Close
Close

Skąd się biorą szczęśliwe pary?

Skip to entry content

„Skąd biorą się szczęśliwe pary?” – to pytanie prędzej czy później zadaje sobie każdy notoryczny singiel. Jak to się dzieje, że jedni są dopasowani do siebie jak puzzle, a drudzy jak skarpety do sandałów. Czemu jedni wyglądają jak dwie połówki tego samego owocu, a drudzy jak dwa lewe buty? Co sprawia, że mężczyzna z kobietą potrafią się wzajemnie uzupełniać, nie tylko fizycznie, ale osobowościowo? Że rozumieją się, dogadują i wspierają na różnych płaszczyznach życia? Jak to się dzieje, że jeden związek tętni miłością, drugi wzajemnymi pretensjami, a trzeci czystą apatią i zrezygnowaniem?

Ja też zadawałem sobie te pytania latami, szukając odpowiedz po omacku, powoli rozświetlając mrok tego zagadnienia doświadczeniami, aż wszystko stało się jasne.

Przede wszystkim trzeba poznać siebie

Trudno szukać współmurarza do budowania czegoś stałego, jeśli nie wiesz ani z jakich materiałów będziesz budował, ani jaką techniką, a przede wszystkim na jakim podłożu. Jeśli nigdy nie zastanawiałeś się nad tym, skąd wzięło się to, że jesteś jaki jesteś, z czego wynikają Twoje przekonania i co stoi za decyzjami, które podjąłeś, to trudno znaleźć kogoś, kto to zrozumie, skoro Ty sam nie masz o tym pojęcia. Jeśli nie znasz siebie, nie znasz swoich zalet i wad, nie wiesz w czym jesteś dobry, czego nienawidzisz, co chcesz w życiu robić i jaka historia za tym stoi, to jak chcesz spotkać kogoś, kto będzie Cię w tym wspierał?

Szukanie partnera, który będzie do Ciebie pasował bez dogłębnego wglądu w samego siebie, to jak szukanie ciuchów na przyjęcie, nie wiedząc jaki to typ imprezy. Może się trafi, a może będziesz wyglądał jak Palikot na zaprzysiężeniu Dudy na prezydenta.

Wyrwać się z głupiego myślenia, że to związek pozwoli Ci być szczęśliwym

Co dają dwa minusy? Kontakt z działem windykacji. Nie wierzysz? To spytaj kogoś, kto od dłuższego czasu ma ujemne saldo na dwóch kartach kredytowych. Dwójka nieszczęśliwych ludzi nie zacznie nagle promienieć radością tylko dlatego, że na siebie wpadła. Dalej będą nieszczęśliwi, tyle, że razem.

A co daje plus i minus? Baterię, która ma limitowaną żywotność. I im częściej będzie używana, tym szybciej się rozładuje. Jeśli jedna osoba wchodzi w relację z nastawieniem, że druga będzie opatrunkiem i maścią przyśpieszającą gojenie się jego psychicznych ran, to powinna udać się do lekarza, a nie na randkę. Jeśli czujesz się ze sobą źle, wiesz, że coś jest z Tobą nie tak, życie z samym sobą Cię męczy, to związek nie rozwiąże Twoich problemów. Bo to Twoje problemy. I Ty powinieneś się nimi zająć. Partner to nie terapeuta, tylko partner. Oczywiście jest po to, żeby Cię wspierać w trudnych sytuacjach, ale nie po to, żeby nadawać sens Twojemu życiu. Znalezienie drogi do radości z życia to Twoje zadanie.

To, że dwa plusy dają gwiazdkę jak się jeden trochę przekrzywi, to chyba wiemy, no nie? Ta gwiazdka z nieba spada jak dodamy do siebie dwa szczęścia, bo zachodzi synergia i jest tego zadowolenia więcej niż w pojedynkę. Dlatego warto szukać kogoś z wewnętrzną pogodą ducha dopiero będąc samemu w takim stanie.

Odpowiedzieć sobie na pytanie: po co mi w ogóle związek?

