Close
Close

Dziś jest ważny dzień. Dziś mija równy rok odkąd zrezygnowałem z pracy, żeby zająć się blogowaniem na pełny etat. Dziś jest dzień, w którym chcę się uszczypnąć, żeby sprawdzić, czy się nie obudzę.

 

Grudzień 2008 – Jest zimno

Mieszkam z 5 przypadkowymi osobami w odrapanej ruderze w zrujnowanej kamienicy i paruje mi z ust, gdy wchodzę do kuchni. Więc staram się nie wychodzić z pokoju. A konkretnie spod kołdry. Leżę opatulony jak mumia i próbuję rozgrzać się jakimś podłym Żubrem. I palmami na komputerze. Oglądam „Californication” i w wyobraźni żyję życiem Hanka Moody’ego. Akurat łapie mega fuchę – będzie pisał bloga dla jednego z najpopularniejszy portali. Buja się po imprezach, pije drinki, wpada w tarapaty, wyciska życie jak cytrynę i o tym pisze. I ludzie to czytają. I ktoś mu za to płaci.

Fantazjuję, że też tak mogę.

Chcę wziąć jeszcze łyka, ale widzę dno w butelce i trzeźwość ściąga mnie na ziemię. Jest zimno, moja współlokatorka krzyczy, żebym ściszył, bo nie może zasnąć, a jutro mam zaliczenie z algebry liniowej. Z której w sumie jeszcze nic nie umiem.

To tylko fantazja.

 

Marzec 2011 – Kończę licencjat

Kiedy te 3 lata zleciały? Przecież wczoraj dopiero odbierałem indeks? Jeszcze nawet nie zdążyłem porządnie poznać kampusu. Dobra, nieważne. Chcę pracować w reklamie, więc chodzę po rozmowach kwalifikacyjnych. O pracę, o staż, o praktyki, o czyszczenie butów. O wszystko, byleby wbić się do jakiejś agencji albo działu marketingu.

– Dobrze. To teraz wyobraź sobie, że masz poinformować o nowej usłudze liderów opinii. Do jakich blogerów byś napisał?

– Do kogo?

– Komu z blogosfery wysłałaśbyś informację prasową komunikującą nową usługę naszego klienta?

– Ale, że co?

– Wiesz czym są blogi?

– W sensie, internetowe pamiętniki emo-nastolatków?

– No dobrze. Dziękuję ci za rozm…

– A nie, nie, już wiem. Martyna Wojciechowska, tak?

Nie dostałem tego stażu. Ani kolejnych dwóch. Za to dowiedziałem się, że ktoś taki jak blogerzy faktycznie istnieje. I to w naszym kraju. I podobno nawet z tego żyje.

To nie tylko fantazja?

 

Wrzesień 2011 – Mam ten staż

Kolejny, tym razem płatny, z opcją na stałą pracę i to w portalu, który zna nawet moja mama. Nieźle, co? No, nie źle. Jestem chyba redaktorem. „Chyba”, bo zasadniczo nikt mi nie powiedział jak nazywa się moje stanowisko, ale zajmuję się głównie pisaniem artykułów, a „dziennikarz” kojarzy mi się z prowadzeniem relacji z epicentrum wojennych wydarzeń, więc jednak „redaktor”. Piszę o dupach, zakupach, mydle i powidle, ale mimo to staram się, by każdy tekst miał pazur. No, pazurek. No dobra, paznokieć, ale taki dłuższy. Nie wszystkim koleżankom z redakcji się to podoba.

– Takie uszczypliwości to ty możesz sobie pisać na swoim blogu, a nie na portalu, który codziennie czyta kilkaset tysięcy ludzi.

– Racja.

Po powrocie do domu fantazja dostaje nazwę. „Stay Fly”.

 

Październik 2012 – Jadę na Blog Forum Gdańsk

Pierwszy raz. Za pożyczony hajs. Jak wystraszony szczurek. I mam spać kątem u znajomej znajomej znajomej. Przed wejściem do pociągu gubię bilet, ale i tak jadę. 11 godzin. Bez ogrzewania. Ale jadę, bo wiem, że tam TRZEBA być, bo tam będą WSZYSCY i może nawet poznam KOGOŚ, kim na co dzień tylko się jaram wlepiając ślepia w monitor. I może nawet zapamięta nazwę mojego bloga. Albo chociaż imię.

Przybijam piątkę z Kominkiem jak najgorszy psychofan, przebijając się przez tłum adoratorów, zamieniam zdanie z prowadzącym „Matura to bzdura” i dwa z tym jaśniejszym z „Lekko stronniczego”. I czuję się jakbym siedział na widowni podczas rozdawania Oscarów. Albo przynajmniej wszedł do garderoby gwiazd na „Top Trendach”.

Niepewność miesza się z ekscytacją.

 

Wrzesień 2013 – Koniec studiów

Moi znajomi z roku albo obronili się przed wakacjami albo robią to właśnie teraz. Ja nie. I wszystko wskazuje na to, że nie zrobię tego w ogóle. Ja właśnie teraz mam kongo bongo w pracy, którą lubię, bo dopinam ostatnie szczegóły w kampanii dla kluczowego klienta. Tak, tak, dobrze myślisz, jestem tym cholernym copywriterem i płacą mi za to, że wymyślam hasła, slogany i w ogóle bawię się literkami. Jak chłodne jest to? Ale to nic. Spytaj, co z blogiem.

Z blogiem zaczyna się dziać!

Dzieje się, bo ludzie czytają, i to czytają z zaangażowaniem, i na tyle, że reklamodawcy to widzą. Tak jest, weszły dwie duże kampanie z bardzo spoko produktami. W sensie, że ktoś widzi sens w tym co robię oprócz mnie, w sensie, że pojawiają pierwsze większe pieniądze, w sensie, że chyba będzie można zrobić z tego sposób na życie.

„Chyba”, bo to wciąż wydaje mi się ulotne, nienamacalne. Nie wiadomo, czy zaraz się nie skończy. Taka złudna fantazja.

 

Maj 2014 – Żegnam się z pracą

– Siadaj. Chciałem z tobą porozmawiać, bo w tym miesiącu kończy ci się umowa i…

– I nie chcę jej przedłużać.

– Jesteś pewien?

– Tak.

– Okej. Chcesz przejść do konkurencji?

– Nie, wchodzę w bloga na pełen etat.

– Będziesz w stanie się z niego utrzymać?

– Taki jest plan.

 

Lipiec 2014 – Jestem

Siedzę w „Zielnik Cafe” na warszawskim Mokotowie. W restauracji Magdy Gessler, takiej co to ludzie kwartał odkładają, żeby pójść z rodziną w niedzielę na obiad. Z okazji 30-lecia małżeństwa, czy coś. W każdym razie, siedzę tam, jem obłędne pierożki z cielęciną, które w połączeniu z roztopionym masełkiem wyciągnęłyby z niejedzenia niejedną anorektyczkę, a naprzeciwko siebie mam Kominka. Tego, który jest dla mnie największym autorytetem w kwestii blogowania, tego, którego książki mam na półce i traktuję jak biblię, tego, który jest najlepszy z całego środowiska.

