Close
Close

Niech ci, którzy myślą, że mnie skazali na wygnanie
wiedzą, że może to ja ich skazałem na pozostanie.

Bisz „Niesława”

Siedzę na murku nad Rudawą. Ostatnie promienie słońca spływają mi po twarzy. Leniwy podmuch wiatru próbuje skleić mi powieki. Mrużę oczy i wpatruję się w słońce chowające się za drzewami. I zastanawiam się jak wrócić po takiej przerwie.

Nie było mnie rok. W zasadzie to prawie półtora. Dokładnie to 493 dni. Po latach blogowania, po całych epokach, które minęły w międzyczasie, po tym jak z aktywności w mediach społecznościowych zrobiłem sposób na życie, postanowiłem wyciągnąć wtyczkę. Po prostu wylogować się i zniknąć z sieci. Powodów było sporo, o większości nikt nie wie, i to też nie czas ani miejsce, ale kilka jest na tyle oczywistych, że chcę się nimi podzielić. W zasadzie to muszę.

Unoszę wzrok znad błyszczącej matrycy telefonu, niebo jakiś czasem temu z błękitu przeszło w pomarańcz, a teraz zalewa się purpurą. Piękny impresjonistyczny obraz. Sztuka najwyższej próby, którą za rzadko doceniam. Niebieskie światło telefonu woła o uwagę, wracam do niego i dochodzi do mnie, że powrót po takim czasie jest niemożliwy. Trzeba zacząć od początku. Od zera.

Ale po kolei.

Czy zdjęcie mojego śniadania zmieni świat? 

Czy moja samojebka pomoże w walce z głodem? Czy mój wpis na blogu o Czarnym Proteście przebije się przez mur memów z kotami i mdłych fotek słodkich bombelków? Czy Twoje serduszko pod moim postem jest faktycznie zostawieniem kawałka serca, czy tylko nieświadomym stuknięciem palcem? Jak bębnienie o blat ławki w trakcie nudnej lekcji. Czy w ogóle są jeszcze jakieś działania w internecie, które podejmujemy świadomie? Randkowanie? Zakupy? Chyba tylko kliknięcie przycisku „wyloguj”.

Blogowałem od jesieni 2011. PONAD. SIEDEM. LAT. Czy było warto poświęcić na to tyle czasu? Czy coś zmieniło to w Twoim życiu? Chyba nigdy nie udawałem, że piszę tylko dla siebie. Po co to ciągnąć, jeśli jestem dla odbiorcy tylko mikroekspresją w trakcie obrad na tronie? Jestem?

Blogowałem od jesieni 2011. Co te 7 lat zmieniło w moim życiu? Bardzo dużo. W zasadzie to wszystko. Na lepsze. Chociaż, czy na pewno?

Nie trzeba wierzyć w to co się robi, by to robić. Czasami wystarcza chcieć zarabiać na tym pieniądze. 

Większość branży rozrywkowej działa w ten sposób. Cały kapitalizm jest na tym oparty. Ale ja chciałem być inny i chciałem żyć inaczej. Więc kiedy paląca potrzeba odpowiedzi na najważniejsze pytanie nie została zaspokojona, odepchnąłem klawiaturę, żeby się nie poparzyć. Odepchnąłem ją na rok. 

To pytanie brzmiało: czy ja w ogóle mam jeszcze coś do powiedzenia?

Zatrzymać kołowrotek

„Zatrzymajmy się w pędzie, nikt nie pamięta po co biegnie. Czy na pewno po szczęście? Czy sam bieg nie jest biegu sensem?” rapował Eldo w utworze „Plaża” w 2003 roku. Ja w ’96, siedząc w zadymionej kuchni u mojej sąsiadki z mieszkania z naprzeciwko, wpatrywałem się w chomika wchodzącego w nadświetlną w kołowrotku i miałem podobną rozkminę. Czy biega w kółko, bo nie wie, że może rzucić wszystko w cholerę i wyjechać w Bieszczady, czy dlatego, że sprawia mu to przyjemność?

Przekonać można było się tylko w jeden sposób. Zabierając chomika w Bieszczady.

