam wmówić, że jest inaczej, z mediami na czele, ale jest świetnie. Możemy lecieć do Egiptu za 2000zł na all inclusive i to bez żebrania o wydanie paszportu na policji, możemy podróżować po Europie w ogóle bez paszportu, możemy kupić sobie świeczki zapachowe o aromacie pizzy i lody o smaku bekonu i możemy wstawić na Facebooka zdjęcie prezydenta podpisane „lubię w brąz”. Jest super.

To piękne czasy z jeszcze jednego powodu, dużo ważniejszego. Żyjemy w dobie, kiedy bycie ojcem zaczyna wiązać się z wychowywaniem dziecka, a nie tylko byciem dawcą spermy. Może to skutek rozwoju nauki i lęk przed tym, że niedługo mężczyzna w ogóle nie będzie potrzebny, żeby zapłodnić kobietę, a może to po prostu wzrost świadomości i poczucia odpowiedzialności za sprowadzanie nowego życia na świat. Nie mniej, widać różnicę. Sporą różnice w stosunku czasów kiedy ja byłem dzieckiem.

Dzisiaj mężczyźni korzystają z urlopów tacierzyńskich po narodzinach, chodzą do Klubów Taty, czytają Blog Ojca i nie dość, że chcą aktywnie uczestniczyć w rozwoju dziecka od samego jego poczęcia, a czasem i przed, to jeszcze edukują się, by robić to jak najlepiej. Oczywiście nie wszyscy, ale wielu. Tak wielu, że trend jest widoczny. W latach 90-tych, było zupełnie odwrotnie, ojcowie dezerterowali. Oczywiście nie wszyscy, ale wielu. Tak wielu, że trend był widoczny.

Mama – wychowywanie,

tata – nadzorowanie

 

Gdy ja byłem dzieckiem model wychowawczy w typowej polskiej rodzinie, wyglądał jak typowa Polska budowa. 1 osoba pracuje, 4 się patrzą. Tą jedną osobą była mama, która odpowiadała za wszystko: czy mały nie jest głodny, czy mały nie ma pełnej pieluchy, czy mały ma czyste ubranka, czy mały już śpi, czy mały nie narobił bałaganu w salonie. 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku, karmiła, prała, sprzątała, ubierała, a gdy mały przestawał już być taki mały i zaczynał nabierać kształtów i wzrostu, dochodziły kolejne zadania. Dochodziły mamie, bo to ona przecież była w tej firmie od realizacji.

Czy dzieciak był dzisiaj w szkole? Czy został do niej zaprowadzony i odprowadzony? Czy dostał kanapki? Czy je zjadł? Czy zrobił prace domowe? Czy nauczył się na sprawdzian? Czy zapamiętał wierszyk?

Te pytania, jak tajemniczy klient sprawdzający jakość obsługi w sieciówce, zadawał tata. Ewentualnie życzliwe sąsiadki, ciotki, teściowe i szwagierki, ale przede wszystkim tata, bo to on był od kontroli. Od rozliczania mamy, czy ta sumienie wywiązuje się, ze swoich psich, a w zasadzie to maminych, obowiązków. Jeśli coś było nie tak, jeśli na przykład mama za dużo czasu spędziła na obijaniu się i leżeniu na kanapie po gotowaniu obiadu i przez to zwaliła któryś z pozostałych punktów „do zrobienia”, wtedy tata, jak kierownik na budowie udzielał merytorycznej reprymendy swojej podwładnej: „cały dzień siedzisz w domu, a mały w brudnych gaciach biega?” albo „jak nie zaczniesz go pilnować z lekcjami to wyrośnie na nieuka”.

Z kolei, jeśli wszystkie zadania zostały zrealizowane zgodnie z wytycznymi, nie dostawała żadnej pochwały, bo niby za co? Przecież nie dziękuję się słońcu za to, że świeci. Tak po prostu ma być.

Równie często jednak ojcowie nie porywali się nawet na nadzorowanie, tylko po prostu dezerterowali.