I nie jest to bynajmniej zlot fanów. Spotkaliśmy się, żeby obgadać kampanię z Somersby. Dużą kampanię. Taką, że jak jej nie spieprzę, to już wszystkie furtki będą przede mną otwarte. Będę mógł pisać, latać po świecie i bawić się jak 7-latek w Disneylandzie. Być, tak bardzo jak to tylko możliwe we współczesnym świecie, wolny.

Obok siebie mam śmietankę tej branży, w ustach bitą śmietanę ze świeżymi malinami, a w głowie wyśmienity plan na kolejne 3 lata. To już nie jest fantazja, to materializowanie marzenia.

 

Teraz

Stoję pod klatką kamienicy, w której marzłem 7 lat temu, z garścią piasku przywiezionego z Korfu. Zaciągam się resztkami zapachu morskiej bryzy unoszącego się z ziarenek i spoglądam na zmurszałe, popękane mury budynku, w którym zrodził się ten oderwany od ziemi pomysł. A potem zamykam oczy i w myślach przewijam rolkę filmu z moim życiem od 2008, aż do dzisiaj, robiąc stopklatkę na wszystkich wzlotach i upadkach. Trochę ich było. Zwłaszcza tych drugich, więc chwilę to trwa.

Otwieram oczy i mówię to sobie głośno: – Tak, kurwa, zrobiłem to! Zrobiłem to!

Sen się spełnia! Nie, przepraszam, nie „się” spełnia. To ja, ja spełniam swój własny sen! Na jawie!

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Pingback: Résumé .#6 – przegląd czerwca – Alabasterfox.pl()

  • Gratuluję. Rzadko zdarzają się ludzie, którzy nie boją się realizować swoich marzeń. Wszyscy marzymy, ale tylko garstka z nas spełnia swoje marzenia, bo już doszła do momentu w którym wie, że nic samo się nie dzieje. Zajęło Ci to kilka lat, ale udało się. Jesteś szczęśliwy?

  • I trzymaj tak dalej!

  • Wiesz… i to jet może klucz do Twojego sukcesu (jakkolwiek to słowo brzmi, chyba jednak dobrze) – ludzie lubią być pozytywnie nakręcani a Twój optymizm, zapał i świetna energia ma działanie terapeutyczne! ;)

  • Tylko jedno można powiedzieć – gratulacje! :)

  • Cóż, mogę jedynie pogratulować i życzyć wytrwałości.

  • Jak zwykle mistrzowsko napisane. Idealny tekst do porannej kawy. Motywacyjny BIG SNAP prosto w twarz :) Dzięki Janku i GRATULACJE!

  • Mam nadzieję, że choć częściowo masz świadomość, jak bardzo motywujesz tym wpisem. Mam nadzieję, bo ufam, że to nie ostatni tego typu i za jakiś czas będzie bardzo pozytywny ciąg dalszy. Tego właśnie Ci życzę. I gratuluję, że tak konsekwentnie sięgnąłeś realizacji marzeń. Piękna sprawa :)

  • Andrzej Baliś

    wzruszyłem się. serio.
    Powodzenia !

  • Pingback: Blaski i cienie bycia zawodowym blogerem()

  • Gratulacje dla Ciebie przeogromne. Za wytrwałość, za pasję, za świetne pióro i bardzo kreatywne wpisy sponsorowane. Jesteś świetny gość i pisz dalej, bo robisz to tak dobrze, że na każdy post czekam z niecierpliwością. Piąteczka!

  • Świetnie się czyta takie historie, będące dowodem na to, że kiedy człowiek czegoś chce i będzie w to wkładał odpowiednią ilość pracy, to na pewno to osiągnie. Śledzę twoje poczynania od roku, bloga przewertowałam kilkakrotnie. I to bardzo miłe, widzieć że ludziom się udaje. Pamiętam, jak na ćwiczeniach dotyczących mediów przedstawiłam Twojego bloga. Było kręcenie nosem, że to nie są czasy Kominka i młodzi już nie są w stanie się wybić. A tu proszę, psi znawcy. Życie pokazało, że jednak można. :-) Powodzenia w dalszej pracy!

  • Podziwiam takie osoby, które potrafią wziąć się za siebie i same zadbać o spełnianie własnych marzeń, a nie czekają aż „się spełnią”. Takie historie są wielką motywacją i inspiracją dla takiej osoby jak ja – początkującej blogerki, która może i nie ma w planach uczynić z blogowania sposobu na życie (przynajmniej nie przed ukończeniem 18 roku życia :D), ale po prostu lubi to co robi. Powodzenia w dalszej pracy!

  • krotkiporadnik

    Czy ta straszna kamienica to nie na Dietla 44 była? :)

    • Nie, nie, ja mieszkałem na Topolowej, niedaleko Opery, tak że jej jeszcze trochę brakowało do Dietla 44 :)

  • Mam nadzieję, że czytając takie wpisy wszyscy starsi psioczący, że współcześni 20-latkowie są roszczeniowi ugryzą się w jęzory do krwi (albo przynajmniej zakrztuszą tym co akurat piją). Nie, my nie jesteśmy roszczeniowi. Po prostu niektórzy potrzebują znaleźć swoją drogę. Ty ją znalazłeś we właściwym momencie. Powodzenia.

  • Pamiętam, jak zakładałam pierwszego bloga, jakieś 10 lat temu. Wtedy nawet nikomu do głowy by nie przyszło, że blog to na serio może być styl życia, miejsce, gdzie robisz to, co lubisz i jeszcze zarabiasz. Uśmiecham się i przybijam piątkę. Fajnie, że teraz też się uśmiechasz, bo kampanie, i czytelnicy, i ten piasek z Korfu, ech… :) duża sprawa, brawo!

  • Pingback: » A co, jeżeli faktycznie jestem szczęśliwy? / kajzerek.ME()

  • Ven

    Uwielbiam takie historie. Nie dlatego, że brzmią jak american dream i motywują (a większość ludzi je właśnie za to uwielbia). To w takim razie dlaczego? A no dlatego, że są autentyczne, na faktach i o ludziach, którzy wcale nie musieli ciągnąć hajsu od rodziców, by coś osiągnąć. Jesteś inspirujący i właśnie się zorientowałam, że czytam Cię już dwa lata. I przez te dwa lata nie przestałam nawet na moment! Życzę Ci jeszcze więcej sukcesów, bo z pewnością na nie zasługujesz!

