Close
Close

Problemy kobiet, to też problemy mężczyzn

Skip to entry content

W poniedziałek odbędzie się Ogólnopolski Strajk Kobiet. Wspieram go jak mogę, bo jak można nie wspierać protestu przeciwko odebraniu ludziom możliwości decydowania o własnym ciele, zdrowiu i życiu? Technologicznie z roku na rok dokonujemy skoku, który wcześniej trwał stulecia i za pomocą kieszonkowego telefonu możemy przeprowadzić wideorozmowę z człowiekiem po drugiej stronie globu, co jeszcze nie tak dawno widzieliśmy tylko na filmach science-fiction, natomiast mentalnie cofamy się do średniowiecza i za chwilę będziemy sprawdzać, czy ktoś jest czarownicą, topiąc go w Wiśle i czekając, aż wypłynie. Jestem przeciwny odbieraniu kobietom podstawowych praw, tak bardzo, jak biegun północy jest przeciwny biegunowi południowemu i słyszę, że to wyjątkowe. Dziwi mnie to.

Dziwi mnie, że ze względu na to, że jestem mężczyzną, dostaję podziękowania za wsparcie Czarnego Protestu i Czarnego Poniedziałku. Dla mnie to oczywiste.

Tak się składa, że moja mama jest kobietą, moje obie babcie były kobietami i każda z moich partnerek też była kobietą. Moja wychowawczyni w podstawówce, gimnazjum i liceum była kobietą, przedszkolanka w pierwszym, drugim i trzecim przedszkolu również. Gdy w dzieciństwie spadłem z drzewa, tracąc przytomność po uderzeniu potylicą o konar, do mojej babci, która była kobietą, przyniosła mnie na rękach starsza koleżanka z placu, która też była kobietą, a gdy w wieku 18 lat, trafiłem do szpitala przez zatrucie farbą, salowa oraz pielęgniarką, która przynosiła mi kaczkę do łóżka, też była kobietą. Gdy wyprowadziłem się z domu, przyjeżdżając do Krakowa z jedną torbą i kilkoma złotymi w kieszeni, miejsce do spania w swoim mikropokoju i kromkę z pasztetem, dała mi przyjaciółka, która także była kobietą. Nawet kobieta, która dała mi pierwszą poważną pracę za niebotyczne – jak na ówczesne realia – pieniądze, była kobieta.

Nie żyjemy na osobnych planetach, nie jesteśmy odrębnymi gatunkami. Jesteśmy sobie nawzajem niezbędni, a problemy kobiet, to również problemy mężczyzn.

To nie jest tak, że kobiety żyją w jednym świecie, a mężczyźni w drugim i jeśli zabraknie tych pierwszych, to jakoś to będzie. My nawet nie żyjemy obok siebie, my żyjemy razem. Bez kobiet nie byłoby ani mnie, ani Ciebie, ani takiego harpagana jak Mariusz Pudziankowski, ani nawet takiego wybitnego myśliciela jak Terlikowski, czy Ziemkiewicz. Dlatego, gdy dzieje im się krzywda, musimy działać.

Nie da się mówić o problemach kobiet w oderwaniu od mężczyzn, w tak łączącym obie płcie temacie.

Ja wiem, że nauka coraz mocniej rozwija inseminację i in vitro, ale one wszystkie naprawdę nie zachodzą w te ciąże same. Tam wszędzie pojawia się mężczyzna. Również, gdy ciąża jest zagrożona, coś zagraża życiu matki lub dziecko z wrodzoną wadą umiera zaraz po porodzie. Lub gdy w jego trakcie umiera matka. Z tym wszystkim musi, powtarzam, musi zmierzyć się także mężczyzna. To nie jest tak, że faceci w tym nie uczestniczą i mają w dupie, czy ich dziecko będzie zdrowe, czy niezdolne do samodzielnego życia i czy ich partnerka w trakcie ciąży dostanie właściwą opiekę medyczną w razie problemów, czy zostanie odstawiona na półkę, dopóki jej stan nie będzie oznaczał pewnej śmierci.

Zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej to problem nas wszystkich, dlatego wszyscy powinniśmy się przeciwstawić.

W poniedziałek będzie miał miejsce Ogólnopolski Strajk Kobiet, ale jak dla mnie to powinien być Ogólnopolski Strajk Ludzi. Albo w ogóle Strajk Polaków. Ludzie powinni mieć prawo do decydowania o swoim ciele, do niepogłębiania skutków gwałtów i do tego, że ich życie będzie ratowane w pierwszej kolejności przed życiem zarodka. A już tak zupełnie przede wszystkim, powinni mieć prawo wyboru. Dlatego ja 03.10. wychodzę z domu i manifestuję swój sprzeciw i jeśli choć trochę zależy Ci na rzeczywistości, w której żyjesz i ludziach, którzy Cię otaczają, to też pokaż, że nie jest Ci wszystko jedno.

