Close
Close

Sosnowiec, wiosna, 1 klasa podstawówki

Jest leniwe, ciepłe popołudnie, idealne na wyjście przed blok i łapanie pszczół do pudełek po zapałkach. Albo granie w Państwa-Miasta pożyczonym od bliźniaków scyzorykiem. Oni sami nie mogą, bo mają szlaban po wczorajszej wywiadówce. Oceny w ich dzienniczkach nieco się różniły od ocen w dzienniku nauczyciela, a mama nie kupiła tekstu od Romana z klatki obok, że „wszystko jest kwestią perspektywy”. A bieżąca perspektywa jest taka, że ani Justyny, ani Weroniki nie ma w domu, a Sławek też nie może wyjść, więc gra we dwójkę mija się z celem. Dlatego z Karolem wpadamy na inny pomysł. Równie dobry, jeśli nie lepszy – wejdziemy na kasztana za blokiem.

Chodzenie po drzewach ma w sobie coś magnetyzującego. Coś z pogranicza magii, czemu nie można się oprzeć. Przynajmniej będąc siedmiolatkiem.

Po pierwsze, czujesz dzikość. Ten zew natury, kiedy wspinasz się po gałęziach, czujesz jak uginają się pod Tobą, świadomość, że z każdym centymetrem w górę możesz spać, to coś czego nasza cywilizacja już nie doświadcza. Po drugie, budzisz w sobie odkrywcę, podróżnika, który eksploruje nowe, nieodkryte tereny wraz z tym jak zbliża się do czubka. A moment, kiedy widzisz swoje podwórko, śmietnik i trzepaki z góry? I chwila, kiedy możesz zajrzeć sąsiadom do mieszkań przez okna? Coś niepojętego!

Spojrzenie na oczywiste, codzienne obiekty i zarazem sprawy, które ich dotyczą z innej perspektywy, jest najlepszym startem do abstrakcyjnego myślenia jaki można dostać. Jednak nie wszyscy tak to odbierają.

Właśnie widzę moją babcię, która zmierza w naszym kierunku. I też nas widzi.

– Bój się boga, Jasiek, gdzie ty tam wszedłeś? Schodź! Schodź natychmiast!

– Babciu, ale czemu?

– Schodź, bo coś sobie zrobisz!

– Ja nie chcę.

– Spadniesz i coś sobie zrobisz! Noga ci się omsknie i będzie katastrofa! Natychmiast zejdź na ziemię!

Zszedłem.

 

***

 

Kraków, jesień, 5 rok studiów

Jest tak jesiennie, jak tylko możesz to sobie wyobrazić. Od tygodnia ciągle pada. Nie leje, nie kropi, pada. To ani nie przelotna mżawka, ani nie oberwanie chmury, tylko stały stan, w którym jesteś już tak przyzwyczajony do przemokniętych butów, uwalonych odpryskami z kałuż spodni i zachlapanych okularów, że przestajesz zwracać na to uwagę. Odczuwanie wilgoci jest dla Ciebie równie naturalne, co dla kłusowników w lasach amazońskich. Jedyne do czego nie możesz przywyknąć to wiatr. Pogodziłeś się już nawet z permanentną ciemnością, i egzystowaniem całe dnie zlewające się z nocami w półmroku, ale wiatru nie jesteś w stanie przeżyć. Kurewskiego wiatru, który bije Cię po twarzy jak pijany bokser – za każdym razem, gdy myślisz, że już opadł z sił dostajesz między oczy.

W taki dzień jedyne co możesz zrobić to iść się napić. Oczywiście w ramach kolejnego etapu oswajania wszechobecnej wilgoci.

Mam farta. Znajomy znajomego siostry szwagra ojca wujka kuzyna kogoś tam robi domówkę. A w zasadzie posiadówkę, bo ludzie w tym wieku udają, że nabierają ogłady i większość imprezy siedzą, zamiast być królami parkietu przesuwającymi bezwładem własnego ciała meble, jakimi byli jeszcze semestr temu. Mam pecha. W trakcie sprawdzania efektywności urządzeń chłodzących w kuchni, gość, który też przyszedł do lodówki po zimne piwo, okazuje się typem, z którym w poprzednim życiu coś tam studiowałem. I mieliśmy kompletnie rozbieżne pomysły na „życie”. I on bardzo chce teraz porozmawiać o tym „życiu”.

– No i co ty robisz?

– Pracuję z językiem.

– Ale co, językiem programowania? Czy kurwa nie wiem… pisarzem jesteś?

– Piszę bloga, chcę pisać książki, a póki co będę copywriterem.

– Copy-kurwa-co?

– Copywri… a resztą nieważne, nara.