Bo każdy z Twoich znajomych jest w związku? Bo nie chcesz czuć się gorszy? Bo babcia molestuje Cię o wnuki? Bo wszystkie Twoje przyjaciółki z dzieciństwa mają już mężów? Bo bez pary społeczeństwo daje Ci odczuć, że jesteś wybrakowany? To dość kiepska motywacja, a prawdopodobieństwo, że z nią wejdziesz w szczęśliwy związek jest równie duże, jak to, że Donald Trump zacznie pałać miłością do imigrantów.

 [emaillocker]

Zastanów się jakie cechy preferujesz u płci przeciwnej

Większość facetów potrafi idealnie określić jaki chciałaby mieć samochód, wymieniając z pamięci w dowolnym stanie odurzenia środkami psychoaktywni detale poszczególnych podzespołów, ale na pytanie jaką chcą mieć partnerkę, są w stanie wydusić z siebie tylko, że ładną. Kobiety z kolei są w stanie wizualizować sobie swoje wesele z dokładnością, co do grubości papieru i czcionki na zaproszeniach, ale mówiąc o partnerze, którego chcą mieć ograniczają się do „wysoki” albo „nieważne jaki, ważne, żeby kochał”. No, fakt, dość chujowo byłoby zawierać małżeństwo z kimś kto by Cię nie kochał, aczkolwiek wydaje mi się, że jednak coś poza tym jeszcze się liczy, co nie?

I już nie tyle warto, co po prostu TRZEBA to bliżej niekreślone „coś” jak najbardziej doprecyzować. Bo jak można być szczęśliwym nie wiedząc samemu czego się chce? To znowu kupowanie kota w worku, a niespodzianki są fajne, jak jesteś w podstawówce i rozpakowujesz czekoladowe jajko z zabawką w środku, a nie jak jest się dorosłym człowiekiem i chce układać wspólne życie z drugą osobą. Gdybyś miał grać do końca życia w jedną grę na konsoli, to wybrałbyś ją na chyba-trafił, bez przemyślenia, czy lubisz strategie, wyścigówki, czy tetrisa? Gdybyś miała do 80-tki chodzić w tych samych butach, to wzięłabyś w ciemno pierwsze lepsze bez zastanawiania się czy są wygodne, ani czy Ci pasują?

Nie można liczyć, że stworzy się z partnerem udany związek, jeśli nie wie się jaki w ogóle ma ten partner być i czego się od niego oczekuje.

Szukaj, szukaj aktywnie!

To chyba najistotniejsza kwestia.

Słyszałeś to hasło „nie szukaj miłości, przyjdzie sama”? Słyszałeś, no nie? I wiesz co? Gówno prawda. Sama przychodzi starość i komornik, a za całą resztą trzeba pobiegać. Za miłością również, zwłaszcza jeśli ma być szczęśliwa.

Słyszałeś o tych wszystkich parach, które się poznały, bo on siedział w domu przed telewizorem, a ona leżała na łóżku i gapiła się w ścianę, też w domu, tyle, że swoim? Nie? No patrz, ja też nie. Może dlatego, że tak się nie dzieje.

Jeśli znasz siebie, wiesz kim jesteś, dobrze Ci z samym sobą, wiesz czemu chcesz wejść w związek i z osobą o jakich cechach mógłbyś go stworzyć, to… musisz ruszyć się i ją znaleźć! Wyjść z domu, zapisać się na kurs tańca, pójść na kurs uwodzenia, wpaść na spotkanie dyskusyjnego klubu filmowego, wybrać się na koncert, zainstalować Tindera, przejść się po parku, zgłosić się do wolontariatu, zacząć puszczać bańki w centrum miasta albo zrobić cokolwiek innego, co sprawi, że poznasz nowych ludzi.

Opcji na znalezienie miłości swojego życia, z którą będziesz wieszał kłódki z Waszymi inicjałami na mostach, jest tyle samo, co ziaren piasku nad Bałtykiem, ale żadną z nich nie jest czekanie. I tyczy się to zarówno mężczyzn jak i kobiet.

Branie swojego życia w swoje ręce – stąd się biorą szczęśliwe pary.

