Close
Close

NOWE „GWIEZDNE WOJNY” SĄ ZAJEBISTE!

Skip to entry content

„Gwiezdne Wojny” to pierwszy film – nie animacja, a film, bo wiadomo, że pierwszy to był „Król Lew” –  w życiu na jaki mama zabrała mnie do kina, więc mam do serii OGROMNY sentyment. Mimo to, starałem się być obiektywny i podejść do kolejnej części z dystansem. A więc obiektywnie i zdystansowanie oceniam, że „Przebudzenie mocy” jest ZAJEBISTE!

Nie wiem czego spodziewałeś się po tym tytule, ale niezależnie, czy masz jakieś oczekiwania jak wyborcy PiSu czekający na pół tysia za dzieciaka, czy podchodzisz do tematu na chłodno jak Zbigniew Grycan, czy w ogóle nie wiesz o co kaman ze szturmowcami i rebeliantami, to ten film rozpierdala! Po prostu! To ponad 2 godziny rozrywki na poziomie wyższym niż Yao Ming, a gdy tylko się kończy, chcesz ją powtórzyć jak pierwsze kolokwium z macierzy na studiach! Wychodząc z seansu przed 3 w nocy, żałowałem, że kolejny jest dopiero o 12, bo z marszu poszedłbym na jeszcze jeden.

Nie chcę zdradzać fabuły jak Judasz Jezusa, bo zepsuję Ci zabawę, więc pozostanę przy wrażeniach.

Wrażenia są takie jakbyś wziął LSD pod język i wsiadł na kolejkę górską. Ciągle bujasz się między zaskoczeniem, ekscytacją, przerażeniem, szczęściem, smutkiem, a intrygą. I Cię to nie męczy. Tu nie ma słabych momentów, nie ma chwil zamuły, że drapiesz się po tyłku i zastanawiasz, czy jutro na obiad zjeść bigos, czy kaszankę. Jest czysty ogień, jakbyś ostatni krąg piekła wyszorował Cifem!

Stary Han Solo i stara Księżniczka Leia chwytają za serce mocniej, niż lekarz przy transplantacji. Karolak powinien się od nich uczyć jak gra się romantyczne sceny. Nowi bohaterowie są wyraziści jak ślady z węgla na śniegu i od razu zdobywają Twoją sympatię jakby Ci postawili oranżadę ze szkolnego sklepiku zaraz po wuefie. Nowy czarny charakter budzi grozę jak samotne dziecko po północy na cmentarzu i jednocześnie intryguje swoim pochodzeniem, a do tego jest młody i wkurwiony. Kozak!

A reszta? Reszta też rozpierdala!

Fabuła się klei jak ciasto na pierogi, dialogi są zabawne jak Mandaryna bez playbacku, muzyka idealnie dopełnia obraz jak plastikowe trociny w przesyłkach pocztowych, a efekty specjalne są na tyle dobre, że ich nie zauważasz. „Gwiezdne wojny: przebudzenie mocy” są PRZE-MEGA-TURBO-ZAJEBISTE!

I jest tylko jeden problem z tym filmem: CZEMU CIĘ JESZCZE NA NIM NIE MAAA??????

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Agg

    Wychodząc z seansu słyszałam jak koleś dzwonil do kogoś i mowi: gorszego filmu w życiu nie widziałem! :D

    Wiec opinie są podzielone ;p

    • Może nie widział, bo zapomniał włożyć soczewek przed wyjściem z domu?

  • Say what?? Byłem, widziałem i się załamałem. Najlepsze w całym filmie są napisy początkowe, a później jest już tylko gorzej. Fabułę napisała chyba 7-letnia Zosia, bo wielokrotność dennych dialogów była nie do zniesienia. No i rodzynkiem jeszcze jest największa cipa galaktyki – osmarkany wnusio Lorda Vadera. Naprawdę, jeśli macie jakiś sentyment do tej serii, to nie psujcie sobie opinii tym filmem, postarajmy się udawać że tego nigdy nie było.

  • Paula

    Hah :D Widzę, że reakcja taka jak moja! Nowe Gwiezdne wojny są ZAJEBISTE! Nic dodać nic ująć!

  • Bo po prostu nie lubię i już? :P

  • Byłem wczoraj. Potwierdzam, kozak!

