Close
Close

Dziś jest ważny dzień. Dziś mija równy rok odkąd zrezygnowałem z pracy, żeby zająć się blogowaniem na pełny etat. Dziś jest dzień, w którym chcę się uszczypnąć, żeby sprawdzić, czy się nie obudzę.

 

Grudzień 2008 – Jest zimno

Mieszkam z 5 przypadkowymi osobami w odrapanej ruderze w zrujnowanej kamienicy i paruje mi z ust, gdy wchodzę do kuchni. Więc staram się nie wychodzić z pokoju. A konkretnie spod kołdry. Leżę opatulony jak mumia i próbuję rozgrzać się jakimś podłym Żubrem. I palmami na komputerze. Oglądam „Californication” i w wyobraźni żyję życiem Hanka Moody’ego. Akurat łapie mega fuchę – będzie pisał bloga dla jednego z najpopularniejszy portali. Buja się po imprezach, pije drinki, wpada w tarapaty, wyciska życie jak cytrynę i o tym pisze. I ludzie to czytają. I ktoś mu za to płaci.

Fantazjuję, że też tak mogę.

Chcę wziąć jeszcze łyka, ale widzę dno w butelce i trzeźwość ściąga mnie na ziemię. Jest zimno, moja współlokatorka krzyczy, żebym ściszył, bo nie może zasnąć, a jutro mam zaliczenie z algebry liniowej. Z której w sumie jeszcze nic nie umiem.

To tylko fantazja.

 

Marzec 2011 – Kończę licencjat

Kiedy te 3 lata zleciały? Przecież wczoraj dopiero odbierałem indeks? Jeszcze nawet nie zdążyłem porządnie poznać kampusu. Dobra, nieważne. Chcę pracować w reklamie, więc chodzę po rozmowach kwalifikacyjnych. O pracę, o staż, o praktyki, o czyszczenie butów. O wszystko, byleby wbić się do jakiejś agencji albo działu marketingu.

– Dobrze. To teraz wyobraź sobie, że masz poinformować o nowej usłudze liderów opinii. Do jakich blogerów byś napisał?

– Do kogo?

– Komu z blogosfery wysłałaśbyś informację prasową komunikującą nową usługę naszego klienta?

– Ale, że co?

– Wiesz czym są blogi?

– W sensie, internetowe pamiętniki emo-nastolatków?

– No dobrze. Dziękuję ci za rozm…

– A nie, nie, już wiem. Martyna Wojciechowska, tak?

Nie dostałem tego stażu. Ani kolejnych dwóch. Za to dowiedziałem się, że ktoś taki jak blogerzy faktycznie istnieje. I to w naszym kraju. I podobno nawet z tego żyje.

To nie tylko fantazja?

 

Wrzesień 2011 – Mam ten staż

Kolejny, tym razem płatny, z opcją na stałą pracę i to w portalu, który zna nawet moja mama. Nieźle, co? No, nie źle. Jestem chyba redaktorem. „Chyba”, bo zasadniczo nikt mi nie powiedział jak nazywa się moje stanowisko, ale zajmuję się głównie pisaniem artykułów, a „dziennikarz” kojarzy mi się z prowadzeniem relacji z epicentrum wojennych wydarzeń, więc jednak „redaktor”. Piszę o dupach, zakupach, mydle i powidle, ale mimo to staram się, by każdy tekst miał pazur. No, pazurek. No dobra, paznokieć, ale taki dłuższy. Nie wszystkim koleżankom z redakcji się to podoba.

– Takie uszczypliwości to ty możesz sobie pisać na swoim blogu, a nie na portalu, który codziennie czyta kilkaset tysięcy ludzi.

– Racja.

Po powrocie do domu fantazja dostaje nazwę. „Stay Fly”.

 

Październik 2012 – Jadę na Blog Forum Gdańsk

Pierwszy raz. Za pożyczony hajs. Jak wystraszony szczurek. I mam spać kątem u znajomej znajomej znajomej. Przed wejściem do pociągu gubię bilet, ale i tak jadę. 11 godzin. Bez ogrzewania. Ale jadę, bo wiem, że tam TRZEBA być, bo tam będą WSZYSCY i może nawet poznam KOGOŚ, kim na co dzień tylko się jaram wlepiając ślepia w monitor. I może nawet zapamięta nazwę mojego bloga. Albo chociaż imię.

Przybijam piątkę z Kominkiem jak najgorszy psychofan, przebijając się przez tłum adoratorów, zamieniam zdanie z prowadzącym „Matura to bzdura” i dwa z tym jaśniejszym z „Lekko stronniczego”. I czuję się jakbym siedział na widowni podczas rozdawania Oscarów. Albo przynajmniej wszedł do garderoby gwiazd na „Top Trendach”.

Niepewność miesza się z ekscytacją.

 

Wrzesień 2013 – Koniec studiów

Moi znajomi z roku albo obronili się przed wakacjami albo robią to właśnie teraz. Ja nie. I wszystko wskazuje na to, że nie zrobię tego w ogóle. Ja właśnie teraz mam kongo bongo w pracy, którą lubię, bo dopinam ostatnie szczegóły w kampanii dla kluczowego klienta. Tak, tak, dobrze myślisz, jestem tym cholernym copywriterem i płacą mi za to, że wymyślam hasła, slogany i w ogóle bawię się literkami. Jak chłodne jest to? Ale to nic. Spytaj, co z blogiem.

Z blogiem zaczyna się dziać!

Dzieje się, bo ludzie czytają, i to czytają z zaangażowaniem, i na tyle, że reklamodawcy to widzą. Tak jest, weszły dwie duże kampanie z bardzo spoko produktami. W sensie, że ktoś widzi sens w tym co robię oprócz mnie, w sensie, że pojawiają pierwsze większe pieniądze, w sensie, że chyba będzie można zrobić z tego sposób na życie.

„Chyba”, bo to wciąż wydaje mi się ulotne, nienamacalne. Nie wiadomo, czy zaraz się nie skończy. Taka złudna fantazja.

 

Maj 2014 – Żegnam się z pracą

– Siadaj. Chciałem z tobą porozmawiać, bo w tym miesiącu kończy ci się umowa i…

– I nie chcę jej przedłużać.

– Jesteś pewien?

– Tak.

– Okej. Chcesz przejść do konkurencji?

– Nie, wchodzę w bloga na pełen etat.

– Będziesz w stanie się z niego utrzymać?

– Taki jest plan.