  • Fajny jesteś i zapracowałeś na ten spełniony sen. Inspirujesz :)

  • Zasłużyłeś, to masz. Serdecznie Ci gratuluję. W sumie to dla mnie mega wielka inspiracja :)

  • Ewa Grabowska

    Piękne – to co piszesz i jak piszesz. Gratuluję bardzo i uśmiecham się do ekranu, i dobrze, że się chwalisz, bo jest czym. Inspirujesz :-) Spełniaj kolejne sny!

  • Patryk Szmidt

    Jest moc! Myślę, że zaważyły o tym 2 aspekty – ciekawość i otwartość. Tak się składa, że akurat o tym dzisiaj pisałem. Obadaj – http://patrykszmidt.pl/dwa-pierwiastki-zycia/

  • Sylwia

    Tekst „Jak chłodne jest to?” wygrywa internety na dzień dzisiejszy. :D To jest tak chłodne, że trzeba napisać po prostu – gratulacje! Świetnie się czyta Twoje teksty, dajesz pozytywną energię (czasem przez kopnięcie w dupę ostrym słowem), no i znasz się na tym byznesie. Tak trzymać!

  • Jest coś takiego budującego, pozytywnego, trudno nazwać to uczucie, ale w pełni pozytywne, że spełniłeś jedno ze swoich największych marzeń. Oby to nie było ostatnie!

  • Kamila

    Łał…

  • Gratuluję Ci z całego serca:) Oby wszystkie Twoje założenia tak pomyślnie się spełniały:)

  • Gratuluję! Chwalenie się jest jak najbardziej wskazane, bo w przypadku takim jak Twój jest jedną wielką mobilizacją! I idealnie pokazuje, że jak się czegoś bardzo chce i poświęci się na to dużo czasu i energii to naprawdę DA SIĘ to zrealizować :) Ja np. między innymi dzięki Tobie założyłam swojego bloga i teraz każdy komentarz/mail od czytelnika/znajomego, że jestem inspiracją do podróży daje mi ogromnego kopa ;) Także dziękuję!
    Wszystkiego dobrego z okazji Dnia Dziecka przy okazji!

  • Super! Gratuluję i życzę, żebyś za jakiś czas mógł dopisać ciąg dalszy tego tekstu :))

  • Gratulacje! Dobry tekst który zrobi dobrze wielu osobom, tak mysle.

  • Kolejna świetna inspiracja! Ja tydzień temu zacząłem długi, długi urlop od mojego głównego zajęcia, a skupiłem się bardziej na blogu. I wiem, że to nie będzie zmarnowany czas, a jak dobrze pójdzie, to już nie będę musiał wracać do mojego „głównego” zajęcia, bo blog się nim stanie :)

    I też trochę traktuję książki Tomka jak biblię blogową :)

  • Inspirujące!
    Warto walczyć :)

  • Pięknie, inspirująco, prawdziwy amerykański sen :) Tak trzymaj!

  • Pingback: Sustainability - All That Matters (Teach Yourself Series) - Chris Goodall free downloads()

  • Doskonale, Janek, graaaatulacje! :)

  • to lepsze niż osiągnięcie stanu obee, też bym chciała!
    a wpadlam tu niedawno i przepadlam. wiesz, istnieją ludzie stworzeni do rzucania prac! :D

  • Kinga K.a

    oby więcej takich spełnionych snów Janek,powodzenia we wszystkim;))

  • Mam nadzieję, że niedługo też będę mógł napisać podobny tekst. W końcu każde spełnione marzenie to coś, czym warto się pochwalić…

    • Tak jest, chwalmy się spełnionym marzeniami, żeby motywować innych do działania!

  • Gratulacje!! Bardzo lubie czytac takie pozytywne szczere historie o tym jak sie komus udalo. Kibicuje zeby bylo jeszcze lepiej !

  • Mateusz Rzońca

    Jeszcze nie dawno kazałbym postukać się mocno w łeb komuś, kto powiedziałby, że będzie dostawał jakiekolwiek pieniądze za pisanie bloga. Przecież, tak jak napisałeś, blogi to tylko emo nastolatki prowadzą. Albo kazałbym samemu sobie, gdybym kiedyś powiedział, że czyjś wpis w internecie będzie mnie tak mocno kształtował. Dzięki Janie. Gratulacje!

  • Piąteczka, szefie!
    Szalej w najlepsze i karm nas wyśmienitym słowem <3

  • Inspirujące! Przeogromnie zazdroszczę (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) i dziękuję za motywację – pojawia się w dobrym momencie mojego życia:)

  • kaja

    brawo !!! warto byc ambitnym zadnym swoich planow :) brawooo

  • Tak trzymaj ! Tym wpisem przywróciłeś mi nadzieję i humor w tym kiepskim dniu. Jak uda mi się dostać na Blog Forum w tym roku to będę jak ten psychofan gdy uda mi się z tobą przebić piątkę :) Pozdrawia stała choć niekomentująca czytelniczka ;)

  • piaxie

    Gratuluję! Tak trzymaj i nie odpuszczaj, rób to, co – jak myślę – kochasz, dalej. :) Co za dzień, najpierw tekst u hani.es (który polecam!), a teraz Twój. Bomba! :))

  • Mega!!!! Uwielbiam energię ludzi spełniających marzenia:)))))

  • To nie tylko świetna historia, ale też ogromny kopniak do działania, dzięki!

  • „Spijam” takie teksty bo dzisiaj mija 5 miesięcy od kiedy zrezygnowałem z etatowej pracy przechodząc „na swoje”. Co więcej, mija dokładnie tydzień od zamieszczenia pierwszego wpisu na blogu o którym myślałem już co najmniej kilkanaście miesięcy (o blogu znaczy nie o wpisie :) ). Traktuję go co prawda hobbistycznie ale czytając takie artykuły…

  • dobrymjud

    Siedzę od pięciu minut i staram się dać wyraz w słowach tym, jak bardzo cieszę się z tego, że zarabiasz i żyjesz z prowadzenia bloga, którego ja tak lubię czytać. Bo niezaprzeczalnie bardzo lubię Cię czytać, ale świadomość tego, że ja czytam, a Ty się spełniasz dając mi to do czytania to w ogóle kombo. Bardzo bym chciała dać wyraz temu how cool is that, ale nie umiem, więc tylko się będę dalej jarała w samotności.

  • O_l_l_i_e

    Lubię czytać o cudzym szczęściu i sukcesach. :) Gratulacje i oby Ci się nigdy pomysły nie skończyły!

    • To mi raczej nie grozi, bo zawsze mam rozpisane tematy na przynajmniej miesiąc w przód, ale nigdy nie mów nigdy :)

      • O_l_l_i_e

        Bardziej miałam na myśli pomysły na siebie i życie, żeby Ci nigdy entuzjazmu nie zabrakło. ;) Ale dobrze, że i o blogu wspomniałeś, bo brrrrr, aż strach pomyśleć, jak nudno by się zrobiło bez niego.