Nie ma już internautów. Są za to cyfrowo wykluczeni

Pierwszy miesiąc był cudowny. A świadomość, że mogę być poza Facebookiem, Instagramem i blogiem, i już nie muszę się bić o utrzymanie zasięgów, uwalniająca.

Kojarzysz ten moment na domówce, kiedy kończy się alkohol, a zgonów jest więcej niż pustych butelek, ale mimo to nie chcesz wyjść, bo cały liczysz, że jednak jeszcze coś się wydarzy? To byłem ja. Gdy podjąłem decyzję, że znikam z sieci, czułem się jakby ktoś wypuścił mnie z piwnicy. Odzyskałem życie, które dawno temu przegrałem z kimś w karty.

Patrzyłem na ludzi przepychających się w komentarzach pod postami, które jutro przestaną istnieć w czyjejkolwiek świadomości, i nie miałem pojęcia po co to robią. Nie przypominam sobie ani jednej afery na Fejsie, w której ktoś kogoś przekonał. Poświęcamy czas, energię i nerwy, a efekt jest taki jakbyśmy grali w tenisa na błocie. Na końcu wszyscy jesteśmy brudni. Czasem człowiek nawet nie zdąży się umyć przed kolejnym meczem.

Cieszyłem się, że jestem poza tym cyrkiem. Przez pierwszy miesiąc. W drugim po prostu byłem poza.

Podgrupę tak długo określa się specyficzną nazwą, jak długo jest mniejszością w danej społeczności. Gdy zaczyna stanowić większość, nazwa znika. Bo większość to „my”, a „my” nie potrzebujemy klasyfikujących łatek. To „oni” ich potrzebują.

Nikt już nie mówi na użytkowników Facebooka facebookowicze, czy na ludzi, korzystających z Instagrama instagramowicze. Zbyt wielu Polaków ma dostęp do internetu by wciąż nazywać ich internautami. To oczywiste, że każdy jest w sieci. To po prostu „my”. Dziwne jest jeśli kogoś tam nie ma.

W 2020 próba oddzielna świata online i offline, to próba oddzielenia ciała od duszy. Virtual i real to w tym momencie jedna zazębiająca się rzeczywistość. Zazębiająca się tak bardzo jakby miała szczękościsk.

Więcej osób zobaczy mój status na Facebooku i zdjęcie na Instagramie niż kiedykolwiek mnie pozna i zamieni ze mną słowo. Na podstawie tego, co wrzucę do sieci, wyrobi sobie opinię na mój temat i namaluje w głowie mój obraz. Który może być na tyle brzydki, że nie będzie chciała podać mi ręki, gdy spotkamy się fizycznie. Czy z malunku może wyjść paszkwil zamiast laurki mimo najszczerszych chęci pozującego? Może. Czy to sprawiedliwe, że na podstawie szczątkowych informacji w sieci budujemy sylwetkę realnego człowieka? W ogóle. Ale tak już jest. Bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie.

Ludzie w całej Polsce wychodzą protestować na ulice, bo ktoś założył wydarzenie na Fejsie. Virtual – real. Ludzie w internecie podają sobie link do wpłaty pieniędzy, bo mama pewnej dziewczynki w Poznaniu jest chora. Real – virtual. Ktoś idzie do więzienia, bo prowadził trollkonto na Twitterze. Virtual – real. 

Działania podejmowane w rzeczywistości są komentowane w sieci, komentarze w sieci popychają do podejmowania działań w rzeczywistości. I na odwrót. Granica między analogiem i cyberprzestrzenią przestała istnieć, kiedy wszyscy ją przekroczyliśmy, by sprawdzić czy trawa pod drugiej stronie jest bardziej zielona. 

Możesz nie brać udziału w dyskusji, ale to nie znaczy, że bez Ciebie się ona nie odbędzie. Po prostu ktoś podejmie decyzję bez Twojego udziału. 

Takie są konsekwencje bycia poza.

Wypchnij godlewskie z ramówki, to przestaną istnieć

Bóg umiera, kiedy traci ostatniego wyznawcę, zmarli giną ostatecznie, gdy znika o nich pamięć. Jeśli chcesz żeby coś przestało istnieć w przestrzeni publicznej, przestań poświęcać temu uwagę.