  • Właśnie wyszłam z Gwiezdnych, co za emocje! Cały czas mam wypieki na twarzy. Żadna ze mnie fanka, ale TO TRZEBA PO PROSTU ZOBACZYĆ! Ps. i niech moc będzie z Wami, jak będziecie się przeciskać w galeriach handlowych przez te tłumy ludzi na zakupach, ale naprawdę warto dotrzeć do kina!

  • sheilven

    Chyba byliśmy na dwóch różnych filmach.

    • Wszędzie teraz grają „Listy do M 2”, tak że możliwe.

  • Popieram :) idę jeszcze raz!

  • Loool, idziemyyy11!!!!

  • Przemówił do mnie fragment z LSD i kolejką górską ;).
    ps.Twoje epitety miażdżą system!

  • Wstyd się przyznać, nie widziałam żadnej części. Ale obiecuję to naprawić :)

  • Zgadzam się, że było EGSTRA, do tego uwielbiam te wszystkie nawiązania do starych epizodów, czad czad czad! TURBO KOZAK, znowu się czułam jak małe dziecko, któremu tata pokazuje na kasetach VHS starą trylogię. Tylko troszkę płakałam, że nie było przejść jak z MovieMakera (sentyment!), ale poza tym chcę jeszcze raz do kina. I jeszcze raz!
    #hanshotfirst

    • Ja też! Jak dam radę, to skoczę jeszcze przed świętami!

  • Michał Durlej

    Fabuła filmu jest trochę sztywna, chociaż nie ma tam niepotrzebnych scen. Dialogi także nie powalają, a najlepiej zagrał Pan czarny. Trzeba przyznać, że fajnie czuć klimat starej trylogii. Moim zdaniem fajnie że nie zepsuli tego filmu, niemniej jednak można go było zrobić lepiej.
    P.S. Szkoda, że nie kontynuowali fabuły z książek

    • O stary, dialogi dla mnie był świetnie wyważone! Nie pamiętam drugiego filmu w tym roku, na którym tak się śmiałem. Jedyne co mogli zrobić lepiej, to odpuścić albo bardziej zmodyfikować motyw z Gwiazdą Śmierci, ale po za tym, nie mam się zupełnie do czego przyczepić.

      • Michał Durlej

        Nie taki stary :D
        A tak na poważnie, to właśnie za dużo gagów było, żarciki i śmieszki w filmie są jak najbardziej spoko, ale nie co drugie zdanie :/

  • Anna Czarnecka

    Good, teraz już wiesz, że warto było oglądać reklamy przed 30 minut! :D

    • Ja zasadniczo lubię oglądać reklamy w kinie, tak że byłoby warto tak czy inaczej :)

  • Anna Czarnecka

    Czyli warto było najpierw oglądać reklamy przez 30 minut! :D

  • Dobranoc ;)

    • Dzięki, była niezła, tylko trochę krótka!

wpis jest wynikiem współpracy z marką STR8

Czemu pierwszy raz jest taki ekscytujący?

Pamiętasz swój pierwszy raz? Założę się o mój login i hasło do Facebooka, że tak. Takich rzeczy się nie zapomina, mimo że tego typu wspomnieniom raczej daleko do poprawiających samopoczucie. Nie, nie tylko Twój pierwszy stosunek płciowy był beznadziejny. Jak donosi Instytut Badania Opinii Publicznej Na Podstawie Rzutu Kośćmi, 11 na 10 Polaków czuje zażenowanie i wstyd przywołując w myślach swoją inicjację seksualną. Łatwiej znaleźć niewypłacalnego dłużnika mafii ze wszystkimi palcami, niż osobę, która szczerze stwierdzi, że jej pierwszy seks był udany i podobało jej się.

Większość, jeśli nie każdy, z nas czuł się w tym momencie skrępowany, niepewny, czy zwyczajnie przerażony, a sam akt przebiegał jak pilotowanie samolotu bez przejścia kursu pilotażu. Tu coś wciskasz, tam za coś ciągniesz, próbujesz utrzymać w rękach stery i modlisz się, żeby lot nie skończył się przed czasem. Mimo to, nie znam osoby, która by nie czekała w napięciu na ten pierwszy raz albo chciała cofnąć czas i żyć w celibacie, żeby uniknąć dyskomfortu.