  • happily_whatever_after

    Przeczytałam ten tekst, w tle grała mi najnowsza płyta Florence & The Machine, potem odświeżyłam sobie chyba mój najulubieńszy wpis („Życie jest spoko”). I czuję się cholernie zmotywowana! :)

  • kasia garnek

    A większość ludzi nadal będzie mówiła, że seriale i internet to marnowanie czasu/pierdoły. Jak widać, jeśli ktoś chce więcej to wszystko potrafi odpowiednio wykorzystać. ;) Uwielbiam czytać takie historie, są mega inspirujące.
    ps. Z Hanka (tudzież Davida) warto wziąć jeszcze jedno – z wiekiem stawać się nawet bardziej atrakcyjnym niż za młodu.

  • Wojciech Kopeć

    Pogratulować i oby tak dalej ;)

    • Wojciech Kopeć

      Tylko kotka szkoda :P

  • Październik 2012, dokładnie tak się czułam w grudniu 2014, na największym blogowym zlocie w tym kraju. Pierwsze piątki, pierwsze dyskusje (nareszcie) face to face. I tak sobie myślę, że jesteś jednym z wielu w tym kraju, którzy zapragnęli zmiany, ale jednym z nielicznych, którzy faktycznie zaczęli coś zmieniać. I jeszcze dawać tym samym kopa kolejnym zasiedziałym ;)
    Tak sobie liczę i mi wyszło, że jeszcze kilka lat i też przejdę na swoje ;)

  • Powiem krótko, gratulacje i oby tak dalej ;)

  • Weronika Zuzańska

    Dodaję ten tekst do ulubionych. Dziękuję za piękny prezent na dzień dziecka :)

  • Kaśkaderka Mała

    Stay Fly do emerytury!

    • Pani, jaka emerytura? Rentierstwo!

  • VQ

    świetnie, Panie Janie! świetna historia ;)

  • To co napisałeś można pokazać każdemu – tym, co zaczynają blogować, tym którzy otwierają swój biznes, tym, którzy postanowili wejść na Mount Everest i rzeszy innych ludzi. By przestali dupska i robili co trzeba. Pewnie latami, małymi kroczkami, ale zawsze do celu.

    Tak trzymaj! :)

    • Determinacja i konsekwencja podstawą sukcesu! Dzięki!

  • ka

    mam dreszcze podczas czytania. przypadkiem udało mi się włączyć bardzo dobry utwór, który w miarę czytania tekstu, idealnie się z nim zgrał (nigdy nie wiadomo jak, ale muzyka zawsze potrafi to zrobić, dzięki bogu). moje wrażenie po przeczytaniu i po ciszy, która została wraz z końcem numeru – nie do podrobienia. nie do zapomnienia. zrobiłeś to, co zrobiło dosłownie kilku poetów i autorów ze mną wcześniej – skradłeś mi serce tym tekstem. a musisz wiedzieć, że w moim przypadku to serce jest zamknięte gdzieś w bardzo, bardzo wysokiej twierdzy. moc sposobu, w jaki bawisz się literkami, jest więc ogromna.

    wiesz, mam folder, w którym kolekcjonuje rzeczy, do których planuję zaglądać, gdy tylko będę tracić wiarę w to, że mój blog ma sens. i że, tak samo jak ty, kiedyś zwiąże z nim swoją przyszłość. ten tekst zajmuje tam od dziś honorowe miejsce.

    ps a za „obok siebie mam śmietankę tej branży, w ustach bitą śmietanę ze świeżymi malinami, a w głowie wyśmienity plan na kolejne 3 lata” powinieneś mieć tłum pod sceną jak w hradec kralove, skandujący twoje imię!

    • To jak odebrałaś ten tekst, to dla mnie ogromny komplement, zaczynając przygodę z pisaniem marzyłem o tym, żeby ludzie kiedyś tak reagowali na moje teksty. Dziękuję!

  • Konrad Norowski

    Inspirujący tekst. Dzięki!

  • Better

    Gratulacje! Trzymam kciuki za jeszcze większe sukcesy!

  • Historia ciekawa, może w przyszłości książka rozwijająca tę opowieść?

    • Książka na pewno, ale raczej o nieco innym motywie przewodnim.

      • Konrad Norowski

        Można wiedzieć jaki to będzie motyw?

        • Dopóki nie będę miał przynajmniej połowy nie chcę o tym mówić, bo już o zbyt wielu planach opowiadałem, a potem nic z tego nie wychodziło.

  • Martyna

    Tak dalej!
    kurde! oblałam dzisiaj egzamin z arcyciekawego prawa podatkowego, w końcu czas puścić w świat już dawno przygotowane teksty z folderu „na bloga” :)

  • Szacun! :)

  • W.

    Oby tak dalej! A tekst podsyłam znajomej pedagog, która prowadzi zajęcia motywacyjne dla licealistów w podkrakowskim mieście. Drugi raz to robię, bo poszukuje autentycznych ludzi, którzy ‚z niczego’ stworzyli coś i nie były im potrzebne do tego studia, bo ze smutkiem zauważyłyśmy, ze licealiści chcą iść na studia, jakiekolwiek, bo tak trzeba i koleżanka chce im pokazać, że to nie jedyna droga.

    • Cudownie, że istnieją tacy nauczyciele, którzy pokazują, że są alternatywne drogi. Żałuję, że ja w trakcie edukacji nigdy na takiego nie trafiłem.

      • W.

        My wprawdzie trafiłyśmy, ale jej podejście wynika z tego, że ukończyła studia, z których nie była specjalnie zadowolona, pierwsze dwie prace rozczarowały, a że mimo wszystko chciała wykorzystać 5 lat męki postanowiła przekuć to na sukces i być takim nauczycielem jakiego zawsze każdy uczeń chciałby spotkać. W sumie macie coś wspólnego. ;)

  • Asia

    „Ludzie, którzy twierdzą, że czegoś nie da się zrobić, nie powinni przeszkadzać tym, którzy właśnie to robią.”
    Jack Canfield

    Najpierw wpadłam na ten cytat, a zaraz potem przeczytałam Twój tekst. I uśmiechnęłam się.
    Gratuluję sukcesu :)

    • Dziękuję i w pełni zgadzam się z cytatem, święte słowa!

  • I niech ktoś jeszcze spróbuje powiedzieć, że się nie da. Da się i może być mega. :) Niech Ci się ten sen spełnia nieustannie i wypełnia kolejnymi, niezapomnianymi klatkami. :)

  • Myślę, że Twoje spełnienie marzeń to chyba największe gratulacje jakie możesz dostać, lepszych od nikogo innego nie będzie.
    Trzymaj tak dalej!
    Po cichu mogę pozazdrościć i zazdroszczę, bo lubię blogować i chciałabym rozwinąć swojego bloga, ale studia pozostają dla mnie ważniejsze, bo po nich nie będę miała problemu z pracą. I kasą.
    Ale najważniejsze – będzie to dla mnie satysfakcjonująca praca, tak jak i Twoja dla Ciebie.