Gdy pielęgniarkom, górnikom albo rolnikom coś nie pasuje, wychodzą na ulice. My musimy zrobić to samo. I mówiąc „my”, mam na myśli również mężczyzn. Niech nasza męskość nie ogranicza się tylko do zmiany profilówki na Facebooku i oburzania się w internecie. Niech będą to bardziej namacalne działania, w końcu kobiety na nie zasługują.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Mat Simpson

(niżej jest kolejny tekst)

18
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
Résumé .#21 – przegląd wrześniajestemmmmja.blogspot.comWarte uwagi – wrzesień 2016 | pazurempisanyNataliaDot Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jan Favre
Gość

Wszystkie informacje na temat Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i odnośniki do strajków regionalnych znajdziesz tutaj: https://www.facebook.com/events/1659773451018196/

Marta Skrzypiec
Gość

Gratulacje za udział w strajku może są nie na miejscu. Ale za ten wpis ci się należą! Jako kobieta i matka mówię więc- oby było więcej takich mądrych mężczyzn!

Lorka
Gość

ej no co ty..przeciez poczęcie to cud bożyi on macza w tym palce, a KAŻDE życie to dar( oczywiscie zwlaszcza to nienaorodzone) o kobieta niech zdycha i osieraca np 3 dzieci.. od kilku dni mam takiego wkurwa,ze chyba normalnie powinnam odłączyć się od sieci.. a juz komentarze o kurwach sukach dziwkach co to jak nie przyjdą do pracy tylko bedą strajkowac to czytales? tak wlasnie panowie o kobietach się wypowiadają.. nie no powinnam stanowczo wyciągnąc wtyczke z laptopa wrrr

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Empatia i myślenie o zasięgu dalszym niż kolejne wyjście do klopa – oto, czego brakuje tym wszystkim czopom, którzy sądzą, że protesty organizuje banda nadmiernie wyzwolonych gówniar, które z lenistwa nie stosują antykoncepcji i walczą o prawo do tego, żeby móc się skrobać na potęgę. Nie potrafią, nie mogą wpuścić do tego zaciemnionego, porośniętego mchem płatu czołowego żadnej innej opcji.
Takim to ja życzę jak najgorzej. Z Terlikiem i jego różańcowym fetyszem na czele.
I uwierz mi, Janek, naprawdę jesteś wyjątkiem. Mało który facet myśli w ten sposób – i nie przetłumaczysz kałmukom, a próbowałam.

Cosmic Flower
Gość

Dwie piątki, popieram w pełni! Idę w poniedziałek i mogę tam spędzić cały dzień, mając nadzieję, że to naprawdę coś da. Ciągle nie mogę uwierzyć w to, co się tutaj dzieje. A jak dodatkowo czytam komentarze w sieci, to oczom nie wierzę. Skąd tyle zacofania, jadu, braku podstawowej wiedzy o świecie w 21. wieku? No skąd?
Też uważam, że mężczyźni powinni się przyłączyć, jak najbardziej! Jeśli w Krakowie coś Ci nie podpasuje, przyjeżdżaj do Poznania. Wśród moich świadomych koleżanek zawsze znajdziesz wsparcie:)

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Z frustracji, nieudacznictwa, braku spełnienia w życiu bądź też obecności wszystkich wyżej wymienionych czynników w domach rodzinnych i wpajanie od dzieciństwa, że tylko plując jadem można sobie zrekompensować życiowe klęski.
Bądź też z niedojrzałości i braku doświadczenia życiowego – ale do odwracalne, do pierwszego porządnego kopa w dupę od życia.

Konrad Norowski
Gość
Konrad Norowski

Niektórym po prostu pogarda za bardzo wkręciła się na mózg i rozpaczliwie potrzebują poczuć się od kogoś lepsi.

Shit-test – co to jest, jak go przejść i czemu kobiety robią je facetom?

Skip to entry content

Dzień, w którym dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak shit-test pamiętam dość dobrze. Prawie tak dobrze, jak moment, w którym zorientowałem się, że jeśli stanę na łączeniu płyt chodnikowych, to ulica nie wybuchnie. Też dotarło do mnie, że to co robiłem wcześniej było zupełnie bez sensu, a świat zaczął wyglądać nieco inaczej. Gotowy na połknięcie czerwonej pigułki i wyjście poza Matrixa? To jedziemy!