 [/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

Dodaj komentarz

25 komentarzy do "Skąd się biorą szczęśliwe pary?"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Gabriela
Gość

Mam znajomego, który użala się od x miesięcy, że nikogo nie ma, a przecież potrzebuje, bo wszyscy już mają. No i jęczy mi i stęka cały czas, a ja mam ochotę go walnąć w głowę czymś ciężkim. Ale trochę głupio, bo w końcu to znajomy, moje dane zna, jeszcze mnie pozwie czy coś… A logiczne argumenty i prośby, żeby się ogarnął niestety nic nie dadzą. Podobnie jak mówienie, że kogoś, kto szuka dziewczyny tylko dla samego faktu posiadania dziewczyny, mało która zechce.
Cóż, Twój wpis jest chyba ostatnią deską ratunku.
Oby tylko nie czytał komentarzy… :D

Klaudia
Gość

No to mnie zmotywowałeś! Czas się w końcu ogarnąć.

Jan Favre
Gość

Super, trzymam kciuki!

Saga Sachnik
Gość

Dawaj, idziemy!

Tuśka
Gość

Jestem dowodem na to, że da się kogoś poznać przez internet :D A w szukaniu chyba najważniejsza jest odrobina cierpliwości. Ja też oczywiście przeszłam serię bardzo słabych randek, na które umówiłam się po speeddatingu XD

Jan Favre
Gość

Pojadę Paulo Coelho, ale „wartościowe rzeczy rzadko kiedy przychodzą łatwo” :)

plastikowechmury
Gość

Jak nie chcesz Paulo, to Kundera pisał kiedyś w Nieznośnej lekkości bytu, że tylko to co waży ma wartość. Polecam ;)

Magdalena Efler
Gość

Sama przychodzi starość i komornik, a za całą resztą trzeba pobiegać. <3 <3

Kim
Gość

Podsumowałabym ten tekst krótko „nic na siłe, wszystko w zgodzie ze sobą”.
Niesamowite dla ilu ludzi to, co napisałeś, może okazać sie odkryciem. A przecież powinno być dla nas oczywiste, że nie można dzielić się szczęściem, jeśli nie ma się go w sobie.

Skłaniasz do myślenia, po raz kolejny.

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

37 sposobów w jakie czytelnicy wyrażają miłość

Skip to entry content

Czwarte Ogólnopolskie Badanie Czytelników Stay Fly dobiegło końca i uściskiem dłoni prezesa dziękuję wszystkim, którzy wzięli w nim udział i wypełnili ankietę. Bardzo miło było Was poznać! Nie będę przynudzał szczegółami i omawianiem każdego wykresu z osobna, najważniejszy fakt jest taki, że mamy na blogu jeszcze więcej koleżanek niż w zeszłym roku i że niemal wszyscy są tu pełnoletni, więc nikt nie powinien składać zgłoszenia do prokuratury, jak czasem rzucę jakimś męskim członkiem przed 22:00. Ale oczywiście jeśli kochacie cyferki, to tu znajdziecie szczegółowe dane na ślicznych diagramikach.

A teraz przejdźmy do przyjemniejszych tematów niż statystyka. W ostatnim polu w ankiecie, w którym mogliście mi anonimowo napisać cokolwiek, dostałem od Was więcej uczucia, niż dobry chippendales w dzień kobiet. I byłbym skończonym samolubnym egocentrykiem – którym jestem, ale staram się maskować – gdybym nie docenił Waszej kreatywności i nie odniósł się do tych wyrazów miłości.

Festiwal wzajemnej adoracji czas zacząć!

Gdyby wszyscy Polacy mieli takie podejście do życia jak Ty na świecie byłoby mniej wojen (?!) A tak serio, robisz dobrą robotę. Rób to dalej.

No i wyszło na jaw, Polacy są winni wojen na świecie. Wiedziałem, że talibowie to tylko przykrywka.

coraz lepiej idzie Ci z gramatyką i interpunkcją!

Czasownik „być” odmieniam już bez czytania z kartki, tak że inwestycja w elementarz języka polskiego do klas 1-3, nie poszła na marne.