    Bo o to chyba chodzi, nie?

    • Różni ludzie mają różne priorytety – dla jednych najistotniejsze jest założenie rodziny, dla drugich bezpieczeństwo i stabilizacja w pracy. Dla mnie akurat najważniejsze było zarabianie na tym co się lubi robić, ignorując zagrożenia i konsekwencje z tym związane, ale wiem, że nie jest to popularne podejście.

  • Właśnie dzięki temu tekstowi dopisałem jeszcze jedną pozycję do listy „Before I die…”
    Bodziu bles Ju

  • Przed chwilą wróciłam ze spotkania z 27-letnim chłopakiem, który podróżował 3 lata bez grosza. Bo potrafił sobie to zorganizować. Prędzej mój kolega poinformował mnie, że wreszcie zakłada swoją firmę, a wciąż pamiętam rozmowę, w której oboje nakręcaliśmy się na taką formę zarobku i wydawało się to nierealne. Teraz Twój tekst, tak na deser. O matko, co za dzień (Dziecka)! Ten jeden wykrzyknik to za mało!

  • pedro_sanctis

    Najlepiej ;) Takie historie lepsze niż mocna kawa. Szacunek za wytrwałość i zawziętość. Niech StayFly wiedzie się jeszcze lepiej ;)

  • Kurde no, niech się dzieje!

  • To już rok, rzeczywiście! Ale czad :)

  • I od tego czasu piątki z Kominkiem tyle znaczyły, co potarcie za ogona psa-pomnika na szczęście :D
    Zazdroszczę! Tak niepolsko! Tak, że cieszę się!

  • Tianzi

    Hej, fajne to. Ja podziwiam ludzi z tej fuchy za to, że po kilku latach wciąż mają coś do napisania.

  • Chryste wzruszyłam się.
    Szczerze gratuluję i życzę dalszego życia jak w Madrycie ;-)

  • Kasia Rogalska

    Warto wspomnieć o na-lansie.pl. Nie była to długa historia, nie wiem czy czegoś cie nauczyła, ale jednak to był chyba pierwszy Twój krok w internetach i pierwsze zderzenie z tym, że nie wszystko zawsze zależy od ciebie…:-)

  • a ja pamietam jak czytalam niektore Twoje teksty jeszcze w 2012 roku, moj sen rowniez sie spelnia tyle ze w Budapeszcie :)

    • Gratuluję i trzymam kciuki za kolejne!

  • Ej aż się serio wzruszyłam jak to przeczytałam :)))
    Jesteś mega motywujący z tą historią :)))
    OBy dalej do przodu i, no może nie do gwiazd bo daleko i rzadko byś pisał, ale oby jak najdalej po kres marzeń :)

    Wszystkiego dobrego na Dzień Dziecka. :)

    • Dzięki wielkie i również dobrego dnia dziecka! Niech w każdym z nas gdzieś będzie ten dzieciak podrzucający szalone pomysły!

  • To jedna z najbardziej optymistycznych historii, którą ostatnio przeczytałam. Także tych najlepszych, bo prawdziwych. Mogę tylko napisać gratulację! Także dziękuję za to, że się tym podzieliłeś. Zdecydowanie inspirujesz.

    • Dziękuję bardzo i po cichu liczę, że ruszy to też innych, którzy potrzebują impulsu do działania.

  • tak trzymaj!

  • Dziękuję.

  • Aleksandra Muszyńska

    Śmiało możesz stanowić wzór dla tych wszystkich, którzy mówią, że się nie da/nie w tym kraju/nie mam możliwości/bo nie mam bogatych rodziców/szwagra w odpowiednich strukturach. Otóż można, trzeba tylko wiedzieć, czego się chce – i ostro na to zapierdalać.
    Fajnie, że z Twojego sukcesu ja też czerpię pewne profity – czytam świetnego bloga, jedynego, do którego regularnie i często wracam.
    Gratuluję.
    A teraz wracam do pracy. Dołożyć cegiełkę do swoich marzeń :).

    • Dzięki wielkie Ola za ciepłe słowa i że jesteś tu już tyle czasu! Trzymam kciuki za Twoje marzenia!

Co spakować jadąc na wakacje za granicę?

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z serwisem Walutomat.pl

Zawsze, gdy jestem przed kolejną podróżą i zastanawiam się, co spakować jadąc na wakacje za granicę, wydaje mi się, że odpowiedź na to pytanie jest banalna. Po czym docieram na miejsce i okazuje się, że jak zwykle czegoś zapomniałem. Czegoś oczywistego, co w danym momencie bardzo by mi się przydało. Tak bardzo jak kąpielówki na basenie. Nie wchodząc już w kompromitujące szczegóły z moich wycieczek, pomyślałem, że zrobię taką listę z punktami do odhaczenia rzeczy, które warto ze sobą zabrać.

Lecąc na tygodniowe wakacje warto spakować…

0. Siedem par koszulek, siedem par skarpetek, siedem par bokserek – ja wiem, że wszyscy wiedzą, ale kto nie zapomniał choć raz? Tylko ja? Dobra, to niech będzie, że punkt 0 jest tylko dla mnie.

1. Dowód i paszport – czemu aż dwa dokumenty? Teoretycznie do większości europejskich państw możesz dostać się na sam dowód tożsamości, ale kto wie, czy w trakcie opalania się w bułgarskim Słonecznym Brzegu nie poniesie Cię do tureckiego Stambułu, którego nie zwiedzisz bez paszportu? Albo czy zwyczajnie nie zgubisz w piasku jednego dokumentu, w trakcie mocno zakrapianej szampanem Piccolo imprezy na plaży i nie będziesz miał jak wrócić do kraju?

2. Dwie kopie biletu na samolot / rezerwacji wycieczki – ta sama sytuacja co wcześniej, tyle, że tym razem nie chodzi o całonocne recytowanie poezji, a o stres i pośpiech. Połowa lotów, które odbyłem była bladym świtem (7:30), co sprowadzało się do tego, że musiałem obudzić się w środku nocy i półprzytomny zdążyć na transport na lotnisko, nigdy nie będąc do końca pewnym, czy aby na pewno wszystko wziąłem. Dlatego, aby mieć większą pewność, że nie pomyliłem biletu z chusteczką, wyrzucając go do kosza, zawsze mam 2 kopie – jedną w portfelu i drugą w wewnętrznej kieszeni w torbie. Jak dotąd jeszcze ani razu nie odmówiono mi wejścia na pokład samolotu z powodu braku tego świstka, więc sprawdza się całkiem nieźle.