Co to jest shit-test?

Shit-test pochodzi ze slangu trenerów uwodzenia i profesjonalnych podrywaczy i można tłumaczyć go na polski dosłownie: to test, którym kobieta sprawdza, czy nie wciskasz jej gówna. Mniej dosłownie: niewinne zdanie lub pytanie, na podstawie którego dziewczyna błyskawicznie klasyfikuje jakim typem faceta jesteś. Za jego pomocą weryfikuje, czy wersja siebie, którą próbujesz jej sprzedać, to tylko przyjęta przez Ciebie poza na potrzeby podrywu, czy faktycznie taki jesteś.

W skrócie: shit-test, to błyskawiczny sprawdzian Twojej osobowości.

Po co kobiety robią shit-testy?

Żeby bez wysiłku odsiać ziarno od plew.

Nieco ponadprzeciętnej urody dziewczyna niestroniąca od imprez, zwłaszcza w klubach, słyszy średnio co trzy piosenki, że ma ładne oczy i co cztery, że z taką jak ona, to można by ołówki z IKEI kraść. Że jej cielęcinkę, to jak Reksio szynkę, nawet nie trzeba mówić, bo mokra intencja spływa adoratorowi po twarzy razem z potem. Innymi słowy: ma branie. I najczęściej wśród typów, z którymi nie chciałaby się wymienić nawet spojrzeniem. Skutkuje to tym, że nawet, gdy nie podbijasz z tekstem, że jej stary to na bank jest złodziejem, bo ukradł gwiazdy i wsadził jej w oczy, to ona i tak odruchowo zakłada, że:

a) chcesz wyłącznie dobrać jej się do majtek (więc sprawdza shit-testem, czy zależy Ci na czymś więcej niż seksie)

b) jesteś za cienki w uszach, żeby do niej startować (więc sprawdza shit-testem, czy jesteś z jej ligi i nie zrobi błędu dając Ci szansę)

Czasem pojawia się jeszcze jedna motywacja:

c) jest nauczona, że relacja damsko-męska to wojna, a ona nie wie, gdzie masz granice (więc sprawdza shit-testem na ile może sobie pozwolić)

jeśli jednak zdarza się to na zaawansowanym etapie znajomości i na tyle często, by to zauważyć, to lepiej uciekać od takiej. Zdrowi ludzie nie sprawdzają w kółko, czy mogą Ci stanąć butami na głowie. Po prostu tego nie robią, bo to pojebane.

Jak wyglądają shit-testy?

Czyli, w którym momencie flirt zamienia się w egzamin, stwierdzający, czy jesteś godzin jej uwagi, numeru telefonu i kontaktu z florą bakteryjną? W każdym. Ale najczęściej, gdy w trakcie podrywu słyszysz jeden z poniższych tekstów.

– Postawisz mi drinka? – sprawdza, czy uważasz, że musisz kupować sobie jej uwagę, czy w swoim mniemaniu jesteś na tyle interesujący, że będzie z Tobą rozmawiać nawet, gdy odmówisz

– Musisz się bardziej postarać – sprawdza, czy może Cię zdominować i sprowadzić do roli maskotki

– Mówisz to wszystkim dziewczynom? – sprawdza, czy jesteś masowym podrywaczem i bierzesz co się nawinie, czy chcesz spędzić wieczór stricte z nią

– Nie daję swojego numer nieznajomym – sprawdza, czy nie jesteś desperatem, który zacznie ją błagać o numer albo wariatem-stalkerem

– Jesteś dla mnie za niski/wysoki – sprawdza, czy kwestia Twojego wzrostu jest tak naprawdę problemem dla Ciebie

– Pójdziesz do szatni po mój płaszcz? – sprawdza jak bardzo jesteś uległy i czy będziesz posłusznym pieskiem wykonującym polecenia

– Któraś się złapała na ten bajer? – sprawdza, czy wystarczy prosty przytyk do sposobu w jaki podrywasz, żebyś odpuścił, czy masz jaja, żeby grać z nią dalej

– Dzięki, ale mam chłopaka/jestem lesbijką – oczywiście może być tak jak mówi, ale w większości przypadków, to po prostu filtr odsiewający płotki i sprawdzający poziom Twojej determinacji

Jak przejść shit-test?