Kiedyś mijałam Cię na Grodzkiej i już prawie miałam krzyknąć „cześć” ale zdałam sobie sprawę z tego, że ja Cię „znam”, a Ty mnie przecież nie, więc przeszłam obok bez słowa… ;)

Kiedyś zobaczyłem Macieja Stuhra na płycie Rynku Głównego i przekonany, że się znamy jak bliźniaki syjamskie, podchodzę z serdecznym uśmiechem i spojrzeniem w stylu mój-kumplu-z-którym-kradłem-czereśnie i już wyciągam rękę na przywitanie i chcę krzyknąć „cześć”, aż nagle olśniewa mnie, że to przecież aktor! Aktor, który nie ma pojęcia o moim istnieniu, a ja sam znam tylko jego twarz z telewizji i nic o nim nie wiem. Tak że tego… chcesz powiedzieć, że teraz ja jestem jak Maciej Stuhr? Cholera, dzięki!

często się z Tobą nie zgadzam,ale to nie jest problem bo lubię podyskutować,nawet jeśli dyskusja odbywa się tylko w mojej głowie

Przesyłam podziękowania dla głowy za wszystkie odbyte dyskusje, tylko niech da znać na czym stanęło w tej o szczoteczce.

naleśniki mi nie wychodzą, gdy jest mi smutno

W takich sytuacjach polecam zrobić jajecznicę. Jajecznica zawsze wychodzi.

Dużo rzeczy chciałam Ci powiedzieć, ale zawsze boję się podejść. I jak Cię widzę na czwartkowych spotkaniach socialemdiowych. I jak Cię widzę na piwie w Ambasadzie Śledzia. I jak Cię spotykam przypadkowo a potem pojawia się wpis o tym, że moje ukradkowe spojrzenia to tylko wynik plamy z pasty do zębów. Eh, nawet jak na Tinderze Cię złapałam to usunąłeś parę – bez rozmowy nawet! No. A poza tym to chciałam Ci powiedzieć, że fajne oprawki i spodnie moro.

Dzięki wielkie, ale teraz to będziesz musiała podejść, bo inaczej zgłaszam zawiadomienie na policję o stalking.

przytyłam ostatnio,ale nadal jestem piękna jak na zdjęciu w CV…

Też tak zawsze mówię. Działa dopóki nie wyjdziesz z internetu.

Masz zarąbiste okulary ;)

beznadziejne oprawki :P

masz zajebiste okulary i totalnie Ci w nich do twarzy!

Te przezroczyste oprawki same w sobie mega ale nie obraz się- niezbyt korzystnie w nich wyglądasz.

wyglądasz mega seksowanie w nowych okularach

Te przeźroczyste oprawki są koszmarne!

Ej, weźcie dogadajcie się między sobą, dobra?

Masz ekstra parówy na instagramie!

Parówki dziękują i pozdrawiają!

zawsze wstydzę się zagadać, gdy jesteśmy na wspólnych imprezach ;] pozdro, Janek

Też tak mam. To może zagadaj jak będziemy na osobnych?

zimno mi strasznie w stopy

Próbowałeś skarpetek?

Masz bliźniaka w obecnej edycji Hell’s kitchen

No bez przesady, to że chodzimy do tego samego fryzjera, nie znaczy, że od razu rodzina.

Odkryłam bloga w czasie praktyk w technikum i tylko dzięki niemu przetrwałam kilka godzin dziennie nic nie robienia. Dzięki! ; )

Nie ma za co i pozdro dla prowadzących za przygotowywanie angażujących zajęć.

Gdybyś chciał umówić się ze mną na kawę, to bym nie odmówiła…pomimo tego, że kawy nie pijam.

Oj, całkiem nieźle umiesz w podryw!

Dzięki Janek, raczej nie jestem w grupie docelowej Twojego bloga, ale czasem zaglądam. Robisz dobrą robotę.

Zawsze, gdy dowiaduję się, że ktoś nie jest w mojej grupie docelowej, zastanawiam się na podstawie czego wywnioskował, że mam jakąś grupę docelową. Bo nie piszę pod nikogo oprócz siebie.

jesteś zajebisty i gdybym Cię poznała to na pewno próbowałabym Cię uwieść. Mimo aparycji gangstera z osiedla. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

No, dzięki.

