Close
Close

11 rzeczy, których nie powinieneś robić na rozmowie o pracę

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z portalem Pracuj.pl

Wiele osób fiksuje się na tym, że jeszcze nie skończyło studiów i jest przekonanych, że przez to nie dostanie pracy, jak to się pięknie mówi, w zawodzie. Doświadczenie moje i wielu moich znajomych pokazuje, że to mit, powielany najczęściej przez rodziców, którzy wchodzili na rynek pracy w zupełnie innej rzeczywistości. I nie kumają, że trochę się zmieniło od czasów kiedy CV pisało się odręcznie na kartce i doczepiało spinaczem zdjęcie z dowodu. Pracuj.pl chce obalić kilka takich mitów i zachęcić młodych ludzi do szukania pracy zgodnej z ich zainteresowaniami trochę wcześniej, niż w dniu odbioru dyplomu magistra. Bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją dostali.

Ale, ale. Zanim wyruszysz w drogę musisz zebrać drużynę, a zanim zaczniesz mówić sobie z prezesem po imieniu, musisz przejść rozmowę kwalifikacyjną. Bieg z przeszkodami, który jest  jednym z bardziej stresujących wydarzeń w życiu człowieka. Zwłaszcza, jeśli doświadczasz go pierwszy raz.

Co zrobić, żeby nie połamać sobie nóg, dobiec do mety i jeszcze odebrać trofeum w postaci przyjęcia do pracy? Dobrze się przygotować. I nie robić na rozmowie rekrutacyjnej niczego z poniższej listy.

1. Nie przychodź niechlujnie ubrany

Stare góralskie przysłowie „jak cię widzą, tak cię piszą” niestety nie wzięło się znikąd. Da się zrobić tylko jedno pierwsze wrażenie, a rozmowa łatwiej Ci pójdzie, jeśli będzie ono dobre. Nie chodzi o to, żebyś od razu wbijał się w garnitur, ale dostosował swój wygląd do okazji. Przychodząc w wymiętej koszuli i brudnych butach, dajesz do zrozumienia, że w sumie to Ci nie zależy.

2. Nie spóźnij się, a już na pewno nie olewaj spotkania

Rozmowa kwalifikacyjna, to taka pierwsza randka z pracodawcą. Chodzi to, żeby się poznać i sprawdzić, czy do siebie pasujecie. Jeśli się spóźniasz, dajesz się poznać jak ktoś, kto nie potrafi ogarnąć działania zegarka, ale to i tak lepsze, niż wystawienie drugiej strony do wiatru i w ogóle odpuszczenie spotkania. Jeśli na rozmowę wyszedłeś odpowiednio wcześnie, ale na Twojej drodze właśnie wylądował meteoryt albo oddział obcych zablokował ulicę, poinformuj o opóźnieniu osobę, która na Ciebie czeka i wytłumacz sytuację. Doceni fakt, że dałeś jej znać i wie na czym stoi.

3. Nie ściemniaj, że w wieku 20 lat masz 30 lat doświadczenia

Pamiętam jak w pewnym momencie studiów miałem jeszcze bardziej beznadziejną sytuację finansową niż zazwyczaj i uparłem się, że dostanę normalną pracę biurową choćby nie wiem co. Podrasowałem swoje CV i zadowolony z siebie, że oszukałem system, w myślach już otwierałem szampana świętując sukces, bo zaprosili mnie na rozmowę do jednej z lepiej płacących korporacji. W trakcie spotkania pani rekruterka zapytała o moje doświadczenie, które posiadałem tylko w sferze fantazji i próbując na szybko wymyślić, co mogłem robić na wyimaginowanym stanowisku, moja twarz zapłonęła czerwienią żywą jak pieczony burak.

Kłamstwo, to najgłupsze co można zrobić. Wychodzi błyskawicznie i w zasadzie permanentnie skreśla Cię w danej firmie. Za to pochwalenie się umiejętnościami zdobytymi na przykład w trakcie organizowania juwenaliów, wychodzi tylko na plus.

4. Nie daj odczuć, że nie robi Ci różnicy, czy będziesz analitykiem danych, czy panem kanapką

Gdybym prowadził serwis o pączkach i szukał kogoś do redagowania artykułów, zależałoby mi na osobie, która jest tym zajarana i nie widzi się w niczym innym. Nie na kimś, komu nie udało się dostać na aplikację radcowską i z braku laku przyszedł do mnie. Domyślam się, że jeśli stawiasz pierwsze kroki w tematach zawodowych, to nie wiesz, czy bycie HRowcem jest Twoim przeznaczeniem i związkiem na całe życie. To jasne, bo jeszcze tego nie robiłeś, więc skąd masz wiedzieć. Ale pokaż zaangażowanie w tym temacie i wytłumacz czemu akurat zdecydowałeś się aplikować na to stanowisko.