Jak już ustaliliśmy, shit-test jest egzaminem, który musisz zdać lub też piłeczką, którą musisz odbić, jeśli chcesz posunąć się do przodu w relacji ze stosującą go kobietą. Poprawnych odpowiedzi na szczęście jest więcej niż na maturze i wcale nie trzeba uczyć się ich na pamięć, żeby wpasować się w klucz. Są 3 głownie strategie rozwiązywania tego typu quizów, jednak niezależnie, którą z nich wybierzesz, musisz pamiętać o najważniejszej kwestii: nigdy, przenigdy, nawet pod groźbą wazektomii, NIE TŁUMACZ SIĘ!

Niestety w tej grze jest permanentne domniemanie winności, a jej naczelna zasada to, że winny się tłumaczy. Jeśli więc zaczniesz racjonalnie ją przekonywać, że nie uważasz, żebyś był niski albo, że wcale nie jesteś podrywaczem i przyszedłeś do klubu po prostu się pobawić, to przegrałeś. Serio, tłumaczenia pozostaw na rozprawy sądowe, a jeśli chcesz przejść gówno-sprawdzian, to wykorzystaj któryś z poniższych wariantów.

1. Zbycie absurdalnym żartem.

– Mówisz to wszystkim dziewczynom?
– Tylko tym, których imię kończy się na „a”.

– Dzięki, ale mam chłopaka.
– Ja też, ciągle nie mogę go nauczyć, żeby nie sikał na deskę.

– Z iloma dziewczynami spałeś przede mną?
– Za kogo ty mnie masz? Seks dopiero po pierwszym dziecku.

Niezależnie, czy chcesz kogoś poderwać, czy sprzedać mu zestaw garnków za 5 koła, gdy poznajesz nową osobę Ty jesteś na jednym brzegu, a ona na drugim. Wskoczenie w ciuchach do rzeki jest pomysłem z puli tych mniej przybliżających Cię do niej. Potrzebujesz wybudować most między Wami, a śmiech jest świetnym stelażem, po którym można się poruszać i nakładać kolejne warstwy. Jeśli nie wiesz jak wybrnąć z jakiejś sytuacji w trakcie podrywu – rzuć żartem. W najgorszym wypadku tylko jedno z Was zakończy spotkanie w dobrym humorze. Ty.

2. Zignorowanie.

Opcja dla chłopaków mocniej zaprawionych w bojach, ewentualnie z silniejszym poczuciem własnej wartości. Jeśli słyszy pytanie, czy postawisz jej drinka albo popilnujesz torebki, gdy będzie tańczyć z koleżanką na parkiecie, zachowuj się, jakby Twoja kilkuletnia siostra spytała, czy dłubiesz w nosie. Zignoruj to i zrób minę, jakby to było tak niepoważne, że tylko z grzeczności nie będziesz odpowiadał.

3. Konfrontacja.

– Postawisz mi piwo?
– Chcesz, żebym cię kupił, czy upił?

– Jesteś dla mnie za niski.
– A ty dla mnie zbyt wymalowana, ale chyba nie ma sensu oceniać książki po okładce?

– Musisz się bardziej postarać.
– Zawsze masz takie roszczeniowe podejście, czy tylko gdy ktoś próbuje Cię poznać?

Tu już wchodzimy z drzwiami. Chce grać w wojnę? Potrzebuje dowodu, że nie dajesz sobie wchodzić na głowę? To proszę bardzo. Zagranie ryzykowne, przy czym całe ryzyko sprowadza się do tego, czy odbijesz greps wystarczająco przekonująco. Wyczuje w Tobie moment zawahania i leżysz. O ile przy ignorowaniu było wyrównywanie siły i ustawianie się w pozycji równowagi, o tyle tu jest przechylanie szali dominacji na Twoją stronę.

Czy w ogóle warto przechodzić shit-testy?

Pytanie, od którego tak naprawdę powinniśmy zacząć.

Część kobiet stosuje shit-testy z pełną premedytacją w wyniku uczenia się zarządzania relacjami, część zupełnie nieświadomie, kopiując te zachowania od koleżanek lub matek. Cześć z nich ma zawyżoną samoocenę i musi sprawdzić, czy aby na pewno jesteś ich wart. A część nie zadziera nosa, ale trafiła na pluton ruchaczy w przebraniach mężczyzn szukających związku i instynkt samozachowawczy każe im się przed nimi bronić.

Warto wiedzieć jak przechodzić shit-testy dla tych ostatnich.

Co zmieniło we mnie 5 lat blogowania?