 

Lipiec 2014 – Jestem

Siedzę w „Zielnik Cafe” na warszawskim Mokotowie. W restauracji Magdy Gessler, takiej co to ludzie kwartał odkładają, żeby pójść z rodziną w niedzielę na obiad. Z okazji 30-lecia małżeństwa, czy coś. W każdym razie, siedzę tam, jem obłędne pierożki z cielęciną, które w połączeniu z roztopionym masełkiem wyciągnęłyby z niejedzenia niejedną anorektyczkę, a naprzeciwko siebie mam Kominka. Tego, który jest dla mnie największym autorytetem w kwestii blogowania, tego, którego książki mam na półce i traktuję jak biblię, tego, który jest najlepszy z całego środowiska.

I nie jest to bynajmniej zlot fanów. Spotkaliśmy się, żeby obgadać kampanię z Somersby. Dużą kampanię. Taką, że jak jej nie spieprzę, to już wszystkie furtki będą przede mną otwarte. Będę mógł pisać, latać po świecie i bawić się jak 7-latek w Disneylandzie. Być, tak bardzo jak to tylko możliwe we współczesnym świecie, wolny.

Obok siebie mam śmietankę tej branży, w ustach bitą śmietanę ze świeżymi malinami, a w głowie wyśmienity plan na kolejne 3 lata. To już nie jest fantazja, to materializowanie marzenia.

 

Teraz

Stoję pod klatką kamienicy, w której marzłem 7 lat temu, z garścią piasku przywiezionego z Korfu. Zaciągam się resztkami zapachu morskiej bryzy unoszącego się z ziarenek i spoglądam na zmurszałe, popękane mury budynku, w którym zrodził się ten oderwany od ziemi pomysł. A potem zamykam oczy i w myślach przewijam rolkę filmu z moim życiem od 2008, aż do dzisiaj, robiąc stopklatkę na wszystkich wzlotach i upadkach. Trochę ich było. Zwłaszcza tych drugich, więc chwilę to trwa.

Otwieram oczy i mówię to sobie głośno: – Tak, kurwa, zrobiłem to! Zrobiłem to!

Sen się spełnia! Nie, przepraszam, nie „się” spełnia. To ja, ja spełniam swój własny sen! Na jawie!

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Ten post zainspirował mnie do stworzenia bloga. Dziękuję Stay Fly za bycie motywacją w moim codziennym życiu. Czytam Twoje teksty już od dawna i bardzo się cieszę, że choć w taki sposób jesteś obecny w moim świecie.

  • Ewa Kayenn

    Świetny tekst, motywujesz, serio, serio… gratuluję tego sukcesu! Jestem zdania, że warto wierzyć w marzenia. ja także swoje mam i mam nadzieję, że za jakiś czas będę też mogła tak powiedzieć…

  • Karolina

    Jeśli potrafisz o czymś marzyć to potrafisz tego dokonać! Jesteś moją motywacją, bo na chwilę obecną też robię coś z niczego. Gratuluję i życzę dalszych sukcesów! :D

  • No i pięknie. Wszystko jest możliwe :)

  • Pingback: Résumé .#6 – przegląd czerwca – Alabasterfox.pl()

  • Gratuluję. Rzadko zdarzają się ludzie, którzy nie boją się realizować swoich marzeń. Wszyscy marzymy, ale tylko garstka z nas spełnia swoje marzenia, bo już doszła do momentu w którym wie, że nic samo się nie dzieje. Zajęło Ci to kilka lat, ale udało się. Jesteś szczęśliwy?

  • I trzymaj tak dalej!

  • Wiesz… i to jet może klucz do Twojego sukcesu (jakkolwiek to słowo brzmi, chyba jednak dobrze) – ludzie lubią być pozytywnie nakręcani a Twój optymizm, zapał i świetna energia ma działanie terapeutyczne! ;)

  • Tylko jedno można powiedzieć – gratulacje! :)

  • Cóż, mogę jedynie pogratulować i życzyć wytrwałości.

  • Jak zwykle mistrzowsko napisane. Idealny tekst do porannej kawy. Motywacyjny BIG SNAP prosto w twarz :) Dzięki Janku i GRATULACJE!

  • Mam nadzieję, że choć częściowo masz świadomość, jak bardzo motywujesz tym wpisem. Mam nadzieję, bo ufam, że to nie ostatni tego typu i za jakiś czas będzie bardzo pozytywny ciąg dalszy. Tego właśnie Ci życzę. I gratuluję, że tak konsekwentnie sięgnąłeś realizacji marzeń. Piękna sprawa :)

  • Andrzej Baliś

    wzruszyłem się. serio.
    Powodzenia !

  • Pingback: Blaski i cienie bycia zawodowym blogerem()

  • Gratulacje dla Ciebie przeogromne. Za wytrwałość, za pasję, za świetne pióro i bardzo kreatywne wpisy sponsorowane. Jesteś świetny gość i pisz dalej, bo robisz to tak dobrze, że na każdy post czekam z niecierpliwością. Piąteczka!

  • Świetnie się czyta takie historie, będące dowodem na to, że kiedy człowiek czegoś chce i będzie w to wkładał odpowiednią ilość pracy, to na pewno to osiągnie. Śledzę twoje poczynania od roku, bloga przewertowałam kilkakrotnie. I to bardzo miłe, widzieć że ludziom się udaje. Pamiętam, jak na ćwiczeniach dotyczących mediów przedstawiłam Twojego bloga. Było kręcenie nosem, że to nie są czasy Kominka i młodzi już nie są w stanie się wybić. A tu proszę, psi znawcy. Życie pokazało, że jednak można. :-) Powodzenia w dalszej pracy!

  • Podziwiam takie osoby, które potrafią wziąć się za siebie i same zadbać o spełnianie własnych marzeń, a nie czekają aż „się spełnią”. Takie historie są wielką motywacją i inspiracją dla takiej osoby jak ja – początkującej blogerki, która może i nie ma w planach uczynić z blogowania sposobu na życie (przynajmniej nie przed ukończeniem 18 roku życia :D), ale po prostu lubi to co robi. Powodzenia w dalszej pracy!

  • krotkiporadnik

    Czy ta straszna kamienica to nie na Dietla 44 była? :)

    • Nie, nie, ja mieszkałem na Topolowej, niedaleko Opery, tak że jej jeszcze trochę brakowało do Dietla 44 :)

  • Mam nadzieję, że czytając takie wpisy wszyscy starsi psioczący, że współcześni 20-latkowie są roszczeniowi ugryzą się w jęzory do krwi (albo przynajmniej zakrztuszą tym co akurat piją). Nie, my nie jesteśmy roszczeniowi. Po prostu niektórzy potrzebują znaleźć swoją drogę. Ty ją znalazłeś we właściwym momencie. Powodzenia.