Czemu więc towarzyszyła temu taka ekscytacja? Bo wszystkiemu co nowe i nieznane, a pobudzające zmysły i emocje, towarzyszy podniecenie. Mimo świadomości, że może skończyć się inaczej, niż byśmy to sobie wyobrażali.

Rutyna zabija związki

Popadanie w schematy często bywa korzystne w pracy i w sporcie, ale rzadko kiedy poza nimi.

Czy wyjście w piątek wieczorem do kina jest spoko? No jest. Można odetchnąć po całym tygodniu i spędzić razem czas – dobra zabawa. Czy wychodzenie co piątek wieczorem do kina przez 5 lat, na seans o 19:15 jest spoko? No mniej. Nie ma w tym nic zaskakującego i na dobrą sprawę zamienia się to w kolejny obowiązek do odhaczenia – brak dobrej zabawy. Czy uprawiane seksu na jeźdźca jest spoko? No jasne. Czy uprawianie seksu tylko i wyłącznie na jeźdźca, za każdym razem na tej samej kanapie przy zgaszonym świetle jest spoko? No nie za bardzo.

Czemu mężczyźni zdradzają kobiety? Bo się nudzą, bo potrzebują nowych bodźców, bo dawny ogień namiętności zgasł na wietrze powszedniości. Czemu kobiety zdradzają mężczyzn? Bo ten koleś w barze, który zrobił jej i jej koleżance „test najlepszej przyjaciółki”, a potem odgadł liczbę, którą zapisała na serwetce był inny. Inny niż ten, który odkąd się poznali w kółko zabiera ją na randki do tego samego miejsca. Ten jest ciągle taki sam.

Powodów w obu przypadkach jest oczywiście więcej, ale zrutynizowanie wspólnego życia jest najniebezpieczniejsze. Bo rutyna wkrada się niepostrzeżenie.

Monotonia zabija radość z życia

Uwielbiam burgery, ale gdy zbierałem materiał do rankingu krakowskich burgerowni i musiałem jeść je dzień po dniu, żeby rzetelnie ocenić serwujące je miejscówki, zaczęły śnić mi się po nocach wegetariańskie sałatki. Z zestawieniem najlepszych ramenów było podobnie. I nie inaczej jest ze słuchaniem w kółko jednego utworu. Ile razy miałeś tak, że pojawiał singiel Twojego ulubionego wykonawcy, zapętlałeś go jak szalony w oczekiwaniu na resztę płyty, a gdy już ukazał album, musiałeś pomijać ten utwór słuchając całości, bo wychodził Ci nosem? Albo po powrocie z wakacji ustawiałeś na budzik w telefonie turbo szlagier, przy którym byłeś conocnym królem parkietu. A po miesiącu wracałeś do domyślnego alarmu wgranego przez producenta, bo po pierwszych taktach letniego hitu zaczynało Cię mdlić?

Każda czynność ma skończoną liczbę powtórzeń, po wykonaniu których bez żadnej przerwy z przyjemności zamienia się w mękę. Każda.

Od poniedziałku do piątku kursujemy między dwoma punktami – pracą i domem, ewentualnie uczelnią i domem albo, przy opcji triathlonowej – uczelnią, pracą i domem. Zwłaszcza jesienią i zimą, gdy każde wyjście z domu zaczyna być postrzegane w kategoriach wyczynu, w codzienność wkrada się monotonia, zakładając nam klapki na oczy jak koniowi. Klapki, przez które nie widzimy piękna otaczającego nas świata i ciągle rozwijających się pąków możliwości, tylko betonową drogę, którą znamy na pamięć, prowadzącą do miejsca przyprawiającego nas o ziewanie, a nie zachwyt. Z czasem dopada to każdego, również mnie, choć mogłoby się wydawać, że w przypadku pracy opartej na pasji to niemożliwe. Nic bardziej mylnego. Zwłaszcza, gdy Twoja trasa do pracy polega na przebyciu drogi między łóżkiem a biurkiem, a liczba interakcji z ludźmi w jej trakcie wynosi 0. Tak jak jej zmienność.

