Close
Close

“To długa przeprawa, końce kończyn wyziębiło” – leci na słuchawkach, a ja cieszę się, że jednak mam rękawiczki, choć i tak czuję mróz na policzkach. Minus trzy stopnie szczypią, aż chcę się podrapać.

Wczoraj padało. Śnieg w mieście, to ostatnio niezbyt częsty widok. Niby nie lubię zimy, ale z nim jakoś lepiej. Na sercu cieplej, gdy szarą ulicę przykrywa kołdra z białego puchu. Uszlachetnia jakoś to wszystko, co spływa do ścieków. Dziś jest raczej czarno. Szaro w sumie i śnieg to nie jedyny brakujący element.

Przechodzę przez Park Krakowski, potem przez aleje, mijam Auditorium Maximum i idę Krupniczą w stronę Rynku. Pusto. Sprawdzam godzinę na telefonie, miga mi zdjęcie plaży w Uluwatu, a nad nią świeci 21:13. Kiedyś o tej godzinie martwiłbym się, że nie znajdę nigdzie wolnego miejsca, żeby siąść na jedno małe. Dzisiaj martwię się, że gdyby ktoś podszedł do mnie z nożem, to nawet nie miałbym do kogo krzyknąć o pomoc. Pusto. I ciemno.

Rząd hulajnóg pod Bagatelą stoi nad wyraz prosto, jakby każda z nich chciała puścić oczko i powiedzieć “ej, weź zwróć na mnie uwagę! albo chociaż przewróć!”. Chętnych brak.

Wchodzę na Szewską. Nikt mnie nie zaprasza na striptiz, nikt nie wpada na mnie przez nieuwagę, specjalnie zresztą też nie. Dziwnie tak jakoś. Gdyby nie dostawcy Uber Eats pod McDonaldem, pomyślałbym, że jesteśmy już po katastrofie klimatycznej i wszyscy ewakuowali się na inną planetę, tylko nikt mi nie dał znać. Albo specjalnie zostawili mnie tu, żebym zgasił światło. A jest co gasić.

Drzewa pozbawione liści, za to ubrane w lampki choinkowe pulsują kolorami jakby chciały nadrobić za wszystkie zamknięte kluby wokół Rynku Głównego. Ledowy anioł przed Sukiennicami przypomina uciekiniera z gry komputerowej. Jestem Ryanem Goslingiem w “Blade Runner 2049”. Wszystkie światła świecą tylko dla mnie. Miłe, choć niepotrzebne. Od indywidualnej wycieczki po muzeum wolałbym jednak grupowe zajęcia z konwersacji. Taka szalona myśl: spotkać się z kimś na mieście, a nie na Messengerze.

Podchodzę do pomnika Mickiewicza, żeby się na niego wspiąć i popatrzeć na to wszystko z góry. Zawsze lubiłem oglądać ruiny z lotu ptaka. Robię krok, by wejść na pierwszy stopień, gdy ktoś łapie mnie za ramię.

Nie jestem tu sam? Jednak jest tu jakiś kustosz, który zwróci mi uwagę, że nie wolno dotykać eksponatów? Straż miejska?

– Szefie – słyszę zza pleców, gwałtownie odwracam się i ściągam słuchawki. Przygarbiona sylwetka zaciska palce na pomiętym kubku ze Starbucksa i przesuwa go w moją stronę – poratuj – rzuca zmęczonym głosem, uśmiecha się i puszcza moje ramię.

Nie spodziewałem się tego, choć w sumie to logiczne. Kto inny mógłby być nocą na Rynku w środku pandemii, jeśli nie dostawcy jedzenia, ludzie wyrabiający dzienny limit kroków i bezdomni? Myślę, co mam odpowiedzieć. Zrobić wykład o nietykalności cielesnej, wskazać adres noclegowni, po prostu odejść?

– Szefie – przerywa moje zawieszenie – jakiegoś grosika – nabiera powietrza i odchrząkuje – na lepsze jutro – przysuwa kubek w moją stronę i dalej się uśmiecha tym swoim uśmiechem, tak brzydkim, że aż pięknym. Patrzy mi głęboko w oczy z takim dziwnym zrozumieniem, jakbyśmy się znali, jeździli jednym tramwajem albo mijali co piątek na Plantach. Jakby chciał tym swoim uśmiechem powiedzieć “wszystko będzie dobrze, po prostu róbmy, to co robiliśmy do tej pory i w końcu wszystko będzie dobrze”. – To jak, znajdzie się coś? – ponagla mnie.