Patostreamerzy, kruszwile, chajzerowie, godlewskie, youtuberzy bijący się za pieniądze. Oni nie znikną dlatego, że będziemy ich potępiać. Oczywiście wyrażanie sprzeciwu wobec patologii jest ważne, ale w dobie popularności jako nadrzędnej waluty, popularności jako celu samego w sobie, nie ma znaczenia, czy mówimy o nich dobrze, czy źle. Istotne jest wyłącznie to, że mówimy. Jak długo nie przekręcamy nazwy, tak długo dokładamy cegiełkę do budowania ich zasięgu. To absurdalne, ale tak to działa. Z każdym publicznym atakiem w ich stronę stają się tylko silniejsi. Hydra.

Kiedy tylko ktoś wskazuje ich palcem jako antyprzykład, ktoś inny właśnie się o nich dowiaduje i za tym palcem podąża, znajduje ich i zostaje na dłużej. Tak z ciekawości. Bo jeśli wszyscy o czymś mówią, i to głośno, to musi być to ciekawe. Prawda?

Doby nie da się rozciągnąć. Ten talon na 24 godziny życia, który dostajemy każdego dnia jest niewydłużalny. Jeśli oś czasu między 0:00, a 24:00 wypełnisz oglądaniem tutoriali makijażowych, czytaniem felietonów o popkulturze i przeglądaniem zdjęć ładnych ludzi na tle jeszcze ładniejszej przyrody, to w najgorszym wypadku po prostu stracisz dzień. Ale nie będziesz w stanie już upchnąć w nim prezentera TVN napastującego kobiety, czy patoyoutubera zachęcająco dziecko do napastowania kobiet. A jeśli to nie zmieści się na Twojej osi czasu, osi czasu Twoich znajomych, i ich znajomych, to nikt nie poda tego dalej. Śmieci zostaną w koszu.

Nie chcę, żeby moje dziecko kiedyś spytało mnie, dlaczego nic nie zrobiłem by powstrzymać degeneratów wdrapujących się na świecznik dla celebrytów. Jeśli moje teksty na blogu pomogą ich wypchnąć z czyjejś ramówki, to chyba warto.

Małe kroki = wielkie zmiany

Żeby strzaskać lustro jeziora nie trzeba wrzucać do niego głazu. Wystarczy żwirek.

Żeby powstrzymać koronawirusa wystarczyło myć ręce i zachować fizyczny dystans.

Jesteśmy na skraju katastrofy klimatycznej. Produkcja mięsa ma w tym spory udział. Jak ludzie mają przerzucić się na wege, jeśli nikt im nie pokaże, że takie jedzenie też jest dobre?

Może zdjęcie mojego śniadania jednak zmieni świat?

Jak opiszę swoją pustkę? „Przezroczysta”

Jesteśmy formą. Kształtem. Dziecięcą foremką, do której trzeba wsypać piach. Konturem, czekającym na pokolorowanie.

Po wydaniu drugiej powieści chciałem usiąść i pisać kolejną, bo miałem wstępne szkice trzech następnych, ale wiedziałem, że muszę poczekać. Między maratonami trzeba robić przerwy, jeśli nie chce się doprowadzić do kalectwa. Tylko psychopata z premedytacją płodziłby coś co jest kalekie. A to nie ja. Ja to duma i szczęście z każdej strony maszynopisu i walka o dziesiątkę w skali Apgar. Ale musiałem zrobić przerwę.

I weź teraz wyciągnij sobie to wypełnienie, co je miałeś w sobie i spróbuj oddychać jak płuca schowałeś do szuflady. Weź podpisz się pod hasłem, że zielony to kolor szczęścia, jak w lustrze widzisz, że jesteś bezbarwny. Weź zbierz myśli, jak echo grochu rzucanego o ścianę pustego pokoju rozsadza Ci łeb.

No to wziąłem nowy zestaw kredek i koloruję to puste pole.

Dziękuję

Kiedy ktoś usuwa mnie ze znajomych na Facebooku, nie wiem o tym. Kiedy ja usuwam kogoś, on też nie jest tego świadomy. Nikt z nas nie dostaje powiadomienia „Hej, Andrzej Nowak właśnie stwierdził, że wymaże Cię z listy osób, z którymi będzie dzielił się prywatnymi szczegółami swojego życia!”. Po prostu przestajecie się pojawiać na swoich tablicach. Dyżurny zrobił użytek z mokrej gąbki.