Skip to entry content

„Pięć lat minęło jak jeden dzień. Nie masz co wspominać? Lepiej swego bloga zmień” parafrazując klasyka. Ja mam całkiem sporo do wspominania, bo gdy zaczynałem przygodę z blogowaniem pod koniec 2011 roku, niemal wszystko wyglądało inaczej. Od gwiazd internetu, przez platformy do publikowania, po postrzeganie tego świata przez media. Te pół dekady temu najpopularniejszymi youtuberami był – przedwcześnie zmarły medialnie – Niekryty Krytyk, czy – obecnie działający głównie po drugiej stronie kamery – Kuba Jankowski z Matura to Bzdura, a gdy ktoś Cię pytał o znanych blogerów, w pierwszej kolejności wymieniałeś Maćka Budzicha albo Artura Kurasińskiego. Dziś podejrzewam, że te nazwiska nic już Ci nie mówią, jeśli nie śledzisz branży dłużej niż 2 lata.

W czasach, gdy ludzie jeszcze spierali się czy ten zagraniczny Facebook ma sens i nie lepiej zostać przy swojskiej Naszej Klasie, ja stawiałem pierwsze kroki w prowadzeniu swojego internetowego pamiętnika. W sensie bloga. Robiąc to tak źle, że gdyby ktoś wynalazł wehikuł czasu, cofnąłbym się do tamtego okresu i zabrał sobie klawiaturę albo przynajmniej posadził na karnego jeżyka. O tym, czym chciałem się zajmować, wiedziałem tyle, że chcę być jak Hank Moody w drugim sezonie „Californication”, że jestem najlepszy, a jak nie jestem, to będę i że nikomu sława i pieniądze nie należą się tak jak mnie. I nic więcej. A, jeszcze cały czas się zastanawiałem po cholerę ludziom internet w telefonach. Przecież to urządzenie służy do dzwonienia i smsowania.

Od tamtego momentu, sporo się zmieniło. Co konkretnie?

Brak pokory

Pisząc pierwsze teksty w 2011 byłem dogłębnie przekonany o własnej zajebistości, oryginalności i nieomylności. Wychodziłem z założenia, że jestem lepszy niż wszyscy ówcześnie publikujący blogerzy i jak tylko świat się o mnie dowie ludzie zaczną nosić mnie na rękach. Bo przecież to mi się należy. Problem tkwił tylko w tym, że świat miał mnie w dupie. A przynajmniej dwa z trzech wcześniej wspomnianych przekonań były błędne. Wraz z nabywaniem obycia w branży i poznawaniem kolejnych twórców moje zuchwalstwo zaczęło przygasać, zatrzymując się na zdrowym, budującym, a nie destrukcyjnym poziomie.

Wciąż nie jest mi blisko do pokornego ucznia, ale coraz dalej do pyszałkowatego aroganta.

Zaufanie do mediów

Gdyby nie względna popularność mojego bloga, pewnie nie miałbym okazji zobaczyć jak wygląda telewizja, czy radio od środka, ani jak działają dziennikarze w portalach internetowych i gazetach. I wierzył, że to, co jest tam publikowane to prawda. A przynajmniej rzetelnie podane fakty.

Niestety, ale media to syf i wiele, jeśli nie połowa, publikowanych przez nie „informacji” o prawdę nawet się nie otarło.

Ogrom „dziennikarzy” nie dość, że jest stronniczy, to ich subiektywizm nie jest szczery, wynikający z własnych przekonań, ale narzucony z góry przez przełożonych. Wiadomości są przejaskrawiane, a poszczególne zdania wyciągane z kontekstu i przeinaczane, by wzbudzały jak najmocniejsze kontrowersje i przyciągały nowych widzów. Mediom nie zależy na rzetelności, tylko na oglądalności i często celowo wprowadzają odbiorcę w błąd, byleby tylko słupki z zasięgami rosły, czego świetnym przykładem była styczniowa afera z Gazeta.pl.

Po tej połowie dekady wiem, że każdą budzącą żywe dyskusje informację muszę sprawdzać osobiście, bo bardzo często jest kłamstwem sfabrykowanym na potrzeby wygenerowania odpowiedniej ilości odsłon banerów, obok których jest zamieszczona.

Chęć do dyskusji w internecie

Po tylu sporach, które stoczyłem w komentarzach, a z których absolutnie nic nie wynikło poza tym, że pod ich koniec byłem jeszcze bardziej wkurwiony, niż na początku, coraz rzadziej chcę w nich uczestniczyć. Coraz częściej chcę po prostu zająć swoje stanowisko, przekazać we wpisie co mam do powiedzenia na dany temat i na tym zakończyć swoją rolę. Poza aspektem związanym ze stratą nerwów i energii w trakcie batalii toczonych pod postami, nabieram przekonania, że polemika i tak nie ma mocy sprawczej i nie zmieni drugiej osoby, więc nie ma sensu się w nią wdawać.