Mieszkam w Singapurze i uwielbiam, kiedy zawsze rano przychodzi mi powiadomienie z fejsa o Twoim nowym tekście – wiem, że będzie się działo w drodze do pracy! Dzięki, fajnie tworzysz!

Niby to oczywiste, że internet jest wszędzie i to, że blog jest po polsku nie znaczy, że czytają go tylko ludzie w Polsce, jednak za każdym razem, gdy dowiaduję się, że moje teksty docierają do kogoś kto jest TAK DALEKO, wyobraźnia wariuje jak Taz z Animków. Singapur? Łouł!

BŁAGAM popracuj nad pisownią. ‚Także’ pisze się razem. Przecinki mają swoje konkretne miejsce w zdaniu, nie powinny być wrzucane na chybił trafił. Jestem z siebie dumna, bo zawsze powstrzymuję się od skomentowania tego pod tekstem, więc proszę doceń to i popracuj nad pisownią.

Ojojojojoj, ktoś tu mnie kocha, ale nie wie, że „także”, „tak że” i „tak, że” to trzy różne frazy i każda z nich jest poprawna, lecz znaczy co innego. Proszę migusiem doedukować się u Cioci Wittaminy, bo będziemy musieli zrobić sobie przerwę w miłości.

myślałam że masz swoje dzieci.

Póki co, tylko czyjeś.

nie wiem już czy mieszkasz w Krakowie czy Warszawie????

ja też nie wiem, ale śledzenie na bieżąco bloga, a już na pewno opis pod zdjęciem po prawej, prawdę Ci powie!!!!

Widziałam Cię chyba jakiś czas temu w tramwaju w Krakowie i chciałam zapytać czy Ty to Ty, ale wymiękłam i nie zapytałam ( do dziś żałuje)

Dobrze, że się powstrzymałaś, bo podejrzewam, że każdy na pytanie „czy to ty?”, odpowiedziałby, że „to ja”, a to wcale mógłbym nie być ja, tylko ktoś zupełnie inny i wprowadziłby Cię w błąd.

jesteś chodzącym dowodem na to, że nie można oceniać człowieka po wyglądzie

Yyy… czy Ty właśnie mnie obrażasz?

Nosorożec czarny podczas ataku może osiągnąć szybkość 50 km/h.

Samiec żuka gnojarza posiada na spodniej listwie przednich goleni 1 do 3 zębów lub guzków, a na tylnych udach dwa zęby. Samica w tych miejscach nie posiada ząbków.

Przystojny może nie jesteś, ale uwielbiam Twój styl pisania i podzielam Twoje poglądy.

6+ za praktyczne zastosowanie wskazówek z tekstu o obelgach pod przykrywkami komplementów.

Widziałam Cię kiedyś na rowerze i w kinie (odrębne sytuacje), pozdrawiam! :)

A ja bym chciał, żeby to była jedna sytuacja, zgłaszam wniosek o powstanie rowerowego kina!

Pomogłeś mi zakończyć toksyczny dzoewoęcioletni związek. Jasne to nie tylko Twoja zasługa ale po kilku wydarzeniach m.in. którymś Twoim tekście podjąłem decyzje. Dziękuje.

Kurczę, tak bardzo jak jestem zaskoczony, tak bardzo cieszę się, że mogłem jakkolwiek przyczynić się do czegoś dobrego. Gratuluję słusznej decyzji!

Jakby czasami tak bardzo nie irytowały mnie Twoje poglądy na pewne tematy, to nawet chciałabym żebyś przez chwilę był moim facetem.

W ten sposób to jeszcze nikt mnie nie prosił o chodzenie.

Chciałabym jeździć z Tobą na tandemowym rowerze (bo na zwykłym nie umiem, a Ty dajesz dobre wsparcie).

Nie przebiję tego komplementu, jest tak finezyjny, że każda próba dorównania mu wypadnie blado jak Angelina Jolie przy Kanye Wescie.

Czytam tego bloga tak dlugo, ze juz pewnie nawet ty nie pamietasz, ze kiedys byles Grzecznym Chlopcem bez twarzy :)

7

Grzeczny Chłopiec? Bez twarzy? Nie kojarzę gościa.