Ucieczka w pracę, ucieczka w alkohol, ucieczka dosłowna

Statystycznie w 2016 było więcej rozwodów, niż w 1995. Tyle, że to suche dane w oderwaniu od kontekstu. Kiedyś ludzie rzadziej rozwodzili się na papierze, oficjalnie, za pośrednictwem urzędu, bo co powiedzą ludzie, bo przysięgali przed bogiem, bo presja społeczna, żeby być razem. Rodziny jednak rozpadały się równie często. On wyjechał za granicę i po roku przestał wracać, mimo, że oboje byli małżeństwem. Ona uciekła do rodziców, do siostry, bo nie mogła z nim wytrzymać, mimo, że oboje byli małżeństwem. Oboje zaczęli sypiać w osobnych łóżkach, osobnych pokojach, przestali się odzywać, mówić do siebie „cześć, robię kawę, chcesz też?”, mimo, że oboje byli małżeństwem.

Jeśli jednak do rozwodu dochodziło, to bardzo często ojcowie uznawali „dobra, nic mnie z tą babą już nie łączy, mogę zacząć nowe życie” i oficjalnie umywali ręce. Umywali ręce od „tej baby”, ale i dziecka. Które cały czas było ich. Tyle, że to było dziecko ze „starego życia”, które chcieli zamknąć w piwnicy, uznać, że się nie wydarzyło i zacząć „nowe życie”. Więc zmieniali adres, numer telefonu, a czasem i nazwisko, żeby to „stare życie” już nic nigdy od nich nie chciało.

Miałem kolegę, którego ojciec po rozwodzie stwierdził, że nie tyle już nie musi się nim zajmować, bo zawsze miał w dupie co się z nim dzieje, co wydał okrzyk radości, że już nie musi go utrzymywać. Bo 300zł alimentów to nic w porównaniu z dzieleniem wszystkich wydatków na pół. Wydatków, z którymi od tego momentu matka zostawała sama. Tak jak z chodzeniem na wywiadówki, jeżdżeniem po lekarzach i tłumaczeniem, czemu jako jedyny w klasie rysując rodzinę na plastyce ma na kartce 2 postacie, a wszyscy inni 3.

Miałem kolegę, którego ojciec częściej pytał, czy pójdzie mu flaszkę do sklepu, niż co u niego, jak się czuje, jak poszło dzisiaj w szkole. Momenty, kiedy był trzeźwy był rzadsze niż dni bez deszczu w Anglii, a bywały i takie kiedy w ogóle o nim zapominał, nie poznawał i pytał kim jest. Matka musiała przejmować nie tylko obowiązki wychowawcze, ale w ogóle wszystkie, bo gdyby tego nie zrobiła, nie tylko nie mieliby czegoś jeść, ale i gdzie spać. Więc oprócz bycia supernianią musiała być jeszcze superpracownikiem, tyrającym na 3 etaty, żeby utrzymać dom i dwójkę dzieci. Jedno jej, jedno dorosłe, podrzucone.

Miałem kolegę, którego ojciec nigdy nie pamiętał ile ma lat i w której jest klasie, bo pracował. A jak człowiek pracuje, to nie ma czasu pamiętać o głupotach. Więc zapominał o grze w piłkę, o przytulaniu, o rozmowie. Zapomniał o własnym dziecku.

Miałem kolegów, których ojcowie dezerterowali, więc matki musiały wychowywać ich w pojedynkę.

Supermama, Batmama, Spidermama

 

Gdy postawiłeś ultra równą babkę w cementowym kwadracie, zwanym piaskownicą biegłeś pochwalić się mamie.

Gdy dostałeś jedynkę za nic, za to, że ściągałeś od Grześka, mimo, że to Grzesiek ściągał od Ciebie, biegłeś pożalić się mamie.

Gdy poznałeś nowych kolegów, z którymi założyliście rowerową paczkę, mówiłeś o tym mamie.