  • Pamiętam, jak zakładałam pierwszego bloga, jakieś 10 lat temu. Wtedy nawet nikomu do głowy by nie przyszło, że blog to na serio może być styl życia, miejsce, gdzie robisz to, co lubisz i jeszcze zarabiasz. Uśmiecham się i przybijam piątkę. Fajnie, że teraz też się uśmiechasz, bo kampanie, i czytelnicy, i ten piasek z Korfu, ech… :) duża sprawa, brawo!

  • Pingback: » A co, jeżeli faktycznie jestem szczęśliwy? / kajzerek.ME()

  • Ven

    Uwielbiam takie historie. Nie dlatego, że brzmią jak american dream i motywują (a większość ludzi je właśnie za to uwielbia). To w takim razie dlaczego? A no dlatego, że są autentyczne, na faktach i o ludziach, którzy wcale nie musieli ciągnąć hajsu od rodziców, by coś osiągnąć. Jesteś inspirujący i właśnie się zorientowałam, że czytam Cię już dwa lata. I przez te dwa lata nie przestałam nawet na moment! Życzę Ci jeszcze więcej sukcesów, bo z pewnością na nie zasługujesz!

  • Fajny jesteś i zapracowałeś na ten spełniony sen. Inspirujesz :)

  • Zasłużyłeś, to masz. Serdecznie Ci gratuluję. W sumie to dla mnie mega wielka inspiracja :)

  • Ewa Grabowska

    Piękne – to co piszesz i jak piszesz. Gratuluję bardzo i uśmiecham się do ekranu, i dobrze, że się chwalisz, bo jest czym. Inspirujesz :-) Spełniaj kolejne sny!

  • Patryk Szmidt

    Jest moc! Myślę, że zaważyły o tym 2 aspekty – ciekawość i otwartość. Tak się składa, że akurat o tym dzisiaj pisałem. Obadaj – http://patrykszmidt.pl/dwa-pierwiastki-zycia/

  • Sylwia

    Tekst „Jak chłodne jest to?” wygrywa internety na dzień dzisiejszy. :D To jest tak chłodne, że trzeba napisać po prostu – gratulacje! Świetnie się czyta Twoje teksty, dajesz pozytywną energię (czasem przez kopnięcie w dupę ostrym słowem), no i znasz się na tym byznesie. Tak trzymać!

  • Jest coś takiego budującego, pozytywnego, trudno nazwać to uczucie, ale w pełni pozytywne, że spełniłeś jedno ze swoich największych marzeń. Oby to nie było ostatnie!

  • Kamila

    Łał…

  • Gratuluję Ci z całego serca:) Oby wszystkie Twoje założenia tak pomyślnie się spełniały:)

  • Gratuluję! Chwalenie się jest jak najbardziej wskazane, bo w przypadku takim jak Twój jest jedną wielką mobilizacją! I idealnie pokazuje, że jak się czegoś bardzo chce i poświęci się na to dużo czasu i energii to naprawdę DA SIĘ to zrealizować :) Ja np. między innymi dzięki Tobie założyłam swojego bloga i teraz każdy komentarz/mail od czytelnika/znajomego, że jestem inspiracją do podróży daje mi ogromnego kopa ;) Także dziękuję!
    Wszystkiego dobrego z okazji Dnia Dziecka przy okazji!

  • Super! Gratuluję i życzę, żebyś za jakiś czas mógł dopisać ciąg dalszy tego tekstu :))

  • Gratulacje! Dobry tekst który zrobi dobrze wielu osobom, tak mysle.

  • Kolejna świetna inspiracja! Ja tydzień temu zacząłem długi, długi urlop od mojego głównego zajęcia, a skupiłem się bardziej na blogu. I wiem, że to nie będzie zmarnowany czas, a jak dobrze pójdzie, to już nie będę musiał wracać do mojego „głównego” zajęcia, bo blog się nim stanie :)

    I też trochę traktuję książki Tomka jak biblię blogową :)

  • Inspirujące!
    Warto walczyć :)

  • Pięknie, inspirująco, prawdziwy amerykański sen :) Tak trzymaj!

  • Pingback: Sustainability - All That Matters (Teach Yourself Series) - Chris Goodall free downloads()

  • Doskonale, Janek, graaaatulacje! :)

  • to lepsze niż osiągnięcie stanu obee, też bym chciała!
    a wpadlam tu niedawno i przepadlam. wiesz, istnieją ludzie stworzeni do rzucania prac! :D

  • Kinga K.a

    oby więcej takich spełnionych snów Janek,powodzenia we wszystkim;))

  • Mam nadzieję, że niedługo też będę mógł napisać podobny tekst. W końcu każde spełnione marzenie to coś, czym warto się pochwalić…

    • Tak jest, chwalmy się spełnionym marzeniami, żeby motywować innych do działania!

  • Gratulacje!! Bardzo lubie czytac takie pozytywne szczere historie o tym jak sie komus udalo. Kibicuje zeby bylo jeszcze lepiej !

  • Mateusz Rzońca

    Jeszcze nie dawno kazałbym postukać się mocno w łeb komuś, kto powiedziałby, że będzie dostawał jakiekolwiek pieniądze za pisanie bloga. Przecież, tak jak napisałeś, blogi to tylko emo nastolatki prowadzą. Albo kazałbym samemu sobie, gdybym kiedyś powiedział, że czyjś wpis w internecie będzie mnie tak mocno kształtował. Dzięki Janie. Gratulacje!

  • Piąteczka, szefie!
    Szalej w najlepsze i karm nas wyśmienitym słowem <3

  • Inspirujące! Przeogromnie zazdroszczę (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) i dziękuję za motywację – pojawia się w dobrym momencie mojego życia:)

  • kaja

    brawo !!! warto byc ambitnym zadnym swoich planow :) brawooo

  • Tak trzymaj ! Tym wpisem przywróciłeś mi nadzieję i humor w tym kiepskim dniu. Jak uda mi się dostać na Blog Forum w tym roku to będę jak ten psychofan gdy uda mi się z tobą przebić piątkę :) Pozdrawia stała choć niekomentująca czytelniczka ;)

  • piaxie

    Gratuluję! Tak trzymaj i nie odpuszczaj, rób to, co – jak myślę – kochasz, dalej. :) Co za dzień, najpierw tekst u hani.es (który polecam!), a teraz Twój. Bomba! :))

  • Mega!!!! Uwielbiam energię ludzi spełniających marzenia:)))))

  • To nie tylko świetna historia, ale też ogromny kopniak do działania, dzięki!