Wrzucam mu dwójkę i mam nadzieję, że dozbiera do całości. Wszystkim nam przyda się lepsze jutro.

(niżej jest kolejny tekst)

9 pomysłów na idealny prezent dla dorosłego człowieka

Skip to entry content

Jeśli od początku grudnia przeglądasz świąteczne poradniki zakupowe w poszukiwaniu tego jednego, jedynego prezentu, dla którego warto zwlec się z kanapy, by sięgnąć po portfel i przepisać kod CVV z karty, to jesteś w dobrym miejscu. Zwłaszcza, jeśli trafiłaś na kostium ludzkiego burrito, a potem świeczki o zapachu świeżo ściętej trawy i żadna z tych propozycji nie zrobiła na Tobie wrażenia.

Przed Tobą 9 pomysłów na idealny prezent dla dorosłego człowieka!

Talon na dodatkową dobę

Pamiętasz jak za dzieciaka usilnie próbowałaś zabić czas? Dzisiaj możesz go wskrzesić i odebrać bonusowe 24 godziny, do wykorzystania w partiach po 30 minut dziennie lub całą dobę jednym ciągiem! Dzięki specjalnemu talonowi będziesz mogła w końcu nadrobić nowości na Netflixie albo odkurzyć za kanapą. Ewentualnie po prostu się wyspać.

Dzień życia bez zmartwień

Pełna doba bez myślenia o tym, z czego będziesz żyć, jeśli zwolnią Cię z pracy oraz jak spłacać kredyt za mieszkanie i jednocześnie jeździć na wakacje częściej niż raz na dekadę.

Implant ułatwiający podejmowanie decyzji

Kariera, czy dziecko? Nowa pralka, czy studia podyplomowe? Dominium, czy Domino’s? Mądry brzydal, przystojny kretyn, czy masażer z Rossmana?  5 set, czy pół litra? Innowacyjny implant TheCyzYa, wszczepiany bezpośrednio do mózgu, sprawi, że wszystkie dylematy odejdą w zapomnienie.

Voucher na idealnego partnera

Męczy Cię spławianie kolejnych napaleńców, którzy chcą Cię złapać za tyłek, a nie za serce? Podczas ostatniej randki w ciemno żałowałaś, że nie oślepłaś przed wyjściem z domu? Masz zapalenie kciuka od wyklikiwania kolejnych par na Tinderze? Kup voucher na idealnego partnera i ciesz się mężczyzną, który jest przystojny, inteligentny, potrafi Cię rozśmieszyć i wie o co Ci chodzi, kiedy mówisz, że o nic.

Rabat na sens egzystencji

Już nie musisz dłużej zastanawiać się po co przyszłaś na świat i jaki cel ma Twoje życie, odbierz 30% rabatu na sens egzystencji i dowiedz się tego już dziś!

Pastylki na jedzenie burgerów bez konsekwencji

Wcale nie marzysz o księciu z bajki ani rycerzu na białym koniu, tylko o tym, by móc się najeść i nie przytyć? To piątka, bo ja też!

Innowacyjne pastylki do kupienia w każdej Żabce, pozwolą przeprowadzić zamach na Twój metabolizm bez konsekwencji! Śnisz o tym, żeby tackę BigMaców przegryźć brytfanką rolad, a na deser połknąć paterę pączków maczanych w czekoladowym fondue i nie ruszyć wskazówki w wadze ani o milimetr? Twoje sny są bliżej niż myślisz!

Możliwość zgłoszenia 2 nieprzygotowań do życia

Masz kaca, właściciel wypowiedział Ci umowę najmu w trybie natychmiastowym, rano stanęłaś gołą stopą na klocku Lego, a teraz wydaje Ci się, że tracisz węch i smak? Schowaj się pod koc, czekając, aż wszystko się ułoży, korzystając z jednego z dwóch nieprzygotowań do życia.

Abonament na rozdwojenie się

Jeśli nie wiesz jak być jednocześnie na Wigilii w rodzinnym domu i u rodziców Twojego partnera, wykup za jedyne 99,90zł + VAT tygodniowy abonament na rozdwojenie się.

Aplikacja aktywująca dobre samopoczucie

Ściągasz, instalujesz, włączasz i cieszysz się szumem lasu, śpiewem ptaków i poziomem serotoniny w Twojej krwi zapewniającym absolutny tomiwisizm. Aplikacja dostępna na Androidy i iOSy, posiadacze Windows Phone’ów niestety wciąż muszą się wkurwiać.