Gdy napadli Was kolesie z sąsiedniego osiedla i pozabierali czapki z daszkami z logiem Chicago Bulls, dzieliłeś się tym z mamą.

Gdy potrzebowałeś pieniędzy na pierwszą randkę z pierwszą koleżanką, prosiłeś o nie mamę.

Gdy ta koleżanka po miesiącu chodziła za rękę z Twoim najlepszym kolegą, wypłakiwałeś się mamie.

Gdy myślałeś o najbliższej Ci osobie, myślałeś o mamie.

Przesadzam, uogólniam, stereotypizuję? Możliwe. Możliwe, że to mój subiektywny odbiór lat 90-tych. A możliwe, że tak było wszędzie, że moje pokolenie wychowały matki. Na szczęście widzę zmiany, jest dużo lepiej.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Shawn Anderson

---> SKOMENTUJ

7 grillowych sztuczek, które warto znać!

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z piwem Tyskie i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich

Jest kilka nierozłącznych par na tym świecie: Tom i Jerry, kawa i papierosy, Charles Xavier i Magneto, orzechówka i mleko, sandały i skarpety, piwo i grill. Z racji aktualnej pory roku, dziś zajmiemy się tą ostatnią, bo biesiada w plenerze, to coś co tygryski lubią najbardziej. Do tytułu MasterChefa mi jeszcze trochę brakuje, ale znam kilka grillowych sztuczek, które ułatwią Wam pichcenie mięska i relaks. Z warzywami w trosce o własne zdrowie wolałem nie próbować, ale podobno też działa.

Nie przedłużając, ruszamy z koksem, jak to zwykł mawiać Pablo Escobar!

Chłodzenie piwa

Jeśli spadła na nas gwiazdka z nieba i nie dość, że mamy dom to jeszcze ogródek przy tym domu, i nie dość, że mamy ogródek, to jeszcze basen w tym ogródku, to powinniśmy złożyć pączki z adwokatem w ofierze, a zaraz potem wstawić do basenu piwa przyniesione przez gości, bo na 99% nie zmieszczą się w lodówce, a picie ciepłego to jak jedzenie frytek bez soli. Może powodować powikłania.

Jeśli świat kocha nas trochę mniej i nie mamy tego basenu, to w radzeniu sobie z oziębianiem trunków pomaga wanna zalana zimną wodą, a jeśli świat kocha nas jeszcze mniej i nie mamy nawet tej wanny, to zawsze zostaje miska.

Jeśli natomiast robimy grilla w plenerze, to pobliskie jeziorko/strumyk, będzie w sam raz do zadania, a jeśli świat nie kocha nas w ogóle jak Skaza Simby i nieopodal nie ma żadnej wody, to przewijamy do następnego punktu.

Rozkładanie węgla

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale siatki foliowe poza pękaniem w najmniej oczekiwanym momencie mają jeszcze jedno zastosowanie: można ich użyć jako jednorazowe rękawiczki. Rozkładanie węgla na grillu ma to do siebie, że jak byś się nie starał i jak turbo precyzyjnie nie trząsłbyś opakowaniem, w którym jest, to i tak w pewnym momencie będziesz musiał go dotknąć łapą, bo w końcu przypomina Ci się, że musisz położyć pod niego rozpałkę.

Jak to zrobić, żeby nie wyglądać jak górnik po pracy? Założyć na dłoń jednorazówkę, w której przyniosłeś jedzenie.

Rozpalanie grilla

Tę grillową sztuczkę pokazał mi kumpel z Opola w trakcie jakichś prehistorycznych juwenaliów. Bierzesz zwykły długopis za 50 groszy, rozkręcasz go, wyciągasz wkład i dmuchasz w stronę węgielków, które chcesz rozpalić. Brzmi głupio? No brzmi i nawet tak wygląda, ale działa! Przez to, że dmuchasz wąskim strumieniem, a nie szeroko na całe otoczenie, powietrze trafia dokładnie tam gdzie ma trafić i momentalnie rozpala żar do poziomu płomieni. Minuta, góra dwie i grill rozpalony!