Żeby codzienność nie stała się linijką, która bije Cię po palcach, gdy chcesz brać z życia garściami, trzeba coś zmienić. Wpleść w nią coś nowego.

Co daje próbowanie nowych rzeczy?

W przeciwieństwie do większości chłopców, jakoś nigdy ani w przedszkolu, ani w podstawówce, ani w gimnazjum, ani nawet w liceum nie ciągnęło mnie do motoryzacji i zupełnie nie kumałem tych wczutych gadek o furach i ciśnienia na zdawanie prawka. Aż nie skończyłem 22 lat i nie pomyślałem, że przy staraniu się o kolejną pracę taki dokument może się przydać. Zapisałem się na kurs, cudem nie umarłem z nudów na wykładach, wsiadłem do samochodu po stronie kierowcy i poczułem się jak Neo z „Matrixa”, kiedy wybrał czerwoną pigułkę.

W momencie kiedy wcisnąłem pedał gazu, usłyszałem ryk silnika i poczułem jak auto przyśpiesza, wszystko stało się dla mnie jasne. Nagle zrozumiałem skąd u tylu facetów taka fascynacja samochodami, a przede wszystkim kompletnie zmieniłem perspektywę postrzegania poruszania się po mieście i ruchu ulicznego. Na rzeczywistość został nałożony filtr, który ukazywał ją z innej, nowej strony. Podobnie było, kiedy pierwszy raz leciałem samolotem. I kiedy pierwszy raz występowałem na scenie prowadząc prezentację dla tłumu ludzi. I kiedy pierwszy raz wpadł mi w ręce koktajler i odkryłem, że szpinak łączy się z bananem i można to wypić.

Za każdym razem, gdy próbujesz czegoś czego nie próbowałeś nigdy wcześniej, gdy jesz, robisz albo jesteś w jakimś miejscu po raz pierwszy, zmienia się Twoje dotychczasowe postrzeganie. Patrzysz na, wydawałoby się, znane Ci rzeczy z nieznanej wcześniej perspektywy, przez co znów zaczynają być interesujące. Gdy codziennie pokonywaną drogę z domu na przystanek możesz obserwować lecąc nad nią balonem, rzeczywistość poszerza się o kolejny wymiar, a płaska monotonia nabiera kształtów.

Próbowanie nowych rzeczy, to odkrywanie świata na nowo.

Tydzień pierwszych razy!

Żeby nie być zakładnikiem codzienności i przypomnieć sobie na wiosnę, że świat wciąż jest nieprzeczytaną książką, podjąłem wyzwanie. Wyzwanie pod tytułem „Tydzień pierwszych razy!”. W ramach akcji #BeTheHeroYouAre, razem z marką STR8 przez 7 dni codziennie próbowałem czegoś po raz pierwszy, żeby przełamać rutynę, zainspirować się, rozbawić, przerazić, zmieszać i przede wszystkim wnieść coś nowego do prozy życia. Jak konkretnie wyglądał mój plan?

Dzień pierwszy: popłynę kajakiem po Wiśle
Dzień drugi: nadrobię puszczanie latawców
Dzień trzeci: oderwę się od ziemi w parku trampolin
Dzień czwarty: postaram się nie przewrócić na tandemie
Dzień piąty: wydostanę się z escape roomu
Dzień szósty: zobaczę jak jeździ się w kabriolecie
Dzień siódmy: sprawdzę jak smakują bycze jądra

Jak wyszło? Zobacz na filmie poniżej, a jeśli chcesz podjąć swoje wyzwanie wpadaj na https://www.str8betheheroyouare.com/poland

---> SKOMENTUJ

Do czego może doprowadzić lincz na nastolatce?

Skip to entry content

Od jakichś 2 tygodni internet nieustannie żyje sprawą 2 nastolatek z Warszawy, które pochwaliły się na Snapchacie, że uprawiały seks z muzykami z amerykańskiego zespołu. Wulgarną opowieść o tym, co dziewczyny robiły z raperami w podróżnym autobusie, ktoś wyciągnął ze Snapchata i udostępnił na YouTube, przez co zaczęła rozprzestrzeniać się wirusowo po całej sieci. I równie szybko co samo wideo, jeśli nawet nie szybciej, zaczęła rozsiewać się nienawiść do dziewczyn. Nie hejt – amerykańska nazwa, to zbyt łagodne określenie na to, co się dzieje wokół tego tematu – czysta, bezduszna, nienawiść.