3. Coś od deszczu – ja wiem, że lato, słońce i w ogóle plan na całodniowe opalanie, ale jak byłem w Barcelonie w maju, to przez 4 z 5 dni padało. Tak że tego…

4. Coś ciepłego – jakby jednak nie było dzień w dzień tych 35 stopni w cieniu, które zapewniało biuro podróży.

6. Japonki – w razie zidentyfikowania runa leśnego pod prysznicem. No i na plażę.

7. Wygodne pełne buty na zmianę – gdyby ten deszcz faktycznie nie ustawał, a nastawiłeś się na zwiedzanie.

8. Spodenki do pływania / strój kąpielowy – no, to już omówiliśmy we wstępie.

9. Kapelusz / czapka – zabrzmię jak swoja własna babcia, ale „kto na słońcu smaży się bez kapelutka, tego wnet rozboli główka”.

10. Okulary przeciwsłoneczne z filtrem UV – -50 do mroczków przed oczami po zejściu z plaży i wejściu do ciemniejszego pomieszczenia, +10 do stylówy na letniaka.

11. Krem do opalania, też z filtrem – aktywuje czar „ochrona przed rakiem skóry” i zapobiega rzuceniu klątwy „bezsenna noc”.

12. Coś na komary – według ludowych wierzeń dym tytoniowy odstrasza komary, ale co jeśli żar z papierosa przyciągnie ćmy-wampiry? Jeśli nie chcesz przelewać krwi w żadną stronę i mieć święty spokój jak Quebonafide z Natalią Zamilską, po prostu spsikaj się czymś.

13. Wilgotne chusteczki – tym razem to będzie w tonie blogerek rodzicielskich, ale takie chusteczki zawsze się przydadzą. Na przykład, gdy trzecią godzinę lecisz samolotem i jesteś zmięty jak papier śniadaniowy z Twoich kanapek albo gdy jedziesz w 40-stopniowym upale busem z lotniska do hotelu, który wyjątkowo nie ma klimatyzacji i kleisz się jak butapren. Dzięki nim się odświeżysz.

14. Zwykłe chusteczki – tak na wszelki wypadek. Gdyby gdzieś nie było papieru toaletowego. Albo nieoczekiwanie się skończył. Przydają się. Serio.

15. Węgiel leczniczy – słyszałeś o zemście faraona albo klątwie sułtana? Nie? To Twoje szczęście, ale żeby nabawić się problemów z żołądkiem nie musisz koniecznie opuszczać kontynentu. Wystarczy, że zmieszasz ouzo z espresso i pół-świeżym kebabem. Żeby reszty wyjazdu nie spędzić gapiąc się w kafelki podłogowe w łazience, warto wziąć ze sobą jakieś antidotum.

16. Szczoteczka do zębów, pasta i dezodorant – ręcznik i żel pod prysznic na 95% jest na miejscu.

17. Leki przeciwbólowe / przeciwgorączkowe – gdyby zabawa była na tyle dobra, że chwila zapomnienia trwała pół dnia i spaliłeś sobie plecy na plaży, przewiało Cię na całonocnym ognisku, albo zamiast kopnąć piłkę trafiłeś w kamień ukryty tuż pod nią.

18. Dobra muzyka – to bardziej w kwestii pakowania na telefon, a nie do torby (bo telefon bierzesz, co nie? dobra, głupie pytanie), ale tak, właściwy akompaniament to czasem nawet i połowa udanego relaksu, bo nic tak nie dopełnia ekscytacji i szczęścia, jak adekwatne tło muzyczne.

19. Słuchawki – żebyś nie zatruwał innym życia udając didżeja bez słuchawek.

20. Bank energii – po cholerę bank energii, jak przecież nie jedziesz na pole namiotowe, tylko do cywilizowanego miejsca, gdzie wszędzie są kontakty i możesz się podładować? No, żebyś się nie zdziwił. Jak się i słucha nuty, i robi zdjęcia, i dzwoni do mamy, żeś cały i zdrowy, i sprawdza teren na Google Maps, a w międzyczasie jeszcze czyta teksty wrzucone do Pocketa, to bateria może paść zanim się zorientujesz, że jesteś dokładnie nie wiadomo gdzie, bo poszedłeś na dłuższy spacer.

21. Ładowarka – wiadomo po co i dlaczego, ale jak robimy listę z punktami do odhaczenia, to musi się tu znaleźć.

22. Przynajmniej jedna gazeta – podobno kiedyś istniało życie bez nowoczesnych technologii i cyfryzacji, nic mi o tym nie wiadomo, ale jak już będziesz musiał się przenieść do tych czasów, bo mimo wszystko padł Ci telefon w samolocie albo nie chciałeś go zatrzeć na plaży, to warto mieć przy sobie jakieś średniowieczne narzędzia do walki z nudą, odporne na piasek i brak prądu.

23. Karty / jakakolwiek kieszonkowa gra towarzyska – gdyby padał ten cholerny deszcz, a Ty jednak chciałbyś się rozerwać ze współtowarzyszami. W końcu to wakacje!

24. Ekotorba – to moje obowiązkowe wyposażenie na większości wyjazdów. Czemu? Bo mega łatwo spakować ją do bagażu podróżnego i zabiera miejsca tyle co nic, a już w trakcie samych wakacji jest turbo poręczna, sporo mieści (książkę, okulary słoneczne, wodę, ręcznik, kąpielówki, bagietki, słoiki z gołąbkami, cokolwiek) i nie ma bólu, gdy uwali się piachem albo zaleje lokalnym trunkiem, bo wystarczy ją przeprać pod kranem.

25. Pieniądze – a konkretnie lokalna waluta. Celowo pojawiają się jako ostatni punkt, bo też zazwyczaj przypomina mi się o nich na samym końcu pakowania. Albo już w trakcie podróży. Gdy jest za późno, żeby skoczyć na miasto i wymienić kasę. Ciekawą alternatywną dla stacjonarnych kantorów jest Walutomat, w którym wymienisz pieniądze przez internet w każdej chwili i z każdego miejsca na Ziemi.

walutomat mochup 3

O co chodzi i z czym to się je?

W Walutomacie, tak jak w fizycznym kantorze, wymieniasz pieniądze, tyle, że przez internet za pomocą przelewów. Masz złotówki, chcesz mieć euro? Ustawiasz ile jednej waluty chcesz wymienić na drugą, klikasz i jest. Możesz albo skorzystać z bieżącego kursu zaproponowanego przez system i wymienić kasę natychmiast albo określić swój własny i czekać aż bieżący spadnie do tego poziomu.

Jedyne czego potrzebujesz, żeby korzystać z kantoru internetowego, to konto walutowe, co wydawało mi się jakąś barierą nie do przejścia, po czym okazało się, że to 5 kliknięć na kompie. Konto walutowe potrzebne jest do tego, żeby pieniądze w obcej walucie miały gdzie być przelane, bo nie da się tak, żebyś na zwykłym koncie złotówkowym miał euro. Co wcale nie było dla mnie oczywiste.