Gdyby to była randka, chciałbyś się umówić na kolejne spotkanie z kimś, kto szuka partnera, ale jest mu obojętne, czy to będziesz Ty, czy przypadkowy przechodzień?

5. Nie bój się, nie mów szeptem, nie patrz w ścianę

Ja wiem, że im bardziej zależy Ci na pracy, tym większy stres i w ogóle matura ustna nie ma nawet podjazdu, ale wchodzenie do salki konferencyjnej z wypisany na czole „nie bijcie, ja nic nie wiem!” nie pomaga. Wręcz przeciwnie. Pomaga za to uśmiech, nawiązywanie kontaktu wzrokowego, bycie pewnym siebie i odpowiadanie na pytania więcej niż dwoma słowami. I przede wszystkim dobre przygotowanie się.

Tutaj znajdziesz przykładowe pytania, które mogą paść w trakcie rozmowy. A imię i nazwisko osoby, z którą będziesz rozmawiać w mailu z zaproszeniem.

6. Nie śmieszkuj na siłę, rozmowa rekrutacyjna to nie stand-up

Jeden żart jest w porządku, dwa to już granica, przy trzech przechodzisz na stronę pajacowania. O ile nie starasz się o angaż w cyrku, nie zaplusujesz takim zachowaniem.

7. Nie kozacz. Jesteś gościem, a nie gospodarzem

Przesada w każdą stronę jest zła. Zarówno bycie wycofanym i schowanym w sobie jest kiepskim pomysłem, jak i spychanie z biurka rzeczy, by móc postawić na nim swoje ego. Arogancja, buta i nonszalancja, to nie są magiczne składniki, po zmieszaniu których powstanie dobre wrażenie.

8. Nie szantażuj i nie mów, że coś Ci się należy. To nie spotkanie z politykiem

Mam zarówno znajomych pracujących w korporacjach, jak i tych prowadzących własne firmy, zdecydowanie większe niż jednoosobowe, i ci drudzy często opowiadają mi o tym, jak to jest być z drugiej strony ogłoszenia o pracę. Czyli jak to jest wylistować konkretne umiejętności, które powinien mieć kandydat, a potem spotykać się na rozmowach z ludźmi, którzy jedyne co umieją, to machać kartką z pieczątką uczelni i żądać 4 000 złotych netto.

To nie jest tak, że za sam fakt posiadania dyplomu magistra z urzędu należy Ci się praca i kilka tysięcy na rękę, a pracodawca jest tylko po to, by Ci je dać. Jeśli ktoś szuka programisty, to interesuje go tylko to, czy faktycznie potrafisz obsługiwać MySQLa, a nie czy masz zaświadczenie, że na trzecim roku studiów miałeś zajęcia z baz danych. W małych firmach często w ogóle nie zwraca się uwagi na to, w którym momencie zakończyłeś edukację, tylko na projekty, które zrealizowałeś.

9. Nie mieszaj z błotem byłego pracodawcy

Nawet jeśli uważasz, że na to zasługuje.

Wymaga tego zawodowy savoir-vivre. To jak wypowiadasz się o poprzednim człowieku, który Cię zatrudniał, daje do myślenia co będziesz mówił o obecnym, kiedy kolejny raz zmienisz pracę. Jeśli padnie pytanie, czemu odszedłeś z poprzedniej firmy, nie mów, że były szef był dupkiem. Powiedz, że nie widziałeś dla siebie możliwości rozwoju.

10. Nie zdradzaj sekretów – tajemnica rzecz święta

Tak jak poprzednio: jeśli na pierwszym spotkaniu wyjawiasz poufne informacje, to jaki to daje sygnał osobie, która być może w przyszłości też przekaże Ci coś w zaufaniu?

11. Nie mów, że nie masz pytań. Wykaż zainteresowanie przyszłą pracą

Rozmowa kwalifikacyjna to dobry moment, by omówić jakie masz opcje w kwestii łączenia nauki z pracą. I przy okazji pokazać, że faktycznie zależy Ci na tym stanowisku, dopytując o jego szczegóły.

Do momentu, w którym prowadzę własną działalność gospodarczą, doszedłem od sprzedawania gazet na plaży. W trakcie zahaczając o kilkanaście zawodów z najróżniejszy branż i po drodze studiując. Dziennie. Naprawdę, wszystko da się połączyć, wystarczyć tylko zapytać, czy jest taka możliwość i wykazać trochę zainteresowania.