Kiedy stwierdziłem, że chcę zniknąć, nie spodziewałem się, że ktokolwiek to zauważy. Bo niby w jaki sposób? W lawinie informacji zasypującej Cię przy każdym odblokowaniu telefonu miałbyś zauważyć, że brakuje moich dwóch płatków śniegu? Nie ma szans. A jednak.

Dziękuję każdemu, kto napisał do mnie z pytaniem czy coś się stało, każdemu, kto postanowił sprawdzić czy wszystko w porządku. To przemiłe i wzruszające, a przede wszystkim ogromnie podnoszące na duchu. W dobie powszechnej izolacji, w świecie, w którym sąsiad nie powie ci dzień dobry mijając cię na klatce schodowej, obcy człowiek martwi się o ciebie. Tak właśnie powinien wyglądać ten świat.

To nie musiała być świadoma potrzeba przerwy. To mogła być depresja. To mogło być coś naprawdę poważnego. Dziękuję za każdy przejaw troski o mnie, jesteście wielcy.

***

Dziękuję również wszystkim osobom, które dopytywały co z książkami. Wy też mieliście spory udział przy puszczeniu domina w ruch. Od dzisiaj „Lunatycy” i „To tylko seks” wracają do sprzedaży. Tymczasem na blogu widzimy się przed trzecim maratonem.

(niżej jest kolejny tekst)

Nowy rok, nowy ja, nowa Ty. 2019 chwilę już trwa i podejrzewam, że większość postanowień noworocznych jest tam, gdzie pieniądze z pierwszej komunii. W przeszłości. To świetny moment, żeby przestać postanawiać i bez presji zacząć planować. Zmianę siebie, nowe pomysły na życie, rozwój firmy albo co zjeść w przyszłym tygodniu. Dobry plan najczęściej zaczyna się od dobrej inspiracji, dlatego dzisiaj mam ich dla Ciebie całą listę.

Oto 19 miejsc w internecie, w których warto być w 2019 roku. Czyli najlepsze wygrzewki, które albo poszerzą Ci horyzonty, albo pomogą biznesowo, albo zapalą wielką żarówkę w głowie. Czasem w kształcie znaku zapytania.

Worku z inspiracjami, rozwiąż się!

Dobrze Wszędzie – instastories

Olimpia na swoim Instagramie pokazuje jak ogarniać pracę zdalną i jak łączyć bycie freelancerem z ciągłymi podróżami, czego szczerze jej zazdroszczę. To jedno. Drugie to natomiast kopalnia pomysłów na to, co można zrobić z Instastories. Widząc jak kreatywnie wykorzystuje to narzędzie i w jak ciekawy sposób używa jego funkcji, momentami aż czuję się zawstydzony. Jeśli Twoja praca wiąże się z tworzeniem stories, powinieneś obserwować Dobrze Wszędzie.

Więcej Niż Oszczędzanie Pieniędzy – podcast

Jeśli moja mama wie o istnieniu jakiegoś człowieka z internetu, to znaczy, że nie trzeba go jakoś specjalnie przedstawiać i taką postacią zdecydowanie jest Michał Szafrański. Nie wszyscy jednak wiedzą, że poza blogiem prowadzi też podcast, w którym dla odmiany mówi o zarabianiu pieniędzy. Najczęściej w towarzystwie gości, którzy dla słuchacza są kopalnią pomysłów w tym temacie.

Ogarniamy seriale z Jakbyniepaczeć – grupa na Facebooku

Skończyłeś oglądać „Ostre przedmioty” i musisz z kimś pogadać o scenach po napisach? Mielisz w kółko drugi sezon „Westworld” szukając potwierdzenia, że Facet W Czerni jest hostem? Kolejny raz tweet BoJacka Horsemana doprowadził Cię do łez i nie masz z kim się tym podzielić? Wpadaj merytorycznie pogadać o serialowych rozkminach na facebookową grupę „Jakby nie paczeć”.