Wymienianie hajsu w ten sposób jest bardzo wygodne i bezproblemowe, ale jest jedna rzecz, o której trzeba pamiętać. O ile konto w euro możesz otworzyć w ciągu minuty, kasę wymienić w 3 kwadranse, o tyle, żeby jej użyć, potrzebujesz karty do owego konta, która z banku idzie średnio 7 dni, więc warto obudzić się ciut wcześniej niż w drodze na lotnisko. Najlepiej zrobić to od razu, a gdyby te 5 kliknięć Cię nie przekonywało, to tu znajdziesz szerszy opis. Później możesz już śmiało zapominać wszystkiego.

walutomat mochup 2

Są jakieś plusy?

Zdecydowanie.

Czas – nie musisz nigdzie jechać, nie musisz się śpieszyć, nie musisz szukać kantoru, który ma akurat taką kwotę jaką chciałbyś kupić. Pieniądze możesz wymienić nawet przed samym wejściem do samolotu, a nawet i w trakcie lotu jak ma wi-fi.

Dostępność – skorzystać z internetowego kantoru możesz z każdego miejsca na Ziemi, w którym jesteś w stanie połączyć się z internetem.

Wygoda – jeśli w trakcie pobytu potrzebujesz więcej kasy niż wymieniłeś przed wyjazdem, nie musisz zadawać sobie egzystencjalnego „i co terasss?”, tylko po prostu robisz przelew i już masz lokalną walutę na karcie, którą możesz płacić bez dodatkowych kosztów lub, w zależności od oferty Twojego banku, wypłacać pieniądze bez prowizji z miejscowych bankomatów lub za pomocą usługi cashback.

Bezpieczeństwo – kasę którą masz na karcie trudniej zgubić niż banknoty, które masz w portfelu, zwłaszcza, gdy w tym drugim przypadku nosisz przy sobie całość wymienionego hajsu.

Oszczędność – nie jest to kwota za którą wybudujesz dom i kupisz nowe Mitsubishi, ale na piwko albo dwa styknie. Kupując 100 euro przez Walutomat, w zależności od tego w jakim banku masz konto, oszczędzasz nawet do 20zł. Przy sprzedawaniu kasy, która została Ci po wakacjach, też masz lepszy kurs, niż „normalnie”.

walutomat mochup

Czy warto?

Niech odpowiedzią na to pytanie będzie fakt, że na ostatnim wypadzie do Grecji, wymieniałem pieniądze właśnie w ten sposób. I póki co nie zamierzam go zmieniać.

---> SKOMENTUJ

Cotygodniowy Przegląd Internetu #28: Kuba Wojewódzki, Ryan Gosling i MacGyver

Skip to entry content

kuba wojewódzki kabaret ani mru mru

Kolejny tydzień upłynął w oparach wyborów, spisków, iluminatów i reptilian, dlatego nie będę Was tym męczył w 28 „Przeglądzie” i w całym zestawieniu pojawia się tylko jedna pioseneczka leciuteńko nawiązująca do tematu. Raz, że nie chcę zamienić Stay Fly w blog polityczny, a dwa, że właśnie jestem w Tyliczu i moje myśli zajmują dużo lżejsze tematy. Na przykład to, czy dałoby radę przewieźć w foliowych workach zapas czystego powietrza na kolejne 7 dni do Krakowa. Ja popadnę w zadumę nad tą kwestią, a Wy łapcie świeżutkie streszczenie sieci!

Pamiętacie jeszcze Flexxip? Pierwszy skład Tego Typa Mesa, w którym nawijał z Emilem Blefem? Strasznie jarałem się ich demówką i legalem, dlatego serduszko zabiło mi ciut mocniej, gdy w tym wywiadzie wrócili do czasów ortalionów i golenia głów na zero.

Hity z dzieciństwa przetłumaczone na polski! Radio Zet zrobiło prześwietna akcję – wzięło takie klasyki jak „Gangsta’s Paradise” Coolia, „Boom, Boom, Boom” Venga Boys, „Blue” Eiffel 65 i podłożyło lektora z „Mody na sukces” tłumaczącego linijki na nasz język. Musisz tego posłuchać!

Miłość i wybaczenie na dzień matki: to wcale nie jest ckliwy, oklepany tekst, który ma wywołać rzewne łzy u odbiorcy. To bardzo zabawny wpis, o tym, że każdej mamie zdarza się palnąć coś głupiego i przeholować z chwaleniem swojego dziecka.

Najbardziej przereklamowane miejsca na świecie: nieco inne zdjęcia, niż te z folderów w biurach podróży, pokazujące, że Góra Rushmore, Stonehenge, czy Giblarltar nie wygląda jak w hollywoodzkich filmach.

Ciuchy po domu: powinno się spalić albo oddać najgorszemu wrogowi, a tutaj całkiem nieźle wytłumaczone jest dlaczego należy tak zrobić.

Kuba Wojewódzki buduje sobie szubienicę: bo nie dość, że nie rozumie internetu, to w ostatnim odcinku swojego programu wypowiedział mu wojnę. A, cytując klasyka, to tak jakby plemnik nagrał diss na spermę.

Doszły nas słuchy, że wczoraj pan Kuba Wojewódzki w swoim przebojowym programie razem z kolesiami z Ani Mru-Mru ciągnęli…

Posted by Make life harder on 27 maja 2015

 

Jak wyglądają prawdziwi fani Quebonafide? No tak. Mnie słabo widać, ale stoję tam z tyłu.


 

Ryan Gosling nie chce zjeść płatków: boska kompilacja ujęć, na których bożyszcze kobiet wykręca się od śniadania.

Ryan Gosling will eat his cereal http://gu.com/p/48559/fb

Posted by The Guardian on 5 maja 2015

 

Damska stylówka tygodnia: Agata nie jest typową szafiarką, bo główną tematyką jej bloga jest sport i ćwiczenia, ale spokojnie mogłaby się skupić tylko na ciuchach, bo ma genialne komplety. Tym poniżej zdobyła moje serce. Po raz 7 w tym roku.

zdjęcie pochodzi z bloga Fitly.pl
zdjęcie pochodzi z bloga Fitly.pl

Klip tygodnia: nie jest to nowy ani utwór, ani teledysk, ale z uwagi na to, jakim wydarzeniem zaczął się ten tydzień, czułem nienegocjowalną powinność umieszczenia go w dzisiejszym „Przeglądzie”.


 

Fanpage tygodnia: istnieje jakiś facet, który w dzieciństwie nie fantazjował o zostaniu MacGyverem i zrobieniu helikoptera z paczki zapałek i puszki Coli? Okazuje się, że jest kilku gości, którzy macgyverują sobie w dorosłym życiu i potrafią zrobić łódkę z pustych butelek, BMW z osła i koło do motoru z adidasów. Profil rzadko aktualizowany, ale jak już coś wrzuca to jest prawdziwy sztos!