Gdzie szukać pracy? W apce na telefonie

Jak pisałem we wstępie, odkąd nasi rodzice dostali pierwszą wypłatę trochę się zmieniło. Zmienił się nie tylko rynek, wygląd i forma dokumentów, czy rodzaj popularnych zawodów, ale też drogi jakimi tej pracy się szuka. Przeglądanie fizycznych tablic z ogłoszeniami, czy gazet, to już mocny archaizm. Tak jak Spotify zastąpił magnetofon z kasetami, tak aplikacja Pracuj.pl zastępuje chodzenie po przedsiębiorstwach i pytanie o wolną posadę.

Pomijając oczywiste oczywistości typu: apka jest wygodna, intuicyjna, ma trylion ogłoszeń i możesz korzystać z niej w każdej chwili, bo telefon masz zawsze przy sobie, to jest coś więcej, co sprawia, że faktycznie jest zajebista.

Pierwsza rzecz, to możliwość aplikowania na dane stanowisko z poziomu telefonu. Jeśli wklepałeś wcześniej dane ze swojego CV do konta na Pracuj.pl, to robisz jeden klik i beng! Już jesteś w procesie rekrutacji.

Druga, to JobAlerty. Ustawiasz filtr jakiego typu pracy szukasz i w jakim regionie, a aplikacja wrzuca Ci powiadomienie, gdy tylko pojawi się coś nowego.

Trzecia, to opcja sprawdzenia przeciętnego wynagrodzenia na danym stanowisku. Załóżmy, że chcesz pracować jako tłumacz holenderskiego: znajdujesz ofertę, pukasz w przycisk i masz podane widełki z zarobkami na tym stanowisku w Twoim regionie. Kozak! Szczerze mówiąc, to chyba najistotniejszy powód, dla którego warto pobrać tę apkę, bo wiem, że masę osób ma problem z wycenieniem swojej pracy.

Możesz ściągnąć ją, oczywiście za friko, stąd na Androida i stąd na iPhone’a, do czego zachęcam. Nawet, jeśli w tym momencie nie szukasz pracy. Może to praca szuka Ciebie.

(niżej jest kolejny tekst)

6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
AnetaJan FavreAdaMarek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marek
Gość
Marek

Bardzo zgadzam się z 9 punktem niestety wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego ze tak to działa. Dobry tekst jak zwykle!

Ada
Gość
Ada

Dodałabym jeszcze do listy „Nie przeklinaj”. Zaskakująco dużo ludzi zaczyna sobie przeklinać w trakcie rozmowy. I może w przypadku zatrudniania hydraulika nie ma to aż takiego znaczenia, ale już w sprzedaży czy obsłudze klienta to niepokojący sygnał na rozmowie kwalifikacyjnej.

Aneta
Gość
Aneta

A czy wypada zapytać, dlaczego jest tak duża rotacja pracowników na dane stanowisko? Myślę o wysłaniu CV do pewnej firmy, ale zastanawia mnie fakt, dlaczego ta firma tak często szuka pracownika na te samo stanowisko.. w internecie są różne opinie na temat tego pracodawcy, także dużo nieprzychylnych. Ciekawa jestem jak rekruter odpowiedziałby mi na to pytanie :D

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Od dłuższego czasu Polska jest wolnym krajem i nie wisi nad nami ani widmo wojny, ani rozbiorów. Możemy żyć, pracować, kochać się, zakładać rodziny i wychowywać dzieci bez duszącej obawy o to, że lada moment pod naszym domem rozpocznie się konflikt zbrojny. Ryk syreny alarmowej nie spędza nam snu z powiek, a wielu z nas nawet nie wie jak ona brzmi. W obliczu dosłownie rozumianej niepodległości, gdy nie ma konieczności marszu z bronią w ręku w walce o swój kraj, pojęcie patriotyzmu znaczy dla mnie coś nieco innego, niż znaczyłoby te 100 lat temu.

 ***

Patriotyzm nie jest dla mnie pisaniem wrogo brzmiących haseł na murach budynków.

Nie jest też prześladowaniem mniejszości narodowych zamieszkujących Polskę.

Ani podpalaniem instalacji artystycznej w centrum stolicy.

Zresztą, podpalaniem wozu transmisyjnego stacji telewizyjnej z zagranicznym kapitałem udziałowym również nie.

Nie postrzegam go również jako obrzucanie kogokolwiek cegłówkami.