Maciej je – kanał na YouTube

Nie wiem, czy znam drugą tak czytelną nazwę. Maciej je i oprócz jedzenia też opowiada, i robi to w taki sposób, że po każdym odcinku jego vloga chcę założyć kanał „Jan je” i robić to samo. Niezależnie, czy jesteś gastroświrem, czy nie, czy właśnie zrzucasz masę, czy wręcz przeciwnie – ładujesz w siebie kalorie jakby jutra miało nie być, Maćka oglądać warto. Bo Maciek nie tylko pokaże szamkę, ale i podpowie, i wyjaśni.

Insta Repeat – profil na instagramie

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Insta Repeat (@insta_repeat)

Widzisz zjawiskowe zdjęcie na Insta i żal się Ci serce ściska, że Twoje foty nie są tak oryginalne? Nie martw się. To które oglądasz najprawdopodobniej też nie jest. Bo jak okazuje się, przeglądając profil Insta Repeat, wszystko już było. Wszystko. I to wielokrotnie. Genialny zbiór niemal identycznych zdjęć zrobionych przez kompletnie niepowiązanych ze sobą ludzi.

Marcin Osman – kanał na YouTube

Marcina Osmana często kojarzy się ze współpracy z Garym Vaynerchukiem i wydawania bardzo ciekawych książek z bardzo brzydkimi okładkami, jednak dla mnie to przede wszystkim świetny sprzedawca. Niezależnie czy sprzedajesz skarpetki, konsultacje marketingowe, pionowe żaluzje, czy siebie, na jego kanale znajdziesz sporo wiedzy podanej w bardzo przystępnej formie.

Kołem Się Toczy – kanał na YouTube

Gdyby w telewizji emitowano materiały na takim poziomie, to kupiłbym sobie telewizor. To co robi Karol w swoich relacjach z podróży, to czysty majstersztyk. Przepiękne ujęcia, genialny montaż i narracja, która zawstydzi niejednego speca od storytellingu. Po prostu jedno wielkie ŁOUŁ! Gdybym nie znał go osobiście, to chyba bym nie uwierzyłbym, że produkuje to w pojedynkę.

Pink Candy Room – grupa na Facebooku

Nie znam drugiego bardziej przyjaznego miejsca w sieci, w którym można by otwarcie porozmawiać na tematy związane z seksem. Tu nie ma tematów tabu, jest za to masa ciepła, wsparcia i gotowości do dzielenia się swoimi doświadczeniami. Gdyby wszyscy ludzie byli tacy jak członkowie Pink Candy Room, to mielibyśmy wyłącznie szczęśliwe związki.

Alabasterfox – profil na Instagramie

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Adrianna Zielińska (@alabasterfox)

Alabasterfox pozycjonuje się jako specjalistka od Instagrama i przeglądając jej profil, nie ma wątpliwości, że jest to działanie w pełni adekwatne do sytuacji. Jej fotografie są ultra dopracowane zarówno pod kątem kompozycji, kadru, jak i kolorystyki, która jest niezwykle spójna. Co drugie jej zdjęcie to małe dzieło sztuki. Z potencjałem na duże po wydrukowaniu.

Jak wydać książkę? – grupa na Facebooku

Miejsce, które jest kopalnią wiedzy na temat rynku książkowego w Polsce. Są tu zarówno self-publisherzy, jak i ci wydający w modelu tradycyjnym, zawodowcy, jak i hobbyści. Niezależnie na jakim etapie tworzenia książki jesteś, znajdziesz odpowiedzi na dręczące Cię pytania. Sprawdziłem to empirycznie.

Nishka Movie – kanał na YouTube

Psychologia wciąż jest traktowana przez społeczeństwo dość po macoszemu, a psycholog nie jest kojarzony z osobą, która może Ci pomóc, w sytuacji z którą sobie nie radzisz. Bardziej z lekarzem dla wariatów. Natalia w swoich materiałach oswaja psychologię społeczną i wykorzystując codzienne przykłady udowadnia, że niezależnie, czy tego sobie życzymy, czy nie, działa na nas wszystkich. Nishka Movie to świetny start dla osób, które nie miały wcześniej styczności z tematem, a chcą być bardziej świadome siebie i wpływającego na nie otoczenia.