Amazing :D

Posted by Macgyver It on 23 czerwca 2014

 
Ogłoszenie parafialne: bardzo, bardzo dawno temu, jedna z czytelniczek zaproponowała, żebym w ramach miesięcznych wzywań zrobił sobie „30 dni codziennie z czymś nowym”. Pomysł jest bardzo pierwszoklasowy, tyle, że żeby go zrealizować muszę sobie wszystkie te „nowe rzeczy” wcześniej przygotować i rozpisać.

Stąd pytanie do Was – jakie macie propozycje czynności, jedzenia, picia, miejsc, czy innych aktywności, których mógłbym spróbować po raz pierwszy w życiu, w ramach tego wyzwania?

---> SKOMENTUJ

Jak wygląda kręcenie reklamy od kuchni?

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z PizzaPortal.pl

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (26)

Pamiętacie jak dwa tygodnie temu byłem w Poznaniu, ale wykręcałem się, że nie mogę powiedzieć o co dokładnie chodzi? To teraz już mogę odkryć wszystkie karty i zdradzić, że głównym celem nie były odwiedziny Rycha Peji, ale nieco większa akcja.

W związku z tym, że PizzaPortal w maju ruszył z ofertą „FIT”, czyli z możliwością zamawiania nie tylko pizzy i schabowych przez internet, ale także zdrowego, lekkostrawnego jedzenia, kręciliśmy w stolicy Wielkopolski reklamę promującą tę opcję. I to nie reklamę w stylu „yo, to jest PizzaPortal, tu się klika po sałatki, więc klikajcie, pozdro”, tylko coś dużo bardziej kreatywnego, osadzonego w przestrzeni miejskiej. Tak zwany ambient.

O co cho?

Na przystanku w centrum miasta, zainstalowana była gablota z grą, która polegała na przecinaniu palcem jedzenia. Coś jak „Fruit Ninja”, tylko z sushi zamiast arbuzów. Przechodnie podchodzili, grali, a gdy pod koniec rundy zdobyli przynajmniej 25 punktów, mogli wybrać dietetyczne jedzenie, po czym pojawiało się lekko dezorientujące, zagadkowe hasło „rozejrzy się!”. I wtedy do akcji wkraczaliśmy my – Nishka, Kasia Gandor, Magiczny Składnik, Paweł Opydo i ja – przebrani za XIX-wiecznych mieszczan, wikingów, sportowców albo rajdowców, zabierając gracza do mieszkanka zaaranżowanego na drugim przystanku i dostarczając mu posiłek!

Brzmi nieco wariacko? To dobrze, bo tak właśnie było.

Przy realizowaniu nagrania, bieganiu po mieście w ciuchach wyrwanych żywcem z „Robin Hooda” i zaskakiwaniu niczego nieświadomych ludzi niecodzienną formą dostawy, było dużo dobrej zabawy, ale z mojej perspektywy najciekawsze było co innego. Pierwszy raz w życiu widziałem od kuchni jak nagrywa się reklamę i jak taka „spontaniczna”, ambinetowa akcja wygląda od środka. Bo obraz osoby, która jest wewnątrz akcji, diametralnie różni się od tego, co widzi odbiorca gotowego materiału, czy nawet przypadkowy gość na ulicy.

Chcecie wiedzieć jak takie rzeczy wyglądają od strony realizacji?

 

Centrum dowodzenia

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (4)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (25)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (16)

Widziałem wcześniej kilka reklam kręconych na ulicy z „żywymi” ludźmi i przebranymi wariatami, którzy wchodzili z nimi w interakcję, ale nigdy nie zastanawiałem się nad tym, skąd oni się tam biorą. W sensie ci wariaci, bo ludzie to wiadomo – z kapusty albo bocian przynosi. Otóż okazuje się, że zawsze jest jakaś baza wypadowa, w której się przygotowują i przebierają, będąca jednocześnie centrum dowodzenia, rozdzielającym dyspozycje co, gdzie, kiedy i dlaczego już. Nasza była dokładnie naprzeciwko przystanku z grą, dzięki czemu w komfortowych warunkach, z ukrycia, mogliśmy obserwować niczego nieświadomych przechodniów.

 

Planowanie, planowanie, planowanie

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (1)

To niby oczywista oczywistość, że przed takim przedsięwzięciem trzeba się przygotować, ale gdy zobaczyłem jak mocno poszczególne składowe akcji są rozkminione, powiedziałem sam do siebie „łouł, szacun!”. Pomijam harmonogram z rozpiską, kiedy wchodzą wikingowie, kiedy sportowcy, a kiedy rajdowcy i mapkę, która grupa skąd wybiega, ale przewidzenie reakcji ludzi, możliwych scenariuszy i problemów było godne uznania.

 

Przygotowanie miejscówek i sprzętu

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (3)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (14)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (8)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (10)

Przede wszystkim zamontowanie GoPro na przystanku z grą, na jednym z wariatów i ustawienie kamerzysty niczym snajpera na balkonie naprzeciwko, tak by mieć materiał z możliwie wielu różnych ujęć.

 

3… 2… 1… PRÓBA!

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (28)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (11)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (20)

Wpadlibyście na to, że przy realizacji takiego filmu robi się próby ze statystami, żeby być jak najlepiej przygotowanym do pracy na żywym organizmie? Wpadlibyście? Serio? No to ja w każdym razie nie pomyślałem, że „spontaniczne” wybiegnięcie kilkuosobową grupą do przypadkowego przechodnia można trenować jak scenkę teatralną i skalibrować tak, by jego reakcja była jak najbardziej pozytywna i żywiołowa. Na przykład sprowadzająca się do poetyckiego zwrotu „łooo, ale czad!”.

 

Akcja, akcja, akcja!

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (21)

W rejestrowaniu ruchomego obrazu miałem już, niewielkie, ale mimo wszystko, doświadczenie i wiedziałem, że wszystko co ma poczuć widz patrząc w ekran, w rzeczywistości musi być jakieś 3-4 razy intensywniejsze. Żebyś Ty jak odbiorca czuł energię, napięcie i ruch, to ja jako „aktor” muszę zapieprzać jak motorynka na paliwie rakietowym. I też tak staraliśmy się robić – biegać, skakać, drzeć się i jeszcze trochę biegać. Takie pogowanie. Tylko bez tłumu ludzi, muzyki i alkoholu.

 

Bieżąca kontrola materiału

Regularne zrzucanie zapisanych ujęć z kamer na twardy dysk w centrum dowodzenia, było bardzo istotne, bo montażysta i reżyser od razu mogli ocenić, jak to tak naprawdę wygląda. I czy da się z tego w ogóle coś skleić. A dało się.

pizzaportal fit jedzenie

---> SKOMENTUJ