  • „Spijam” takie teksty bo dzisiaj mija 5 miesięcy od kiedy zrezygnowałem z etatowej pracy przechodząc „na swoje”. Co więcej, mija dokładnie tydzień od zamieszczenia pierwszego wpisu na blogu o którym myślałem już co najmniej kilkanaście miesięcy (o blogu znaczy nie o wpisie :) ). Traktuję go co prawda hobbistycznie ale czytając takie artykuły…

  • dobrymjud

    Siedzę od pięciu minut i staram się dać wyraz w słowach tym, jak bardzo cieszę się z tego, że zarabiasz i żyjesz z prowadzenia bloga, którego ja tak lubię czytać. Bo niezaprzeczalnie bardzo lubię Cię czytać, ale świadomość tego, że ja czytam, a Ty się spełniasz dając mi to do czytania to w ogóle kombo. Bardzo bym chciała dać wyraz temu how cool is that, ale nie umiem, więc tylko się będę dalej jarała w samotności.

  • O_l_l_i_e

    Lubię czytać o cudzym szczęściu i sukcesach. :) Gratulacje i oby Ci się nigdy pomysły nie skończyły!

    • To mi raczej nie grozi, bo zawsze mam rozpisane tematy na przynajmniej miesiąc w przód, ale nigdy nie mów nigdy :)

      • O_l_l_i_e

        Bardziej miałam na myśli pomysły na siebie i życie, żeby Ci nigdy entuzjazmu nie zabrakło. ;) Ale dobrze, że i o blogu wspomniałeś, bo brrrrr, aż strach pomyśleć, jak nudno by się zrobiło bez niego.

  • happily_whatever_after

    Przeczytałam ten tekst, w tle grała mi najnowsza płyta Florence & The Machine, potem odświeżyłam sobie chyba mój najulubieńszy wpis („Życie jest spoko”). I czuję się cholernie zmotywowana! :)

  • kasia garnek

    A większość ludzi nadal będzie mówiła, że seriale i internet to marnowanie czasu/pierdoły. Jak widać, jeśli ktoś chce więcej to wszystko potrafi odpowiednio wykorzystać. ;) Uwielbiam czytać takie historie, są mega inspirujące.
    ps. Z Hanka (tudzież Davida) warto wziąć jeszcze jedno – z wiekiem stawać się nawet bardziej atrakcyjnym niż za młodu.

  • Wojciech Kopeć

    Pogratulować i oby tak dalej ;)

    • Wojciech Kopeć

      Tylko kotka szkoda :P

  • Październik 2012, dokładnie tak się czułam w grudniu 2014, na największym blogowym zlocie w tym kraju. Pierwsze piątki, pierwsze dyskusje (nareszcie) face to face. I tak sobie myślę, że jesteś jednym z wielu w tym kraju, którzy zapragnęli zmiany, ale jednym z nielicznych, którzy faktycznie zaczęli coś zmieniać. I jeszcze dawać tym samym kopa kolejnym zasiedziałym ;)
    Tak sobie liczę i mi wyszło, że jeszcze kilka lat i też przejdę na swoje ;)

  • Powiem krótko, gratulacje i oby tak dalej ;)

  • Weronika Zuzańska

    Dodaję ten tekst do ulubionych. Dziękuję za piękny prezent na dzień dziecka :)

  • Kaśkaderka Mała

    Stay Fly do emerytury!

    • Pani, jaka emerytura? Rentierstwo!

  • VQ

    świetnie, Panie Janie! świetna historia ;)

  • To co napisałeś można pokazać każdemu – tym, co zaczynają blogować, tym którzy otwierają swój biznes, tym, którzy postanowili wejść na Mount Everest i rzeszy innych ludzi. By przestali dupska i robili co trzeba. Pewnie latami, małymi kroczkami, ale zawsze do celu.

    Tak trzymaj! :)

    • Determinacja i konsekwencja podstawą sukcesu! Dzięki!

  • ka

    mam dreszcze podczas czytania. przypadkiem udało mi się włączyć bardzo dobry utwór, który w miarę czytania tekstu, idealnie się z nim zgrał (nigdy nie wiadomo jak, ale muzyka zawsze potrafi to zrobić, dzięki bogu). moje wrażenie po przeczytaniu i po ciszy, która została wraz z końcem numeru – nie do podrobienia. nie do zapomnienia. zrobiłeś to, co zrobiło dosłownie kilku poetów i autorów ze mną wcześniej – skradłeś mi serce tym tekstem. a musisz wiedzieć, że w moim przypadku to serce jest zamknięte gdzieś w bardzo, bardzo wysokiej twierdzy. moc sposobu, w jaki bawisz się literkami, jest więc ogromna.

    wiesz, mam folder, w którym kolekcjonuje rzeczy, do których planuję zaglądać, gdy tylko będę tracić wiarę w to, że mój blog ma sens. i że, tak samo jak ty, kiedyś zwiąże z nim swoją przyszłość. ten tekst zajmuje tam od dziś honorowe miejsce.

    ps a za „obok siebie mam śmietankę tej branży, w ustach bitą śmietanę ze świeżymi malinami, a w głowie wyśmienity plan na kolejne 3 lata” powinieneś mieć tłum pod sceną jak w hradec kralove, skandujący twoje imię!

    • To jak odebrałaś ten tekst, to dla mnie ogromny komplement, zaczynając przygodę z pisaniem marzyłem o tym, żeby ludzie kiedyś tak reagowali na moje teksty. Dziękuję!

  • Konrad Norowski

    Inspirujący tekst. Dzięki!

  • Better

    Gratulacje! Trzymam kciuki za jeszcze większe sukcesy!

  • Historia ciekawa, może w przyszłości książka rozwijająca tę opowieść?

    • Książka na pewno, ale raczej o nieco innym motywie przewodnim.

      • Konrad Norowski

        Można wiedzieć jaki to będzie motyw?

        • Dopóki nie będę miał przynajmniej połowy nie chcę o tym mówić, bo już o zbyt wielu planach opowiadałem, a potem nic z tego nie wychodziło.

  • Martyna

    Tak dalej!
    kurde! oblałam dzisiaj egzamin z arcyciekawego prawa podatkowego, w końcu czas puścić w świat już dawno przygotowane teksty z folderu „na bloga” :)

  • Szacun! :)

  • W.

    Oby tak dalej! A tekst podsyłam znajomej pedagog, która prowadzi zajęcia motywacyjne dla licealistów w podkrakowskim mieście. Drugi raz to robię, bo poszukuje autentycznych ludzi, którzy ‚z niczego’ stworzyli coś i nie były im potrzebne do tego studia, bo ze smutkiem zauważyłyśmy, ze licealiści chcą iść na studia, jakiekolwiek, bo tak trzeba i koleżanka chce im pokazać, że to nie jedyna droga.