Powinnam właśnie przyswajać anatomię

Przekonałaś mnie, to u Ciebie.

Już dawno dołączyłeś do grona moich uzależnień, gdzieś pomiędzy kawą z karmelem a filmami Tarantino 😊

Doborowe towarzystwo! Jeszcze tylko jakieś mięso i się stamtąd nie ruszam!

Szczerze mówiąc, to sam nie wiem :D tak na prawdę czytam bloga, bo pokazała mi go moja dziewczyna i chciałem mieć po prostu kolejny temat do rozmowy, ale zacząłem sam czytać bo mi się spodobał. oby tak dalej! teraz zamiast uczyc sie do sesji to czytam stej flaja <3

Ludzie czytają mojego bloga, żeby mieć o czym ze sobą rozmawiać? Brzmi jak „no-tego-się-nie-spodziewałem-ale-się-jaram”!

jeśli miałabym dostać dyspensę od mojego groźnego, łysego, mega zazdrosnego narzeczonego na randkę z facetem innym niż on to na pewno byłby ten łachudra ze Stay Fly!

Łysy łysemu wszystko wybaczy, dawaj ze mną pokarmić łabędzie nad Wisłą albo studentów przed sesją!

Też chcę Cię poznać, zorganizuj spotkanie z czytelnikami!

O dziwo, tego typu sugestia powtarzała się naprawdę wiele razy i to tak wiele, że zacząłem się poważnie zastanawiać nad jej zrealizowaniem. Co prawda, nie wiem jak miałoby wyglądać tego typu spotkanie i chyba dość dziwnie bym się czuł w roli… no właśnie, kogo? wodzireja? ale, cytując Jurka Killera, pomyślimy.

autorem zdjęcia w nagłówku jest jamz196

Nie ma czegoś takiego jak konstruktywna publiczna krytyka

Skip to entry content

Istnieje takie magiczne sformułowanie jak „konstruktywna krytyka”, które daje używającej go osobie złoty talon na publiczne udzielanie rad, pouczanie i wytykanie błędów bez możliwości obruszenia się przez adresata, bo to przecież dla jego dobra, więc powinien być jeszcze wdzięczny. Nie jest tak. I nie jest tak zupełnie, jeśli dzieje się to przy osobach trzecich. Nie ma czegoś takiego jak konstruktywna publiczna krytyka i żeby to zobrazować, chcę żebyś wykonał ze mną małe ćwiczenie.

Twój kumpel z pracy popełnił błąd, w mailu do całego zespołu napisał „wziąść”. Co robisz?
a) wstajesz od biurka, przechodzisz 2 kroki i mówisz mu, że poprawną formą jest „wziąć”
b) wysyłasz do całego Waszego zespołu wiadomość informującą, że w mailu od Twojego kumpla jest błąd
c) wysyłasz do działu obok wiadomość informującą, że w mailu od Twojego kumpla jest błąd
d) wieszasz przy wejściu do budynku kartkę z informacją, że w mailu od Twojego kumpla jest błąd

Wybrałeś najoczywistszą dla Ciebie odpowiedź? To super, to teraz odwróćmy sytuację.

To Ty nieprawidłowo odmieniłeś czasownik i w służbowym mailu napisałeś „poszłem” zamiast „poszedłem”. Jak chciałbyś, żeby zareagowała na pomyłkę osoba, z którą pracujesz?
a) bezpośrednio w kontakcie 1:1 poinformowała Cię o pomyłce
b) poinformowała Cię o pomyłce na forum publicznym
c) wytknęła Twoją wpadkę przy innych osobach, ale nie przy Tobie
d) możliwie maksymalnie nagłośniła Twój błąd

Czym jest „krytyka”, myślę, że każdy z nas zdaje sobie sprawę, jednak spójrzmy do Słownika Języka Polskiego i sprawdźmy co kryje się pod przymiotnikiem „konstruktywny”, bo to już może nie być dla wszystkich takie oczywiste.

konstruktywny
1. «dający pozytywne rezultaty, wnoszący coś nowego, konkretnego»
2. «zdolny do stworzenia czegoś nowego, wartościowego»

Każdy z wariantów rozwiązania powyższych sytuacji jest krytyką, ale tylko pierwszy z nich jest krytyką konstruktywną. Oczywiście konstruktywną dla osoby krytykowanej. Czemu? Bo nie ma czegoś takiego jak konstruktywna publiczna krytyka.