– Ty słuchaj, bo na ogarniętego nawet wyglądałeś, ty chyba nie wiesz jak życie wygląda. Ty weź się do jakiejś roboty. Zrób se FCE i idź do Comarchu, to się zaczepisz albo gdziekolwiek w ogóle, bo jak widzę, to jesteś dziecko we mgle, po omacku gwiazdki z nieba szukasz. Zejdź na ziemię po prostu.

Nie zszedłem.

 

***

 

W dzieciństwie uczymy się, że ściąganie na ziemię, to troska o bezpieczeństwo. I zupełnie nie zauważamy, że wraz z wiekiem zamieniamy to w podcinanie skrzydeł.

Zejdź na ziemię? Nie, dziękuję. Jeszcze sobie polatam. Sięgnąłem chmur, więc czas na gwiazdy.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Camilo Rueda López
(niżej jest kolejny tekst)

24
Dodaj komentarz

avatar
19 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
20 Comment authors
PrzeambitniemadzialenaMonika GrzebykJustyna Sekuławitchincranberries Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karo
Gość

Łoooooł… Mega tekst. Więcej nie da rady napisać, tyle wystarczy.

Jan Favre
Gość

Dziękuję, Karo.

litermatka
Gość

Nowo poznanym ludziom nigdy nie mowie, ze lubie pisac, bo… watek zazwyczaj szybko sie urywa. Ludzie nie wiedza, do czego to przykleic:-) Jak to dobrze, ze najblizsi nie kaza schodzic na ziemie… Milego latania!

Emilja
Gość
Emilja

Genialny wpis! W ogóle ostatnio Twoje wpisy motywują mnie do zmian i pomagają w zmaganiach z niewygodnym sytuacjami.

Jan Favre
Gość

Łouł, to dla bardzo duży komplement, dziękuję!

Saga Sachnik
Gość

Dajesz, szefie!
Tylko dojedź do domu na Święta!
Wesołych.

Jan Favre
Gość

Dojechałem, ale w pełnym stresie, przesiadając się w Częstochowie, tak że liczę na kanonizację.

dobrymjud
Gość

ALE SUPER. Sięgaj gwiazd, ba, sięgaj tam, gdzie wzrok nie sięga i łam, czego rozum nie złamie! Orla twojego bloga potęga, jako piorun – twoje zdeterminowanie :))

to jest tak hiper-turbo-zajebiste, że żyjesz z tego, co kochasz robić, że nie mam nawet słów. trzymaj tak dalej: chociaż jest super, życzę ci, żeby było jeszcze lepiej. fajnie, że możesz i że jesteś :) buziaki i wesołych świąt!

Jan Favre
Gość

W komentarzach pod tym tekstem czuję się trochę jakbym miał urodziny, tyle ciepłych słów. Dziękuję!

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

17 rzeczy, które zaskakują w Mediolanie

Skip to entry content

We Włoszech miałem okazję być w trakcie tegorocznej Wielkanocy, kiedy zabrałem mamę do Rzymu, więc ten kraj nie był już dla mnie jakąś wielką zagadką. Po wizycie w stolicy, wydawało mi się, że Włosi niczym mnie już nie zaskoczą, bo co może przebić uliczne automaty z lubrykantami i przystanki z rozkładami bez godzin odjazdów? Albo plagę sprzedawców kijów do samojebek? Okazało się, że Mediolan jednak ma do zaoferowania kilka niespodzianek, które zapadają w pamięć. Tytuł światowej stolicy mody najwyraźniej zobowiązuje.

Oto 17 rzeczy, które zaskakują w Mediolanie!

Duomo di Milano – najbardziej zabarierkowany kościół w jakim byłem

Duomo - kościół w którym nigdzie nie można wejść (1)

Duomo - kościół w którym nigdzie nie można wejść (2)

Miasto mody pod kątem zwiedzenia nadaje się na maksymalnie 2-dniową podróż – w pierwszy dzień zwiedzasz katedrę i sklepy, w drugi obżerasz się pizzą i lodami. Serio, dużo więcej do zobaczenia tam nie ma, a i pierwszy punkt mocno rozczarowuje. Mimo, że wstęp do katedry w centrum miasta jest płatny, to możesz się poruszać po jakiejś 1/5 jej powierzchni. Reszta jest szczelnie otoczona barierkami, tak byś mógł popatrzeć sobie na jej poszczególne elementy tylko z oddali. Genialne, co?

Ogromne groby!

wielkie grobowce

Albo ktoś tu ma kompleksy, albo bardzo pozazdrościł Egipcjanom, ale tak właśnie wyglądają nagrobki na Cimitero Monumentale.