Okazało się, że żyjemy w społeczeństwie strażników moralności, tylko niestety nie swojej, a cudzej. I że ci strażnicy czują się w obowiązku by pilnować jej we dnie, w nocy, i w czasie pracy, gdy szef nie widzi, że siedzą na Fejsie zamiast wykonywać obowiązki służbowe. I że najlepszą metodą obrony tych indywidualnie skompletowanych i narzuconych osobie trzeciej zasad, jest nazwanie jej

– kurwą
– jebanym lachociongiem
– zwykłym szlaufem do dymania
– slojem na sperme dla czarnuchuw
– dzidą co się z pizdą na łby pozamieniała

ewentualnie

– wrzodem na dupie ludzkości która nie powinna mieć prawa do oddychania

Tak, te określenia zdecydowanie pokazują wyraźną różnicę między zachowaniem tych niemoralnych nierządnic, a postawą nieskazitelnie czystych strażników moralności, będących wzorem cnót i wszelkiej prawości. Biorąc pod uwagę język, jakim posługują się osoby osądzające nastolatki, w pewnym momencie można mieć problem z określeniem, czyje zachowanie jest faktycznie naganne.

Zaraz po wybuchu afery broniłem dziewczyn, bo nie wydaje mi się, żeby internetowy lincz, na wzór ulicznych samosądów, był właściwą reakcją na tego typu sytuację w cywilizowanym świecie, przez co wielu strażników moralności wywnioskowało, że pochwalam zachowanie nastolatek. Otóż nie. Zupełnie nie pochwalam. Nie uważam, żeby chwalenie się z kim uprawia się seks było czymś właściwym. Nie pochwalam również traktowania przygodnych stosunków płciowych jako sposobu na zdobycie sławy. Nie wydaje mi się także, żeby wyzucie seksu z romantyzmu i emocjonalności, i sprowadzenie go do czysto fizjologicznego aktu, było dobrym pomysłem.

Tyle, że to tylko mój sposób postrzegania rzeczywistości i moja opinia. Uważam ją za najwłaściwszą, ale nie mam zamiaru zamordować każdego, kto ma inną.

Za to internetowi strażnicy cudzej moralności i kilku youtuberów omamionych zapachem przyrostu subskrypcji, chętnie przeprowadziłoby publiczną egzekucję, na, przypomnijmy jeszcze raz, nastolatkach. Dziewczynach, które może mają 19 lat i są pełnoletnie, ale równie prawdopodobne, że mają 17 i nie są. Jednak niezależnie, czy już mają dowód osobisty czy nie, są bardzo młode. To nie są 30-letnie, doświadczone, w pełni świadome kobiety, tylko dziewczyny z liceum. Nie wiem, czy wszyscy, którzy chcieliby je dla przykładu powiesić na szubienicy, już pozapominali w jakim stanie umysłowym było się w ogólniaku, ale ze swoich doświadczeń i obserwacji mogę powiedzieć, że w takim wieku – pod wpływem grupy, otoczenia, rówieśników – robiło się rzeczy skrajnie niemądre, niedumne i nieodpowiedzialne. Tyle, że nie tak spektakularne, bo nie było na tyle rozwiniętych mediów społecznościowych, żeby zapis czyjegoś przejawu nastoletniej głupoty, w ciągu doby mógł obiec całą Polskę.

Teraz może, więc 2 nastolatki są kolejny tydzień równane z ziemią.

UPSSS…

Posted by TEDE on 14 grudnia 2015

Kiedy wydawało się, że kto miał je zmieszać z błotem, w trosce o właściwe wzorce młodzieży, już to zrobił, do akcji wkroczył Tede. Prawie 40-letni, całkowicie świadomy jak działa Facebook, człowiek, który ponownie nakręcił spiralę nienawiści, publikując na swoim fanpage zdjęcie jednej z nastolatek w sytuacji seksualnej. Ktokolwiek by nie był na tym zdjęciu, to upublicznianie fotografii z nagimi ludźmi, po to żeby ich upodlić i zgnoić jest ohydne. W przypadku nieletnich, karane prawnie. A w momencie kiedy robi to stary chłop – który nieraz spotkał się z falą nienawiści i wie jak to jest być opluwanym w internecie – tylko po to, żeby się pośmiać i podżegać innych do linczu, jest nieludzkie. Rzadko się to zdarza, ale tym razem brak mi słów.