Empatia

Z tematów, z których naśmiewałem się, czy wręcz ordynarnie szydziłem w pierwszych wpisach, dziś bym się nie śmiał. Coś co kiedyś wydawało mi się dobrym tematem do mocnych żartów, dziś często postrzegam jako warte postawienia się w jego obronie. Skąd taka zmiana? W dużej mierze jest to wynikiem coraz częstszego bycia po drugiej, atakowanej stronie barykady, i bardziej bezpośredniej możliwości wczucia się w sytuację osób, które ktoś bierze sobie na celownik. Zamiana ról i zmiana perspektywy życiowej, zmienia w odbiorze ludzkich zachowań naprawdę bardzo dużo i sprawia, że zanim z czegoś zakpisz, mocno się zastanowisz.

Jakość tekstów

Nie jest to jakaś wyjątkowo odkrywcza sprawa i byłoby zdecydowanie coś nie tak, gdyby po takim czasie moje pisanie nie przybrało na jakości, bo jeśli robi się coś regularnie latami, to siłą rzeczy musi to ewoluować, ale dla spokoju ducha wspominam o tym. W stosunku do choćby ostatnich 12 miesięcy, teksty są zdecydowanie bardziej przemyślane, zgrabniej napisane i mniej powierzchowne. I dwukrotnie dłuższe, ale to na marginesie.

Świadomość własnych słabości

Mimo, że publiczna krytyka nie jest konstruktywna dla krytykowanego, a dopierdalanie się w komentarzach do innych jest destruktywnym zjawiskiem, bywa, że czytając coś ultra idiotycznego, nie jestem w stanie się powstrzymać i zachowuję się jak typowy hejter. Wiem, że to co zrobię jest złe, szkodliwe i przede wszystkim bez sensu, ale bywają momenty, kiedy przegrywam z samym sobą, a przede wszystkim z emocjami, które się we mnie kotłują i daję temu upust w postaci negatywnego komentarza. W ostatnim czasie mocno nad tym pracowałem, próbując całkowicie to wyeliminować i przede wszystkim nabrałem świadomości jak karygodne jest tego typu zachowanie.

Tolerancja dla wymówek

Jest takie powiedzenie, że „kto chce znajdzie sposób, kto nie chce znajdzie powód” i kilka razy byłem bliski wytatuowania go sobie na przedramieniu. W dorosłe życie wchodziłem mieszkając z 5 innymi osobami w ruderze, w której wchodząc do toalety parowało z ust i mając 1000zł na opłacenie tego skrawka podłogi, jedzenia, picia, ciuchów, lekarstw, proszku do prania i takich fanaberii jak kino, czy piwo na mieście, a dziś przynajmniej raz na 2 miesiące lecę na tygodniowe wakacje za granicę i jem w domu, a nie na mieście, gdy mam ochotę pogotować, a nie gdy muszę. Doszedłem do tego sam, realizując swój abstrakcyjny pomysł na życie, który większości osób wydawał się idiotyczny i nadający się tylko do publicznego wyśmiania.

Dlatego, gdy słyszę od kogoś, że czegoś nie robi, bo nie ma czasu, znajomości, rodzice mu nie pozwalają albo dlatego, że miał trudny start, to mówię mu wprost, że to wymówki, a jedyną przeszkodzą jest jego własny brak chęci.

Zmiana poglądów

Jedni fakt zmiany poglądów wraz z upływem czasu nazwą hipokryzją, ja ewolucją, czy też dojrzewaniem. Inaczej myślałem, gdy miałem 8 lat, kompletnie inaczej, gdy miałem 18, zdecydowanie inaczej postrzegam rzeczywistości, ludzi i prawa nimi rządzące, gdy mam 28 i jestem niemal pewien, że inaczej na to wszystko będę patrzył w wieku lat 38. Byłbym naprawdę zaskoczony, gdyby przez dekadę moje poglądy nie uległy żadnemu przeobrażeniu.

Dobra, to że przeżycia i rozwój intelektualno-duchowy nas zmienia nie jest niczym odkrywczym, ale jak do tego ma się prowadzenie bloga?