 ***

Patriotyzm jest dla mnie płaceniem podatków. Nie zawsze jestem zadowolony z tego na co są przeznaczane, ale też nie dysponuję taką wiedzą, by zarządzać nimi lepiej. Jeśli chcę by kraj, w którym żyję był niezależny, muszę dotować jego infrastrukturę i osoby, które nim rządzą. I wierzyć, że robią to najlepiej jak mogą.

Patriotyzm jest dla mnie dbaniem o język. Jego czystość i poprawność. W momencie, kiedy jedynym zagrożeniem dla naszej kultury i tradycji jest zatarcie jej przez nas samych, ograniczanie makaronizmów i nieolewanie znaków diakrytycznych jest sztandarowym przykładem poszanowania polskości. „MuszĘ dotrzymaĆ terminu”, nie „musze zdazyc przed deadlinem”.

Patriotyzm jest dla mnie pokazywaniem, że da się żyć w tym kraju. Żyć i być szczęśliwym. Bo w momencie, kiedy nie musimy walczyć, powinniśmy korzystać z wolności, za którą poświęcili życie nasi dziadkowie. I pokazywać innym, co można z nią zrobić, a nie skupiać się na narzekaniu. Głupio byłoby, gdyby wojna pochłonęła tyle istnień, tylko po to, by teraz szerzyć malkontenctwo.

***

Płacę podatki, mówię po polsku i nie uciekam z kraju. Jestem patriotą.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Nicolas Raymond

Kilkanaście kłamstw o tym, co zmienia się po 30-tce

Skip to entry content

W marcu skończyłem 30 lat. Biorąc pod uwagę statystyki, to jestem gdzieś w 2/5 swojego życia. Gdybym urodził się kilkaset lat wcześniej, to byłbym już przy końcówce.

Zanim doszedłem do tego momentu, nasłuchałem się i naczytałem ile to się nie zmienia, kiedy zaczynasz mieć trójkę z przodu. Jesteś poważny, ustatkowany, usatysfakcjonowany z życia, nie przejmujesz się opinią otoczenia i w sumie to tylko zmiana daty w kalendarzu dzieliła Cię między gniciem w maliźnie, a wejściem z buta do sali tronowej i założenia korony z samozadowolenia. Jakby sam fakt, że upłynęło kolejne 365 dni sprawiał, że stajesz się wersją 2.0. Wersją zdecydowanie lepszą niż poprzednia.

Chyba nikogo nie zaskoczę, jeśli powiem, że to tak nie działa? Że sam upływający czas nie dokonuje w człowieku zmian? Redaktorzy z kobiecych serwisów przekonują, że jednak jest inaczej.

Przed Tobą mądrości na temat życia po trzydziestce, które niestety są kłamstwami.

„Nie robisz nic, na co nie masz ochoty i potrafisz o tym otwarcie mówić” (źródło). Dlatego chodzisz do pracy, którą ledwo trawisz, zajmując się projektami, przy których musisz łykać Aviomarin, żeby nie ufajdać biurka. To w tygodniu. W weekendy z kolei widujesz się z rodziną, która z torby bez dna wyciąga kolejne rady jak masz żyć, wychowywać dziecko i umeblować mieszkanie. Rady, o które nie prosiłaś.

„Nie chciałabyś znów mieć dwudziestu lat” (źródło). Pewnie. Przecież nikt nie chciałby mieć szybkiego metabolizmu, jędrnej skóry, szczupłej sylwetki i kacoodpornej głowy.

„Twoje życie w social mediach drastycznie zwalnia” (źródło). Ktoś chyba pomylił 30-tkę ze śmiercią. Moja mama ma 60 lat, a ciśnie na Fejsie jak szalona. Teściowa też publikuje więcej rzeczy, niż wielu znajomych w moim wieku albo i młodszych. Zresztą, to czy mniej zdjęć wrzucasz na Facebooka i Instagrama, raczej zależy od typu osobowości niż wieku. Jeśli byłoby inaczej, nigdy nie powstałby hashtag #instamatka.

„Wiesz, że nigdy nie będziesz idealna i akceptujesz to” (źródło). Jasne, stąd galopujący rozwój medycyny estetycznej i kolejne salony wyskakujące na mapie miasta jak pryszcze po imprezie. Botoks, liposukcja, powiększanie piersi, modelowanie kształtu warg sromowych – to wszystko zabiegi, z których korzystają nastolatki, no nie? No, nie.

„Mniej imprezujesz i nie żałujesz” (źródło). Z tym, że mniej imprezujesz, faktycznie się zgodzę. To znaczy, jeśli wcześniej studiowałaś poza rodzinnym miastem, a teraz pracujesz na etacie od 9 do 17. Ale czy faktycznie nie żałujesz? Czy ci wszyscy ludzie, którzy nie wychodzą na miasto, bo są wykończeni po nadgodzinach, faktycznie odpuszczają zabawę bez żalu? Albo młodzi rodzice, którzy już nie pamiętają jak wygląda świat poza domem po 20:00?