Świąteczne Promo!

Jeśli jednak szukasz opcji prezentowej, która istnieje w naszym uniwersum, to dobrze się składa.

Wjechało świąteczne promo, w którym kupując pakiet “To tylko seks” + “Lunatycy” wysyłkę Paczkomatem InPost masz za friko, a do tego dorzucam indywidualną dedykację. Wystarczy, że przy składaniu zamówienia w polu zaskakująco nazwanym “Dedykacja” wpiszesz, co chcesz mieć napisane na pierwszej stronie swojego egzemplarza (albo co chcesz mieć narysowane, choć to idzie mi nieco gorzej).

Odpalam kałamarz i czekam na Twoje zamówienie do 16.12. do 23:59!

“To tylko seks” + “Lunatycy” 64,98zł ← zamów pakiet z DARMOWĄ WYSYŁKĄ i DEDYKACJĄ

“To tylko seks” 39,99zł + 8,99zł wysyłka ← zamów książkę z DEDYKACJĄ

“Lunatycy” 39,99zł + 8,99zł wysyłka ← zamów książkę z DEDYKACJĄ

Pokolenie Netflixa wyszło na ulice. Kim jest i o co mu chodzi?

Skip to entry content

Spodziewałem się, że ten atak na wszystkie fundamenty cywilizacji chrześcijańskiej będzie przeprowadzony także i przy okazji tego orzeczenia (…). Są pewne zmiany pokoleniowe. To, że uczestniczy w tym młodzież. Że młodzież jest teraz głównie wychowywana przez Netflixa, Tik Toka i tego rodzaju instytucje, gdzie ten liberalno-lewicowy światopogląd dominuje. Gdzie wszelkim złem jest Kościół, rodzina, ojczyzna. I to jest sączone młodym do głowy. Nie mamy jako konserwatyści na to odpowiedzi. Jako partia, jako rząd nie gramy w tej lidze.

Te słowa wypowiedział Marcin Horała – poseł PiS – w wywiadzie, którego udzielił Onetowi, komentując protesty związane z odbieraniem kobietom praw człowieka. I mam wrażenie, że gość jedyne co oglądał na Netflixie, to podstrona z cennikiem. Nie będę tu wyliczał tytułów, które udowadniają, że gada od rzeczy, bo rozumiem, że ta konkretna platforma streamingowa jest dla niego tylko symbolem ludzi dorastających z technologią w dłoni.

Co to za ludzie? Kim jest Pokolenie Netflixa? Czego chce? I czy faktycznie dostęp do technologii pcha ich do unicestwienia Kościoła? Dziś kilka słów o tym, jak ja to widzę.

Jestem Bogiem, uświadom to sobie, ty też jesteś Bogiem, tylko wyobraź to sobie

Paktofonika “Jestem Bogiem”

Ten numer wielokrotnie podnosił mnie na duchu, jednak wyobraźnia zawodziła. Czy miałem zbyt ciasną czapkę, by zmieścić w głowie koncept o byciu Bogiem? Możliwe. Sęk w tym, że nie miałem wtedy dostępu do innych czapek.

Pierwszy album Paktofoniki miałem na kasecie przegranej od kolegi, który był czwartym ogniwem w łańcuchu prowadzącym do źródłowej płyty CD legalnie zakupionej w Empiku. Jak odpalałem walkmana, to słuchałem tego w kółko, aż nie rozładowały mi się paluszki. Na “Ja to ja” przebijało wcześniej nagrane Just 5, a ostatni kawałek był urwany w połowie. Trochę kiepsko, ale jaką miałem alternatywę? Całą resztę mojej kolekcji muzycznej, czyli pozostałe 17 kaset, znałem już na pamięć.

Dziś, sięgając do kieszeni po telefon mam w zasięgu trzech kliknięć każdą muzykę jaka powstała na tej planecie i kilka albumów z Saturna. Nie ma szans, abym był w stanie przesłuchać wszystko w trakcie swojego życia. Może z 15%, zakładając, że dostępną bazę liczymy do dziś. I że nie będę robił przerw na sen.

Aktualnie mam 32 lata i wciąż robi to na mnie wrażenie. Dlaczego? Bo się z tym nie urodziłem. Ten nieograniczony dostęp, to coś, co dostałem stosunkowo niedawno. Niby przywykłem, ale nie jest to element mojego DNA.