Po pierwsze, już sam fakt nagłaśniania danego tematu świadczy o tym, że osobie, która to robi bardziej zależy na przyciągnięciu uwagi do problemu/zjawiska, niż rozwiązaniu tej konkretnej sytuacji. Gdyby jej główną intencją było naprostowanie niepoprawnego zachowania, zwróciłaby się bezpośrednio do autora, nie eskalując zjawiska dalej. Jeśli ktoś publicznie krytykuje daną kwestię wraz z osobą, której dotyczy ten temat, to albo po prostu chce dowalić tej osobie – a cios zadany przy widzach boli dużo mocniej niż na osobności – albo samemu chce coś ugrać, licząc na poklask i aprobatę widowni. A najczęściej jedno i drugie, czyli pocisnąć kogoś pod przykrywką dobrych intencji i zgarnąć uwagę postronnych gapiów.

Przykład: jeśli wrzuciłeś na jakiś portal społecznościowy zdjęcie jak jesz pączka, a jakaś dobra dusza w komentarzu pod nim napisała „wiesz ile to ma cukru? to biała śmierć, nie powinieneś jeść takich rzeczy, zwłaszcza o tej godzinie”, to ten domorosły dietetyk nie dzieli się z Tobą informacją o wpływie pączka na Twój organizm, bo się o Ciebie troszczy. Gdyby tak było, po prostu napisałby Ci w wiadomości prywatnej, że martwi się o Twój metabolizm i chciał Cię poinformować, że taki posiłek może wpłynąć na niego negatywnie. Ten uświadamiacz ludzkości pisze to w komentarzu pod zdjęciem, bo albo od dawna szuka okazji, żeby wbić Ci szpilę, albo jest żebrakiem atencji i liczy, że osoby, które zobaczą tę wiadomość dadzą mu polubienia, co sprawi, że on sam poczuje się doceniony i zauważony.

Jeśli zastanawiasz się, czy faktycznie tak to działa, to zadaj sobie pytanie: czy jeśli osoba krytykująca Cię publicznie nie liczyłaby na poklask, wciąż robiłaby to publicznie?

Inny przykład: jeśli widzisz, że kobiecie stojącej obok Ciebie poszło oczko w pończosze, a jesteś jej życzliwy i chcesz jej pomóc, a nie zaszkodzić, to mówisz jej to na ucho, czy czekasz na moment, w którym Twój komentarz usłyszą wszystkie osoby zebrane w pomieszczeniu?

Po drugie, publiczna krytyka nie jest konstruktywna dla krytykowanej osoby, bo to tak, jakbyś rozmawiał przez telefon i ktoś Ci krzyczał do słuchawki. Nie skupiasz się na tym co mówi, tylko na tym, że krzyczy. Gdy w trakcie obiadu przy rodzinnym stole słyszysz od ciotki, że z Twoją wagą powinieneś odpuścić deser, nie myślisz o tym, czy ma rację, czy nie i czy powinieneś się zreflektować nad swoim sposobem odżywiania. Myślisz o tym, że zdyskredytowała Cię przy całej rodzinie, przez co nawet jeśli jej uwaga była słuszna, to – zgodnie z definicją słowa „konstruktywny” – ani nie dała pozytywnych rezultatów, ani nie była wartościowa. A wszystko przez sposób jej udzielenia. Sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby ciotka po prostu podeszła i przekazała Ci ją na osobności.

Czy to w rzeczywistości, czy na Facebooku, trudno publiczną krytykę nazwać konstruktywną dla krytykowanej osoby. W pierwszym przypadku jest sposobem dopieprzenia komuś pod przykrywką dobrych intencji, w drugim sposobem zebranie lajków i połechtania ego chwilą uwagi.