Bartek Popiel – profil prywatny

Jeśli prowadzisz swoją firmę i potrzebujesz porady, ale wszystkie biznesowe portale wydają Ci się odrzucająco nadęte, to zajrzyj do Bartka. W atmosferze rozmowy z sąsiadem na parkingu przekazuje bardzo konkretne wskazówki, dotyczące tego, co robić żeby było lepiej. I rozkłada cały proces na czynniki pierwsze, udowadniając, że to lepiej, to w praktyce, a nie tylko w teorii.

Imponderabilia – podcast

Najciekawszy polski podcast o niczym. Karol Paciorek w rozmowach ze znanymi i lubianymi potrafi przejść od wyboru alkoholu na imprezie do problemów geopolitycznych, nie tracąc uwagi słuchacza. To prawdziwa sztuka, zwłaszcza, gdy nie mówimy o kilkuminutowym gagu, tylko dwugodzinnym strumieniu świadomości. Maciej Orłoś nieudolnie próbuje naśladować ten format, ale musi jeszcze popracować nad warsztatem i wyzbyć się ignorancji.

Jedlingi w Krakowie – grupa na Facebooku

Temat lokalny, aczkolwiek warto dodać się na zaś, jak to mawiają poeci, na wypadek, gdybyś niespodziewanie wylądował w Krakowie i chciał zjeść coś zajebistego. Nowości ze świata gastro, rzetelne rekomendacje najlepszych miejscówek poparte fotami, wspólne wyjścia na testowanie knajp. Całość moderowana czujnym okiem dwóch gastrospecjalistek – Karoliny Milczanowskiej i Kasi Płacheckiej.

Michał Sadowski – profil na Instagramie

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Michal Sadowski (@michaleksadowski)


Jest ktoś, kto działa w sieci zawodowo i nie zna Michała Sadowskiego i Brand24? Dobra, to szybkie wyjaśnienie dla tych dwóch osób: Brand24 to firma zajmująca się monitoringiem internetu, a Michał jest jej prezesem. I gdy akurat nie prezesuje, robi zdjęcia przyrody, które mogłyby się pojawić na wystawie World Press Photo. Po prostu kosmos! Człowiek ogląda te foty i jest w szoku, że świat naprawdę jest tak piękny.

Globstory – kanał na YouTube

Globstroy ma już 4 lata, ale ja odkryłem ten kanał dopiero miesiącu temu i jaram się nim jakbym to była świeżynka, więc pozostańmy w takiej narracji. Właśnie, narracja. Kaja tworzy kanał podróżniczy, ale opowiada o tym, co widziała i czego doświadczyła w taki sposób, że najczęściej nie patrzę na film, tylko zamykam oczy i jej słucham. Jej sposób wypowiedzi, głos i trudny do zdefiniowania urok, sprawiają, że w jej materiałach się przepada, a gdy się kończą, człowiek od razu włącza następny.

***

To tyle z moich rekomendacji miejsc w sieci, w których warto być w 2019 roku. Jeśli masz swoje perełki, które są dla Ciebie kopalnią inspiracji, to podrzuć w komentarzu.

Przestań żreć i zacznij żyć, grubasie! Przecież to takie proste…

Skip to entry content

Od jakiegoś czasu na przystankach można zobaczyć poniższe plakaty, które są elementem akcji „Jedz ostrożnie”. I nie pamiętam, kiedy ostatnio jakaś kampania społeczna tak podzieliła ludzi. Chyba ta z 2013 roku twierdząca, że Zespół Downa jest jak plama na koszuli. Chociaż wtedy podział był wyłącznie miedzy twórcami hasła i odbiorcami. Teraz reakcje są skrajne również w tej drugiej grupie i sam wśród bliskich znajomych mam osoby, z którymi nie zgadzam się odnośnie tego, czy to dobra akcja.

Wyróżnienie – Anna Gawron, Dariusz Ogrodowczyk

Opublikowany przez Outdoor jest Cool! AMS Środa, 14 listopada 2018

Wyróżnienie – Karolina Lubaszko

Opublikowany przez Outdoor jest Cool! AMS Środa, 14 listopada 2018

Zwolennicy mówią, że hasło jest trafione, w punkt i że ludźmi trzeba potrząsnąć, bo inaczej się nie ockną.