Galleria Vittorio Emanuele II – ekskluzywna galeria handlowa

ekskluzywna galeria handlowa

Wygląda naprawdę mega elegancko, bez kiczu, wiochy i przypałowych szyldów. Chodząc między sklepami po podłodze błyszczącej się jak oczy proboszcza przyjmującego kopertę na kolędzie, aż w głowie sam nuci refren kawałka Kreayshawn „Gucci, Gucci, Louis, Louis, Fendi, Fendi, Prada”.

Oryginalne sposoby żebrania

oryginalne sposoby żebrania

rzeźby z marchweki

U nas szczytem pomysłowości jest przyznanie się na kawałku kartonu, że zbiera się na jabola, a nie jedzenie. Ewentualnie bierze się na żebry psa, żeby wzbudzić współczucie. W Mediolanie robi się niemal instalację artystyczną z kolorowych pasków i powietrza wydostającego się z metra albo rzeźbi się w marchewce. Szacun za kreatywność!

Po mieście jeżdżą przebierańcy na rolkach

przebierańcy na rolkach

W zasadzie nie wiem czemu, ale na pewno nie żeby napastować ludzi, czy, jak to się teraz modnie mówi, robić pranki.

Coperto

coperto

Coperto to tak zwana „opłata za nakrycie” pobierania we włoskich restauracjach, czyli sposób na zdzieranie hajsu z ludzi. W Rzymie nie spotkałem się z tym w ani jednej knajpie, ani w centrum miasta, ani na obrzeżach. W Mediolanie „za nakrycie” kasują Cię wszędzie i to średnio 2 euro od osoby, więc wcale nie mało, zwłaszcza, że ceny dań w restauracjach też nie należą do najniższych.

Mega szerokie bilety do metra

szeroki bilet do metra

3-krotnie szersze niż polskie. To znaczy warszawskie.

Krzesła na budkach telefonicznych

krzesło na budce telefonicznej

To podobno innowacyjny projekt, zachęcający mieszkańców do aktywności fizycznej. Chcesz wygodnie sobie zadzwonić z reliktu zeszłej dekady? Musisz się chwilę pogimnastykować.

Reklamy na kościołach

reklama na duomo

A konkretnie na wcześniej wspomnianej ogromnej katedrze w centrum miasta. Nie ma to jak powiesić sobie billboard promujący tureckie skóry na świątyni religii katolickiej, co? To tak, gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, czy Włosi są turbo wierzący.

Mikro-przystanki

mikro przystanki

To z kolei akcja promująca szczupłą sylwetkę. Przesadziłeś z obiadem? Wypadasz na ulicę.

Hipsterskie toalety

toaleta

Spłukiwanie wody nogą w Rzymie okazało się za mało nietypowe, mediolańczycy postanowili pójść krok dalej i usunąć muszę klozetową, zostawiając dziurę w ziemi. Z miejscem po bokach na… właśnie nie wiem na co. Kwadrans zastanawiałem się jak z tego skorzystać.

Wolnostojące miejsca do ładowania telefonów

ładowarki w środku miasta

Znajdujące się ot tak, w przestrzeni miejskiej. Świetna sprawa. Dla osób bez banków energii oczywiście.

Zamykanie stacji metra na noc

zamykanie metra

Po przylocie do Mediolanu, dostaliśmy się busem do dworca głównego, a stamtąd nie udaliśmy się od razu do mieszkania, tylko na szamę. No bo jak długo można odkładać zjedzenie pizzy? Jak już rzuciliśmy się na włoskie specjały, skończyliśmy jakoś chwilę przed jedenastą i zorientowaliśmy się, że wypadałoby w końcu dotrzeć do miejsca, w którym będziemy spać. Chcieliśmy do niego dotrzeć metrem, ale – uwaga, uwaga – stacje metra, są na noc zamykane na kłódkę! I to nawet w momencie, kiedy metro jeszcze kursuje!

Oczojebne ruchome reklamy

oczojebne reklamy

Idziesz sobie wieczorem nad kanałem z dziewczyną, chcesz żeby było romantycznie, nawet postarałeś się i włożyłeś czystą bieliznę, a tu jeb! Dostajecie prosto w oczy kurewskim migotem jakieś cholernej reklamy! I to nie raz, a co chwilę jesteście oślepiani jakimś animowanym billboardem zupełnie psującym atmosferę. Beznadzieja.

Radiowozy rodem z lat 60-tych

dizajn radiowozów policyjnych jak z lat 60

Wordartowy napis „POLIZIA” tak piękny, że grafik płakał jak projektował.