Zamawiam bobę i bibimbap, a ona wodę i sticky rice

Quebonafide “Tokyo2020”

Dziś dla ludzi w okolicach dwudziestki i młodszych, to oczywiste, że albumu słucha się w dniu premiery. Dokładnie to minutę po północy, gdy profil artysty na platformie streamingowej zostaje zaktualizowany. Niby jak mieliby to zrobić inaczej? Większość z nich nie ma urządzenia, do którego można by włożyć płytę CD.

Na serial nie czeka się, aż któraś z polskich stacji telewizyjnych kupi licencję i zacznie go emitować z rocznym opóźnieniem. Albo aż kolega przyjdzie z dyskiem i zrzuci Ci go na kompa, a Ty kolejny tydzień będziesz próbować zsynchronizować napisy z obrazem. Dzisiaj premiery ogląda się razem z całym światem. Bo dzisiaj Polska jest częścią całego świata. Przynajmniej póki co.

Chcąc zjeść na mieście, wybór nie ogranicza się do baru mlecznego, pizzerii i kebaba. W większych miastach obecnie jest dostęp do dań, których nazw czasem nie potrafię wymówić, a krajów ich pochodzenia umiejscowić na mapie. I ten dostęp mam również przez telefon. Sorry, przez apkę.

Wakacje to już nie jest Zakopiec, Mielno i wujkowie na wsi. Ewentualnie Hurghada albo Złote Piaski przy dobrych wiatrach. To jest Tel-Aviv, Kopenhaga, Reykjavik albo Bangkok. Albo cokolwiek, na co da się wyrwać tanie bilety. Już nie ma takich miejsc na mapie, które nie są w zasięgu ręki. Które nie są w ich świadomości. 

Dla Pokolenia Netflixa, to oczywiste, że jeśli jakiś wytwór kultury, usługa lub produkt powstał, to jest na wyciągnięcie ręki. Bo dlaczego miałoby być inaczej? 

Dostępność to dla nich stan domyślny. 

Odmienność również.

Jestem Polakiem, nie przeszkadza mi chłopak z chłopakiem

Bedoes “1988 (mam to we krwi)”

Asap Rocky występował w sukience, Lil Peep we wszystkim co różowe, a Lil Pump w ciuchach, w których można by go pomylić z bohaterami “Ulicy Sezamkowej”. 6ix9ine z kolei ma stylówę na brand hero Skittlesów. Włosy i zęby we wszystkich kolorach tęczy.

I co? I nic. 

Nie no, skłamałem. Jednak coś. Skutek tego jest taki, że żart o prawdziwym mężczyźnie, który zna tylko 3 kolory: fajny, chujowy i pedalski, już nie jest okazją do śmiechu. Bardziej do współczucia autorowi i cudzowstydu. Cringe’u w sensie.

Żarty o rudych to boomerstwo, żarty o gejach to żenada, żarty o blondynkach to powód do umycia ręki po przywitaniu. Albo niewitania się w ogóle.

Rzucasz jak baba

Palec pedała na mnie nie działa.

Nie bądź Żydem, daj się karnąć.

Jesteście 100 lat za Murzynami.

To hasła, które słyszałem na podwórku i w szkole. Często wypowiadane w obecności dorosłych. Bywało, że przy nauczycielach. Bywało, że przez nauczycieli. Uprzedzenia na tle płciowym, rasowym, etnicznym, czy orientacji seksualnej integralną częścią kultury. Jak śmietnik pod zlewem w kuchni.

Uprzedzenia jak resztka jedzenia między zębami. Nawet nie wiesz, że coś jest nie tak, więc jak masz się tego pozbyć?

Lata pracy, badań i edukacji, by udowodnić, że ktoś nie jest gorszy, tylko dlatego, że urodził się z nie-białą skórą albo bez penisa. Efekt? Moje roczniki i starsze wciąż trzeba przekonywać, że umiejętność gotowania i sprzątania nie jest cechą przypisaną do płci. Młodych już mniej. Dużo, dużo mniej. 

Jeśli twoje dziecko ma konto na Tik Toku, to wiedz, że coś się dzieje

Na przykład, że wie jak wygląda świat poza Polską.

Pokolenie Netflixa nie jest przeciwne Kościołowi, rodzinie, ani ojczyźnie. Jest przeciwne mentalnym dziadom, którzy chcą ograniczyć ich wolność i narzucić sposób w jaki mają żyć.