Ano tak, że za każdym z tych blogów stoi człowiek. Najczęściej indywidualista, mocno skrzywiony w stronę swojej fanaberii, z ego przerośniętym do tego stopnia, że wydaje mu się iż jego twórczość kogokolwiek interesuje. W skrócie: wariat. A ja tych wariatów w ciągu tych 5 lat poznałem dziesiątki. I to nie przez internet, a osobiście. Dziesiątki wariatów zawieszonych w swoich kosmosach podróżujących po odległych orbitach, z którymi nawiązałem kontakt, chcąc nie chcąc, wskakując w te niezbadane przestrzenie. Obranie choć chwilowo ich punktu widzenia, nie mogło nie pozostawić śladu. Jedne przekonania we mnie wzmocniło, drugie osłabiło, a trzecie zastąpiło czwartymi.

Z kim przestajesz takim się stajesz. Przestawanie z wariatami musiało się odbić na moich poglądach. Niekoniecznie wariackich.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Shai Barzilay

Co jest spoko w jesieni? (+ konkurs Somersby)

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Somersby i przeznaczony jest tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich

Wpadłem do niego na jedno małe, no góra dwa, żeby porozmawiać o tym i owym. Czyli o ostatnich podobojach miłosnych i powodzie, dla którego mówi o nich w czasie przeszłym. Standard. Przekraczam próg i dolatuje do mnie, jak szpak do wiśni, którą chce właśnie wydziobać, znajomy refren.

Jak to jest, że nieoczekiwanie

Centralne ogrzewanie tak splata mi się z przemijaniem

Przekleństwa cedzę przez zęby, jest na co cedzić

Kiedy jesień mnie nachodzi bez zapowiedzi

~ Łona „Kaloryfer”

Ty, stary, co ty za smuty puszczasz? – zagaduję serdecznie na przywitanie.

No co? Trzeba się przygotować na najgorsze, nie? – odpowiada, zdradzając swój misterny plan.

Wojtek, ale to nie nowa praca, ani wystąpienie na szkolnym apelu, żebyś musiał się specjalnie przygotowywać – trafnie zauważam.

Gorzej, od pracy, czy szkoły możesz uciec, a jesień jest nieunikniona. Trzeba być gotowym na najgorsze – zauważa jeszcze trafniej?

No bez przesady, może nie będzie tak źle? – pytam w gruncie rzeczy sam siebie.

Tak? A co jest niby nie-złego w jesieni? – hmm, no zastanówmy się.

Oglądanie seriali

ogladanie-telewizji

Raz, że to właśnie po wakacjach wychodzi wiele nowych tytułów i większość nowych sezonów istniejących już seriali, a dwa, że w tym okresie czuję jakieś wewnętrzne przyzwolenie, że faktycznie mogę na to poświęcać czas i nie jest on stracony. Bo w lecie jakoś zawsze serce mnie boli, że tak dużo się dzieje dookoła i mógłbym pójść w tyle różnych miejsc, a ja zamiast to wykorzystać, siedzę przed monitorem.

Grzybobranie

akpa20160909_somersby_pp_8429

Jaka jest główna zaleta jesiennych deszczy? Powietrze w Krakowie robi się czystsze na pół godziny. A w miejscach, gdzie smog nie terroryzuje ludzi? Pojawiają się grzyby!

Nie robiłem nigdy papierów na leśniczego i też żaden ze mnie botanik, ale całkiem przyzwoicie znam się na grzybach. A przynajmniej na tyle, żeby być w stanie odróżnić jadalne, od tych które można zjeść tylko raz i czerpać przyjemność ze zbierania tych pierwszych. Bo grzybobranie, to takie „Pokemon GO”, tylko z nożem i siatką zamiast telefonu i powerbanku – przemieszczasz się, odkrywasz nowe tereny, polujesz na rzadkie okazy i jarasz się jak znicz olimpijski, gdy uda Ci się go upolować jako pierwszy. A potem w dodatku możesz jeszcze to zjeść. Zajebista zabawa.

Spotkania!

#Somersby #Blend

akpa20160909_somersby_pp_7996

Gdy opcja imprezowania pod gwiazdami gaśnie jak zapałka na wietrze, a wizja weekendowego grillowania jest już tylko nostalgicznym wspomnieniem, zaczyna się sezon na spotkania ze znajomymi w domach. I te nieokiełznane jak legendarne prywatki na Dietla 44 i te dużo spokojniejsze jak ustawka na planszówki, czy maraton filmowy. Gdy wiatr wygina drzewa jak na zajęciach z jogi, spoko móc posiedzieć w ciepełku i pogadać ze znajomymi o tym „co słychać w wielkim świecie”, cytując Bolca z „Chłopaki nie płaczą”.