    • Cudownie, że istnieją tacy nauczyciele, którzy pokazują, że są alternatywne drogi. Żałuję, że ja w trakcie edukacji nigdy na takiego nie trafiłem.

      • W.

        My wprawdzie trafiłyśmy, ale jej podejście wynika z tego, że ukończyła studia, z których nie była specjalnie zadowolona, pierwsze dwie prace rozczarowały, a że mimo wszystko chciała wykorzystać 5 lat męki postanowiła przekuć to na sukces i być takim nauczycielem jakiego zawsze każdy uczeń chciałby spotkać. W sumie macie coś wspólnego. ;)

  • Asia

    „Ludzie, którzy twierdzą, że czegoś nie da się zrobić, nie powinni przeszkadzać tym, którzy właśnie to robią.”
    Jack Canfield

    Najpierw wpadłam na ten cytat, a zaraz potem przeczytałam Twój tekst. I uśmiechnęłam się.
    Gratuluję sukcesu :)

    • Dziękuję i w pełni zgadzam się z cytatem, święte słowa!

  • I niech ktoś jeszcze spróbuje powiedzieć, że się nie da. Da się i może być mega. :) Niech Ci się ten sen spełnia nieustannie i wypełnia kolejnymi, niezapomnianymi klatkami. :)

  • Myślę, że Twoje spełnienie marzeń to chyba największe gratulacje jakie możesz dostać, lepszych od nikogo innego nie będzie.
    Trzymaj tak dalej!
    Po cichu mogę pozazdrościć i zazdroszczę, bo lubię blogować i chciałabym rozwinąć swojego bloga, ale studia pozostają dla mnie ważniejsze, bo po nich nie będę miała problemu z pracą. I kasą.
    Ale najważniejsze – będzie to dla mnie satysfakcjonująca praca, tak jak i Twoja dla Ciebie.

    Bo o to chyba chodzi, nie?

    • Różni ludzie mają różne priorytety – dla jednych najistotniejsze jest założenie rodziny, dla drugich bezpieczeństwo i stabilizacja w pracy. Dla mnie akurat najważniejsze było zarabianie na tym co się lubi robić, ignorując zagrożenia i konsekwencje z tym związane, ale wiem, że nie jest to popularne podejście.

  • Właśnie dzięki temu tekstowi dopisałem jeszcze jedną pozycję do listy „Before I die…”
    Bodziu bles Ju

  • Przed chwilą wróciłam ze spotkania z 27-letnim chłopakiem, który podróżował 3 lata bez grosza. Bo potrafił sobie to zorganizować. Prędzej mój kolega poinformował mnie, że wreszcie zakłada swoją firmę, a wciąż pamiętam rozmowę, w której oboje nakręcaliśmy się na taką formę zarobku i wydawało się to nierealne. Teraz Twój tekst, tak na deser. O matko, co za dzień (Dziecka)! Ten jeden wykrzyknik to za mało!

  • pedro_sanctis

    Najlepiej ;) Takie historie lepsze niż mocna kawa. Szacunek za wytrwałość i zawziętość. Niech StayFly wiedzie się jeszcze lepiej ;)

  • Kurde no, niech się dzieje!

  • To już rok, rzeczywiście! Ale czad :)

  • I od tego czasu piątki z Kominkiem tyle znaczyły, co potarcie za ogona psa-pomnika na szczęście :D
    Zazdroszczę! Tak niepolsko! Tak, że cieszę się!

  • Tianzi

    Hej, fajne to. Ja podziwiam ludzi z tej fuchy za to, że po kilku latach wciąż mają coś do napisania.

  • Chryste wzruszyłam się.
    Szczerze gratuluję i życzę dalszego życia jak w Madrycie ;-)

  • Kasia Rogalska

    Warto wspomnieć o na-lansie.pl. Nie była to długa historia, nie wiem czy czegoś cie nauczyła, ale jednak to był chyba pierwszy Twój krok w internetach i pierwsze zderzenie z tym, że nie wszystko zawsze zależy od ciebie…:-)

  • a ja pamietam jak czytalam niektore Twoje teksty jeszcze w 2012 roku, moj sen rowniez sie spelnia tyle ze w Budapeszcie :)

    • Gratuluję i trzymam kciuki za kolejne!

  • Ej aż się serio wzruszyłam jak to przeczytałam :)))
    Jesteś mega motywujący z tą historią :)))
    OBy dalej do przodu i, no może nie do gwiazd bo daleko i rzadko byś pisał, ale oby jak najdalej po kres marzeń :)

    Wszystkiego dobrego na Dzień Dziecka. :)

    • Dzięki wielkie i również dobrego dnia dziecka! Niech w każdym z nas gdzieś będzie ten dzieciak podrzucający szalone pomysły!

  • To jedna z najbardziej optymistycznych historii, którą ostatnio przeczytałam. Także tych najlepszych, bo prawdziwych. Mogę tylko napisać gratulację! Także dziękuję za to, że się tym podzieliłeś. Zdecydowanie inspirujesz.

    • Dziękuję bardzo i po cichu liczę, że ruszy to też innych, którzy potrzebują impulsu do działania.

  • tak trzymaj!

  • Dziękuję.

  • Aleksandra Muszyńska

    Śmiało możesz stanowić wzór dla tych wszystkich, którzy mówią, że się nie da/nie w tym kraju/nie mam możliwości/bo nie mam bogatych rodziców/szwagra w odpowiednich strukturach. Otóż można, trzeba tylko wiedzieć, czego się chce – i ostro na to zapierdalać.
    Fajnie, że z Twojego sukcesu ja też czerpię pewne profity – czytam świetnego bloga, jedynego, do którego regularnie i często wracam.
    Gratuluję.
    A teraz wracam do pracy. Dołożyć cegiełkę do swoich marzeń :).

    • Dzięki wielkie Ola za ciepłe słowa i że jesteś tu już tyle czasu! Trzymam kciuki za Twoje marzenia!

Nie odniesiesz sukcesu, jeśli nie będziesz jak założyciel McDonald’s

Skip to entry content

W latach dwutysięcznych, kiedy miałem 13 lat i szedłem do gimnazjum, ukazała się „Kinematografia” Paktofoniki i nie dało się odpędzić od kawałka „Jestem Bogiem”, a Polska przeżywała pierwszy boom na hip-hop. Na każdym osiedlu było po 5 składów, a w każdej klatce był ktoś, kto pisał teksty, składał podkłady, freestyle’ował albo chociaż robił beatbox. W tych czasach na palcach połowy ręki mogłem policzyć znajomych, którzy nie chcieli być jak Magik, Fokus albo Rahim. Co nocy w głowach śnił się ten sam sen projektowany na wewnętrznych stronach powiek – zostać gwiazdą rapu.