„Czujesz się bosko w swojej skórze” (źródło). Brzmi jak świetna afirmacja osobista do czytania przed lustrem na dobry początek dnia, ale… jeśli nie wykonałaś jakieś poważnej pracy nad samoakceptacją, ani nie byłaś na terapii, to raczej bym powiedział, że są takie momenty, kiedy czujesz się bosko w swojej skórze, niż że to stan permanentny. Momenty, które zdarzają się niezależnie od wieku. Zwłaszcza po alkoholu.

„Masz dobre relacje z rodzicami” (źródło). Przepraszam, ale: hahahahahaha! Jeśli Twoi rodzice najpierw ingerowali w wybór liceum, później w wybór studiów, potem mieli gotowy plan, gdzie będziesz pracować i kim zostaniesz, i nie przyjmowali, że sama możesz mieć pomysł na siebie, to nie przestaną układać Ci życia, tylko dlatego, że minął kolejny rok. To samo tyczy się bycia toksycznym, zaborczym, przemocowym oraz nadużywania alkoholu. Do zmiany relacji z matką i ojcem potrzeba czegoś więcej niż zerwania kartki w kalendarzu.

„Już wiesz, czego chcesz” (źródło). Jeśli odpowiedź brzmi: „najeść się i przytyć”, to możemy przybić sobie piątkę. Jeśli jednak traktujemy temat bardziej filozoficznie, to jest to kłamstwem. Miliony osób po trzydziestce dalej nie mają pojęcia co chcą robić, gdzie żyć i czego faktycznie potrzebują do szczęścia. Bo często nawet nie zadały sobie takiego pytania.

„Zimą już nie marznie ci tyłek w przykrótkiej miniówce” (źródło). Autorowi chodzi o to, że kobiety kończąc 30 lat już nie chcą być atrakcyjne fizycznie ani dla siebie, ani dla innych kobiet, ani dla mężczyzn i wszystkie ubrania podkreślające seksualność zamieniają na pluszowe worki. Dokładnie tak jest. Dlatego w klubach dla dorosłych, do których niechętnie wpuszczają studentów, klientki tańczą głównie w ocieplanych dresach.

„Potrafisz znaleźć czas dla siebie i osób, które są dla ciebie ważne” (źródło). Tylko jeśli odpowiednio wcześnie się tego nauczyłaś. Jeśli nie, to bywa, że stajesz się maszyną do sprzątania, gotowania i bawienia dzieci. Która w 24-godzinnym grafiku ma czas na wszystko poza swoimi potrzebami. I tak do usranej śmierci.

„Nie musisz już nikomu imponować durnymi gadżetami” (źródło). I właśnie dlatego kupujesz telewizor większy niż ściana w salonie, samochód, na który nigdy nie możesz znaleźć miejsca na parkingu i zegarek z mocą obliczeniową pozwalającą na symulowanie lotów w kosmos. A, i jeszcze nowe ciuchy. Ciągle nowe ciuchy.

„Już nie przeszkadza ci kilka dodatkowych kilogramów tu i tam” (źródło). Nie, wcale. Zwłaszcza, jeśli nie jesteś w związku. A moda na produkty light, siłownię i dopisywanie „fit” do wszystkiego – od skarpetek po salceson – to zupełny przypadek.

„Po latach wikłania się w dziwne układy, wreszcie odkryłaś, co w miłości jest ważne i jakich cech szukasz” (źródło). Byłoby super, gdyby zrozumienie o co chodzi w miłości i jakiego partnera potrzebujesz, było zależne wyłącznie od upływającego czasu. Rozwodzący się 40-latkowie i wielokrotne zamężne kobiety dają znać, że niestety tak nie jest. Szczęście w związku bierze się z wyciągania wniosków z doświadczeń i przede wszystkim z poznania i zrozumienia siebie. Co oznacza, że w niektórych przypadkach nie ma miejsca nawet w dniu śmierci.

***

Skończenie 30 lat nie sprawia, że jesteś mądrzejszy, pewniejszy siebie, czy bardziej zadowolony z życia. Jedyne co samo zmienia się po trzydziestce, to metabolizm, waga i przedział wiekowy w ankietach. Cała reszta wymaga od nas pracy i zaangażowania. I w zależności od naszych starań, efekty mogą pojawić 10 lat wcześniej, 20 lat później albo nigdy.