A jeszcze lepiej siedzi się przy czymś dobry nie tylko dla duszy, ale i ciała.

somersby-appleblend-3

akpa20160909_somersby_pp_8373

W zeszły piątek mnie i kilku znajomych blogerów gościł Lord, racząc nas limitowaną edycją swojego trunku z kwaśniejszych jabłek niż zazwyczaj – Somersby Apple Blend 2016 – która powinna podejść wszystkim lubiącym bardziej wytrawniejsze smaki. Oprócz napitków były też bardzo zacne kąski, jedliśmy bruschettę z kurkami, cykorię z jarzębiną, kaczusię i ciasto z jabłuszek. Ale nie piszę tego, żeby się chwalić. No dobra, może trochę tak, ale nie tylko po to.

Jeśli chcesz, żeby Lord ugościł tak również Ciebie, to jest na to szansa!

Może wpaść do Ciebie i Twoich znajomych profesjonalny kucharz, który nie dość, że dostarczy zapas Somersby Apple Blend 2016, to jeszcze przyrządzi elegancką szamkę na szóstkę z plusem, żebyście mogli w pełni pocelebrować uroki jesieni. Co zrobić, żeby tak się stało? Wystarczy, że wraz ze swoją ekipą uwiecznisz na zdjęciu albo filmie jeden z takich wieczorków poetyckich, czy co tam robicie, jak się widzicie, i wrzucisz to na Instagrama, Facebooka albo Twittera dodając hasztagi #Somersby #Blend.

Do autorów najciekawszych zdjęć/filmów ze spotkań towarzyskich, przybędzie lordowski szef kuchni, który postara się, żeby Tobie i Twoim przyjaciołom nie zaschło w gardłach, ani żebyście nie padli z głodu. I to w asyście pana fotografa, który upamiętni tę prywatkę, co byście sami nie musieli się tym trudzić w trakcie konsumpcji. Spoko, co? Więcej szczegółów znajdziecie na oficjalnej stronie.

akpa20160909_somersby_pp_8329

Bajeczne zachody słońca

Jak to się dzieje, że we wrześniu, czy październiku niebo przy zachodzie jest wyjątkowo barwne? I wygląda jak impresjonistyczny obraz? Nie jestem asem z zakresu fizyki, więc krótko: właśnie dlatego, że jesienią jest wilgotniej, promienie słoneczne załamują się i rozpraszają przez kropelki zawieszone w powietrzu i chmury, co nadaje niebu czerwony kolor. Na który można patrzeć, i patrzeć, i patrzeć.

Szarlotka

autorem zdjęcia jest Vanessa Porter
autorem zdjęcia jest Vanessa Porter

Jesień to czas robienia przetworów, wytworów i ogólnie cudów z owocami, ale największym z nich wszystkich jest szarlotka! Ta, którą robiła moja babcia z kwaśnych jabłek była ultra pyszna i gdy się do niej dorywałem, byłem w stanie wsunąć na raz pół blachy od razu po wyjęciu z piekarnika! Ten smak był w stanie całkowicie zrekompensować mi krótsze dni i dłuższe wieczory.

Kasztany

autorem zdjęcia jest Zaytsev Artem
autorem zdjęcia jest Zaytsev Artem

Pamiętam jak pierwszy raz w życiu przyjechałem do Krakowa z wycieczką szkolną i poszliśmy na Wawel, nie mogłem uwierzyć, że na jego zboczach jest tyle kasztanów, które po prostu sobie leżą i nikt ich nie zbiera! U mnie na podwórku zawsze była walka, a w zasadzie to prawdziwa wojna, o nie i nieraz dostało się od kogoś z łokcia w żebra w trakcie zbierania. Nie mówiąc już o tym, że wdrapywanie się na drzewo i strząsanie ich, czasem kończyło się bardzo bolesnym upadkiem albo zwichniętą ręką.

Kasztany są przepiękne, można z nich zrobić milion rzeczy, rozwijają kreatywność jak klocki Lego i może to zabrzmieć śmiesznie, ale to właśnie pod ich wpływem w trakcie tej wycieczki w podstawówce zakochałem się w Krakowie i podjąłem decyzję, że chcę w nim żyć.

Spacery wśród kolorowych liści

spacer-w-lisciach

„50 twarzy Orange’a” w parkach, to jeden z sensowniejszych powodów, żeby ruszyć się z domu w tej nie do końca kochanej porze roku. Jeśli nie dla samego siebie, to choćby na randkę. Karmazynowe liście pod stopami to +20 do romantyczności i +50 do polubień na Instagramie.

Jak znacie inne nie-złe rzeczy w jesieni, to dawajcie do komentarzy.