Aluminiowe tacki

Nie wiąże się z nimi żadna zajebista historia, ale dzięki temu, że ich używasz, jedzenie tak szybko się nie pali i nie musisz zdrapywać czarnej skorupy, gdy na moment odejdziesz od grilla, a akurat buchnie ogień, bo na węgle ściekł tłuszcz.

Znaczenie jedzenia keczupem

Ona chciała ten chudszy, on ten grubszy, a Monika to w ogóle słabo przypieczony i weź tu teraz ogarnij te kawałki bez pamięci fotogenicznej. Albo która kiełbaska jest czyja. Jest na to sposób, wystarczy powiedzieć, że jesteś śmiertelnie chory i jeśli sam natychmiast nie zjesz wszystkiego, to zaraz będzie trzeba dzwonić po karetkę. Ewentualnie wyprosić wszystkich do domów. Ostatecznie można namazać keczupem pierwszą literę imienia osoby, która rezerwuje dane mięso, ale nie wiem, czy poprzednie rozwiązania nie są lepsze.

Otwieranie piwa bez otwieracza

Otwieranie piwa bez otwieracza to umiejętność, którą nabywa się zazwyczaj w połowie pierwszego roku studiów, jednak wiele osób opuszcza te zajęcia, stąd kilka przykładów jak można to zrobić, nie urywając szyjki butelki.

Technika numer 1: puszką

Jedną dłonią obejmujesz butelkę, tak by palec wskazujący był zaciśnięty tuż przy kapslu, drugą łapiesz pełną puszkę i wciskasz jej krawędź między ów palec i ów kapsel, następnie dynamicznym ruchem naciskasz na nią jakby była dźwignią i gotowe. Wraz z czasem, gdy nabierzesz wprawy będziesz w stanie tym sposobem otwierać piwo jak szampana i strzelać kapslami w gości podjadających Twoje mięso.

Technika numer 2: drugą butelką

Mimo, że ta technika jest bliźniaczko podobna do poprzedniej, to poziom skomplikowania rośnie, ponieważ osobom niezaprawionym w bojach zdarza się źle ułożyć butelki i otworzyć inną niż się planowało. Aby do tego nie dopuścić i nie zafundować trawie i swoim butom kąpieli w piwie, należy zwrócić szczególną uwagę na butelkę, która służy nam za otwieracz i jej kapsel, mianowicie, jego ząbki nie mogą zahaczać o ząbki kapsla, którego chcemy się pozbyć. Jeśli ten warunek jest spełniony, to tak jak wcześniej, wystarczy zrobić dźwignię i wypatrywać tęczy na niebie.

Technika numer 3: kluczem

Wariant dla osób, które wolą otwierać trunki bez wystrzałów. Bierzemy klucz z ząbkami, Gerda i ten od samochodu odpada, podkładamy go od dołu i odginamy ząbki kapsla, obracając drugą ręką butelkę. Mniej więcej tak jak byśmy otwierali konserwę. Mniej efektowne, ale nie trzeba potem szukać kapsla z wykrywaczem metali w trawie.

Owijanie jedzenia folią

Sztuczka ostatnia, ale chyba najważniejsza z całej listy, bo pozwalająca zachować obłędną grillową stylówkę w stanie nienaruszonym. Jeśli nie mamy talerzy, a nie mamy, jeśli nie mamy śliniaków, a nie mamy tym bardziej, jeśli nie mamy tacek, a nawet jak mamy, to to i tak nic nie daje, to żeby nie uświnić się tłuszczem kapiącym z mięska, wystarczy uprzednio opakować je w bułę i całość owinąć folią aluminiową. Działa z kebabem, działa też w przypadku karkówki i pozwala zachować czyste dłonie, koszulkę i spodnie. Z sumieniem bywa gorzej.

To tyle z moich grillowych sztuczek na zostanie plenerowym MacGyverem, jak macie jakieś swoje, to śmiało podrzucajcie do komentarzy!

---> SKOMENTUJ