Ja – osoba, która ma obycie z siecią i jest w jakimś stopniu zahartowana na przyjmowanie wiader pomyj – po takiej serii upokorzeń i publicznym upodleniu, nie dałbym rady. Przez tak długi czas, przyjmując wyzwiska i będąc w atmosferze permanentnej nagonki na mnie, w najlepszym wypadku załamałbym się psychicznie. W najlepszym. W wersji realistycznej, będąc tak zaszczutym, stałoby się coś dużo, dużo gorszego. A teraz pomyślcie, w jakim stanie emocjonalnym musi być nastoletnia, wciąż jeszcze niedojrzała dziewczyna?

Jak myślicie, do czego może doprowadzić człowieka taki nieustanny lincz?

Do osób, które od tych 2 tygodni ją gnoją: naprawdę uważacie, że to właściwa metoda wychowawcza? Chcecie ją niszczyć psychicznie, aż nie targnie się na życie? Tak chcecie nauczać co jest właściwym zachowaniem, a co złym? Jeśli przez szykanowanie w internecie coś sobie zrobi, świat nie zmieni się na lepsze. Zmieni się na gorsze, a wy będziecie współwinni tragedii.

Weźmiecie za nią odpowiedzialność?

---> SKOMENTUJ

7 powodów, dla których wolę e-papierosy od zwykłych fajek

Skip to entry content

wpis jest wynikiem zaproszenia na premierę marki Vype i przeznaczony jest tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich

Nie wiem, czy to kwestia silnej woli, genów, czy układu planet, ale nigdy nie udało mi się uzależnić od żadnej z używek. Ani od alkoholu, mimo, że mieszkałem w wielu akademikach, gdzie wódka lała się częściej niż woda, ani od papierosów, mimo, że zdarza mi się palić od czasów gimnazjum. Właśnie, zdarza. Nigdy nie paliłem regularnie, nie miałem sytuacji, że budziłem się rano i czułem, że muszę zajarać bo nie wytrzymam, ani nie przepuściłem na fajki wielokrotności dużego Fiata. Po prostu lubię palić i gdy zdarza się okazja – wyjście na piwo, moje urodziny, wakacje, sylwester – robię to dla przyjemności. Bo wciąganie i wypuszczanie dymu jest przyjemne.

Mała uwaga: jestem całkowicie świadom, że palenie szkodzi zdrowiu i mam nadzieję, że Wy również zdajecie sobie z tego sprawę. Podobnie jak używanie telefonów komórkowych, życie w stresie, siedzenie 8 godzin dziennie przed komputerem, czy mieszkanie w Krakowie. Dlatego nikogo do tego nie namawiam, ani nie zachęcam, jednak, biorąc pod uwagę, że to zabawa dla dorosłych, darujmy sobie wzajemne moralizowanie i jeśli ktoś jest całkowicie przeciwny, to proszę o odpuszczenie tematu, bo szkoda czasu na licytowanie się, czy gorsze są papierosy, kawa, czy smog.

Przez to, że nigdy nie traktowałem palenia jak konieczny element każdego dnia, tylko sporadyczny umilacz, bardzo lubię palić sziszę, bo jest esencją całego procesu. Słodki, miły, kojący zapach i duuużo mlecznego dymu. W paleniu sziszy nie chodzi o zaspokajanie głodu nikotynowego, tylko relaks i celebrowanie chwili. Zastanawiasz się pewnie teraz, co nagłówek tego tekstu ma wspólnego z tym, o czym piszę? Właśnie to, że e-papieros jest dla mnie taką miniaturową sziszą.