Wielu moich kolegów było przekonanych do szpiku kości, że kariera muzyczna czeka na nich tuż za rogiem, ale zatrzymywali się na etapie odłożenia pieniędzy na mikrofon. Czy nauki programu do obróbki dźwięku. Albo popracowania trochę z emisją głosu. To nie były przeszkody nie do przejścia na „zasadzie nie mam nóg, ale chcę biegać w maratonach”. To były po prostu kolejne etapy, które każdy musiał przejść, jeśli faktycznie zależało mu na zajmowaniu się muzyką. Do ich pokonania potrzebny był tylko czas i praca. Tylko tyle. W świetle tych faktów zaskoczę Was, jeśli powiem, że większość z nich nigdy nie nagrała nawet pierwszej płyty demo?

W 2013 kiedy rzucałem studia, część moich znajomych z uczelni miała genialne pomysły na biznes. Swój biznes. Na którym mieli zarabiać miliony, wydawać miliardy i obracać bilionami. Do dzisiaj, z tych kilkunastu osób, do etapu założenia własnej działalności gospodarczej doszedł tylko jeden kumpel. Jeden. Reszta nawet nie spróbowała, odpadli na etapie zgooglowania frazy „jak założyć firmę”.

W tym samym roku internetowe pamiętniki przeżywały apogeum swojej popularności, a facjaty blogerów wisiały na billboardach w całym kraju. Polska dowiedziała się, że nie tylko nastolatki prowadzą swoje stronki w sieci, a ich czytelnicy, że NAPRAWDĘ da się na tym zarobić. Blogowałem wtedy drugi rok, i jeździłem po tylu konferencjach branżowych na ile pozwalało mi 1200zł, za które w tamtym czasie się utrzymywałem. Tłukłem się po kilkanaście godzin w jedną stronę śmierdzącym, nieogrzewanym PKP na drugi koniec kraju, żeby dowiedzieć się jak zrobić sobie pracę z hobby i spotykałem ludzi, którzy przyszli tam po to samo. Każdy z tych pod sceną, chciał być jak ci na scenie – zarabiać na swojej pasji. Żyć na własny rachunek, będąc samemu sobie szefem, a nie tylko trybem w machinie, chodząc do zakładu pracy.

Cześć z tych osób uprawiała odtwórczy recycling tego, co jakiś czas temu zdążyli już zrobić znani i lubiani, ale część miała naprawdę odkrywcze, nietuzinkowe pomysły i tematykę o niebo i piekło ciekawszą niż moja. Z obu tych grup, dzika liczba osób zrezygnował z planu podboju świata zaledwie po kilku, kilkunastu miesiącach.

Czemu? Bo pieniądze nie przyszły tak szybko jak się spodziewali. Bo brakowało im jednej cechy, którą miał założyciel McDonald’s.

Sylvester Stallone

Syn imigrantów, urodzony z częściowym paraliżem twarzy, wykrzywieniem dolnej wargi i  zaburzeniami mowy, które zostały mu na całe życie. Gość o ekspresji taboretu kuchennego i zdolnościach aktorskich paździerzowej półki, z sylwetki przypominający manekina w sklepie militarnym. Do 24-go roku życia jego najlepiej znaną światu umiejętnością było kasowanie biletów przy pomocy dziurkacza. Mimo to, postanowił, że zostanie aktorem. I to nie byle jakim. Oscarowym. Gwiazdą kina znaną na całym świecie.

Dziś chyba nie ma człowieka, który nie widziałbym „Rocky’ego” albo „Rambo”? Dopiął swego, mimo, że ze scenariuszem do filmu o bokserze musiał nachodzić się po studiach filmowych bardziej niż Robert Korzeniowski, bo wszyscy mówili mu, że to padaka, której nikt nie obejrzy.

Peja

A w zasadzie Ryszard Andrzejewski, urodzony w latach 80-tych na poznańskich Jeżycach. W epicentrum patologii i beznadziei, gdzie po zmroku nie zapuszcza się nawet policja. Gdy miał 12 lat zmarła jego mama, od tego momentu wychowywał go w pojedynkę ojciec alkoholik, którego nowotwór zabił 8 lat później. Mimo wszystkich przesłanek ku temu, by spędzić życie zbierając na wino w bramie, postanowił, że będzie muzykiem i zajmie się nieistniejącym wówczas w Polsce gatunkiem. Rapem.

Od 1995 do 2000 roku nagrał 4 albumy, które ukazały się jako legalne wydawnictwa dostępne w oficjalnej sprzedaży, jednak zupełnie nie przełożyły się na sukces komercyjny i popularność, przez co Peja dalej żył na skraju ubóstwa. Półtora roku później, cały czas dorabiając dorywczo w pracach fizycznych by mieć na podstawowe wydatki, nie poddając się, kolejny raz zmieniając wytwórnię i kolejny raz spędzając setki godzin przy tworzeniu muzyki, jako zespół Slums Attack nagrał płytę „Na legalu?”.

Płytę, która sprzedała się w ponad 100 000 egzemplarzy pokrywając się platyną i na stałe otwierając Peji drzwi do świata dobrobytu, spełnienia artystycznego i show-biznesu.

Założyciel McDonald’s

Choć jeśli miałbym być ultra dokładny, to powinienem napisać „populyzator McDonald’s”. Podwaliny pod globalną sieć barów szybkiej obsługi w rzeczywistości stworzyli dwaj bracia – Richarda i Maurice’a McDonald – zakładając mały bar w San Bernardino, ale to właśnie Ray Kroc sprawił, że ten lokalny biznes stał się globalny, rozprzestrzeniając BigMaca na cały świat.

Ray zanim stał się multimiliarderem, już na zawsze zmieniając najważniejszy punkt szkolnych wycieczek do Krakowa z Sukiennic na McDonald’s, pokonał kilka niepowodzeń i zawodów. Całe życie chciał stworzyć wielki, skalowalny interes, biznesowe imperium, które zapisze się na kartach historii, ale nie było nim ani sprzedawanie papierowych kubków, ani mleko w proszku, ani multimiksery. Żeby którymi móc handlować, jak najgorszy akwizytor z bagażnika, musiał zastawić dom i zainwestować wszystkie oszczędności.