Pełna rozkmina „Ostatniej wieczerzy”

ostatnia wieczerza (1)

ostatnia wieczerza (2)

W Mediolanie, w refektarzu klasztoru przy Santa Maria delle Grazie, znajduje się jedna z najsłynniejszych prac Leonarda da Vinci wraz z tłumaczeniem składowych. Poszczególne elementy „Ostatniej Wieczerzy” podzielone są na części i dokładnie poopisywane, przez co na obraz patrzy się bardziej jak na film. Wyjaśnienie kto jest kim na fresku, co robi i co z tego wynika, naprawdę daje do myślenia. Brawo, za ogarnięcie rozkminy!

W każdej restauracji próbują Cię przekręcić na hajs

wszedzie próbują Cię przekręcić

Pomijam już to niedżentelmeńskie doliczanie coperta, ale w niektórych lokalach, oprócz „opłaty za nakrycie”, jeszcze osobno doliczają Ci opłatę za obsługę! Więc w naszym przypadku oprócz skasowania 2 euro coperta od 7 osób, doszło jeszcze 11% ekstra z całej sumy rachunku. Czyli summa summarum, zapłaciliśmy w sumie 30 eurasków za ten zaszczyt, że w ogóle pozwolili nam zamówić u nich jedzenie. Pomysłowe, kasować ludzi za to, że dają Ci zarobić, co? Oprócz tego dochodziły bardziej wyszukane wałki w stylu doliczania do rachunku napojów, których nikt nie zamawiał. I nie widział na oczy. Albo udawanie, że coś jest już w cenie zamówienia, po czym jednak pojawiało sie osobno na paragonie.

Mediolan – miasto, gdzie nauczysz się liczyć.

Jeśli chcesz poznać inną cześć Włoch, to zajrzyj tutaj „Bolonia. Co zobaczyć? Zabytki, zwiedzanie, atrakcje, noclegi”.

NOWE „GWIEZDNE WOJNY” SĄ ZAJEBISTE!

Skip to entry content

„Gwiezdne Wojny” to pierwszy film – nie animacja, a film, bo wiadomo, że pierwszy to był „Król Lew” –  w życiu na jaki mama zabrała mnie do kina, więc mam do serii OGROMNY sentyment. Mimo to, starałem się być obiektywny i podejść do kolejnej części z dystansem. A więc obiektywnie i zdystansowanie oceniam, że „Przebudzenie mocy” jest ZAJEBISTE!

Nie wiem czego spodziewałeś się po tym tytule, ale niezależnie, czy masz jakieś oczekiwania jak wyborcy PiSu czekający na pół tysia za dzieciaka, czy podchodzisz do tematu na chłodno jak Zbigniew Grycan, czy w ogóle nie wiesz o co kaman ze szturmowcami i rebeliantami, to ten film rozpierdala! Po prostu! To ponad 2 godziny rozrywki na poziomie wyższym niż Yao Ming, a gdy tylko się kończy, chcesz ją powtórzyć jak pierwsze kolokwium z macierzy na studiach! Wychodząc z seansu przed 3 w nocy, żałowałem, że kolejny jest dopiero o 12, bo z marszu poszedłbym na jeszcze jeden.

Nie chcę zdradzać fabuły jak Judasz Jezusa, bo zepsuję Ci zabawę, więc pozostanę przy wrażeniach.

Wrażenia są takie jakbyś wziął LSD pod język i wsiadł na kolejkę górską. Ciągle bujasz się między zaskoczeniem, ekscytacją, przerażeniem, szczęściem, smutkiem, a intrygą. I Cię to nie męczy. Tu nie ma słabych momentów, nie ma chwil zamuły, że drapiesz się po tyłku i zastanawiasz, czy jutro na obiad zjeść bigos, czy kaszankę. Jest czysty ogień, jakbyś ostatni krąg piekła wyszorował Cifem!

Stary Han Solo i stara Księżniczka Leia chwytają za serce mocniej, niż lekarz przy transplantacji. Karolak powinien się od nich uczyć jak gra się romantyczne sceny. Nowi bohaterowie są wyraziści jak ślady z węgla na śniegu i od razu zdobywają Twoją sympatię jakby Ci postawili oranżadę ze szkolnego sklepiku zaraz po wuefie. Nowy czarny charakter budzi grozę jak samotne dziecko po północy na cmentarzu i jednocześnie intryguje swoim pochodzeniem, a do tego jest młody i wkurwiony. Kozak!

A reszta? Reszta też rozpierdala!

Fabuła się klei jak ciasto na pierogi, dialogi są zabawne jak Mandaryna bez playbacku, muzyka idealnie dopełnia obraz jak plastikowe trociny w przesyłkach pocztowych, a efekty specjalne są na tyle dobre, że ich nie zauważasz. „Gwiezdne wojny: przebudzenie mocy” są PRZE-MEGA-TURBO-ZAJEBISTE!

I jest tylko jeden problem z tym filmem: CZEMU CIĘ JESZCZE NA NIM NIE MAAA??????