Przeciwnicy, że to policzek dla wszystkich otyłych osób i plakaty bardziej piętnują, niż zachęcają do zmiany.

Jak odbieram przekaz plakatów „Ż(r)yj!” jako osoba, która mogłaby być ich adresatem? Z jednej strony lubię mocne komunikaty i uważam, że faktycznie do niektórych się nie dotrze bez wytoczenia ciężkich dział. Z drugiej, gdybym teraz ważył te prawie 100 kilo, sterczał na przystanku i czekał na tramwaj, czując się w swoim ciele i zimowych ciuchach jak wał przeciwpowodziowy, a plakat krzyczałby do mnie, że mam przestać żreć i zacząć żyć, to chyba bym się popłakał.

Rzadko kiedy jest tak, że grubi ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że są grubi i jakiś element przestrzeni publicznej musi ich o tym uświadomić. Oni to wiedzą, serio. Tak jak człowiek mający metr sześćdziesiąt wie, że nie jest Yao Mingiem. Nie trzeba mu o tym przypominać plakatami na mieście. Wystarczy, że wsiądzie do autobusu i spróbuje złapać się uchwytu nad jego głową. Jeśli ktoś dotarł w swoim życiu do momentu, gdy plaża jest dla niego bardziej powodem do zmartwień niż radości, to raczej potrzebuje pomocy ze wskazówkami jak schudnąć, niż uderzenia w policzek z okrzykiem „przestań żreć!”.

Obżarstwo, brak kontroli nad przyjmowanym pokarmem, uzależnienie od tłuszczu, trudności w zrzuceniu nadwagi, to problemy mające swoje podłoże w psychice. Zewnętrzny objaw wewnętrznych problemów. I oprócz wizyt u dietetyka często wymagają również psychoterapii. Czego główni zainteresowani równie często nie wiedzą i nie dowiedzą się. Przynajmniej nie z kampanii, która w teorii ma im pomóc. Bo ta mówi im, że po prostu mają przestać żreć. I tyle. To tak, jakby zrobić akcję skierowaną do osób z depresją z komunikatem „przestań mieć depresję i ciesz się życiem!”. Super, tylko jak to zrobić? Od czego zacząć? Do kogo się zwrócić? Jak? Jak? Jak? Cholera, jak?

Tu nie chodzi o to, żeby utwierdzać ludzi w przekonaniu, że jeśli łatwiej ich przeskoczyć niż obejść, to wszystko jest w porządku i nie ma się czym przejmować. Jest. Jak najbardziej powinno się coś z tym zrobić, przede wszystkim w trosce o własne zdrowie i powie to każdy lekarz. Dlatego trzeba tym ludziom pomóc, ale realnie – kierując do specjalistów, a nie tylko pozornie – przypominając im, że mają problem.

Plakaty „Ż(r)yj!” nie otworzą oczu ludziom z nadwagą, mogą za to być profilaktyką dla osób, które jeszcze nie mają, ale mogłyby mieć problem z otyłością. A w zasadzie nie profilaktyką, tylko groźbą: jeśli nie będziesz kontrolować tego, co jesz, zostaniesz grubasem wyśmiewanym na przystankach. O takie kampanie społeczne walczyłem.

Na koniec najcięższa broń zwolenników tej akcji: jak po Polsce były porozklejane plakaty „Papierosy są do dupy”, to nikt nie miał pretensji. Zgadza się, tyle, że przekaz mówił „papierosy są do dupy”, a nie „palacze są do dupy”. Analogicznie, tu powinno być „tłuszcz jest do dupy”, a nie „tłuściochy są do dupy”, widać różnicę? To raz. Dwa, nawet jeśli jesteś uzależniony od nikotyny, papierosa możesz schować, gdy kogoś spotkasz albo nie palić, kiedy jesteś poza domem, żeby nikt nie widział, że jesteś do dupy. Nadwagi nie schowasz przed ludźmi, możesz jedynie siebie. Możesz schować się w swoim mieszkaniu przed plakatem, który Cię policzkuje i zamówić jedzenie na dowóz, żeby poprawić sobie humor.

A chyba nie o to chodzi, co?

autorami plakatu w nagłówku są Anna Gawron i Dariusz Ogrodowczyk