Dopiero w wieku 52 lat, gdy większość osób bardziej myśli o emeryturze niż rozwoju zawodowym, trafił na mały lokal w Kalifornii – rewolucyjny jak na tamte czasy, bo nie było w nim kelnerek, a jedzenie podawano w papierowych torbach – który jawił mu się jako amerykański sen, będący korzeniem żyły złota. Kolejny raz, ryzykując finansowo, wywrócił swoje życie do góry nogami inwestując wszystko w rozwój McDonald’s. I tym razem trafił w dziesiątkę.

Mozolnie szukając franczyzobiorców, którzy otworzyliby kolejne lokale i walcząc z braćmi założycielami przy każdej próbie wprowadzenia zmian do interesu, nie poddając się ani razu, gdy jego pomysły były torpedowane, w końcu wepchał ten syzyfowy kamień na sam szczyt. Zamieniając nikomu nieznany, malusieńki McDonald’s w McImperium znane WSZYSTKIM.

Nie dokonałby tego, gdyby nie jedna cena cecha, o której wcielający się w niego Michael Keaton mówi pod koniec filmu.

Wytrwałość

Nic na świecie nie zastąpi wytrwałości. Nie zastąpi jej talent – nie ma nic powszechniejszego niż ludzie utalentowani, którzy nie odnoszą sukcesów. Nie uczyni niczego sam geniusz – nie nagradzany geniusz to już prawie przysłowie. Nie uczyni niczego też samo wykształcenie – świat jest pełen ludzi wykształconych, o których zapomniano. Tylko wytrwałość i determinacja są wszechmocne.

To słowa Calvin Coolidge’a – 30-go prezydenta Stanów Zjednoczonych – które w „McImperium” powtarza Ray Kroc, a którymi kierował się i Sylwester Stallone, i Peja, i ja również podpisuję się pod nimi wszystkimi kończynami. Bo obserwując rzeczywistość i analizując życiorysy osób, które odniosły sukces, jakkolwiek byśmy go nie definiowali, nasuwa się jedna myśl.

Żeby odnieść sukces nie musisz być genialny, odkrywczy, ani nawet ładny. Wystarczy, że będziesz wytrwały.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Nate McBean

 

---> SKOMENTUJ

Cotygodniowy Przegląd Internetu #28: Kuba Wojewódzki, Ryan Gosling i MacGyver

Skip to entry content

kuba wojewódzki kabaret ani mru mru

Kolejny tydzień upłynął w oparach wyborów, spisków, iluminatów i reptilian, dlatego nie będę Was tym męczył w 28 „Przeglądzie” i w całym zestawieniu pojawia się tylko jedna pioseneczka leciuteńko nawiązująca do tematu. Raz, że nie chcę zamienić Stay Fly w blog polityczny, a dwa, że właśnie jestem w Tyliczu i moje myśli zajmują dużo lżejsze tematy. Na przykład to, czy dałoby radę przewieźć w foliowych workach zapas czystego powietrza na kolejne 7 dni do Krakowa. Ja popadnę w zadumę nad tą kwestią, a Wy łapcie świeżutkie streszczenie sieci!

Pamiętacie jeszcze Flexxip? Pierwszy skład Tego Typa Mesa, w którym nawijał z Emilem Blefem? Strasznie jarałem się ich demówką i legalem, dlatego serduszko zabiło mi ciut mocniej, gdy w tym wywiadzie wrócili do czasów ortalionów i golenia głów na zero.

Hity z dzieciństwa przetłumaczone na polski! Radio Zet zrobiło prześwietna akcję – wzięło takie klasyki jak „Gangsta’s Paradise” Coolia, „Boom, Boom, Boom” Venga Boys, „Blue” Eiffel 65 i podłożyło lektora z „Mody na sukces” tłumaczącego linijki na nasz język. Musisz tego posłuchać!

Miłość i wybaczenie na dzień matki: to wcale nie jest ckliwy, oklepany tekst, który ma wywołać rzewne łzy u odbiorcy. To bardzo zabawny wpis, o tym, że każdej mamie zdarza się palnąć coś głupiego i przeholować z chwaleniem swojego dziecka.

Najbardziej przereklamowane miejsca na świecie: nieco inne zdjęcia, niż te z folderów w biurach podróży, pokazujące, że Góra Rushmore, Stonehenge, czy Giblarltar nie wygląda jak w hollywoodzkich filmach.

Ciuchy po domu: powinno się spalić albo oddać najgorszemu wrogowi, a tutaj całkiem nieźle wytłumaczone jest dlaczego należy tak zrobić.

Kuba Wojewódzki buduje sobie szubienicę: bo nie dość, że nie rozumie internetu, to w ostatnim odcinku swojego programu wypowiedział mu wojnę. A, cytując klasyka, to tak jakby plemnik nagrał diss na spermę.

Doszły nas słuchy, że wczoraj pan Kuba Wojewódzki w swoim przebojowym programie razem z kolesiami z Ani Mru-Mru ciągnęli…

Posted by Make life harder on 27 maja 2015

 

Jak wyglądają prawdziwi fani Quebonafide? No tak. Mnie słabo widać, ale stoję tam z tyłu.


 

Ryan Gosling nie chce zjeść płatków: boska kompilacja ujęć, na których bożyszcze kobiet wykręca się od śniadania.

Ryan Gosling will eat his cereal http://gu.com/p/48559/fb

Posted by The Guardian on 5 maja 2015

 

Damska stylówka tygodnia: Agata nie jest typową szafiarką, bo główną tematyką jej bloga jest sport i ćwiczenia, ale spokojnie mogłaby się skupić tylko na ciuchach, bo ma genialne komplety. Tym poniżej zdobyła moje serce. Po raz 7 w tym roku.

zdjęcie pochodzi z bloga Fitly.pl
zdjęcie pochodzi z bloga Fitly.pl

Klip tygodnia: nie jest to nowy ani utwór, ani teledysk, ale z uwagi na to, jakim wydarzeniem zaczął się ten tydzień, czułem nienegocjowalną powinność umieszczenia go w dzisiejszym „Przeglądzie”.


 

Fanpage tygodnia: istnieje jakiś facet, który w dzieciństwie nie fantazjował o zostaniu MacGyverem i zrobieniu helikoptera z paczki zapałek i puszki Coli? Okazuje się, że jest kilku gości, którzy macgyverują sobie w dorosłym życiu i potrafią zrobić łódkę z pustych butelek, BMW z osła i koło do motoru z adidasów. Profil rzadko aktualizowany, ale jak już coś wrzuca to jest prawdziwy sztos!