Kiedyś byłem sceptycznie nastawiony do tego urządzenia i bardziej kojarzyło mi się z czekającymi na emeryturę portierami, niż młodymi, nowoczesnymi ludźmi, ale wraz z tym, jak e-papierosy zaczęły ewoluować, powoli zacząłem się przekonywać, aż zupełnie nie uznałem, że to lepsze rozwiązanie niż zwykłe szlugi. E-papierosy, nie wyglądają już jak połączenie drążka zmiany biegów ze Star Treka z palcem wskazującym obcego. Te od Vype, są zgrabne, ładnie i minimalistycznie zaprojektowane, bez lampek choinkowych włączających się podczas palenia, bez psujących się grzałek i rozlewających się płynów po całej fai. Są eleganckie.

Ich hasło to „e-papierosy stworzone od nowa”, a ja mogę powiedzieć, że na pewno stworzone lepiej niż ich poprzednicy. Na tyle lepiej, że traktuję je jak mikro-sziszę i wolę je, niż zwykłe fajki. Czemu?

 

Po pierwsze, nie śmierdzi w pomieszczeniu, w którym palisz

vype e-papieros 6

W czasach kiedy palenie nie było zabronione w klubach, wchodząc na imprezę po północy czasem nie wiedziałeś, czy jesteś na parkiecie, czy w obozie koncentracyjnym. Witała Cię szary kisiel, po wejściu w który, całe Twoje ubranie momentalnie nim nasiąkało, do tego stopnia, że nawet jeśli byłeś aktywnym użytkownikiem nikotyny, to Ci to przeszkadzało. Zresztą, nie trzeba chodzić po klubach. Jeśli palisz w domu, to wiesz, że wystarczy jedna fajka, żeby cały pokój nią przesiąkł. Z e-papierosem nie ma tego problemu, bo jego dym po wypuszczeniu z ust po chwili jest bezwonny.

 

Po drugie, nie śmierdzą ci ręce

vype e-papieros 2

Wiele osób lubi palić po posiłku, ja również. Ale nienawidzę tego jak później śmierdzą mi dłonie. Zwłaszcza, gdy zamówiłem deser, który je się palcami.

 

Po trzecie, żar nie spada ci na ubranie

vype e-papieros

Ani nigdzie indziej. A zdarzyło mi się przypadkiem robić dodatkowe wywietrzniki i w spodniach, i w swetrach, i w kanapach, i w zasłonach. Nie żeby to zawsze wynikało z mojej wrodzonej niezdarności. Czasem ten mebel po prostu sam się napatoczył.

 

Po czwarte, nie musisz pamiętać o ogniu

A jak palisz sporadycznie, to zazwyczaj o nim zapominasz.

 

Po piąte, e-papieros jest nieinwazyjny dla niepalących

vype e-papieros 3

Dym z analogowych szlugów zazwyczaj drażni osoby niepalące i to czasem nie w tylko w nozdrza, ale i w oczy, co skutkuje łzawieniem. Ba, mnie samemu nie raz zdarzyło się uronić łzę, gdy szara mgiełka wpadła mi do oka. Z e-papierosami nie ma tego problemu, bo to, co się z nich wydobywa, to w zasadzie nie dym, ponieważ nic się nie spala, tylko para powstała przez podgrzanie płynu znajdującego się w nich. W raporcie zleconym przez organizację Public Health England, badacze z ośrodka Centre for Tobacco and Alcohol Control Studies podsumowali aktualny stan wiedzy, mówiąc:

Papierosy elektroniczne nie wytwarzają dymu, zatem jest jasne, że udokumentowane szkodliwe efekty biernego palenia ich nie dotyczą. Kontakt osób niepalących z oparami papierosów elektronicznych nie stanowi powodu do niepokoju, chociaż badania laboratoryjne sugerują, że korzystanie z e-papierosa w zamkniętym pomieszczeniu naraża innych na działanie nikotyny na poziomie jednej dziesiątej stężenia generowanego przez zwykły papieros.

 

Po szóste, jest więcej dymu

vype e-papieros 7

Tak jak pisałem we wstępie, to co mnie jara w jaraniu, to wciągnie i wypuszczanie dymu, patrzenie jak sobie leniwie frunie po przestrzeni i w jakie wzory się układa, i w przypadku e-cygaretek jest go zdecydowanie więęęcej.

 

Po siódme, nikt od ciebie nie sępi

vype e-papieros 9

Ani na imprezie, ani na ulicy, co w drugim przypadku często sprawia, że czas przejścia przez deptak w centrum miasta skraca się o połowę.

---> SKOMENTUJ