Amazing :D

Posted by Macgyver It on 23 czerwca 2014

 
Ogłoszenie parafialne: bardzo, bardzo dawno temu, jedna z czytelniczek zaproponowała, żebym w ramach miesięcznych wzywań zrobił sobie „30 dni codziennie z czymś nowym”. Pomysł jest bardzo pierwszoklasowy, tyle, że żeby go zrealizować muszę sobie wszystkie te „nowe rzeczy” wcześniej przygotować i rozpisać.

Stąd pytanie do Was – jakie macie propozycje czynności, jedzenia, picia, miejsc, czy innych aktywności, których mógłbym spróbować po raz pierwszy w życiu, w ramach tego wyzwania?

---> SKOMENTUJ

Jak wygląda kręcenie reklamy od kuchni?

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z PizzaPortal.pl

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (26)

Pamiętacie jak dwa tygodnie temu byłem w Poznaniu, ale wykręcałem się, że nie mogę powiedzieć o co dokładnie chodzi? To teraz już mogę odkryć wszystkie karty i zdradzić, że głównym celem nie były odwiedziny Rycha Peji, ale nieco większa akcja.

W związku z tym, że PizzaPortal w maju ruszył z ofertą „FIT”, czyli z możliwością zamawiania nie tylko pizzy i schabowych przez internet, ale także zdrowego, lekkostrawnego jedzenia, kręciliśmy w stolicy Wielkopolski reklamę promującą tę opcję. I to nie reklamę w stylu „yo, to jest PizzaPortal, tu się klika po sałatki, więc klikajcie, pozdro”, tylko coś dużo bardziej kreatywnego, osadzonego w przestrzeni miejskiej. Tak zwany ambient.

O co cho?

Na przystanku w centrum miasta, zainstalowana była gablota z grą, która polegała na przecinaniu palcem jedzenia. Coś jak „Fruit Ninja”, tylko z sushi zamiast arbuzów. Przechodnie podchodzili, grali, a gdy pod koniec rundy zdobyli przynajmniej 25 punktów, mogli wybrać dietetyczne jedzenie, po czym pojawiało się lekko dezorientujące, zagadkowe hasło „rozejrzy się!”. I wtedy do akcji wkraczaliśmy my – Nishka, Kasia Gandor, Magiczny Składnik, Paweł Opydo i ja – przebrani za XIX-wiecznych mieszczan, wikingów, sportowców albo rajdowców, zabierając gracza do mieszkanka zaaranżowanego na drugim przystanku i dostarczając mu posiłek!

Brzmi nieco wariacko? To dobrze, bo tak właśnie było.

Przy realizowaniu nagrania, bieganiu po mieście w ciuchach wyrwanych żywcem z „Robin Hooda” i zaskakiwaniu niczego nieświadomych ludzi niecodzienną formą dostawy, było dużo dobrej zabawy, ale z mojej perspektywy najciekawsze było co innego. Pierwszy raz w życiu widziałem od kuchni jak nagrywa się reklamę i jak taka „spontaniczna”, ambinetowa akcja wygląda od środka. Bo obraz osoby, która jest wewnątrz akcji, diametralnie różni się od tego, co widzi odbiorca gotowego materiału, czy nawet przypadkowy gość na ulicy.

Chcecie wiedzieć jak takie rzeczy wyglądają od strony realizacji?

 

Centrum dowodzenia

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (4)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (25)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (16)

Widziałem wcześniej kilka reklam kręconych na ulicy z „żywymi” ludźmi i przebranymi wariatami, którzy wchodzili z nimi w interakcję, ale nigdy nie zastanawiałem się nad tym, skąd oni się tam biorą. W sensie ci wariaci, bo ludzie to wiadomo – z kapusty albo bocian przynosi. Otóż okazuje się, że zawsze jest jakaś baza wypadowa, w której się przygotowują i przebierają, będąca jednocześnie centrum dowodzenia, rozdzielającym dyspozycje co, gdzie, kiedy i dlaczego już. Nasza była dokładnie naprzeciwko przystanku z grą, dzięki czemu w komfortowych warunkach, z ukrycia, mogliśmy obserwować niczego nieświadomych przechodniów.

 

Planowanie, planowanie, planowanie

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (1)

To niby oczywista oczywistość, że przed takim przedsięwzięciem trzeba się przygotować, ale gdy zobaczyłem jak mocno poszczególne składowe akcji są rozkminione, powiedziałem sam do siebie „łouł, szacun!”. Pomijam harmonogram z rozpiską, kiedy wchodzą wikingowie, kiedy sportowcy, a kiedy rajdowcy i mapkę, która grupa skąd wybiega, ale przewidzenie reakcji ludzi, możliwych scenariuszy i problemów było godne uznania.

 

Przygotowanie miejscówek i sprzętu

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (3)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (14)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (8)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (10)

Przede wszystkim zamontowanie GoPro na przystanku z grą, na jednym z wariatów i ustawienie kamerzysty niczym snajpera na balkonie naprzeciwko, tak by mieć materiał z możliwie wielu różnych ujęć.

 

3… 2… 1… PRÓBA!

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (28)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (11)

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (20)

Wpadlibyście na to, że przy realizacji takiego filmu robi się próby ze statystami, żeby być jak najlepiej przygotowanym do pracy na żywym organizmie? Wpadlibyście? Serio? No to ja w każdym razie nie pomyślałem, że „spontaniczne” wybiegnięcie kilkuosobową grupą do przypadkowego przechodnia można trenować jak scenkę teatralną i skalibrować tak, by jego reakcja była jak najbardziej pozytywna i żywiołowa. Na przykład sprowadzająca się do poetyckiego zwrotu „łooo, ale czad!”.

 

Akcja, akcja, akcja!

PizzaPortal - fit jedzenie - Poznań ambient (21)

W rejestrowaniu ruchomego obrazu miałem już, niewielkie, ale mimo wszystko, doświadczenie i wiedziałem, że wszystko co ma poczuć widz patrząc w ekran, w rzeczywistości musi być jakieś 3-4 razy intensywniejsze. Żebyś Ty jak odbiorca czuł energię, napięcie i ruch, to ja jako „aktor” muszę zapieprzać jak motorynka na paliwie rakietowym. I też tak staraliśmy się robić – biegać, skakać, drzeć się i jeszcze trochę biegać. Takie pogowanie. Tylko bez tłumu ludzi, muzyki i alkoholu.

 

Bieżąca kontrola materiału

Regularne zrzucanie zapisanych ujęć z kamer na twardy dysk w centrum dowodzenia, było bardzo istotne, bo montażysta i reżyser od razu mogli ocenić, jak to tak naprawdę wygląda. I czy da się z tego w ogóle coś skleić. A dało się.

pizzaportal fit jedzenie

---> SKOMENTUJ